Menedżerowie „Korańskiego Boga Walki” przed walką Pudzianowski – Sylvia

"Poszliśmy na całość"

Jak doszło do walki Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią? Co sprawiło, że korański miliarder, tajemniczy „Mr Oh”  zakochany w azjatyckich sztukach walki, zdecydował się postawić na Polaka? Czy organizatorzy gali „Moosin” zdają sobie sprawę z ryzyka jakim jest postawienie „Pudziana” przeciwko byłemu dwukrotnemu mistrzowi UFC? Przeczytajmy...

To, że Mariusz Pudzianowski  w piątkową noc 21 maja będzie walczył w DCU Center w Worcester z Timem Sylvią to zasługa dwóch ludzi: znanego promotora amerykańskiego Corey’a Fischera i... Polaka mieszkającego w Korei Południowej, Zbyszka Kruka, działającego w organizacji „Moosin” założonej przez tajemniczego miliardera i biznesmana wywodzącego się z teakwondo – Mr Oh.
-  Skąd pomysł by „twarzą”  organizacji Moosin był co prawda pięciokrotny mistrz świata Strongmanów, ale ciągle uczący się MMA Mariusz Pudzianowski? Corey Fischer: Bo nie ma bardziej polaryzującej postaci w świecie sportów siłowych. Pudzianowski to z naszej strony klasyczne pójście na całość – przyciąga uwagę, nikt nie wie na co go stać w MMA, jest potwornie silny. Nie było co czekać na fakt, aż stoczy kilka dodatkowych, niewiele znaczących walk. Gdybyśmy nie podpisali z nim kontraktu teraz, to za kilka miesięcy zrobiłby to ktoś inny. Mam kilkanaście e-maili od najważniejszych ludzi w UFC i Strikeforce (dwie dominujące organizacje MMA w USA – przyp. PG) pytających mnie jak nam się to udało i ile kosztowało by ktoś taki jak Pudzianowski zgodził się dla nas walczyć. Teraz wszyscy uważają, że to znakomity pomysł, że to doskonała promocja mieszanych sztuk walki. Zainteresowanie jest niesamowite, na piątkową walkę w Worcester akredytowało się ponad 70 dziennikarzy. Wszyscy chcą zobaczyć walkę Pudzianowski – Sylvia. - Powiesz ile kosztowało zaproszenie Pudzianowskiego do Stanów? Zbyszek Kruk: Nie zdradzamy takich tematów. Niech UFC i reszta świata się zastanawia. Powiem tylko, że kiedy pierwszy raz zgadaliśmy się na ten temat z Corey’em, w grudniu ubiegłego roku w Kanadzie tylko my we dwoje wierzyliśmy, że to się uda. Nie wierzył nawet sam Pudzian. Zaproponowaliśmy mu sumę, odrzucił ją, dając swoją kontrofertę. Nasza odpowiedź była prosta: „załatwione” i walka będzie. Mariusz przyznał potem, że sam się zdziwił, że się nie wystraszyliśmy jego ofertą i że nie bardzo wierzył, że ona przejdzie. Moosin chce pokazać MMA z innej strony – nie chce dzielić na rywalizujące ze sobą organizacje, chce stworzyć jednego uniwersalnego mistrza i nie będzie miał problemów z  pokazywaniem swoich najlepszych zawodników na innych galach. - Walka Pudzianowski – Sylvia to olbrzymie ryzyko dla Polaka. Olbrzymie również dla was jako organizatorów? CF: Absolutnie nie. Wszyscy wiemy, że szanse w walce Pudzianowski – Sylvia są dokładnie po 50 procent: albo „Pudzian” go złapie i  zdusi jak miękkie jabłko, albo Tim bo poczęstuje jedną ze swoich bomb i będzie po Mariuszu. To nie jest tajemnica, wszyscy wiemy, że Tim może ciągle pokonać wszystkich najlepszych zawodników MMA jednym uderzeniem pięści, bo tego się nie zapomina, ale z drugiej strony  Pudzian jest tak diabelsko silny, że może połamać Sylvii ręce i żebra. Nieprzewidywalność Polaka to jest największa zagadka tej walki, przyczyna dla której wszyscy się nią fascynują. Z naszego punktu widzenia, pokonanie Sylvii, byłego dwukrotnego mistrza UFC, natychmiastowo robi z Mariusza jedną  z najbardziej ekscytujących postaci tego sportu, zamieniając jego następne walki  wielkie wydarzenia tego sportu. Przegrana po twardej walce też niczego nie zmienia - następne zawody z jego udziałem, zarówno na terenie Europy jak Stanów Zjednoczonych, są już wstępnie zaplanowane. ZK: Wiemy o brakach taktycznych i technicznych Pudzianowskiego, ale mamy z jego strony zgodę na to, że po walce z Sylvią, w określonym przez niego terminie, spędzi kilka miesięcy w Stanach w jednym z najlepszych ośrodków  treningowych. Przy jego determinacji i już nabytej sile, te kilka miesięcy mogą z Mariusza  zrobić naprawdę elitarnego  zawodnika MMA. Aż trudno przewidzieć, jak dobrego i na to bardzo liczymy. 

Oceń wpis: 
(0 głosów)