Bez Pudzianowskiego... Co słychać u polskich strongmanów?

Siłacze znad Wisły nadal odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej. Problem w tym, że w Polsce mało kogo to już dzisiaj obchodzi...

Co słychać u polskich strongmanów? - odpowiedzi na tak postawione pytanie na próżno dziś szukać w dużych serwisach internetowych, telewizji czy prasie.

Fanom rywalizacji siłaczy, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej na temat dokonań na arenie międzynarodowej polskich zawodników, pozostają jedynie branżowe serwisy internetowe. I to też nie jest gwarancją zdobycia najświeższych informacji. Wniosek nasuwa się więc sam.

Hammond pojawił się również... Pudzianowski. Były już strongman nie wziął udziału w pojedynku Polska vs USA

Czy to się komuś podoba, czy też nie, to zawody strongmanów są dziś w Polsce... jedynie niszowym sportem!

A przecież strongmani znad Wisły nie zawodzą. Wygrywają zawody, zdobywają nagrody - są żywym przykładem na to, że dyscyplina jeszcze nie umarła. Problem w tym, że dziś mało kogo to interesuje. Oto dwa przykłady - tylko z ostatnich tygodni.

Jeden z najlepszych obecnie polskich siłaczy, 22-letni Mateusz Baron z Bytomia, został w Columbus (Ohio) mistrzem świata amatorów. W imprezie zorganizowanej pod patronatem słynnego Arnolda Schwarzeneggera Polak nie miał sobie równych w stawce 60 strongmanów z 15 krajów.



Ochroniarz ze Śląska, który w wieku szesnastu lat zafascynował się karierą najsilniejszego człowieka na świecie, Mariusza „Dominatora” Pudzianowskiego wygrał w Columbus wszystkie konkurencje i zadziwił obserwatorów.

Pojechałem, zwyciężyłem, wracam - mówił polskim dziennikarzom po powrocie zza Oceanu.

Gdyby dziś zrobić sondaż na temat popularności nowo koronowanego mistrza świata w swoim rodzinnym kraju to wynik byłby porażający. Kto dziś w Polsce zna nazwisko Baron, poza kurczącą się od ponad roku grupą siłaczy i coraz bardziej wąskiego grona ich sympatyków?

Przykład nr 2. W kwietniu doszło do prestiżowego pojedynku strongmanów Polski i USA. W hali Hammond Civic Center w Hammond (stan Indiana) rywalizowały reprezentacje obu krajów. Biało-czerwoni w składzie: Baron, Krzysztof Radzikowski, Tomasz Kowal, Jarek Nowacki pokonali rywali 3:2.
, ale to właśnie do „Dominatora” ustawiały się największe kolejki po autografy. Pudzian pomimo faktu, że od 15 miesięcy nie rywalizował w zawodach siłaczy był największą gwiazdą tego spotkania. Ok. 2000 kibiców wypełniło halę w Indianie po to, by zobaczyć najsilniejszego człowieka świata. Gdyby nie jego przyjazd do Hammond, to na potyczkę polsko-amerykańską przyszłaby najpewniej garstka kibiców.

Co ciekawe, większość mediów w Polsce nie odnotowała w ogóle wydarzenia, jakim była rywalizacja reprezentacji Polski i USA. Kilka serwisów zaledwie zamieściło krótkie wzmianki na ten temat.

Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy, że ludzie nie zapominają o tym sporcie. Jest dużo młodych strongmanów, którzy idą w kierunku, który wyznaczyłem - mówił Pudzianowski w Indianie.

Wschodząca gwiazda MMA miała niestety rację tylko w jednym. W Polsce są młodzi siłacze, którzy mają talent, aspiracje i być może szanse na przyszłe triumfy. Bez obecności Pudziana mają jednak małe szanse na to, by odnieść sukces medialny. Spowodować, że fani nad Wisłą znów - jak za czasów „Dominatora” - zaczną emocjonować się zawodami strongmanów.

Statystycy odnotowali, że odkąd Pudzianowski przerzucił się ze strongmanów na rywalizację w formule MMA, to sale treningowe przeżywają prawdziwe oblężenie. Wszyscy - tak jak Pudzian - zamarzyli o karierze w klatce. Wszytko też kosztem dramatycznego spadku popularności zawodów siłaczy.

Wygląda na to, że bez Pudziana dyscyplina ta zmierza w sportową otchłań. Nie pomogą kolejne triumfy Barona i spółki. Zawody siłaczy bez Pudzianowskiego, to już jednak nie to samo. Z takiego założenia wychodzi większość kibiców, co powoduje, że o strongmanach w Polsce mówi się coraz mniej.

Czy to już koniec tej widowiskowej dyscypliny sportu nad Wisłą? Czekamy na Wasze opinie na ten temat.
Oceń wpis: 
(0 głosów)