Mariusz Pudzianowski był bezlitośnie katowany! Czegoś takiego nie przeżył nigdy

Pudzianowski dla WP: nadchodzi nowy "Pudzian"

 
W sobotni wieczór na gali KSW17 Mariusz Pudzianowski stoczy swoją 6. walkę w formule MMA. W szczerym wywiadzie dla "Wirtualnej Polski" Pudzianowski opowiedział o katorżniczych przygotowaniach do walki, życiu w Stanach, o fali krytyki jaka spadła na niego po porażce z Jamesem Thompsonem i planach na przyszłość. Zapraszamy do lektury!

Właściwie, to dlaczego zmieniłeś dyscyplinę i zacząłeś swoją przygodę w MMA?

Mariusz Pudzianowski: Tak naprawdę nie robię tego typowo dla pieniędzy, dlatego że gdybym teraz startował w strongmanie, to za każdy start, i nie jest to tajemnicą, dostawałbym po 10, 12 tysięcy euro. Rocznie w strongmanie miałem 30 i więcej startów, to była kwestia tylko chęci. A MMA? To jest dla mnie małe wyzwanie.

 

Nie przyszło Ci do głowy, że miałeś więcej do stracenia niż do zyskania?

Mam bardzo dużo do stracenia, bo odchodząc ze strongmana byłem mistrzem Polski, mistrzem Europy, mistrzem i wicemistrzem świata. Odszedłem, będąc na samym czubku. Trzeba się było szybko na to wszystko przestawić. Wiem, że to wszystko stało się troszeczkę szybko. Po 2 latach treningów wiem, że na to wszystko trochę czasu potrzeba było. Trzeba było zrzucić tę wagę. Co by nie było, jednak sto trzydzieści parę kilogramów "wyżywić" tlenem, to jest nie lada wyczyn. Te wszystkie walki, które miałem do tej pory, to nie były walki z przeciwnikiem tylko ze sobą, ze swoim ciałem. Dzisiaj dopiero mogę powiedzieć, że walczę z przeciwnikiem. Dwie walki przegrałem z powodu braku tlenu i źle rozłożonych sił. Ktoś wtedy mówił, że "Pudzian przegrał, bo nie trenował i nie miał kondycji wcale". To nieprawda! Trenowałem dużo, tylko nie można było pewnych granic przekroczyć. Dopiero teraz te bariery zacząłem przekraczać, ale na to potrzeba było czasu, a ja tego czasu nie miałem. Bo wszyscy wołali: "do przodu, dawaj Pudzian, dawaj".

 

Zacząłeś przygodę z MMA jako laik, ale niewiele osób sobie z tego zdawało sprawę i widziało w tobie mistrza. Później pojawiły się uwagi pod twoim adresem. Nie bolało cię, że nikt ci tego czasu nie dał?

Ci, co się trochę interesują sportem, to wiedzą, co to znaczy. Gdybym przyszedł z boksu do MMA, z judo czy zapasów do MMA, to byłoby inaczej. A ja przyszedłem do MMA z zupełnie innej dyscypliny. Co podnoszenie ciężarów ma związanego ze sportami walki?

 

Czy po tych dwóch porażkach, stając przed lustrem, nie miałeś takich myśli: "Pudzian, zostaw to w cholerę, bo trwonisz swoją legendę".

Nie. Tamten etap w moim życiu jest już zamknięty. Tamtego "Pudziana" już nie ma. Dzisiaj ludzie na ulicy podchodzą do mnie i mówią: "pan jest podobny do Pudziana, ale tamten to taki duży był". A ja im odpowiadam żartem: ”bo ja jestem jego młodszym bratem”.

 

Długo myślałeś o tych porażkach? Długo je analizowałeś?

Tam nie było czego analizować. Zadawałem sobie tylko pytanie, gdzie jest błąd. Trenuję, zasuwam, mało na kolana nie padnę, a kondycji nie ma.

 

Możemy liczyć, że ten nowy "Pudzian" w mocnym stylu się przedstawi kibicom?

Już teraz wiem, że trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Ale już niżej spaść nie można. Gorzej jak było, już nie może być. Teraz może być już tylko lepiej. Teraz muszę się podnosić i krok po kroku piąć się w górę. Wiem, jak to trzeba robić. Wiem, co trzeba robić, jak rozkładać siłę. To są podstawy. Jak sędzia mówi "Ready? Fight", to ja już nie wyskakuję, jakbym miał biec na "sześćdziesiątkę". Jak teraz sędzia spyta, czy jestem gotowy, to ja się przygotuję jak na bieg maratoński. To jest właśnie to czego wcześniej nie potrafiłem zrozumieć.

 

Czy teraz, po tygodniach treningów w American Top Team, jesteś zaskoczony swoją formą?

Jestem zaskoczony tym, co teraz się dzieje. Podczas treningów, nawet jak miałem sparingi, to nie miałem nawet chwili odpoczynku. W poniedziałek miałem ciężki trening, we wtorek o godzinie 10 miałem ciężki trening jiu-jitsu przez półtorej godziny, a dwie godziny później miałem sparing. Po tych sześciu tygodniach ostrych treningów, gdzie nie było chwili przerwy, zaczęły się sparingi a ja mówię: "nie dość, że ja ledwo chodzę po tych trzech treningach dziennie, to oni mi jeszcze sparing dają". Tak dawali po kościach, że ręce mi opadały, nie mogłem ich w górze trzymać. Wychodzę po tych treningach na sparing, a po dwóch minutach mi te ręce wiszą. Na koniec dopiero, kiedy zacząłem łapać świeżość, to te ręce były w górze. Po tych sparingach nie wiedziałem, co będzie, ale oni mnie utwierdzali w przekonaniu, że będzie dobrze. Nawet wczoraj, jak robiłem treningi, to byłem zaskoczony.

 

To jaki cel sobie stawia nowy "Pudzian" w MMA?

Przede wszystkim chcę sobie przez rok ostro potrenować. Właśnie tam, w Stanach. Od stycznia tam już wracam na wiele dłużej.

 

Słyszeliśmy, że lubisz trenować w Stanach, bo tam masz spokój. Nikt nie wchodzi z aparatem, nikt nie nagrywa.

Zgadza się. Tam wchodzę na trening i nikt nie robi mi zdjęć, nikt filmików nie kręci. Jak idę na trening to po to, żeby się uczyć. Na treningu popełnia się błędy. A jak w Polsce wchodziłem na salę, to stało dwudziestu gapiów i się nakręcali: "rękę opuścił", "nogę źle ustawił", "do czego on się nadaje", "po co on to robi". Nie powiem, co bym z takimi "łosiami" zrobił! Jeśli bym był takim "miszczem" i wirtuozem, to bym nie chodził na ten trening, Ja tam idę po to, żeby się uczyć. Teraz co poniektórzy opowiadają: "laliśmy Pudzianowskiego, jak chcieliśmy". W Stanach jest inaczej.

 

A ludzie cię tam na treningach rozpoznawali?

Tak, ale traktowali mnie, jak każdego innego.

 

Zwykli ludzie też cię rozpoznawali na ulicy?

Ameryka jest niemal dziesięć razy większa niż Polska - u nas mieszka 40 milionów ludzi, a tam ponad 300. Tam mistrzów futbolu, boksu, koszykówki jest na pęczki. Oczywiście zdarzało się, że ludzie mnie rozpoznawali, ale tam mogłem sobie koszulkę na ramiączkach założyć, spodenki krótkie, klapki i nikt na to uwagi nie zwracał. W talerz też mi nikt nie zaglądał.

 

Jak się czujesz po powrocie? Zaaklimatyzowałeś się już?

Już tak, ale w środę był jakiś koszmar. Ledwo co na nogach stałem, dosłownie śnięty byłem. Niby się spać chciało, ale zasnąć nie mogłem. Dziś(w piątek, przyp. red) dochodzę już do siebie. Jest dobrze.

 

Porozmawiajmy o Thompsonie. Po porażce z nim nie wyszedłeś się spotkać z nami, dziennikarzami i to obrosło różnymi mitami. Mówiono, że byłeś w szpitalu. Co właściwie się działo?

Ja nie miałem siły, żeby wyjść! Ja w tej walce poszedłem na całość i dałem wszystko co natura mi dała. Nie miałem siły ustać i powiedziałem chłopakom: "chodźcie, wyprowadzajcie mnie stąd, bo ja się zaraz przewrócę". To nie jest tak, że miałem wszystkich w nosie i nie wyszedłem. Chłopaki doprowadzili mnie do szatni, tam usiadłem i nie miałem siły wstać.

 

Teraz też pójdziesz na całość? Od początku dasz tyle, ile "fabryka dała"?

Nie, nie. Możecie być pewni, że tego nie będzie, ale nie pytajcie mnie dzisiaj o plan. W sobotę wywiad się ukaże, ktoś go Thompsonowi przetłumaczy. Dzisiaj wam nie odpowiem na to pytanie.

 

Po tej walce z Thompsonem spadła na ciebie fala krytyki, ale paradoksalnie to była chyba twoja najlepsza walka. Pochwalił cię sam Alistair Overeem.

On wie, co to znaczy trenować sporty walki i zmienić dyscyplinę.

 

W tej walce z Anglikiem w końcu zadawałeś ciosy. Kto się przyczynił do tego postępu w technikach bokserskich?

W Polsce mam jedną osobę, która szkoli mnie pod kątem boksu. Już rok trenujemy. W Stanach też trenowałem techniki bokserskie. Ja sam zaczynam powoli dostrzegać, że to wszystko zaczyna "trybić".

 

Thompson spotykając się w piątek z polskimi kibicami, parodiował cię słynnym powiedzonkiem "tanio skóry nie sprzedam". Co będzie musiał powiedzieć po polsku po tej sobotniej walce?

Jeżeli przegra tę walkę ze mną, to będzie musiał mówić "oj, boli, boli bardzo" (śmiech).

 

James jest od ciebie o wiele cięższy. Po ważeniu widzieliśmy, jak objadał się ciastkami. Nie obawiasz się tej jego masy?

Waży ode mnie z piętnaście kilogramów więcej, bo wiem, że zbijał wagę. Ważę 116 kilogramów i to jest moja naturalna waga teraz. A tego 130 kilogramów szybkości na pewno mu nie doda. Ja też miałem siłę i na pewno nie taką jak on. Miałem pięć razy większą siłę. Tylko dlaczego jej nie wykorzystywałem? W martwym ciągu brałem po 400 kilogramów i jakoś tej siły nie potrafiłem wykorzystać. Tę siłę, którą się ma wykorzystuje się przez minutę, a gdzie następne dziewięć?

 

Co po walce z Thompsonem? Rozważałeś scenariusze?

Różnie może być, bo to jest sport. Mogę przegrać, mogę wygrać. Jedno po walce jest pewne - chcę wrócić do treningów.

rozmawiali w Łodzi – Artur Mazur i Przemysław Dubiński, Wirtualna Polska

 

Oceń wpis: 
(0 głosów)