niedziela, 09 maj 2010 23:59

Najman dla WP: jeśli Pudzian trafi...

W walce z Yusuke Kawaguchim Mariusz Pudzianowski pozytywnie mnie zaskoczył. Myślałem, że po pierwszych dwóch minutach walki będzie zawodnikiem dużo łatwiejszym do pokonania. Ale on jest niesamowicie ambitny, przetrwał cały dystans i wygrał, choć nie tak szybko jak chciał. Kolejny krok na drodze do kariery w MMA za nim - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Marcin Najman, który w grudniu ubiegłego roku został pokonany przez "Dominatora".

Kiedy na początku walki Pudzianowski rzucił się na Japończyka, czy myślał pan, że ten pojedynek zaraz się zakończy?

Nie, przeczuwałem, że Kawaguchi, który z dwunastu walk wygrał jedenaście i ma duże doświadczenie, miał jeden atut, którego ja posiadać nie mogłem. Widział walkę Mariusza ze mną. Ja Pudzianowskiego wcześniej w ringu nie widziałem. W tej walce element zaskoczenia został wyeliminowany.

"Dominator" po raz pierwszy walczył przez pełne 10 minut i okazało się, że jak na razie ma dość skromny repertuar ciosów i technik. Czy spodziewał się pan, że w tej walce pokaże jednak trochę więcej?

Nie wymagajmy od Mariusza za wiele. Finezyjnym technikiem on nigdy nie będzie. Ma inne argumenty, którymi wygrywa - ogromną siłą i ambicję. Te atuty będą prowadziły go do zwycięstw.

W tej walce mogliśmy zobaczyć, jakie są umiejętności obronne "Pudziana". Jak je pan oceni?

Przy bronieniu się przed low-kickami Kawaguchiego wyszło jego doświadczenie z karate. Doświadczenie, które ja trochę zlekceważyłem przed walką z Mariuszem. On pokazał, że wie nie tylko, jak wyprowadzać niskie kopnięcia, ale także jak je przyjmować.

Po kilku minutach pojedynku zaczęło być krucho z kondycją Pudzianowskiego. Dość szybko "spuchł". Czy ktoś o jego gabarytach i muskulaturze jest w stanie wypracować większą wytrzymałość?

Wydaje mi się, że będzie o to bardzo ciężko. Masa to jedno, ale fakt, że Mariusz całe życie uprawiał sport o zupełnie innej specyfice. Wytrenowanie kondycji będzie w jego przypadku trudnym zadaniem. Ale wszystko jest do zrobienia.

Jakie prognozy przed pojedynkiem "Pudziana" z Timem Sylvią, zawodnikiem, który jest od niego dużo wyższy i bije go na głowę doświadczeniem?

Może to być dla Mariusza bardzo trudny pojedynek. Jednak niewykluczone, że "Pudzian" już w pierwszej minucie trafi Sylvię. Widziałem już takie pojedynki, w których Sylvia szybko obrywał - z Rayem Mercerem przegrał w dziewięć sekund, z Fiodorem Emielianienką w niewiele ponad dwadzieścia. Mariusz również może tego dokonać, ma ogromną siłę i dynamikę. Z drugiej strony Sylvia wie już sporo o Pudzianowskim. Na pewno widział jego dwie pierwsze walki w MMA. Zobaczymy, jak się to potoczy, przed nami bardzo ciekawy bój.

Jakie wrażenie zrobili na panu inni polscy zawodnicy, którzy walczyli na KSW XIII - Jan Błachowicz i Mamed Khalidov?

- Janek Błachowicz w swojej pierwsze walce turniejowej z Brazylijczykiem Julio Brutusem zrobił jeden z najpiękniejszych nokautów, jakie widziałem w życiu. Niezwykle czysto i precyzyjnie wyprowadził kopnięcie na głowę rywala w momencie, gdy ten w ogóle się tego nie spodziewał. Poprawił ciosem ręką i było po walce. Piękny nokaut. Janek już od dawna jest klasą samą w sobie, to świetny zawodnik. Natomiast Mamed miał bardzo trudnego rywala, ale według mnie pokazał się z bardzo dobrej strony i gdybym to ja sędziował tą walkę, dałbym Khalidovowi zwycięstwo.

Rozmawiał: Grzegorz Wojnarowski, Wirtualna Polska

Kategoria: News

"Butterbean, zobaczysz, jak biją baby w Polsce!" - prowokuje Amerykanina nasz zawodnik. A co mówią Najman i Saleta?

 

"Dzień Sądu" - to hasło towarzyszące gali KSW 14. Odbędzie się ona 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

Walką wieczoru będzie starcie Mariusza Pudzianowskiego z Erikiem "Butterbeanem" Eschem. Na byłym strongmanie ciąży spora presja...

 

To będzie prawdziwy dzień sądu dla Mariusza Pudzianowskiego. Od tej walki zależy, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczymy Pudziana na ringu KSW - mówi Martin Lewandowski, współwłaściciel federacji.

Sam Pudzian zapowiada, że będzie doskonale przygotowany kondycyjnie. Że przewróci "Butterbeana" po 2-3 minutach, a potem...

Kategoria: News

Amerykański zapaśnik David Olivia wygrał podczas piątkowej gali KSW piątą walkę w MMA, której stawką był wakujący pas organizacji KSW w wadze ciężkiej. Teraz wyzywa na pojedynek Mariusza Pudzianowskiego.

- Chciałbym wyzwać Pudzianowskiego, naprawdę chciałbym z nim walczyć. Może dostanę taką szansę - powiedział po swojej piątkowej walce.

- To była ciężka walka, dużo cięższa niż się tego spodziewałem. Moim zadaniem było sprowadzenie go do parteru i tam bić, ale on okazał się bardzo wymagającym przeciwnikiem. Kilka razy trafił mnie tak, że zobaczyłem gwiazdy - relacjonował po zwycięskim pojedynku z Konstantinem Głuchowem.

Silny jak tur Olivia byłby bardzo wymagającym rywalem dla "Pudziana". Ten jednak myśli teraz o czym innym. Już za dwa tygodnie Mariusza czekać będzie kolejny ciężki pojedynek w MMA. Tym razem jego rywalem podczas gali Moosin pod Bostonem będzie były mistrz wagi ciężkiej prestiżowej federacji UFC, Tim Sylvia.

Kategoria: News

Podobno zwycięzców się nie sądzi. Warto jednak, a nawet powinno, z każdej wygranej wyciągać wnioski. Tych na pewno nie zabraknie Mariuszowi Pudzianowskiemu po walce z Yusuke Kawaguchim.

"Pudzian" po dwóch pięciominutowych rundach pokonał w katowickim Spodku japońskiego wojownika w jednej z dwóch walk wieczoru trzynastej gali Konfrontacji Sztuk Walki (w drugiej Mamed Khalidov zremisował z Ryutą Sakuraiem). Co zapamiętam z tego pojedynku? Przede wszystkim to, że Mariusz nie jest herosem, ale zwykłym śmiertelnikiem. Przynajmniej w temacie MMA, i przynajmniej na razie.

Ambitny, waleczny i - co najważniejsze - dysponujący o klasę lepszą techniką od "Pudziana" Kawaguchi nie tylko nie przestraszył się ataków mocarnego rywala, ale i zmusił go do ogromnego, trwającego dziesięć minut wysiłku, na który dominator zawodów siłaczy nie był przygotowany.

Po walce sam Mariusz przyznał, że Yusuke go zaskoczył, że spodziewał się, że walka potrwa najwyżej trzy minuty. Tomasz Adamek powtarza, że tylko laik nastawia się na zwycięstwo w ringu przed czasem. I trudno nie przyznać mu racji, odnosząc jego słowa do występu Pudzianowskiego. Założenie wygranej przed czasem trąci lekceważącym podejściem do rywala, a także - co pokazał dobitnie występ Mariusza - złym rozłożeniem sił. Inna sprawa, czy przy jego masie (w tej walce ważył ponad 128 kg) możliwa jest lepsza gospodarka siłami? Śmiem twierdzić, że tak.

"Pudzian" - tak jak w konfrontacji z Marcinem Najmanem - postawił wszystko na jedną kartę. A że asa w rękawie, w postaci nieprawdopodobnej siły, ma niesamowitego od razu ruszył do ataku i błyskawicznie próbował znokautować Japończyka. Ten się jednak nie przestraszył i demonstrując bardzo dobrą technikę (klincz w stójce, odpowiednie ustawienie w parterze) pokazał jak można zniwelować różnice w sile fizycznej.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że "Pudzian" zdaje sobie sprawę ze swoich niedociągnięć i z większą pokorą opowiada o drodze po tytuł mistrza świata. - Jestem jeszcze żółtodziobem w tym sporcie - podkreśla. Za dwa tygodnie żółtodziób spotka się z ringowym wyjadaczem, byłym mistrzem prestiżowej organizacji UFC, Timem Sylvią. Wynik tej walki i styl, jaki zaprezentuje Polak utwierdzą nas w przekonaniu, czy Kawaguchi jest taki dobry i niedoceniany w Polsce, czy też Mariusz ma znacznie dalej do światowej czołówki, niż to się wielu wydawało.

Źródło: interia.pl

Kategoria: News

Tim Sylvia już powinien się ślinić na myśl o walce z Mariuszem Pudzianowskim - czytamy na sports.yahoo.com. Dziennikarze zza Oceanu nie mają wątpliwości, kto jest faworytem walki, do której dojdzie za dwa tygodnie.

Do walki Pudzianowski - Sylvia dojdzie 21 maja w Worchester w stanie Massachusetts. Polak powinien znaleźć się w dużych opałach podczas starcie z 34-letnim byłym dwukrotnym mistrzem wagi ciężkiej UFC.

Polski zawodnik nie pokazał za wiele w swoim drugim występie w MMA - czytamy na sports.yahoo.com. Pięciokrotny "Najsilniejszy Człowiek Świata" wprawdzie pokonał Yusukę Kawaguchiego, ale w walce "Pudzian" głównie klinczował.

Kontrolował przebieg walki, ale był neutralizowany przez Kawaguchiego, a w trakcie pojedynku wielokrotnie łapał oddech. Wyglądał na pozbawionego energii, ciężko oddychał. Jego boks był szczątkowy.

Amerykańscy dziennikarze uważają, że Tim Sylvia może spokojnie oczekiwać na pojedynek ze słabym technicznie Pudzianowskim. Przed kilkoma dniami w podobnym tonie wypowiadał się Krzysztof Kosedowski. Były medalista olimpijski w boksie w rozmowie z boxingnews.pl tak powiedział o "Pudzianie": - Ma dużo braków. Słaba obrona, mieliśmy mało czasu na naukę boksu. W każdym elemencie sztuki pięściarskiej u Mariusza są braki. Słaby lewy prosty, słabe nogi, słaba obrona, słaby atak. Myślę, że nie jest do końca przygotowany na ból.

Pojedynek z Timem Sylvią z pewnością nie będzie należał do łatwych. Mimo wszystko jednego możemy być pewni - "Pudzian" tanio skóry nie sprzeda.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News
środa, 15 wrzesień 2010 19:30

Pudzianowski: jestem szczuplejszy i lżejszy

Były strongman, Mariusz Pudzianowski, opowiada o swoich przygotowaniach do walki na zasadach MMA, która odbędzie się podczas gali KSW14. Odpowiada też na przechwałki swojego rywala - Erica "Butterbeana" Escha.

Po ostatniej walce w Stanach Zjednoczonych powiedziałeś, że wrócisz na ring, a kibice zobaczą nowego, odmienionego Pudziana. Wyjaw proszę, jakie to będą zmiany?
- Wszyscy zobaczą na pewno szczuplejszego i o paręnaście kilogramów lżejszego "Pudziana". Jak zaczynałem z MMA ważyłem sto trzydzieści osiem kilogramów. Teraz jest to sto osiemnaście, a więc jestem mniejszy i bardziej wybiegany.

Największym twoim mankamentem była kondycja. Wiele osób zarzucało ci, że jej nie masz. Jak w tej chwili wygląda sprawa twojej wydolności?
- Przez dwadzieścia kilka lat dźwigałem ciężary i było wiadomo, że nie da się jej zrobić tak szybko. Pracuję nad nią ponad rok. Ostatnie trzy, cztery miesiące skupiałem się przede wszystkim na tym. Po walce z Sylvią wziąłem tydzień wolnego, żeby się zregenerować i powróciłem do treningów. Zacząłem od ćwiczeń wydolnościowych i wyregulowania organizmu.

Zatem przygotowany kondycyjnie jesteś bardzo dobrze?
- Jestem gotowy na pojedynek w pełnym dystansie i nie będę się zastanawiać, czy po sześciu minutach wystarczy mi prądu.

Wiemy o twoim przygotowaniu kondycyjnym. Powiedz teraz coś o pracy nad poprawieniem umiejętności w stójce i parterze.
- Nad poprawieniem moich umiejętności pracują osoby , które mają zawodowe doświadczenie w MMA i K-1. To zawodnicy czynnie biorący udział w zawodach.

W swoim najbliższym występie na KSW 14 w Łodzi zmierzysz się w walce wieczoru z byłym zawodowym pięściarzem wagi ciężkiej, który najczęściej wygrywał przez nokaut. Jaką masz taktykę na to starcie?
- Będę musiał uważać w dystansie i będę się starał, żeby nie dać mu dojść do klinczu. Na pewno sprawię wam wszystkim małą niespodziankę. Przepracowałem ciężko cztery miesiące i jest postęp!

Co powiesz na zejście do parteru i tam toczenie walki? Czy wywrócić prawie dwieście kilogramów jest dla ciebie problemem?
- Za darmo pięć razy mistrzostwa świata nie zdobywałem. Mimo, że nie trenuję już zawodowo strongmana i podnoszenia ciężarów to siłowni nie odstawiłem. Trzy razy w tygodniu mam treningi na siłowni. Nawet jakby "Butterbean" dźwigał ciężary to i tak mi nie dorówna. Dlatego nie jest to problemem wyrwać i podnieść jego sto osiemdziesiąt kilogramów.

Mówisz, że ćwiczenia stricte siłowe odstawiłeś. Patrzę na ciebie i nie dowierzam, bo widzę szczupłego, ale nadal umięśnionego faceta. Jak ty to robisz? Masz treningi aerobowe, czy może obwodowe?
- Treningi są bardziej obwodowe, a ciężary podobne do tych, co dźwigałem. Wyjątkiem jest to, że robimy po dwadzieścia lub trzydzieści powtórzeń. Ustawiam sobie dziesięć ćwiczeń i zasuwam kilka takich przejść. Jeżeli jest przysiad to robię przysiad, jeśli jest ławka to robię ławkę. Jednak tak jak wspomniałem, są to mniejsze ciężary. Siła spadła mi o trzydzieści procent, ale to i tak niewiele, bo kiedyś brałem w martwym ciągu czterysta kilogramów, a dziś wezmę trzysta. Nie jest tak źle. Dwadzieścia lat dźwigam te ciężary, więc siła pozostaje.

Chciałbym, żebyś powiedział kilka słów do swojego rywala.
- "Butterbean", powiedziałeś, że "Pudzian" bije jak baba. Przyjeżdżaj do Polski, a ja ci pokażę jak u nas biją baby!

Czternasta gala Konfrontacji Sztuk Walki odbędzie się 18 września w Łodzi.

Autor: TN Źródła: konfrontacja.com
Kategoria: News

On trochę powiedział, ja trochę powiedziałem i teraz zobaczymy kto komu zamknie buźkę – stwierdził dzisiaj Mariusz Pudzianowski na otwartym treningu medialnym przed czternastą edycją Konfrontacji Sztuk Walki, która odbędzie się 18 września w Łodzi. "Pudzian" zmierzy się tam z Ericiem Eschem, znanym lepiej kibicom sportowym jako "Butterbean". Były pięciokrotny mistrz świata Strongmanów zapewnia, że w następną sobotę kibice zobaczą zupełnie inną wersję Mariusza Pudzianowskiego niż do tej pory.

- Teraz w końcu trenuję jak należy, mam odpowiedni sztab ludzi, który zajął się moim profesjonalnym przygotowaniem. Rok temu przebiegłem kilometr, a z powrotem musiałem już iść bo nie dałem rady biec. Teraz przebiegam sobie spokojnie dziesięć kilometrów i nie padam na ziemię nieżywy. Schudłem kilkadziesiąt kilogramów, ale w górę poszła moja technika. Zapewniam wszystkich, że to co widzieliście z Silvą już się nie powtórzy. Nie padnę na ziemię ze zmęczenia, to ja go prędzej zamęczę – deklaruje "Pudzian", który bardzo ambicjonalnie podchodzi do pojedynku z Eschem.

- Po mojej walce w USA nawiązała się między nami dyskusja. On zarzucił mi, że nie umiem wyprowadzać ciosów i biję jak baba. Zaproponowałem, że jeśli tak myśli, to może się o tym przekonać na własnej skórze. Od słowa do słowa doszło do naszej walki. Dobrze, że możemy to załatwić w sportowy sposób, a nie ganiać się po ulicy. Wierzę w to, że po walce to on odszczeka swoje słowa – mówi Pudzianowski. Tym razem były strongman podczas przygotowań do walki nie zajmuje się niczym innym. "Pudzian" powiedział, że nie żałuje wyjazdu do Stanów Zjednoczonych i walki z Sylvią, ponieważ dzięki niej dużo zrozumiał.

 

- Ta porażka pokazała wszystkie moje braki i to jak źle byłem prowadzony. Teraz zajmują się mną ludzie, którzy przygotowują olimpijczyków pod względem wydolnościowym. Moja ekipa wyrywkowo sprawdza czy chodzę na treningi, czy jestem odpowiednio wcześnie w domu, żeby odpocząć wieczorem.

To na pewno są wyrzeczenia, ale jeszcze trochę w takim celibacie zamierzam się pomęczyć. Wziąłem się teraz za MMA na poważnie i pokażę wszystkim 18 września ile się nauczyłem – kończy Pudzianowski.

 Źródła: ringpolska.pl, onet.pl
Kategoria: News

Przygoda siłacza na ringach MMA nabiera tempa. Za tydzień ma wylecieć do USA na walkę z byłym mistrzem UFC. Dopinane są już także szczegóły jego kolejnego starcia w kraju.

Mariusz Pudzianowski nie lubi tracić czasu, ale wydaje się, że jego kolejne walki kontraktowane są zbyt szybko. Po wygranej z Japończykiem Yusuke Kawaguchim byłego strongmana czeka prawdziwy sprawdzian w MMA. Powalczy bowiem 21 maja z byłym mistrzem UFC Timem Sylvią.

Dwa tygodnie to z pewnością zbyt mała przerwa między walkami. Jednak trwają już zaawansowane rozmowy na temat... kolejnego pojedynku „Pudziana”. Tym razem w Polsce , w ramach KSW. I to z nie byle kim, bo mistrzem olimpijskim w judo. Siłacz miałby się wreszcie zmierzyć z Pawłem Nastulą, który ma za sobą pięć walk w MMA (4 przegrane, 1 wygrana).

Tak, planujemy tą walkę na początek września. Wkrótce okaże się, czy uda nam się dopiąć wszystkie szczegóły. Wszystko wyjaśni się na dniach, ale jestem dobrej myśli - powiedział współwłaściciel KSW Maciej Kawulski dla serwisu Lookr.tv.
O pojedynku siłacza z Nastulą mówiło się od dłuższego czasu. Pudzianowski zgadzał się na ten pojedynek, ale chciał zdobyć więcej doświadczenia na ringach MMA. Zaskakujące jest jednak, że szczegóły tej walki są dopinane jeszcze przed walką Pudziana z Sylvią.

Nie wiadomo bowiem, jaki wpływ na wrześniowy pojedynek, miałaby ewentualna przegrana Polaka w USA 21 maja. Takiej możliwości oczywiście nie bierze pod uwagę sam siłacz, ale już po walce z Kawaguchim przyznał, że był zaskoczony oporem, jaki postawił mu Japończyk.

To już nie są przelewki! Z Najmanem poszło gładko, a Kawaguchiego Pudzian pokonał po pełnych 10 minutach , teraz zaś poprzeczka wędruje wysoko w górę. Sylvia i Nastula to zupełnie inna półka.

Czekamy więc na kolejną galę KSW, na początku września - w ringu spotkają się Pudzianowski z Nastulą. Komu dajecie większe szanse?

Źródło: sportfan.pl

Kategoria: News

Były strongman był dzisiaj gościem specjalnego treningu dla mediów. Jak się zaprezentował? Świetnie...

 

Gala KSW 14 zbliża się wielkimi krokami. Dla Mariusza Pudzianowskiego to już ostatnie moment, aby jeszcze czegoś się nauczyć, poprawić technikę, itp. 18 września, w Atlas Arenie w Łodzi, już nie będzie na to czasu. Pięciokrotny mistrz świata strongmanów stanie w ringu z prawie 180-kilową "Bestią" - Erikiem "Butterbeanem" Eschem.

O tym w jakiej obecnie formie jest Pudzian, mogliśmy się przekonać podczas dzisiejszego treningu, który odbył się w warszawskim Fight Club "Copacabana".

Już po pierwszym zdjęciu w oczy rzuca się sylwetka Pudzianowskiego, która w niczym nie przypomina faceta, który dwa lata niszczył wszystkich w zawodach strongmanów.

Polski zawodnik schudł i to sporo. Z kondycją też jest u niego - podobno! - dużo lepiej niż podczas ostatniej walki z Timem Sylvią.

Rok temu przebiegłem kilometr, a z powrotem musiałem już iść bo nie dałem już rady. Teraz przebiegam sobie spokojnie 10 km i nie padam zmęczony na ziemię. Schudłem kilkadziesiąt kilo, ale w górę poszła moja technika. Zapewniam wszystkich, że to, co widzieliście z Sylvią już się nie powtórzy - oświadczył Pudzian.

 

Jeśli powyższe zdjęcia nadal Was nie przekonują zobaczcie jeszcze wideo z dzisiejszego treningu przygotowane przez serwis ringpolska.pl.

Jak myślicie, czy Pudzian jest odpowiednio przygotowany do walki z Eschem?

źródło:sportfan.pl

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski już 18 września na KSW 14 zmierzy się z Erikiem "Butterbeanem" Eschem. "Pudzian" zrzucił ponad 20 kilogramów, ma być w dużo lepszej formie niż w czasie walki z Timem Sylvią. - Ledwo biegałem trzy kilometry, teraz mogę zasuwać dziesięć kilometrów i nie jest to problemem - mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski.

 

- Jak wyglądają pańskie przygotowania do walki z Erikiem "Butterbeanem" Eschem?

- Przygotowania zacząłem 3 czerwca. Pracowałem z fachowcami, którzy zajmują się również przygotowaniem olimpijczyków pod względem wydolnościowym, motorycznym, dynamicznym. Nie są to ludzie z łapanki, tylko osoby z dużym doświadczeniem.

 

- Jak więc wygląda sprawa kondycji, wydolności?

- Po to te osoby wzięły się za mnie, żeby zacząć tak naprawdę od zera. Gdy zaczynaliśmy przygotowania, zaczynaliśmy od pedałowania na rowerze. Chodziło o prawidłowe przygotowanie organizmu, usystematyzowanie, aby wszystko zaczęło prawidłowo funkcjonować. Najpierw było trzy tygodnie pedałowania na rowerze, później do roweru dokładaliśmy bieganie. Trwało to około dziesięciu tygodni. Ledwo biegałem trzy kilometry, teraz mogę zasuwać dziesięć kilometrów i nie jest to problemem.

- Rok temu o tej porze, pamiętam to jak dziś, chciałem pobiegać. Powiedziałem sobie: pobiegnę do pewnego miejsca i z powrotem. Przebiegłem kilometr w jedną stronę, w drugą wróciłem na piechotę. Musiałem usiąść, odpocząć. Na chwilę obecną 10 kilometrów biegu, bo tyle mam w założeniu, nie jest dla mnie problemem. W poniedziałek miałem trzy sparingi po 5 minut i spokojnie dawałem radę.

 

- Czyli forma dużo lepsza niż przed walką z Timem Sylvią?

- Zdecydowanie tak. 18 września wszyscy się o tym przekonacie.

 

- Jaka taktykę przygotowujecie na walkę z "Butterbeanem"?

- Walczę z bokserem, więc muszę uważać na jego ręce. Gdy nadarzy się okazja, sto procent mocy i go wywalić, a później "obrabiać" go w parterze. Na pewno będę musiał się mocno napracować. On waży 180 kilogramów, więc przewrócić go tak prosto nie będzie.

 

- Jak odebrał pan słowa "Butterbeana", który powiedział, że "bije pan jak mała dziewczynka"?

- Była taka rozmowa. Powiedziałem mu, abyśmy załatwili to po męsku. Powiedziałem o sprawie chłopakom. Nie wiem, jak było później. Czy Esch zadzwonił, czy ktoś od nas się do niego zgłosił, nie wnikałem w szczegóły. Dogadali się, dzięki czemu wyjaśnimy sobie sprawę po męsku, zamiast tak jak baby obrzucać się mięsem: "ty taki jesteś", "ty tłusty jesteś". Załatwimy to tutaj, po męsku.

 

- Nie żałuje pan decyzji o walce z Sylvią.? Czy nie doszło do niej zbyt wcześnie?

- Nie, nie żałuję tej decyzji. Walka wiele mnie nauczyła, pokazała moje niedociągnięcia. Pokazała, że kondycyjnie jest ze mną beznadziejnie. Od razu po powrocie do Polski zrobiliśmy wszystkie możliwe badania, testy wydolnościowe, wysiłkowe. Osoby, które teraz ze mną pracują, przygotowują mnie odpowiednio. Walka z Sylvią była więc potrzebna.

 

- Najbliższa gala KSW jest tytułowana jako "Dzień sądu". To będzie również dzień sądu dla pana. Myślał pan o tym, co będzie, jeśli pan przegra walkę z Erikiem Eschem?

- Nie zastanawiałem się nad tym. Nie po to pracowałem ciężko pracowałem przez cztery miesiące, by myśleć o przegranej. Jeśli wychodzi się na ring zakładając swoją porażkę, to lepiej w ogóle nie wychodzić. Myślę o wygrywaniu.

 

- W mediach przewijały się informacje, że po tej walce możemy zobaczyć pana w listopadzie na gali Moosin, a rywalem miałby być Hong-man Choi.

- Na ten temat jeszcze nie chcę się wypowiadać. Myślę tylko o 18 września. Na razie nie chcę dalej wybiegać w przyszłość.

 

- Zrzucił pan sporo kilogramów. Jak się pan z tym czuje?

- To jest po prostu nie do opisania. To tak, jakby zdjąć 20-30 kilogramowy worek. Różnica jest znaczna. Jestem szybszy, lepsza wydolność, sprawność, dynamika. Mam nadzieję, że 18 września zobaczycie moją wygraną.

Walka Mariusz Pudzianowski - Eric "Butterbean" Esch 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

Karol Borawski / Wirtualna Polska

 

Kategoria: News