To już niemal pewne. Tak jak informowaliśmy w czerwcu, Kimbo Slice nazywany "Mistrzem nokautu" będzie kolejnym rywalem Mariusza Pudzianowskiego. Do konfrontacji dojdzie w październiku najprawdopodobniej w Chicago.

Informację tę potwierdził Corey Fischer, dyrektor agencji odpowiedzialnej za interesy Polaka w Stanach. - Mogę poinformować, że walka pomiędzy tymi dwoma zawodnikami jest bardzo bliska finalizacji. Chcemy doprowadzić do niej w Chicago, ze względu na liczną rzeszę Polaków zamieszkujących tamtą okolicę - zaznaczył

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Z tego, co mi wiadomo Polsat nie pokaże walki Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Andrzej Janisz, znany polski dziennikarz komentujący w telewizji Polsat walki MMA. Żadna inna polska telewizja zdaniem Janisza najprawdopodobniej również nie przeprowadzi transmisji. To fatalne wiadomości dla polskich fanów i miejmy nadzieję, że jednak któraś stacja pokaże walkę "Pudziana".

W walce z Yusuke Kawaguchim "Pudzian" zgodnie z oczekiwaniami zaraz po pierwszym gongu ruszył na rywala. Najsilniejszy człowiek świata zasypał Japończyka gradem ciosów, ale o dziwo Kawaguchi dalej stawiał opór. Szturm Pudzianowskiego trwał dwie i pół minuty, później Polakowi zaczęło brakować sił. - Byłem zbyt pewny siebie, myślałem, że go skończę w trzy minuty i to był błąd. Następna lekcja pokory - mówił po walce "Pudzian".

Chociaż Pudzianowskiemu brakowało kondycji, dzięki wielkiej ambicji wytrzymał trudy pojedynku i wygrał decyzją sędziów. Przebiegiem walki zaskoczony był również Andrzej Janisz komentujący galę KSW XIII w telewizji Polsat.

- Nigdy nie spodziewałem się, że walka potrwa tak długo. Myślałem, że będzie to maksymalnie trzy minuty - powiedział Wirtualnej Polsce. - Jestem zbudowany tym, że Mariusz wytrzymał dziesięć minut. W życiu nie przypuszczałbym, że będzie w stanie wytrzymać pięć. „Pudzian” jest odważny - dodał.

Po wygranej nad Kawaguchim, teraz Pudzianowskiego czeka jeszcze trudniejsza przeprawa. Już 21 maja zmierzy się z żywą legendą MMA Timem Sylvią. Trudno przewidywać jaki przebieg będzie miała ta walka.

- Nikt nie jest w stanie przewidzieć przebiegu walki MMA. Element przypadkowości w MMA jest większy niż w jakimkolwiek innym sporcie. Mariusz musi spróbować go trafić. Może mu się uda, tak jak Ray'owi Mercerowi (pokonał Sylvię przez KO w 9. sek. pojedynku - przyp WP). Jeśli mu się nie uda, to nie wygra - stwierdził Janisz.

Niestety polscy kibice najprawdopodobniej nie będą mieli okazji zobaczyć walki "Pudziana" z Sylvią. - Z tego, co mi wiadomo Polsat nie pokaże tej walki. Wydaje mi się, że żadna z polskich telewizji również nie będzie transmitowała tego pojedynku - powiedział komentator Polsatu.

MR
źródło: wp.pl

Kategoria: News

Wbrew opiniom w USA, najbliższy rywal Polaka wcale go nie lekceważy, choć przemawiają za nim wszystkie argumenty. Póki co Amerykanin nokautuje...

Piątkowa walka Mariusza Pudzianowskiego z Yusuke Kawaguchim jest lekceważąco komentowana za Oceanem. Fachowcy i internauci wręcz nabijają się z umiejętności ringowych Pudziana. Padały hasła, żeby dał sobie spokój z MMA i wycofał się z planowanego na 21 maja pojedynku z Timem Sylvią.

Sylvia - były mistrz świata federacji UFC - dotąd nie wypowiadał się o walce Pudzian - Kawaguchi. W końcu jednak...

Zapytano go na Twitterze, czy widział ten pojedynek i czy (po męczarniach Pudzianowskiego) czuje się pewniejszy swojej wygranej 21 maja.

Nie widziałem tej walki, ale nic się nie zmienia. Wciąż wygląda na to, że czeka mnie ciężki pojedynek - napisał Sylvia.

Świadczy to o tym, że amerykańskiemu zawodnikowi nie udzieliła się buta , jaka przemawia przez amerykańskie media . A także innych fighterów...

Inna sprawa, że Sylvia w jednym z poprzednich wpisów na Twitterze zapewnił, że jest w znakomitej formie.  I że niszczy kolejnych sparingpartnerów.

Kolejny świetny sparing za mną. Jak tak dalej będę ich nokautował, to nikt mi nie zostanie - napisał 5 maja.
Jak sądzicie, kto zwycięży 21 maja? Pudzian zdoła się zregenerować po ciężkiej walce z Japończykiem i pokona Amerykanina? A może Sylvia wybije mu z głowy MMA?

Źródło: sportfan.pl

Kategoria: News
środa, 14 lipiec 2010 19:49

"Pudzian" kontra "Kimbo Slice"? "NIE"

- Mogę poinformować, że walka pomiędzy Kimbo Slicem a Mariuszem Pudzianowskim jest bardzo bliska finalizacji - zdradził w jednym z wywiadów Corey Fisher, współwłaściciel federacji Moosin. Co innego ma do powiedzenia w tej sprawie menadżer Kevina "Kimbo Slice'a" Fergusona.

Kierujący karierą amerykańskiego zabijaki Mike Imber na pytanie o walkę Fergusona z Pudzianowskim odpowiedział krótko: NIE. Według Fischera Slice miałby bić się z najsilniejszym człowiekiem świata w październiku w Chicago, jednak jak na razie nikt nie potwierdza tych informacji.

Współwłaściciel Moosin chciałby, by na wrześniowej gali w "Wietrznym mieście" wystąpił poza "Pudzianem" także Koreańczyk Hong Man Choi, który miałby się zmierzyć z... Timem Sylvią, ostatnim rywalem Polaka.

Te dwie walki na pewno stanowiłyby łakomy kąsek dla wielbicieli tak zwanych "freak show". Jednak jak na razie żadna z nich nie została zakontraktowana. Nie oznacza to, że do takich pojedynków nie dojdzie. Choć menadżer Fergusona teraz mówi nie, ma jeszcze dużo czasu na to, by zmienić zdanie.

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Po ostatniej walce Mariusza Pudzianowskiego serwisy bukmacherskie przyjmują zakłady na kolejną walkę "Pudziana" - z Timem Sylvią. Kursy nie pozostawiają wątpliwości - faworytem będzie Amerykanin.

Portal BloodyElbow.com opublikował kursy na obu pięściarzy. Na Sylvię kurs cały czas spada, obecnie kurs na Amerykanina wynosi - 300, na Pudzianowskiego + 200. Oznacza to, że za każde 100 dolarów postawionych na "The Maine-aca" można wygrać zaledwie 133.

Według jednej z firm najpopularniejszych europejskich firm bukmacherskich, kurs na Tima Sylvię wynosi 1,35, natomiast na "Pudziana" aż 2,90.

Za Oceanem nie wierzą, że Pudzianowski mógłby wygrać z ich zawodnikiem. "Tim Sylvia już się ślini na walkę z Mariuszem Pudzianowskim" - napisał po walce "Pudziana" z Yusuke Kawaguchim serwis sportowy amerykańskiego portalu "Yahoo!". Zdaniem dziennikarzy tej witryny po tym, co Polak pokazał w walce z Japończykiem, jego sztab może wymyślić jakąś kontuzję, by doprowadzić do przełożenia walki z dwukrotnym mistrzem świata UFC.

O tym, że pokonanie Amerykanina nie będzie łatwym zadaniem świadczą chociażby warunki fizyczne popularnego "Maine-iaca". Ma 204 cm wzrostu i waży 118 kg.

Urodzony w Ellsworth Amerykanin na koncie ma już 31 walk z czego 25 wygrał i 6 przegrał. 34-letni zawodnik z całą pewnością będzie dużo trudniejszym rywalem dla "Pudziana". Na niekorzyść Polaka działa również fakt, że nie ma czasu na odpoczynek.

Pudzianowski mimo wszystko jest pewny siebie i marzy o zdobyciu mistrzostwa świata. Jednak, aby tak się stało musi pokonać Sylvię. Zwycięstwo nad żywą legendą MMA znacznie przybliżyłoby najsilniejszego człowieka na świecie do osiągnięcia tego celu.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News

Po walce wygranej walce z Yusuke Kawaguchim na gali KSW w amerykańskich serwisach pojawiły się sugestie, że "Dominator" i jego sztab może zrezygnować z walki z Timem Sylvią, zasłaniając się kontuzją. "Pudzian" zareagował błyskawicznie i uciął wszelki spekulacje.

- Prędzej doczekają się spokojnej starości, niż tego, że ja wymięknę. Jeśli myślą, że Polska to mały kraj i nam Polakom brakuje jaj, to się grubo Jankesi mylą - stwierdził "Dominator".

- Nawet, gdybym miał złamaną nogę to i tak wyszedłbym do klatki bić się - zapowiedział Pudzianowski za pośrednictwem swojej oficjalnej strony.

- Amerykanom w zawodach strongman pokazywałem, że jak trzeba to potrafię walczyć na czworaka. Z Sylvią, jak trzeba będzie, zrobię tak samo - stwierdził z kolei "Pudzian" na łamach "Super Expressu".

Przypomnijmy, że byłym mistrzem świata federacji UFC, Polak ma się zmierzyć za niespełna dwa tygodnie w USA.

Źródło: wp.pl

 

Kategoria: News
środa, 14 lipiec 2010 19:47

Esch: Pudzianowski bije jak dziewczynka

Po gali "Moosin: Gods of Martial Arts" w maju tego roku Eric Esch, jeden ze współwłaścicieli federacji Moosin, wychwalał Mariusza Pudzianowskiego i był zachwycony jego postawą. Teraz kieruje pod jego adresem bardzo cierpkie słowa. - On bije jak dziewczynka - kpi z Polaka Esch.

Jeszcze niedawno, tuż po gali w Worcester, "Butterbean" tak mówił o postawie Pudzianowskiego: - Bardzo podobało mi się, jak "Pudzian" uciszył gestem polskich kibiców, gdy był odgrywany amerykański hymn. Inni zawodnicy z innych krajów tego nie robią. Za to należy mu się wielki szacunek.

Walkę "Pudziana" z Timem Sylvią również komentował pełen entuzjazmu. Teraz, kiedy entuzjazm już opadł, krytycznie ocenia umiejętności najsilniejszego człowieka świata.

- Wiem, że złamał stopę w pojedynku z Sylvią, ale on nic nie pokazał do czasu, gdy się poddał. Nie potrafi walczyć w stójce i jak na swoją siłę uderza jak dziewczynka - mówi Esch.

- Wszystko co robi, to zasypywanie rywala ciosami pięściami. Potrzebuje pomocy. Jest pięciokrotnym mistrzem świata siłaczy, a uderza jak ktoś, kto waży 60 kilogramów, a nie 120 - dodaje współwłaściciel federacji Moosin.

- Pudzianowski nie ma umiejętności, by walczyć na tym poziomie, na którym chce. Kiedy nauczy się walczyć w stójce może być liczącą się postacią w MMA. Musi też pracować nad walką w parterze. Wszyscy wiemy, że jest bardzo silny, ale to nie wystarczy, by wejść na najwyższy poziom - komentuje "Butterbean".

- Nie wiem, kto jest jego trenerem, ale powinien być zwolniony. Aby udowodnić swoją wartość musi pokonać dobrego wojownika, zanim dostanie szansę na kolejną wielką walkę na naszej gali 9 października - zaskakuje Esch, który mówi zupełnie co innego niż drugi właściciel Moosin, Corey Fischer. Ten przekonuje, że jest bliski doprowadzenia do walki Pudzianowskiego z Kevinem "Kimbo Slice'em" Fergusonem.

źródło:wp.pl

Kategoria: News

"Pudzian" zrejteruje?! "To niemożliwe!"
"Tim Sylvia już się ślini na walkę z Mariuszem Pudzianowskim" - napisał po walce "Pudziana" z Yusuke Kawaguchim serwis sportowy amerykańskiego portalu "Yahoo!". Zdaniem dziennikarzy tej witryny po tym, co Polak pokazał w walce z Japończykiem, jego sztab może wymyślić jakąś kontuzję, by doprowadzić do przełożenia walki z dwukrotnymi mistrzem świata UFC.

Łukasz "Juras" Jurkowski, znany polski zawodnik wszechstylowej walki wręcz oraz komentator Polsatu Sport, uważa, że takie insynuacje są kompletną bzdurą. - Nie, nie, to niemożliwe - przekonuje Jurkowski. - Rozmawiałem z Mariuszem o tej walce, jest przygotowany, wszystko jest już dopięte. Na pewno ta walka się odbędzie! - zapewnia.

Sugerowanie, że "Pudzian" w ostatniej chwili wycofa się z walki z Sylvią, to nikczemne insynuacje, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Znając ambicję Mariusza można być pewnym, że on nigdy nie uciekłby z pola bitwy w tak niegodny sposób.

Choć w walce z Kawaguchim "Dominator" nie zachwycił, to jednak wygrał dość pewnie. W drugiej rundzie wyglądał już na bardzo zmęczonego, ale mimo to nie dał Japończykowi szansy na zwycięstwo.

- Spodziewałem się, że Mariusz Pudzianowski od początku ruszy na Kawaguchiego. Myślę, że on jest świadomy tego, że nie ma kondycji na prowadzenie walki od początku w równym tempie, przez dwie rundy po pięć minut. Wiedziałem, że jeśli nie skończy rywala w 2-3 minuty, to może być kłopot. Na szczęście dla Mariusza Japończyk nie był jakimś bardzo doświadczonym zawodnikiem, bo mogło by być różnie w drugiej rundzie, kiedy Kawaguchi zorientował się, że może skończyć tą walkę przed czasem - ocenia piątkowy pojedynek Jurkowski.

Choć niewiele dobrego mówi się o stylu, w jakim zwyciężył "Pudzian", to jednak trzeba zauważyć, że był on w stanie zdominować znacznie bardziej doświadczonego rywala. - Kawaguchi miał dobry rekord (11 walk, 10 zwycięstw), wcześniej nie bił się z takim przeciwnikiem jak Mariusz. "Pudzian" technicznie nie był w stanie go zdominować, ale był wielki i silny i tym go przytłoczył. Japończyk po pierwszych minutach trochę się wystraszył i potem już tak ochoczo nie atakował - komentuje dominację "Dominatora" polski zawodnik MMA.

- Dla Pudzianowskiego była to tak naprawdę pierwsza walka w MMA, wygrał i bardzo dobrze. Ale ocenić będzie go można dopiero po 5-6 walkach i wtedy będzie można powiedzieć, czy stać go na coś więcej, niż Najman i Kawaguchi - dodaje "Juras".

Już 21 maja w Bostonie Pudzianowski stanie naprzeciwko Tima Sylvii. Starcie z dwukrotnym mistrzem świata UFC, zawodnikiem, który stoczył już 31 walk w MMA, będzie największym wyzwaniem w jego karierze. - Mariusz trochę ryzykuje, ale znacznie więcej ryzykuje Tim Sylvia. Jeśli "Pudzian" przegra z dwukrotnym mistrzem świata UFC, to będzie to coś, czego się wszyscy spodziewają. Gorzej będzie dla Amerykanina, jeśli Mariusz jakimś cudem wygra, bo na papierze nie ma atrybutów, by zagrozić swojemu rywalowi. A jeśli stanie się coś takiego, jak w walce Sylvii z Rayem Mercerem, gdy przegrał on od razu przez nokaut po pierwszym ciosie pięściarza, wtedy Sylvia będzie skończony. Myślę, że do tego pojedynku Pudzianowski podejdzie na psychicznym luzie, bo to jego rywal ma więcej do stracenia - mówi Jurkowski, który będzie walczył na tej samej gali z Koreańczykiem Changiem Seobem Lee.

Jakie techniki i umiejętności Sylvii będą zdaniem "Jurasa" najgroźniejsze dla Pudzianowskiego? - Boks, przede wszystkim boks i zasięg - Sylvia ma 201 centymetrów wzrostu, dobrze i mocno boksuje. O sile jego boksu przekonał się chociażby słynny Antonio Nogueira, który całkiem nieźle boksuje, a został przez Sylvię zbity w stójce - zauważa komentator Polsatu Sport.

Czy "Pudzian" poradzi sobie z wyższym, bardziej doświadczonym i lepszym technicznie rywalem? Czy na niego też rzuci się od początku? Z całą pewnością będzie to pierwszy przeciwnik, który będzie w stanie znokautować "Dominatora". Ale ostatnio spisuje się słabo. Jeśli Polak trafi jednym potężnym ciosem, walka może skończyć się bardzo szybko.

Grzegorz Wojnarowski, Wirtualna Polska

Kategoria: News
piątek, 16 lipiec 2010 19:46

Esch: znokautuję Pudzianowskiego!

Jeszcze kilka dni temu szef federacji Moosin zapowiadał, że podczas kolejnej gali kibice zobaczą w ringu walkę Mariusza Pudzianowskiego z Kimbo Slicem. Teraz Eric "Butterbean" Esch, jeden ze współwłaścicieli federacji nie wyklucza, że sam zmierzy się z "Pudzianem". Co więcej, ważący 189 kilogramów Esch jest przekonany, że pokonałby Polaka.

Popularny "Butterbean" uważa, że "Pudzian" jest marnym zawodnikiem i nie odniesie wielkich sukcesów w MMA jeżeli nie poprawi umiejętności bokserskich.

- Moosin chce wykorzystać Pudzianowskiego, bo jest Polakiem i zrobić jego walkę w Chicago. On dostanie pieniądze za to, że jest popularny, bo za styl walki powinien nie dostać ani grosza, nawet nie umie zadawać ciosów prostych, a w walce nie istnieje. Bije na ślepo i trafia w ramię rywala. To wielki i silny facet, ale siła to nie wszystko. Musi nauczyć się zadawać ciosy, żeby móc kogoś znokautować, a nie tylko patrzeć się na niego i uśmiechać - powiedział Esch.

Zdaniem 44-letniego olbrzyma, do walki z Pudzianowskiego z Kimbo Slicem nie dojdzie, ponieważ dzieli ich przepaść, jeżeli chodzi o umiejętności.

- Myślę, że do tej walki nie dojdzie. Staram się znaleźć kogoś innego, kto mógłby walczyć z Pudzianowskim. Kimbo to nie ten kaliber dla niego, to silny i twardy facet. Nie można każdej walki argumentować tym, że Pudzianowski był pięciokrotnym mistrzem Strongman. On nie potrafi zadawać ciosów. Jeżeli chce poważnie podejść do tego sportu to musi potrenować z dobrym trenerem od boksu. Ma niesamowicie mocne kopnięcia. Ma dobre kopnięcia, a podczas walki na ziemi potrafi przetrwać. Jednak jeżeli walka jest w stójce to nie widzę go w takim pojedynku. Nie wydaje mi się, aby Moosin musiało promować kogoś, kto nie daje ekscytujących walk - nie pozostawia wątpliwości Esch.

"Butterbean" nie wyklucza, że sam mógłby walczyć z Pudzianowskim i uważa, że bez problemu znokautowałby Polaka.

- Bardzo chętnie zawalczę z Pudzianowskim. Nikt jednak mi takiej walki nie proponował. Jeżeli do niej dojdzie to znokautuję "Pudziana". Wszyscy wiedzą, że mógłbym go znokautować i dlatego nie wydaje mi się, aby pozwolili mi z nim walczyć. Ja wiem, że znokautowałbym go i nie wiem, dlaczego Tim tego nie zrobił podczas ich walki - zakończył potencjalny rywal "Pudziana".

BoxingNews.pl/wp.pl

 

Kategoria: News

Ten człowiek jest po prostu nie do zdarcia! Zaraz po wyczerpującej walce z Yusuke Kawaguchim (30 l.) Mariusz Pudzianowski (33 l.) wsiadł w samochód i jeszcze w nocy wrócił z Katowic do Warszawy. - O godzinie 9 rano musiałem być w studiu Polsatu - tłumaczy "Pudzian", który dzień po gali KSW zrobił prawdziwy show w programie "Tylko nas dwoje". Ubrany w komiczny strój rozbawił telewidzów do łez

"Super Express": - Przed walką zapowiadałeś, że szybko rozprawisz się z Japończykiem...

 

Mariusz Pudzianowski: - Myślałem, że skończę to w 3 minuty. Przeciwnik okazał się jednak wytrzymały. Na początku dostawał naprawdę mocne bomby, przecież siedziałem na nim i go lałem. Widziałem, że ma już szaro w oczach, ale nie chciał się poddać. Wtedy już wiedziałem, że będzie ostra jazda, że będą dwie rundy.

 

 

- Szybko opadłeś z sił. Druga runda była drogą przez mękę...

 

- Pierwszą rundę wygrałem sam, drugą wygrał dla mnie trener. Co chwila krzyczał, bym oszczędzał siły i żebym go co chwila punktował. Tak właśnie robiłem. Gdyby nie rady trenera, drugą rundę bym przegrał. Bardzo pomogli mi też kibice. Słyszałem ich doping i wiedziałem, że muszę dać radę, bo nie mogę ich zawieść.

 

- Następna walka już za 2 tygodnie w USA. A rywal będzie jeszcze trudniejszy.

 

- Trudniejszy, ale i... łatwiejszy. Tim Sylvia jest cięższy ode mnie i to on teraz będzie musiał dotlenić więcej mięsa. Waży przecież ponad 140 kg. Będzie więc wolniejszy niż Japończyk, który okazał się bardzo szybkim zawodnikiem. W USA może być różnie. Jedno wiem na pewno - będzie we mnie więcej pokory. Siły rozłożę na cały dystans. Potrzebowałem lekcji MMA i ją dostałem.

 

- Po walce z Kawaguchim Amerykanie kpią z ciebie. Piszą, że pewnie stchórzysz, symulując kontuzję.

 

- Bzdura! Nie mogę się już z tego wycofać. Skoro się tego podjąłem, to dopnę swego. Amerykanom w zawodach strongmanów pokazywałem, że jak trzeba, to potrafię walczyć na czworaka. Z Sylvią, jak będzie trzeba, zrobię tak samo.

 

- W walce z Najmanem nie przyjąłeś żadnego ciosu. Z Kawaguchim już kilka ich było.

 

- No właśnie, a przecież niektórzy trenerzy mówili, że dostanę jednego gonga i się rozpłaczę jak dziecko. Przyjąłem ich kilka, ale szedłem cały czas do przodu.

Źródło: se.pl

Kategoria: News