"Pukali się w czoło i mówili: 'Pudzian, żartujesz?'"

Już w sobotę na gali KSW16 Mariusz Pudzianowski stoczy czwartą walkę w formule MMA. Znany z rywalizacji strongmanów "Dominator" wygrał do tej pory trzy walki i jedną przegrał. W rozmowie z serwisem "trójmiasto.pl" Pudzianowski opowiedział o swoich początkach w MMA i planach związanych z tą dyscypliną sportu.

Pudzianowski zadebiutował w ringu 12 listopada 2009 roku. W wypełnionym po brzegi warszawskim Torwarze zmasakrował w 44 sekundy Marcina Najmana, innego debiutanta w formule MMA.

Decyzja o zmianie dyscypliny przez pięciokrotnego mistrza świata w zawodach siłaczy odbiła się głośnym echem na całym świecie. Zdziwieni byli nie tylko kibice, ale również rodzina i znajomi "Pudziana".

- Byli zdziwieni - opowiada Pudzianowski w rozmowie z serwisem "trójmiasto.pl". - Pukali się w czoło i mówili: "No co ty, Pudzian, żartujesz?". Do mnie też długo nie docierało, że mam się teraz bić - wyjaśnia.

- Otrzeźwienie przyszło na pierwszym treningu, ubrali mnie w strój, dali rękawice, spojrzałem w lustro i pomyślałem: "No dobra Pudzian, będziesz się teraz lać z innymi". Na początku to miała być tylko zabawa, chciałem spróbować raz, może dwa. Ale z tej zabawy wyszła wspaniała przygoda i wyzwanie. To najbardziej mnie motywuje - mówi Pudzianowski.

Tuż po zwycięstwie nad Marcinem Najmanem, jeszcze w ringu, Pudzianowski zapowiedział, że "dojdzie do mistrzostwa świata". Obrazki triumfującego Pudzianowskiego obiegły media na całym świecie.

Na ziemię sprowadził go jednak były mistrz federacji UFC Tim Sylvia, z którym "Pudzian" walczył dwa tygodnie po zwycięstwie nad Japończykiem Yusuke Kawaguchim. 'Porażka jednak go nie złamała.

- Rok temu przegrałem wyraźnie z Sylvią i co? Świat się zawalił? Nie. Ta porażka wiele mnie nauczyła - mówi "Pudzian".

Po niej z pewnością stał się ostrożniejszy w zapowiedziach, ale dalej zamierza ostro pracować.

- Najbliższe sześć lat poświęcę dla MMA. Do czterdziestki. Przecież nie będę startował wiecznie, za parę lat będę chciał żyć jak normalny człowiek. Nie wiem, czym będę się potem zajmował. Może golfem? Mam sporo czasu, żeby zaplanować emeryturę, póki co najważniejsze jest MMA. Starty dają mi niesamowity power i dawkę adrenaliny. Nawet tę rutynę treningową można znieść - przyznaje Pudzianowski.

A trzeba pamiętać, że on jak mało kto potrafi narzucić niezwykle ostry rygor treningowy. Bywały okresy przygotowawcze, w których trenerzy wręcz wyganiali go z sali treningowej! Podobnie było przed sobotnią walką z Jamesem Thompsonem.

- To było pół roku celibatu. Pobudka wpół do ósmej, od razu pół godzinki rozbiegania, śniadanie i zaraz po nim trening bokserski. Obiad, krótka drzemka, do wieczora trening zapaśniczy. I tak każdego dnia. Nie odróżniałem poniedziałku od piątku, wtorku od środy, dni zlewały się w jeden. Rutyna działała dobrze na ciało, ale psychicznie byłem zmęczony. Z kolei kiedy mam zaplanowany tylko półgodzinny trening, to nie wiem, co ze sobą zrobić. Roznosi mnie. Po walce też mogę sobie pozwolić maksymalnie na dwa tygodnie luzu i muszę wracać do sali. W MMA żeby osiągnąć sukces, potrzeba lat - dodaje w swoim stylu Pudzianowski.

W kilku elementach Pudzianowski poczynił ogromne postępy (jak choćby w technice bokserskiej). Czy to wystarczy do pokonania Thompsona? Przekonamy się o tym w sobotę podczas transmisji z gali KSW16, która odbędzie się w Gdańsku.

ART

Oceń wpis: 
(0 głosów)