Deklaracja Erica "Butterbeana" Escha postawiła pod znakiem zapytania plany Konfrontacji Sztuk Walki wobec Mariusza Pudzianowskiego. - Mamy już potencjalnych rywali dla "Pudziana", ale ta deklaracja w pewnym sensie wpłynie na ponowne zrewidowanie planów- mówi "Wirtualnej Polsce" Martin Lewandowski, współwłaściciel federacji KSW. Niewykluczone, że najbliższym rywalem "Pudziana" na wrześniowej gali będzie właśnie popularny "Butterbean"!

Przypomnijmy, że kilka dni temu "Butterbean" zdobył się na uszczypliwości wobec "Pudziana" - stwierdził, że Polak w walce z Timem Sylvią bił jak dziewczynka i nie pokazał nic, czym mógłby pochwalić się pełnokrwisty zawodnik MMA.

Zaledwie dzień później Amerykanin (ważący według różnych źródeł od 160 do nawet 190 kg - przyp. red.) wypalił, że gdyby miał okazję zmierzyć się z przygotowującym się do następnej walki na KSW "Pudzianem", to bez problemów znokautowałby go.

- Powiem szczerze, że w pewnym sensie ta deklaracja wpłynie na ponowne zrewidowanie planów wobec Mariusza na następną walkę - odpowiada Martin Lewandowski. Federacja KSW postanowiła zaczerpnąć informacji u źródeł i sprawdzić, czy "Butterbean" nie rzuca słów na wiatr. Okazuje się, że nie!

- Rozmawialiśmy już z przedstawicielami federacji Moosin, z którą współpracuje "Butterbean". Okazuje się, że gdybyśmy złożyli oficjalną propozycję walki, to nie wykluczone, że "Butterbean" przyjąłby ją. Jest po prostu zainteresowany walką z "Pudzianem" i mógłby przyjechać do Polski na galę KSW XIV - zdradza wyniki rozmów ze stroną amerykańską Maciej Kawulski, drugi współwłaściciel federacji KSW.

Mimo że potężnie zbudowany "Butterbean", nie jest już tym zawodnikiem, który efektownie nokautował swoich rywali (z 20 walk wygrał 12 - przyp. red.), to sama walka mogłaby się okazać interesująca.

- Walka z "Butterbeanem" byłaby atrakcyjna z wielu powodów - przekonuje Lewandowski. - Po pierwsze,sam przeciwnik jest niezwykle atrakcyjny i pasujący do "Pudziana". Pod względem masy i umiejętności mógłby stawić czoła Mariuszowi. Dodatkowo sam "Buttebean" jest gwiazdą. Wszyscy weterani PRIDE będą mieli miejsce na KSW. Mamy sentyment do tej nieistniejącej już federacji . Po drugie, po raz kolejny o KSW usłyszeliby kibice na rynku w USA - wtóruje mu Kawulski.

Najbliższa gala organizowana przez Konfrontację Sztuk Walki odbędzie się już 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

- Obydwaj zawodnicy spokojnie zdążą przygotować się do wrześniowej gali. Optymalny cykl przygotowawczy w MMA trwa około 6 tygodni, a więc na tę chwilę czasu jest aż nadto. Nie wiem, jaka jest forma "Butterbeana", natomiast "Pudzian" haruje w swoim stylu - uspokaja Kawulski.

Na wrześniowej Konfrontacji Sztuk Walki oprócz Pudzianowskiego, zobaczymy między innymi walki Jana Błachowicza z Danielem Taberą, Krzysztofa Kułaka z Danielem Dowdą oraz Marcina Najmana z Przemysławem Saletą. W łódzkiej Atlas Arenie rozegrany zostanie również nowy turniej w kategorii do 70 kg - w nim zobaczymy między innymi zawodnika KSW Team Macieja Górskiego, który będzie bronił pasa i tutyłu Mistrza KSW w tej kategorii wagowej.

Artur Mazur, Wirtualna Polska

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski ma za sobą prawdziwy, ogromnie wyczerpujący "debiut" w MMA. Tuż po walce z Japończykiem był kompletnie wyczerpany, zaś w szatni błyskawicznie odzyskał wigor i udowodnił jak niespożytą siłą dysponuje. Po stoczeniu dziesięciominutowej walki wsiadł z kółko (!) i ruszył do Warszawy, gdzie czekają obowiązki związane z popularnym show Polsatu.

Przemierzamy wąskie korytarze katowickiego Spodka i po chwili znajdujemy się w szatni "Pudziana". Na zegarze prawie 2.00. Siłacz jest już rozluźniony. Udziela ostatnich wywiadów przed opuszczeniem hali. - Jeszcze chłopaki z patronackich mediów - wita się "Pudzian".

- Krystian ustaw samochód, żeby był gotowy do wyjazdu - mówi siłacz do swojego brata. - Kto prowadzi? - pyta Krystian Pudzianowski. - Jak to kto, ja - odpowiada zupełnie naturalnie "Pudzian", czym kompletnie zaskoczył obecnych.

Czy Mariusz Pudzianowski ma siłę, żeby po tak morderczej walce prowadzić auto - pytam.

- Oczywiście! - rzuca "Pudzian". - Jest siła. Wracamy dzisiaj jeszcze do domu, bo jutro już o godzinie 9 rano muszę być w studio Polsatu. Jutro czeka mnie kolejne show. Mamy 300 kilometrów do zrobienia - mówi nam Pudzianowski.

Później opowiada już o walce i przyznaje, że Yusuke Kawaguchi postawił mu ciężki warunki. - Pierwszy raz stoczyłem taki dziesięciominutowy pojedynek. No i małe zaskoczenie - nie ukrywa.

Czasu na rozmyślanie nad piątkową walką w ramach XIII edycji Konfrontacji Sztuk Walki, "Pudzian" nie będzie miał wiele. Już za dwa tygodnie (sic!) stoczy kolejną walkę i to z nie byle kim. Jego rywalem będzie były mistrz świata federacji UFC, Tim Sylvią.

"Pudzian" nie raz udowadniał, że jest niezwykle pracowity. - Ostatnio zrobiłem ciągiem 7 dni pod rząd i okazało się za dużo tego wszystkiego. Trener mnie po prostu wygnał z treningu i powiedział: "Pudzian, weź ty sobie odpocznij troszeczkę i daj sobie na luz. Nie masz prawa wstępu przez dwa dni na salę". To była dla mnie największa kara, bo ja nie potrafię odpuścić - mówił Pudzianowski w naszej ostatniej rozmowie przed walką z Kawaguchim. Skąd on czerpie energię na wszystkie te wyzwania? Niepojęte.

z Katowic, Artur Mazur - Wirtualna Polska

Kategoria: News

Marcin Najman najlepiej wie, co potrafi zrobić w ringu Mariusz Pudzianowski. Podczas 12 KSW „Pudzian” pokonał "El Testosterona" po 44 sekundach walki. Najman dla Onet.pl ocenia piątkową walkę swego pogromcy z Japończykiem Yusuke Kawaguchim. Mówi też o tym, że nie wzrusza go zupełnie, gdy publiczność widząc go zaczyna gwizdać i buczeć. Najman w swej kolejnej walce w formule MMA zmierzy się najprawdopodobniej z Krzysztofem "Modelem" Kułakiem.

- Mariusz Pudzianowski kontra Yusuke Kawaguchi. To była inna walka niż Pana z "Dominatorem"…

- Tak jak przewidywałem, Japończyk był trudnym rywalem. On z dwunastu pojedynków jedenaście wygrał, więc to zawodnik bardzo doświadczony i dlatego ta walka tak, a nie inaczej, wyglądała. Mariusz pokazał charakter, że przetrzymał. Myślałem, że gorzej będzie wyglądał po dwóch minutach. "Pudzian" pokazał, że ma wszystko, czego potrzebuje wielki wojownik. Życzę mu serdecznie wszystkiego najlepszego.

- Pudzianowski dał z siebie bardzo dużo. Kosztowało go to sporo zdrowia?

- Na pewno. To była ciężka walka. Po dziesięciu minutach walki każdy jest zmęczony, więc i on i Japończyk także. To jest waga ciężka, tu się troszkę inaczej dopompowuje organizm tlenem.

- Teraz zmierzy się z Timem Sylvią. Kto jest faworytem tej walki?

- Sylvia jest od Mariusza wyższy, więc to będzie dla niego znów inna walka. Ale trzeba pamiętać o jednym – Mariusz jest piekielnie mocny i piekielnie szybki. Początek walki z nim w ringu jaki jest – widzieliśmy już dwa razy. Faworyta w tej walce nie podejmuję się wskazać, ale na pewno będę kibicował Mariuszowi.

- Niemiłe przyjęcie zgotowali Panu kibice w Katowicach. Były gwizdy i buczenie.

- Do walki z "Pudzianem" wychodziłem przy przeraźliwym gwiździe. Na mnie takie rzeczy wrażenia nie robią. Ja robię swoje i moja psychika jest nie do złamania. Ludzie mają do tego prawo. Kupują bilety i chcą kibicować swoim zawodnikom. To jest ich święte prawo.

- Najbliższe Pana plany związane z MMA?

- Wystąpię na 14 lub 15 KSW. To zależy od tego, czy wypali mi planowana gala boksu w Częstochowie.

Marcin Najman najprawdopodobniej podczas 14 KSW zmierzy się z Krzysztofem Kułakiem, który w piątkowy wieczór pokonał Brazylijczyka Vitora Nobregę i zdobył pas międzynarodowego mistrza federacji KSW w wadze średniej. "El Testosteron" kontra "Model" – brzmi zachęcająco, nieprawdaż?

W Katowicach rozmawiał Daniel Bednarek, sport.onet.pl

Autor: Daniel Bednarek
Źródła: Onet.pl

Kategoria: News
sobota, 08 maj 2010 23:59

Pudzianowski: jestem zaszokowany!

Kawaguchi okazał się naprawdę trudnym zawodnikiem, dlatego że przez pierwsze 3 minuty bombardowany był dosyć mocno i widziałem, że w oczach mu się już szaro robiło, ale nie chciał się poddać. Jestem zaszokowany, że wytrzymał to bombardowanie - powiedział Wirtualnej Polsce Mariusz Pudzianowski po walce z Japończykiem Yusuke Kawaguchim.

Ochłonąłeś już po walce?

Siły już wróciły, ale muszę powiedzieć, że w MMA muszę się jeszcze dużo, dużo nauczyć. W każdym wywiadzie powtarzam, że jestem jeszcze żółtodziobem w MMA. Niektórzy mówią, że udaję wielkiego fightera. Nie! Powtarzam - jeszcze jestem żółtodziobem w tej dziedzinie.  
 
Spodziewałeś się aż tak morderczej walki?

Tak naprawdę Kawaguchi nic mi nie zrobił, nie jestem poobijany, nie jestem rozbity. Parę tam strzałów wyłapałem. Kawaguchi okazał się naprawdę trudnym zawodnikiem, dlatego że przez pierwsze 3 minuty bombardowany był dosyć mocno i widziałem, że w oczach mu się już szaro robiło, ale nie chciał się poddać. Sędzia to oczywiście też bardzo dobrze widział, ale puszczał go. Po tych trzech minutach, każdy mój strzał był już troszeczkę słabszy. Umówmy się, nawet "Pudzian" nie jest maszyną. Nie mogłem go skończyć.  
 
Kawaguchi okazał się naprawdę twardy. W pierwszej rundzie byłem przekonany, że pęknie pod lawiną twoich ciosów?

Jestem zaszokowany, że on wytrzymał to trzyminutowe bombardowanie! Teraz mogę powiedzieć, że popełniłem trochę błędów. Za szybko chciałem go skończyć. Wystarczyło go troszkę rozbić, "dosiąść go" i spokojnie z nim walczyć: jeden strzał i 10 sekund przerwy. Wtedy, te strzały byłyby mocniejsze.  
 
Widać było wyraźnie, że w dalszej fazie walki wyraźnie zabrakło ci sił.

Byłem zbyt pewny siebie, myślałem, że go skończę w trzy minuty i to był błąd. Następna lekcja pokory.  
 
Można zatem powiedzieć, że zaliczyłeś prawdziwy debiut w MMA i to na pełnej długości.

Pierwszy raz stoczyłem taki dziesięciominutowy pojedynek. No i małe zaskoczenie.  
 
Najmana rozbiłeś low-kickami, a w tej walce to Kawaguchi cześciej wyprowadzał kopnięcia.

Te low-kicki nie zrobiły mi krzywdy. Sam nie chciałem go kopać, bo inaczej rozłożyłem sobie strategię dla niego i muszę przyznać, że troszeczkę się przeliczyłem.  
 
Tuż po walce przyznałeś, że były chwile zwątpienia. W którym momencie?

Chwile zwątpienia były w drugiej rundzie, bo w pierwszej było spokojnie, tylko nie mogłem go rozbić - cały czas punktowałem, punktowałem... A w drugiej rundzie... No... Gdyby nie moja cała ekipa, to byłoby ze mną źle. Wtedy już w grę wchodziło doświadczenie moich trenerów.  
 
Oprócz trenerów pomógł chyba ktoś jeszcze - fantastyczni kibice, którzy przybyli na KSW XIII.

Kiedy już zaczynało brakować mi sił, wszyscy wstawali i krzyczeli: "Pudzian dawaj"! A to naprawdę dopinguje.  
 
Taki doping przydałby się za dwa tygodnie. Tim Sylvia, były mistrz świata UFC, to o wiele bardziej doświadczony zawodnik niż Kawaguchi.

Tamten przeciwnik będzie troszeczkę wolniejszy. To będzie zupełnie inny rywal - wysoki przede wszystkim. Tam trzeba będzie bardziej z głową podejść do walki i oszczędzać siły. Trzeba go będzie przewrócić, ułożyć i rozbijać go. Trzeba będzie liczyć na dwa strzały - naprawdę mocne strzały.

Krzysztof Kosedowski stwierdził, że Mariusz Pudzianowski nie wie, co to ból. Czy po walce z Kawaguchim już wie?

To są jego słowa. Ja wiem, co to znaczy ból. Skoro ktoś mówi, że ja nie wiem, co to znaczy ból, to dzisiaj miał okazję się przekonać, czy jak dostanę w nos, to od razu "siadam". Kilka razy oberwałem i muszę powiedzieć, że nie poczułem tego.

rozmawiał w Katowicach, Artur Mazur - Wirtualna Polska

Kategoria: News
poniedziałek, 19 lipiec 2010 19:39

KSW 14: Zwrot w sprawie walki Pudziana

Mariusz Pudzianowski może na KSW 14 zmierzyć się z Ericiem Eschiem. Popularny "Butterbean" ostatnio nie szczędzi Pudzianowskiemu złośliwości, a pomysł momentalnie podchwycili włodarze KSW.

Mariusz Pudzianowski w USA miał rozwijać swoją karierę na galach Moosin, ale ostatnio dość niespodziewanie szydził z niego Eric Esch, jedna z najważniejszych osób w Moosin. "Butterbean" najpierw wykpił technikę Pudzianowskiego, a później przyznał, że chętnie zmierzyłby się z polskim siłaczem i bez problemu znokautował Pudzianowskiego. - Myślę, że jeśli obie strony potwierdzą swoje zainteresowanie my podejmiemy rękawice - mówi Maciej Kawulski za pośrednictwem strony konfrontacja.com. - Nie mniej jednak jeżeli Butterbean będzie nadal podtrzymywał swoje zainteresowanie tą walką, my ze swojej strony rozpatrzymy ją poważnie, ale w tym celu potrzebujemy konkretniejszych deklaracji - wtórował Kawulskiemu Martin Lewandowski.

Skoro zainteresowanie wyraził Esch oraz najważniejsi ludzie w KSW, to trop prowadzi jasno do walki Pudzianowski - Esch na gali KSW 14, która 18 września odbędzie się w Łodzi. Jak informuje "Wirtualna Polska" organizatorzy KSW skontaktowali się z federacją Moosin i uzyskali potwierdzenie, że "Butterbean" może przyjechać do Polski na galę KSW 14. Taka walka odbiłaby się echem nie tylko w Polsce, bo mający za sobą występy w Pride oraz Cage Rage Esch jest bardzo rozpoznawalną postacią w świecie MMA.

źródło:sports.pl

Kategoria: News

Dwukrotny mistrz świata UFC Tim "Main-iac" Sylvia uważa, że Mariusz "Dominator" Pudzianowski nie okazuje mu należytego respektu przed zapowiedzianą na 21 maja galą "Moosin: God of Martial Arts" w DCU Center w Worcester, niedaleko Bostonu. Sylvia, który pokonał wielu znakomitych zawodników wagi ciężkiej i superciężkiej - Andrieja Arlowskiego (dwukrotnie), Brandona Vera, Jeffa Monsona, Wesa Simsa czy Ricco Rodrigueza przypomina, że "Pudzian" jest przy nim tylko żółtodziobem MMA.

Oni mnie nie doceniają i wyraźnie uważają, że jestem skończony - mówi Sylvia. - Bardzo się mylą. On jest duży, potężnie zbudowany, na pewno jest dobrym atletą, ale ja go i tak znokautuję. Mój ostatni przeciwnik (Jason Riley) myślał podobnie jak oni i znokautowałem go już w pierwszej rundzie. Załatwiłbym go jeszcze wcześniej, ale złamałem prawą rękę. W pojedynku z Pudzianowskim jestem w takiej pozycji, że jak wygram, to niczego specjalnego nie udowodnię. Nie wiem, jakie korzyści będę miał z tej wygranej, ale przynajmniej dodam sobie jedno zwycięstwo w karierze.

Sylvia, który trenuje obecnie w Indianie, był pólzawodowym graczem futbolu amerykańskiego, a MMA zainteresował się dopiero kiedy jako widz uczestniczył w pokazach. Jako amator brał udział w zawodach w stanie Rhode Island, ale będzie to jego zawodowy debiut w stanie New England. - Pierwsza zawodowa walka MMA w tym stanie wyzwala we mnie dodatkowe emocje. Obóz przygotowawczy idzie znakomicie. Mam 4-5 zawodników wagi ciężkiej, którzy ciągle się zmieniają. To obóz jak za starych, dobrych czasów.

Cały wieczór (siedem pojedynków, w tym walka innego Polaka Łukasza "Jurasa" Jurkowskiego z Koreańczykiem Chang Seob Lee) będzie w USA transmitowany na żywo w systemie pay-per-view i kosztować będzie $29,95. Organizatorzy spodziewają się, że hala DCU Center w Worcester będzie wypełniona do ostatniego miejsca, a przewidywane wejście na ring największych atrakcji wieczoru, Mariusza Pudzianowskiego i Tima Sylvii nastąpi około godziny 10 wieczorem czasu Wschodniego Wybrzeża (około godziny 4 nad ranem czasu polskiego).

Już teraz towarzyszy jej olbrzymie zainteresowanie, sylwetka Pudzianowskiego jest opisywana we wszystkich najważniejszych mediach mieszanych sztuk walki. Opinie na temat jego walki z Sylvią, typowanie zwycięzcy jest bardzo różne, choć praktycznie wszyscy dziennikarze podkreślają, że "Pudzian", ze swoją niezwykłą siłą "jest olbrzymią niewiadomą i zagadką dla MMA".

Źródła: ASInfo
Źródło: sport.onet.pl

Kategoria: News

Polscy kibice MMA jeszcze dobrze nie ochłonęli po wczorajszej walce Mariusza Pudzianowskiego z Yusuke Kawaguchim, a już za dwa tygodnie znów będą pełni emocji. Polak zmierzy się z Timem Sylwią. Dla fanów mamy kolejną doskonałą wiadomość. Już we wrześniu "Pudzian" prawdopodobnie zmierzy się z Pawłem Nastulą.

O starciu z Nastulą mówiło się od dłuższego czasu. Podczas piątkowej gali KSW, fani mieli usłyszeć, że jest już wstępne porozumienie dotyczące tego starcia. Ostatecznie organizatorzy wstrzymali się z obwieszczeniem tej informacji. Co prawda rozmowy idą w dobrym kierunku, jednak dopóki kontrakt nie zostanie podpisany, oficjalnie taka informacja się nie pojawi.

Podczas rozmowy z dziennikarzem serwisu Lookr.tv, współwłaściciel KSW, Maciej Kawulski potwierdził, że rozmowy są prowadzone. - Planujemy walkę Pudzianowskiego z Nastulą na początek września. Czy do niej dojdzie? Na dniach wszystko się wyjaśni, jestem dobrej myśli - przyznał.

Paweł Nastula ma za sobą cztery występy w jednej z najsłynniejszych organizacji MMA - PRIDE FC. Były judoka ostatni raz walczył w formule MMA dwa lata temu.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski był w znakomitym nastroju, na spokojnie opowiadając o swoim wygranym pojedynku z Yusuke Kawaguchim. Nie przejmował się tymi w USA, którzy wątpili, czy po dziesięciu ciężkich minutach z Japończykiem, ciągle będzie chciał już za dwa tygodnie walczyć z dwukrotnym mistrzem UFC, Timem Sylvią.

- Tylko, ci którzy mnie nie znają mogli myśleć, że nie pokonanie Kawaguchiego przez nokaut mogło zachwiać moją pewność siebie przed walką 21 maja z Sylvią. Będę na ringu pod Bostonem, mocniejszy i silniejszy niż kiedykolwiek. Potrzebowałem trudnej lekcji MMA. I ją dostałem - mówi Pudzianowski.

Jak ciężkich było tych dziesięć minut na ringu w Katowicach?

Mariusz Pudzianowski: - Ciężkie. Chciałem być zbyt widowiskowy, zbyt rozrywkowy i za wszelką cenę zachwycić kibiców. Zapłaciłem za to dziesięcioma minutami na ringu, choć nigdy w "Spodku" nie bałem się, że przegram, a Yusuke nigdy nie był bliski zrobienia mi krzywdy. Pewnie było widać, że on ma dorobek 11 zwycięstw i tylko jedną porażkę, a ja miałem za sobą zaledwie drugą walkę w MMA. Tak naprawdę pierwszą z doświadczonym zawodnikiem w tym sporcie.

Niektóre ze stron amerykańskich sugerowały, że jeśli podobnie zawalczysz z Timem Sylvią, to nie masz szans na zwycięstwo. Pojawiły się sugestie, że Sylvia tylko czeka na takiego Pudzianowskiego i może powinieneś przesunąć termin walki bo nie jesteś jeszcze gotowy na walkę z dwukrotnym mistrzem renomowanej UFC.

- Niech sobie Sylvia czeka i się cieszy, że będzie mu łatwo, ale nie będzie, żadnego przesuwania terminów. Tym lepiej dla mnie, że się cieszy, bo taktyka na niego będzie zupełnie inna i niczego z mojej walki z Kawaguchim dobrego dla siebie nie wyciągnie. Tylko, ci którzy mnie nie znają mogli myśleć, że nie pokonanie Kawaguchiego przez nokaut mogło zachwiać moją pewność siebie przed walką 21 maja z Sylvią. Będę na ringu pod Bostonem, mocniejszy i silnijszy niż kiedykolwiek. Potrzebowałem trudnej lekcji MMA. I ją dostałem. Tak naprawdę, przed walką z Sylvią najgorsze co mogłoby sie mnie przydarzyć to łatwe, kilkudziesięciosekundowe zwycięstwo. Teraz mam za sobą 10-minutową szkołę MMA, wiem znacznie lepiej co musze zrobić, żeby wygrywać, jak się zachować w ringu. W pierwszej minucie walki z Kawaguchim kilka razy byłem bliski znokautowania Japończyka, ale zamiast spokojnie przyjrzeć się sytuacji, wyczekać na dogodny moment, waliłem go całymi seriami ciosów, zamiast zadać jeden, dwa bardzo silne, które pewnie skończyłyby zabawę. To był błąd żółtodzioba, który dopiero uczy się tego sportu. Ala ja zawsze byłem bardzo pojętnym uczniem. Udowodnię to 21 maja w walce z Sylvią.

Wyglądało na to, że szybko straciłeś kondycję i zaczęły się spekulacje, że nie masz na tyle sił, żeby dorównać zawodnikom MMA z najwyższej półki, takim jak Tim Sylvia.

- Niech tak myślą ci, którym zawsze się coś we mnie nie podobało. Zacząłem w szalonym tempie, takim, jaki się widzi u zawodników mających połowę mojej wagi. To się zmieni w walce z Sylvią, będzie więcej kontrolowanej, nie tak żywiołowej, siły. Lubię udowadniać ludziom, że się mylą. Byli tacy, którzy mówili, że przegram z Najmanem, później na pewno miałem przegrac z Kawaguchim, bo on to przez całe życie zawodowiec, a ja się MMA bawię i to od niedawna. To samo było w prasie w Stanach w 2009 roku, kiedy Amerykanin Derek Poundstone opowiadał wszystkim z mediów, przed mistrzostwami świata, że mnie zniszczy, że będę się po zawodach nadawał tylko do noszenia jego walizek. Skończyło się na tym, że byłem drugi, a on dopiero czwarty. Niebezpiecznie jest mnie nie doceniać.

Fizycznie czujesz się znakomicie...

- Nic mi nie dolega, nie ma kontuzji, nie ma nad czym płakać. Odpocznę pare dni, wrócę na chwilę do treningów i lecę do USA na walkę z Sylvią. Taki już jestem, że rozmawiamy teraz, niecałe 24 godziny po walce, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy spiker wyczyta moje nazwisko przed walką z Amerykaninem. Nic się nie zmieniło - ciągle chcę być mistrzem świata.

Źródła: ASInfo

Kategoria: News
piątek, 03 wrzesień 2010 19:37

Znamy najbliższego rywala Pudzianowskiego

Eric Butterbean Esch będzie najbliższym rywalem Mariusza Pudzianowskiego podczas 14. Konfrontacji Sztuk Walki. Najbliższa gala odbędzie się 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

Oprócz przedstawienia rywala "Pudziana" w warszawskiej restauracji Champions zaprezentowano również inne pary. Od czerwca wiadomo, że Krzysztof Kułak zmierzy się z Danielem Dowdą. Wcześniej dużo spekulowano, że Kułak zmierzy się z Marcinem Najmanem. W finale turnieju w wadze lekkociężkiej Daniel Tabera powalczy z Janem Błachowiczem.

Marcin Najman, choć niechętnie, stanie w szranki z Przemysławem Saletą. - Ja tej walki nie chciałem. Zdecydowałem się po kilku prowokacjach, które wykonał Saleta. Pieniądze z tej walki zamierzam przekazać na cel charytatywny.

- Saleta przypomina mi człowieka rodem z czasów komunizmu. Nadawałby się na szefa propagandy w Komitecie Centralnym. Wszystko, co on mówi na temat tego pojedynku, jest kłamstwem.

Najman zadeklarował w rozmowie z dziennikarzem Wirtualnej Polski, że po porażce zakończy karierę w MMA. - Jeżeli przegram, zawieszę rękawice na kołku.

- Marcin jest wielkim szkodnikiem sportów walki - odpowiedział Saleta. - On nie jest bokserem. Nie można pisać o nim jako o pięściarzu. Marcina osobiście nie lubię, to też determinuje mnie do walki. Motywuje mnie jego deklaracja, że jeśli przegra, zawiesza rękawice na kołku. Mam nadzieję zamknąć ten niechlubny rozdział w polskich sportach walki.

W najciekawszym pojedynku Mariusz Pudzianowski zmierzy się z Ericem Butterbeanem Eschem ."Pudzian" na prezentację przybył w doskonałym nastroju. - Zrzuciłem wagę do 118 kilogramów. Dzisiaj już jestem w 80 procentach gotowy do walki. Przede mną jeszcze siedem tygodni treningów.

- Mariusz, lepiej bądź przygotowany. Przylecę do Polski, żeby pokazać, kto jest lepszy - zapowiedział Butterbean.

- Wyciągnąłem wnioski. Jak biorę się za coś, robię to do końca - odpowiada "Pudzian". - Będę musiał uważać na początku. Kondycyjnie wytrzymam. Teraz wygląda to 60-70 procent lepiej niż kilka miesięcy temu. Lekko nie będzie, ale dam radę!

źródło:wp.pl

Kategoria: News
niedziela, 09 maj 2010 23:59

Sylvia złamał rękę, ale znokautował

Były mistrz świata wagi ciężkiej federacji UFC Tim Sylvia będzie kolejnym rywalem Mariusza Pudzianowskiego w MMA. "Main-iac" zapowiada, że znokautuje najsilniejszego człowieka świata.

Do pojedynku "Pudziana" z Sylvią dojdzie 21 maja w Bostonie na gali federacji "Moosin". Trudno wskazać faworyta tej walki. Amerykanin jest na pewno o wiele bardziej doświadczony (31 walk w MMA, 25 wygranych, 6 porażek) i ma większe umiejętności. Jest wyższy i cięższy od "Dominatora", ale ustępuje mu pod względem siły. Na dodatek w ostatnich pojedynkach nie spisywał się najlepiej. Skompromitował się, przegrywając z byłym pięściarzem Rayem Mercerem w 9 sekund.

W USA panuje przekonanie, że Sylvia powinien dać sobie już spokój z walką, a stając do ringu z Pudzianowskim ryzykuje tylko utratę zdrowia. Były mistrz się z tym nie zgadza. - Nie doceniają mnie, no i oczywiście uważają, że jestem skończony. A ja mam coś do zrobienia - mówi Sylvia.

Mierząc 201 centymetrów wojownik nie powinien przestraszyć się mniejszego o 15 centymetrów Pudzianowskiego. - On jest duży, silny i atletycznie zbudowany, ale ja go znokautuję. Mój ostatni przeciwnik Jason Riley myślał, że już po mnie, a znokautowałem go w pierwszej rundzie. Dorwałbym go nawet wcześniej, ale złamałem sobie rękę - opowiada Sylvia.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News