środa, 15 wrzesień 2010 19:30

Pudzianowski: jestem szczuplejszy i lżejszy

Były strongman, Mariusz Pudzianowski, opowiada o swoich przygotowaniach do walki na zasadach MMA, która odbędzie się podczas gali KSW14. Odpowiada też na przechwałki swojego rywala - Erica "Butterbeana" Escha.

Po ostatniej walce w Stanach Zjednoczonych powiedziałeś, że wrócisz na ring, a kibice zobaczą nowego, odmienionego Pudziana. Wyjaw proszę, jakie to będą zmiany?
- Wszyscy zobaczą na pewno szczuplejszego i o paręnaście kilogramów lżejszego "Pudziana". Jak zaczynałem z MMA ważyłem sto trzydzieści osiem kilogramów. Teraz jest to sto osiemnaście, a więc jestem mniejszy i bardziej wybiegany.

Największym twoim mankamentem była kondycja. Wiele osób zarzucało ci, że jej nie masz. Jak w tej chwili wygląda sprawa twojej wydolności?
- Przez dwadzieścia kilka lat dźwigałem ciężary i było wiadomo, że nie da się jej zrobić tak szybko. Pracuję nad nią ponad rok. Ostatnie trzy, cztery miesiące skupiałem się przede wszystkim na tym. Po walce z Sylvią wziąłem tydzień wolnego, żeby się zregenerować i powróciłem do treningów. Zacząłem od ćwiczeń wydolnościowych i wyregulowania organizmu.

Zatem przygotowany kondycyjnie jesteś bardzo dobrze?
- Jestem gotowy na pojedynek w pełnym dystansie i nie będę się zastanawiać, czy po sześciu minutach wystarczy mi prądu.

Wiemy o twoim przygotowaniu kondycyjnym. Powiedz teraz coś o pracy nad poprawieniem umiejętności w stójce i parterze.
- Nad poprawieniem moich umiejętności pracują osoby , które mają zawodowe doświadczenie w MMA i K-1. To zawodnicy czynnie biorący udział w zawodach.

W swoim najbliższym występie na KSW 14 w Łodzi zmierzysz się w walce wieczoru z byłym zawodowym pięściarzem wagi ciężkiej, który najczęściej wygrywał przez nokaut. Jaką masz taktykę na to starcie?
- Będę musiał uważać w dystansie i będę się starał, żeby nie dać mu dojść do klinczu. Na pewno sprawię wam wszystkim małą niespodziankę. Przepracowałem ciężko cztery miesiące i jest postęp!

Co powiesz na zejście do parteru i tam toczenie walki? Czy wywrócić prawie dwieście kilogramów jest dla ciebie problemem?
- Za darmo pięć razy mistrzostwa świata nie zdobywałem. Mimo, że nie trenuję już zawodowo strongmana i podnoszenia ciężarów to siłowni nie odstawiłem. Trzy razy w tygodniu mam treningi na siłowni. Nawet jakby "Butterbean" dźwigał ciężary to i tak mi nie dorówna. Dlatego nie jest to problemem wyrwać i podnieść jego sto osiemdziesiąt kilogramów.

Mówisz, że ćwiczenia stricte siłowe odstawiłeś. Patrzę na ciebie i nie dowierzam, bo widzę szczupłego, ale nadal umięśnionego faceta. Jak ty to robisz? Masz treningi aerobowe, czy może obwodowe?
- Treningi są bardziej obwodowe, a ciężary podobne do tych, co dźwigałem. Wyjątkiem jest to, że robimy po dwadzieścia lub trzydzieści powtórzeń. Ustawiam sobie dziesięć ćwiczeń i zasuwam kilka takich przejść. Jeżeli jest przysiad to robię przysiad, jeśli jest ławka to robię ławkę. Jednak tak jak wspomniałem, są to mniejsze ciężary. Siła spadła mi o trzydzieści procent, ale to i tak niewiele, bo kiedyś brałem w martwym ciągu czterysta kilogramów, a dziś wezmę trzysta. Nie jest tak źle. Dwadzieścia lat dźwigam te ciężary, więc siła pozostaje.

Chciałbym, żebyś powiedział kilka słów do swojego rywala.
- "Butterbean", powiedziałeś, że "Pudzian" bije jak baba. Przyjeżdżaj do Polski, a ja ci pokażę jak u nas biją baby!

Czternasta gala Konfrontacji Sztuk Walki odbędzie się 18 września w Łodzi.

Autor: TN Źródła: konfrontacja.com
Kategoria: News

On trochę powiedział, ja trochę powiedziałem i teraz zobaczymy kto komu zamknie buźkę – stwierdził dzisiaj Mariusz Pudzianowski na otwartym treningu medialnym przed czternastą edycją Konfrontacji Sztuk Walki, która odbędzie się 18 września w Łodzi. "Pudzian" zmierzy się tam z Ericiem Eschem, znanym lepiej kibicom sportowym jako "Butterbean". Były pięciokrotny mistrz świata Strongmanów zapewnia, że w następną sobotę kibice zobaczą zupełnie inną wersję Mariusza Pudzianowskiego niż do tej pory.

- Teraz w końcu trenuję jak należy, mam odpowiedni sztab ludzi, który zajął się moim profesjonalnym przygotowaniem. Rok temu przebiegłem kilometr, a z powrotem musiałem już iść bo nie dałem rady biec. Teraz przebiegam sobie spokojnie dziesięć kilometrów i nie padam na ziemię nieżywy. Schudłem kilkadziesiąt kilogramów, ale w górę poszła moja technika. Zapewniam wszystkich, że to co widzieliście z Silvą już się nie powtórzy. Nie padnę na ziemię ze zmęczenia, to ja go prędzej zamęczę – deklaruje "Pudzian", który bardzo ambicjonalnie podchodzi do pojedynku z Eschem.

- Po mojej walce w USA nawiązała się między nami dyskusja. On zarzucił mi, że nie umiem wyprowadzać ciosów i biję jak baba. Zaproponowałem, że jeśli tak myśli, to może się o tym przekonać na własnej skórze. Od słowa do słowa doszło do naszej walki. Dobrze, że możemy to załatwić w sportowy sposób, a nie ganiać się po ulicy. Wierzę w to, że po walce to on odszczeka swoje słowa – mówi Pudzianowski. Tym razem były strongman podczas przygotowań do walki nie zajmuje się niczym innym. "Pudzian" powiedział, że nie żałuje wyjazdu do Stanów Zjednoczonych i walki z Sylvią, ponieważ dzięki niej dużo zrozumiał.

 

- Ta porażka pokazała wszystkie moje braki i to jak źle byłem prowadzony. Teraz zajmują się mną ludzie, którzy przygotowują olimpijczyków pod względem wydolnościowym. Moja ekipa wyrywkowo sprawdza czy chodzę na treningi, czy jestem odpowiednio wcześnie w domu, żeby odpocząć wieczorem.

To na pewno są wyrzeczenia, ale jeszcze trochę w takim celibacie zamierzam się pomęczyć. Wziąłem się teraz za MMA na poważnie i pokażę wszystkim 18 września ile się nauczyłem – kończy Pudzianowski.

 Źródła: ringpolska.pl, onet.pl
Kategoria: News

Przygoda siłacza na ringach MMA nabiera tempa. Za tydzień ma wylecieć do USA na walkę z byłym mistrzem UFC. Dopinane są już także szczegóły jego kolejnego starcia w kraju.

Mariusz Pudzianowski nie lubi tracić czasu, ale wydaje się, że jego kolejne walki kontraktowane są zbyt szybko. Po wygranej z Japończykiem Yusuke Kawaguchim byłego strongmana czeka prawdziwy sprawdzian w MMA. Powalczy bowiem 21 maja z byłym mistrzem UFC Timem Sylvią.

Dwa tygodnie to z pewnością zbyt mała przerwa między walkami. Jednak trwają już zaawansowane rozmowy na temat... kolejnego pojedynku „Pudziana”. Tym razem w Polsce , w ramach KSW. I to z nie byle kim, bo mistrzem olimpijskim w judo. Siłacz miałby się wreszcie zmierzyć z Pawłem Nastulą, który ma za sobą pięć walk w MMA (4 przegrane, 1 wygrana).

Tak, planujemy tą walkę na początek września. Wkrótce okaże się, czy uda nam się dopiąć wszystkie szczegóły. Wszystko wyjaśni się na dniach, ale jestem dobrej myśli - powiedział współwłaściciel KSW Maciej Kawulski dla serwisu Lookr.tv.
O pojedynku siłacza z Nastulą mówiło się od dłuższego czasu. Pudzianowski zgadzał się na ten pojedynek, ale chciał zdobyć więcej doświadczenia na ringach MMA. Zaskakujące jest jednak, że szczegóły tej walki są dopinane jeszcze przed walką Pudziana z Sylvią.

Nie wiadomo bowiem, jaki wpływ na wrześniowy pojedynek, miałaby ewentualna przegrana Polaka w USA 21 maja. Takiej możliwości oczywiście nie bierze pod uwagę sam siłacz, ale już po walce z Kawaguchim przyznał, że był zaskoczony oporem, jaki postawił mu Japończyk.

To już nie są przelewki! Z Najmanem poszło gładko, a Kawaguchiego Pudzian pokonał po pełnych 10 minutach , teraz zaś poprzeczka wędruje wysoko w górę. Sylvia i Nastula to zupełnie inna półka.

Czekamy więc na kolejną galę KSW, na początku września - w ringu spotkają się Pudzianowski z Nastulą. Komu dajecie większe szanse?

Źródło: sportfan.pl

Kategoria: News

Były strongman był dzisiaj gościem specjalnego treningu dla mediów. Jak się zaprezentował? Świetnie...

 

Gala KSW 14 zbliża się wielkimi krokami. Dla Mariusza Pudzianowskiego to już ostatnie moment, aby jeszcze czegoś się nauczyć, poprawić technikę, itp. 18 września, w Atlas Arenie w Łodzi, już nie będzie na to czasu. Pięciokrotny mistrz świata strongmanów stanie w ringu z prawie 180-kilową "Bestią" - Erikiem "Butterbeanem" Eschem.

O tym w jakiej obecnie formie jest Pudzian, mogliśmy się przekonać podczas dzisiejszego treningu, który odbył się w warszawskim Fight Club "Copacabana".

Już po pierwszym zdjęciu w oczy rzuca się sylwetka Pudzianowskiego, która w niczym nie przypomina faceta, który dwa lata niszczył wszystkich w zawodach strongmanów.

Polski zawodnik schudł i to sporo. Z kondycją też jest u niego - podobno! - dużo lepiej niż podczas ostatniej walki z Timem Sylvią.

Rok temu przebiegłem kilometr, a z powrotem musiałem już iść bo nie dałem już rady. Teraz przebiegam sobie spokojnie 10 km i nie padam zmęczony na ziemię. Schudłem kilkadziesiąt kilo, ale w górę poszła moja technika. Zapewniam wszystkich, że to, co widzieliście z Sylvią już się nie powtórzy - oświadczył Pudzian.

 

Jeśli powyższe zdjęcia nadal Was nie przekonują zobaczcie jeszcze wideo z dzisiejszego treningu przygotowane przez serwis ringpolska.pl.

Jak myślicie, czy Pudzian jest odpowiednio przygotowany do walki z Eschem?

źródło:sportfan.pl

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski już 18 września na KSW 14 zmierzy się z Erikiem "Butterbeanem" Eschem. "Pudzian" zrzucił ponad 20 kilogramów, ma być w dużo lepszej formie niż w czasie walki z Timem Sylvią. - Ledwo biegałem trzy kilometry, teraz mogę zasuwać dziesięć kilometrów i nie jest to problemem - mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski.

 

- Jak wyglądają pańskie przygotowania do walki z Erikiem "Butterbeanem" Eschem?

- Przygotowania zacząłem 3 czerwca. Pracowałem z fachowcami, którzy zajmują się również przygotowaniem olimpijczyków pod względem wydolnościowym, motorycznym, dynamicznym. Nie są to ludzie z łapanki, tylko osoby z dużym doświadczeniem.

 

- Jak więc wygląda sprawa kondycji, wydolności?

- Po to te osoby wzięły się za mnie, żeby zacząć tak naprawdę od zera. Gdy zaczynaliśmy przygotowania, zaczynaliśmy od pedałowania na rowerze. Chodziło o prawidłowe przygotowanie organizmu, usystematyzowanie, aby wszystko zaczęło prawidłowo funkcjonować. Najpierw było trzy tygodnie pedałowania na rowerze, później do roweru dokładaliśmy bieganie. Trwało to około dziesięciu tygodni. Ledwo biegałem trzy kilometry, teraz mogę zasuwać dziesięć kilometrów i nie jest to problemem.

- Rok temu o tej porze, pamiętam to jak dziś, chciałem pobiegać. Powiedziałem sobie: pobiegnę do pewnego miejsca i z powrotem. Przebiegłem kilometr w jedną stronę, w drugą wróciłem na piechotę. Musiałem usiąść, odpocząć. Na chwilę obecną 10 kilometrów biegu, bo tyle mam w założeniu, nie jest dla mnie problemem. W poniedziałek miałem trzy sparingi po 5 minut i spokojnie dawałem radę.

 

- Czyli forma dużo lepsza niż przed walką z Timem Sylvią?

- Zdecydowanie tak. 18 września wszyscy się o tym przekonacie.

 

- Jaka taktykę przygotowujecie na walkę z "Butterbeanem"?

- Walczę z bokserem, więc muszę uważać na jego ręce. Gdy nadarzy się okazja, sto procent mocy i go wywalić, a później "obrabiać" go w parterze. Na pewno będę musiał się mocno napracować. On waży 180 kilogramów, więc przewrócić go tak prosto nie będzie.

 

- Jak odebrał pan słowa "Butterbeana", który powiedział, że "bije pan jak mała dziewczynka"?

- Była taka rozmowa. Powiedziałem mu, abyśmy załatwili to po męsku. Powiedziałem o sprawie chłopakom. Nie wiem, jak było później. Czy Esch zadzwonił, czy ktoś od nas się do niego zgłosił, nie wnikałem w szczegóły. Dogadali się, dzięki czemu wyjaśnimy sobie sprawę po męsku, zamiast tak jak baby obrzucać się mięsem: "ty taki jesteś", "ty tłusty jesteś". Załatwimy to tutaj, po męsku.

 

- Nie żałuje pan decyzji o walce z Sylvią.? Czy nie doszło do niej zbyt wcześnie?

- Nie, nie żałuję tej decyzji. Walka wiele mnie nauczyła, pokazała moje niedociągnięcia. Pokazała, że kondycyjnie jest ze mną beznadziejnie. Od razu po powrocie do Polski zrobiliśmy wszystkie możliwe badania, testy wydolnościowe, wysiłkowe. Osoby, które teraz ze mną pracują, przygotowują mnie odpowiednio. Walka z Sylvią była więc potrzebna.

 

- Najbliższa gala KSW jest tytułowana jako "Dzień sądu". To będzie również dzień sądu dla pana. Myślał pan o tym, co będzie, jeśli pan przegra walkę z Erikiem Eschem?

- Nie zastanawiałem się nad tym. Nie po to pracowałem ciężko pracowałem przez cztery miesiące, by myśleć o przegranej. Jeśli wychodzi się na ring zakładając swoją porażkę, to lepiej w ogóle nie wychodzić. Myślę o wygrywaniu.

 

- W mediach przewijały się informacje, że po tej walce możemy zobaczyć pana w listopadzie na gali Moosin, a rywalem miałby być Hong-man Choi.

- Na ten temat jeszcze nie chcę się wypowiadać. Myślę tylko o 18 września. Na razie nie chcę dalej wybiegać w przyszłość.

 

- Zrzucił pan sporo kilogramów. Jak się pan z tym czuje?

- To jest po prostu nie do opisania. To tak, jakby zdjąć 20-30 kilogramowy worek. Różnica jest znaczna. Jestem szybszy, lepsza wydolność, sprawność, dynamika. Mam nadzieję, że 18 września zobaczycie moją wygraną.

Walka Mariusz Pudzianowski - Eric "Butterbean" Esch 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

Karol Borawski / Wirtualna Polska

 

Kategoria: News

Zapraszamy do rozmowy ze zwycięzcą pierwszego turnieju “Konfrontacji Sztuk Walki” i jednym z pionierów MMA w Polsce, z Łukaszem Jurkowskim. Popularny “Juras” opowiada o swoich startach, komentowaniu oraz typuje wyniki walk na gali KSW14. Zapraszamy do lektury.

Cześć Łukasz. Dawno nie rozmawialiśmy, a więc pierwsze pytanie, co u ciebie?
- Siemanko. U mnie wszystko w porządku. Dużo pracy, więc na nudę nie narzekam. Zacząłem trenować i szykuje się do walki, która odbędzie się szóstego listopada.

A gdzie będziesz walczyć?
- Mam walczyć na gali Moosin w Chicago. Czekam na podpisanie kontraktu i jazda!
Trenujesz pełną parą?
- Dopiero po KSW14 biorę się mocniej do roboty, ponieważ aktualnie dużo czasu poświęcam na przygotowanie niektórych zawodników, którzy na najbliższym KSW będą walczyć. Dodatkowo praca w telewizji i czasu dla siebie nie zostaje dużo.
Czy wiesz może, kiedy po raz kolejny wystąpisz na KSW?
- Ze wstępnych ustaleń z Maćkiem i Martinem mam walczyć podczas piętnastej gali „Konfrontacji Sztuk Walki”.
Porozmawiajmy o gali KSW14, która zbliża się wielkimi krokami. Co możesz o niej powiedzieć.
- Cieszę się, że mogę patrzeć, jak rozwija się KSW od początku. Kolejna wielka impreza, kolejna wielka hala, miliony przed telewizorami i transmisja całej gali w otwartym paśmie Polsatu. Czego chcieć więcej dla promocji MMA w Polsce? Osiemnastego września w łódzkiej hali ‘Arena” czeka nas wiele interesujących pojedynków. Chciałbym zapytać ciebie o każdą z tych walk. Na początek Krzysztof Kułak kontra Daniel Dowda. Co powiesz o tym pojedynku?
- Na pewno wielki pojedynek dla fanów MMA w Polsce. Spotka się dwóch efektownie walczących zawodników, więc fajerwerków nie zabraknie. Kto wygra? Lepszy (śmiech). Mówiąc poważnie to bez względu na to, że i Krzysiek i Daniel to moi dobrzy koledzy typuję raczej Kułaka. Jest bardziej doświadczony i wszechstronniejszy od Dowdy. Obaj mają wielkie serce do walki i chciałbym delektować się tym pojedynkiem w pełnym wymiarze czasowym. Myślę, że będzie to jedna z bardziej emocjonujących walk polskiego MMA.
Kolejnym interesującym pojedynkiem będzie finał turnieju wagi lekkociężkiej pomiędzy Hiszpanem Danielem Taberą, a najlepszym półciężkim w naszym kraju, Janem Błachowiczem. Kto twoim zdaniem zdobędzie pas?
- Janek Błachowicz zwycięży przez TKO w drugiej rundzie. To mój typ na tę walkę. Janek posiada niesamowite umiejętności walki w każdej płaszczyźnie. Jest mocny psychicznie i zdeterminowany na Maksa. Połączmy to wszystko ze świetnie przepracowanym okresem przygotowawczym i mamy mieszankę, która wybuchnie osiemnastego września!
Głośną medialnie walką jest starcie Przemysława Salety z Marcienm Najmanem. Przygotowujesz Przemka do tego pojedynku, dlatego prosiłbym, żebyś bezstronnie ocenił ten pojedynek i jego zwycięzcę.
- Bezstronnie to raczej będzie ciężko. Przemek to mój dobry kolega (śmiech). Treningi z nim to czysta przyjemność, bo on łapie wszystko w mgnieniu oka. Jest doświadczonym zawodnikiem sportów walki z tytułami mistrzowskimi. Fizycznie jest przygotowany na sto procent. Myślę, że Najman nie ma żadnych argumentów, aby wygrać z Saletą. Chyba tylko niesamowity fart sprawi, że Marcin wygra to starcie.
Maine event KSW14 to arcyciekawa walka Mariusza Pudzianowskiego z zawodowym bokserem wagi ciężkiej, Erickiem „Butterbean” Eschem. Jak typujesz ten pojedynek?
- Kariera Mariusza w MMA wchodzi na właściwy tor. Dobrze, że poleciał do USA i dostał lekcję od Sylvii. Zrozumiał, że MMA to nie zabawa, a bardzo trudna praca. Jest zdeterminowany, ciężko trenuje, więc powinno być dobrze. Nie oszukujmy się, że jeśli Mariusz wywróci Escha to walka długa w parterze nie będzie. Byle tylko trzymał się nakreślonej przez jego sztab trenerski taktyki.
Osobiście uważam, że „Pudzian” powinien jak najszybciej wywrócić „Butterbeana”, bo ewentualna walka w stójce może okazać się dla byłego strongmana ciężkim nokautem. Uważasz podobnie?
- Nie jest filozofią i tajemnicą, że „Pudzian” szansy na zwycięstwo będzie szukał w parterze. Zapasy i kontrola na ziemi to jego najmocniejsze strony w MMA. Jeżeli natomiast zwariuje i będzie chciał zrobić show, czyli wymieniać ciosy z Eschem to zostanie znokautowany. Wysoka garda, wejście w nogi i ground and pound do końca. Tak wygra tą walkę Mariusz Pudzianowski.
Oprócz extrafightów zobaczymy turniej wagi lekkiej. Znamy nazwiska sześciu z ośmiu zawodników, którzy w nim wystąpią. Co możesz powiedzieć o obecnym składzie personalnym?
- Chyba najmocniejsza obsada turnieju wagi lekkiej w Europie. Świetne nazwiska, topowi Polscy zawodnicy kategorii lekkiej – z wyjątkiem Irokeza. Kategoria do siedemdziesięciu kilogramów jest jedną z bardziej widowiskowych, a mając takie nazwiska w turnieju na pewno nie będziemy się nudzić.
Czy masz w tej szóstce swojego faworyta na finał?
- Oczywiście Maciek Górski. Myślę, że czarnym koniem może być również Michał „Meta” Mankiewicz.
Zatem poziom sportowy tego widowiska?
- Poziom sportowy gali poznamy po jej zakończeniu. Ja w każdym razie nie mogę się doczekać momentu, kiedy założę słuchawki na uszy i będę emocjonował się tą galą ze stanowiska komentatorskiego.
Dziękuję ci Łukasz za rozmowę, życzę niesamowitych emocji osiemnastego września i kolejnego triumfu w Ameryce.
- Dziękuję i pozdrawiam wszystkich fanów MMA w Polsce.
Rozmawiał Artur Przybysz

Kategoria: News
wtorek, 12 październik 2010 18:34

Pudzianowski: tego będę bał się jak ognia

Już 18 września w łódzkiej Atlas Arenie Mariusz Pudzianowski zmierzy się z Erikiem "Butterbeanem" Eschem. Ważący 180 kilogramów "król czterorundówek" nie jest faworytem walki z pięciokrotnym mistrzem świata siłaczy, ale dysponuje potężną bronią, której bardzo obawia się "Pudzian".

44-letni Esch to niezwykle doświadczony zawodnik. Stoczył 85 walk bokserskich, z których 77 wygrał. Aż 58 razy nokautował swoich rywali, głównie potężnymi ciosami prawą ręką.

- Trzeba będzie uważać na jego prawą rękę, bo to jest młot pneumatyczny - mówi Pudzianowski w rozmowie z lookr.tv. - Gdyby ten młot dostał się na moją głowę, chyba bym zaliczył "dechy". A tego nie chcę. Jego prawej ręki będę bał się jak ognia - wyznaje "Dominator".

Sposób Pudzianowskiego na Escha jest prosty - przewrócić go i wykończyć w parterze. W tym celu nasz strongman stosuje odpowiednie metody treningowe.

- Trenuję z zawodnikami ważącymi po 150 kilogramów. Przewrócić takiego kogoś nie jest łatwo, a mi się udaje - mówi "Pudzian". Czy na gali KSW 14 uda mu się sprowadzić "Butterbeana" na ziemię? Dowiemy się już wkrótce.

WP.PL

Kategoria: News

Dzień przed walką z Japończykiem Yusuke Kawaguchim (30 l.) Mariusz Pudzianowski (33 l.) jest gotowy na twardy bój, z drugiem po Marcinie Najmanie (31 l.) przeciwnikiem w KSW.

- To będzie rzeź. Będę jak rozwścieczony byk, którego właśnie wypuszczono z klatki. - Dlatego piątkowy pojedynek chcę szybko rozegrać, żeby być jak najmniej obity. Rzucę się na rywala jak wygłodniałe zwierzę, a jeśli sprowadzę go do parteru, to będzie po walce - powiedział Pudzianowski w rozmowie z portalem Sportfan.

"Pudzian" nie chciał się odnieść do krytycznych słów trenera Krzysztofa Kosedowskiego. - Zostawiam to bez komentarza - stwierdził ucinając dyskusję.

źródło: se.pl

Kategoria: News

W piątek w katowickim Spodku Mariusz Pudzianowski stoczy drugi pojedynek w formule MMA (dyscyplina sportowa, w której zawodnicy walczą wręcz, wykorzystując dozwolone techniki - od boksu po zapasy czy judo).

Jego rywalem będzie Yusuke Kawaguchi. Dwa tygodnie później przyjdzie mu się zmierzyć w Ameryce z byłym mistrzem UFC, Timem Sylvią.

Tymczasem już przed walką doszło do małego skandalu. Jeden z trenerów Pudziana, były bokser Krzysztof Kosedowski, nie zostawił suchej nitki na swoim podopiecznym: - Słaby lewy prosty, słabe nogi, słaba obrona, słaby atak. Myślę, że nie jest do końca przygotowany na ból. Mariusz tak naprawdę nie wie, w co się wpakował - powiedział dla serwisu boxingnews.pl.

Czy wysłał pan nielojalnego współpracownika na zieloną trawkę?

Mariusz Pudzianowski: - Te wypowiedzi zbulwersowały bardzo dużo ludzi. Pracujesz z kimś i nagle się okazuje, że ten ktoś jedzie po tobie. Powiem najdelikatniej, jak mogę, Kosedowski nieładnie się zachował. Albo się nie zastanowił, co mówi albo zrobił to celowo, chcąc na przykład w ten sposób osłabić moje morale. Do walki się w tej sprawie nie odzywam. Zrobię swoje, a potem wyciągnę wnioski.

Podpowiadacze twierdzą, że musi pan pojedynek z Japończykiem rozstrzygnąć w dwóch pierwszych minutach, bo potem on będzie górą.

- Im się chyba wszystkim w głowach poprzewracało.

Dlaczego pan tak sądzi?

- Jestem niewygodnym facetem, zawodnikiem, uczniem. Mam swoje zdanie. Nie pozwalam sobie wejść na głowę. To ja decyduję, co mam robić, a nie żadni podpowiadacze. A jeśli chodzi o krytykę Kosedowskiego, powiem tak: w MMA nie samym boksem się żyje. Mogę mieć jedną słabszą dziedzinę, na przykład boks, ale jeszcze zostają zapasy, ju-jitsu i wiele innych technik, które można z powodzeniem wykorzystać. Może zabrzmi to nieskromnie, ale moim zdaniem, profesjonalny bokser w MMA nie miałby dziś większych szans na sukces.

Co pan sądzi o piątkowym rywalu? Widział pan na wideo jego pojedynki?

- Oglądałem i co - miałem się przestraszyć? Nic z tego. Nie wychodzę na ring po to, żeby przegrać.

On jest od pana znacznie bardziej doświadczonym zawodnikiem.

- Nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Mam swój plan na ten pojedynek i będę go konsekwentnie realizował. Jestem dobrze przygotowany do walki. Uważam, że dziś jako zawodnik MMA jestem trzy piętra wyżej niż przed pojedynkiem z Marcinem Najmanem.

Podobno postawił pan 20 tysięcy złotych na to, że złoi Japończykowi skórę...

- Ale to żaden wielki interes. Bukmacherzy mojemu rywalowi nie dają większych szans. Za każdą złotówkę postawioną na jego zwycięstwo można zarobić w stosunku 4:1. Mój triumf jest dużo gorzej opłacany - tylko 1,2:1.

Zawiesza pan sobie wysoko poprzeczkę, skoro za dwa tygodnie chce pan stoczyć kolejny pojedynek za oceanem z groźnym rywalem.

- Do odważnych świat należy. Dbam o własną skórę, nie dam sobie jej złoić. Nie powinno być rozczarowań. Tylko jakaś kontuzja mogłaby pokrzyżować plany. Ale myśli o tym do siebie nie dopuszczam.

Dużo pan zarobi na tych pojedynkach?

- Pieniądze nie mają znaczenia. Zarobiłem już tyle, żeby żyć wygodnie i dostatnio. Mam duszę prawdziwego sportowca. Potrzebuję adrenaliny, nowych wyzwań, doświadczeń, progów do pokonania. W każdej dziedzinie, za jaką się zabrałem, dążyłem do perfekcji. Wierzę, że i w MMA jestem w stanie wdrapać się na sam szczyt.

Jak znajduje pan jeszcze czas na śpiewanie czy przebieranie się za... Nergala?

- Nie trenuję przecież przez cały dzień. O 7 rano pół godziny biegam, potem półtoragodzinny trening, kolejny - nie mniej intensywny - mam po południu. A w międzyczasie dużo wolnego. Mam prawo przez godzinkę, półtorej trochę się pobawić.

Nergala to pan wymyślił?

- Parę osób z otwartą głową ze mną współpracuje i jak widać nie brakuje im pomysłów.

Czy jeszcze czymś nas pan zaskoczy w muzycznym show "Tylko nas dwoje"?

- Oczywiście, ale to tajemnica i jej nie zdradzę.

A co pan tym razem zaśpiewa?

- "Tango libido" Macieja Maleńczuka i jakiś angielski kawałek.

Jesienią planuje pan kolejne walki?

- Tak. Wszystko wskazuje na to, że 17 września w łódzkiej Atlas Arenie zmierzę się z Pawłem Nastulą, a w listopadzie w Chicago z mającym 218 cm wzrostu Hong-Man Choiem. Tak w Łodzi, jak i w Bostonie moje walki ma obserwować komplet widzów czyli kilkanaście tysięcy osób.

Źródło: Express Ilustrowany
Autor: Paweł Strzelecki

Kategoria: News

Moja taktyka? Jest prosta. Wyjdę i urwę mu łeb - śmieje się Mariusz Pudzianowski (33 l.), który już dziś, podczas gali KSW w katowickim Spodku stoczy drugą walkę w karierze. - Nie będę czekać, ruszę na niego ostro, będę jak rozjuszony byk.

"Super Express": - Walka z Najmanem była.. jaka była. Pojedynek z Kawaguchim ma być twoim pierwszym poważnym sprawdzianem w MMA. Masz tremę?

Mariusz Pudzianowski: - Nie. Podchodzę do tej walki jak do treningu: skoncentrowany, ale na luzie. Już 11 lat uprawiam zawodowo sport, więc psychika mi nie wysiądzie.

- Nie jesteś za bardzo pewny? Postawiłeś nawet na siebie u bukmacherów 20 tysięcy złotych.

- Nie po to trenowałem ostro 7 miesięcy, żeby teraz w siebie nie wierzyć. Mogę spojrzeć w lustro i powiedzieć, że nie mam sobie nic do zarzucenia. To była prawdziwa harówka, żadnego oszukaństwa.

- Kawaguchi odgraża się, że cię zniszczy...

- Niech sobie gada. Jak japoński kamikadze rozbije się o 130-kilogramową ścianę mięśni.

- Trener Krzysztof Kosedowski, który przygotowywał cię pod względem bokserskim do walki, skrytykował twoje umiejętności. Powiedział, że o boksie nie masz pojęcia, nie wiesz co to prawdziwy ból...

- Czytałem jego wypowiedź i byłem zaskoczony. Jeżeli chodzi o moje umiejętności bokserskie, to nikogo nie będę przekonywał, że jest inaczej. Nigdy nie będę rewelacyjnym bokserem. Ale mam mnóstwo innych atutów. Poza siłą, mam jaja, a silna psychika to podstawa, gdy zaczyna się jatka w ringu. A co do odporności na ból? Nie boję się go. Podczas zawodów strongmanów nie raz zrywałem ścięgna czy mięśnie, ale zaciskałem zęby, wiązałem wszystko bandażami i jechałem dalej do przodu. Teraz będzie tak samo.

- Nie brakuje głosów, że odbija ci sodówka, zamiast skupić się na przygotowaniach, zajmujesz się śpiewaniem w telewizji.

- Bez obaw, udział w show Polsatu nie zakłócił moich przygotowań. Wręcz przeciwnie, pomógł mi, bo to była taka dobra odskocznia od reżimu treningowego.

- Już 2 tygodnie po walce z Kawaguchim czeka cię starcie z Timem Sylvią w USA. Dalej uważasz, że to dobry pomysł, żeby bić się tak często?

- Zawsze byłem wariat, kręci mnie duże ryzyko. Dziś będę chciał jak najszybciej tę walkę skończyć, żeby się jak najmniej zmęczyć i nie oberwać przypadkowo po głowie. Rzucę się na niego jak wygłodniałe zwierzę i jak go złapię, to już nie wypuszczę. Będzie ostra jazda do samego spodu. Kto wie, może potrwa to jeszcze krócej niż z Najmanem (44 sek. - red.).

- A co po walkach z Kawaguchim i Sylvią? Starcie z Pawłem Nastulą?

- Jeszcze żadnych konkretów nie ma. Za to w USA wszystko kręci się szybciej. Lada dzień mam podpisać kontrakt na walkę z mierzącym 218 cm Koreańczykiem Hong-Man Choiem. To dopiero będzie zabawa!

Źródło: se.pl

Kategoria: News