Kim jest przeciwnik "Pudziana"?

Tim Sylvia jest dwukrotnym mistrzem świata wagi ciężkiej UFC. "The Maine'iac" Wygrał dwadzieścia pięć walk, przegrał sześć. Amerykanin lata świetności ma jednak już za sobą. W ostatnich sześciu pojedynkach doznał aż czterech porażek.

W szkole podstawowej Sylvia trenował karate, w szkole średniej rozpoczął swoją przygodę z wrestlingiem. Po maturze uprawianie sportu na jakiś czas musiało ustąpić "zwykłej" pracy. Tim, a właściwie Timothy Deane, pracował na budowie, zajmował się ogrodnictwem, a także malował domy. Nie była to jednak praca, w której widział swoją przyszłość.

Jego pasją były sztuki walki. Spróbował swoich sił w boksie, zainteresował się MMA. Swoją pierwszą walkę w mieszanych sztukach walki stoczył 19 stycznia 2001 roku, pokonał przez nokaut techniczny Randy'ego Duranta.

W kolejnych występach pokonał przez nokaut m. in. Gino De La Cruza, Mike'a Whiteheada, Wesley'a Correirę. Podczas UFC 41 wygrał z Ricco Rodriguezem, zdobywając swój pierwszy tytuł UFC wagi ciężkiej. Wkrótce potem zwyciężył nad Ganem McGee. Mimo wygranej walki Sylvia stracił tytuł, ponieważ w jego organizmie wykryto Stanazolol, który jest substancją zakazaną. Oprócz utraty tytułu został przez Nevada State Athletic Commission (NSAC) ukarany sześciomiesięcznym zawieszeniem, musiał także zapłacić 10 tysięcy dolarów.

Zawodnik tłumaczył się, że przyjmował sterydy, aby zrzucić nadwagę. Później przeprosił za zamieszanie ze swoim udziałem.

Powrócił 19 czerwca 2004 roku i podczas swojego siedemnastego pojedynku doznał pierwszej porażki. Doszło do niej w przykrych okolicznościach. W walce z Frankiem Mirem Sylvia doznał poważnej kontuzji prawej ręki. Arbiter natychmiast przerwał ten pojedynek. Tim Sylvia chciał kontynuować walkę, tłumacząc, że nic mu nie jest. Prezydent UFC Dana White po zasięgnięciu opinii lekarza oficjalnie zakończył walkę, tytuł przyznano Mirowi.

Sylvia był niepocieszony decyzją o przerwaniu walki. Po tym pojedynku zawodnik został przewieziony do szpitala. Prześwietlenie wykazało, że ręka rzeczywiście była złamana. Później Sylvia przyznał, że decyzja sędziów była słuszna, uchroniła go przed poważniejszymi uszkodzeniami ręki.

Po powrocie z kontuzji Amerykanin pokonał Wesa Simsa, ale w kolejnej walce doznał swojej drugiej porażki. W lutym 2005 roku przegrał z Andreiem "Pitbullem" Arlovskim. Do rewanżu doszło podczas UFC 59, tym razem "Maine'iac" był górą, dzięki czemu odzyskał tytuł mistrza świata. W międzyczasie pokonał Mike'a Blocka, Trę Telligmana i Assuerio Silvę.

8 lipca 2006 roku doszło do trzeciego pojedynku Arlovskiego z Sylvią. Po raz kolejny górą był "Maine'iac". W tym samym roku pokonał jeszcze Jeffa Monsona.

3 marca 2007 roku Sylvia przegrał z Randym Couturem i ponownie stracił tytuł. Później wygrał z Brandonem Verą, ale na początku 2008 roku musiał uznać wyższość Antonio Rodrigo Nogueiry. 18 lipca doszło do walki ze słynnym Fiodorem Emelianenką. Pojedynek skończył się wygraną Emelianenki. Przed rokiem doszło do walki, którą Sylvia chciałby wymazać ze swojego CV. "The Maine'iac" został znokautowany przez Raya Mercera już w dziewiątej sekundzie walki.

Ostatni pojedynek Tim Sylvia stoczył 18 września 2009 roku, pokonał w pierwszej rundzie Jasona Rileya. Mimo tego zwycięstwa nikt nie ma wątpliwości, że czas świetności Sylvii już przeminął.

- Na Tima Sylvię nie możemy już patrzeć przez pryzmat dwukrotnego mistrzostwa świata w UFC. Sylvia jest przereklamowanym emerytowanym zawodnikiem, który nękany był licznymi kontuzjami. Ma zniszczone kolana i Pudzianowski doskonale zdaje sobie z tego sprawę - mówi nam Maciej Kawulski, współwłaściciel federacji KSW.

W USA panuje przekonanie, że Sylvia powinien dać sobie już spokój z walką, a stając do ringu z Pudzianowskim ryzykuje tylko utratę zdrowia. Były mistrz się z tym nie zgadza. - Nie doceniają mnie, no i oczywiście uważają, że jestem skończony. A ja mam coś do zrobienia - mówi Sylvia.

- On jest duży, silny i atletycznie zbudowany, ale ja go znokautuję - mówi przed pojedynkiem z Pudzianowskim. - Mój ostatni przeciwnik Jason Riley myślał, że już po mnie, a znokautowałem go w pierwszej rundzie. Dorwałbym go nawet wcześniej, ale złamałem sobie rękę.

Amerykanin jest faworytem pojedynku z Mariuszem Pudzianowskim. 34-letni zawodnik waży 138,3 kg i jest cięższy od "Pudziana" aż o 15 kilogramów.

- Wielu ludzi to amatorzy. Obserwują ten sport i mówią "jestem twardym gościem. Mogę to zrobić". W jego przykładu: "jestem najsilniejszym człowiekiem na świecie. Mogę to zrobić". Dopóki nie dostaną ciosu, nie zdają sobie sprawy, jak twardy jest ten sport. Pudzianowski nie jest na tym samym poziomie, co ja - stwierdził Sylvia. - Ten wielki skur... chce ze mną walczyć? Nie ma problemu!

Były mistrz świata UFC w kategorii ciężkiej marzy, aby ponownie znaleźć się na szczycie MMA. Zwycięstwo nad "Pudzianem" ma mu w tym pomóc. - Ponownie chcę być na szczycie i pokonać kilku gości z czołówki. Chcę walczyć jeszcze przez cztery, pięć lat. Uwielbiam rywalizację. Nadal kocham ten sport - powiedział zawodnik uważany za legendę MMA.

Czy Tim Sylvia zdoła pokonać Mariusza Pudzianowskiego, a następnie ponownie znaleźć się na szczycie MMA? Czy może jednak ta walka stanie się początkiem drogi na szczyt dla Mariusza Pudzianowskiego? "Pudzian" ma szansę zakończyć wspaniałą karierę legendy MMA. Czy tak się stanie? Odpowiedź poznamy w nocy z piątku na sobotę. Początek gali o 2:15 w nocy.

Karol Borawski / Wirtualna Polska

Oceń wpis: 
(0 głosów)