W czwartek okazało się, że rywalem Mariusza Pudzianowskiego na gali KSW 23 będzie Sean McCorkle (bilans MMA: 16 zwycięstw, 5 porażek). Amerykanin to z pewnością bardziej wymagający przeciwnik niż chociażby Bob Sapp czy Christos Piliafas, z którymi "Pudzian" mierzył się w ostatnich walkach. Polak jest jednak pełen wiary w swoje umiejętności i przed występem w trójmiejskiej Ergo Arenie zapowiada, że nie obawia się nawet... walki w parterze.

- Sean McCorkle to wielki, dwumetrowy chłop. Ma dobre jiu-jitsu, ale nie robi ono na mnie wrażenia i mogę z nim walczyć w parterze - powiedział odważnie Pudzianowski w rozmowie z serwisem "konfrontacja.com". Takie słowa mogą dziwić! Powód? To właśnie parter wydaje się "piętą Achillesową" u byłego strongmana. W 7 walkach Pudzianowski zaliczył 2 porażki i to właśnie w tej płaszczyźnie. Tim Sylvia zmusił go do poddania po ciosach, zaś James Thompson (w 1. walce) poddał go trójkątem rękami.


- To faktycznie interesujące słowa - mówi nam o deklaracji "Pudziana" współwłaściciel Federacji KSW Martin Lewandowski. - Sam jestem ciekaw, jak ta walka będzie wyglądała, jeśli w ogóle przeniesie się do parteru. Jedyne, czego od Mariusza oczekuję, to walki na pełnej mocy przez 2 rundy. Liczę, że zobaczę "Pudziana" zadającego mnóstwo ciosów. Oby ta walka była pełna emocji! Dla mnie to nawet ważniejsze niż końcowe rozstrzygnięcie - dodaje Lewandowski.

Pudzianowski jest pełen wiary w zwycięstwo i przekonuje, że przed walką - jak zwykle - bardzo ciężko pracował.

- Wiem, że McCorkle walczył w UFC, ale nie zawojował zbyt wiele. Pokonał za to bardzo dobrego zawodnika Marka Hunta. Co by się nie działo jestem przygotowany do tej walki bardzo dobrze. Będzie się działo! Będzie na pewno na co popatrzeć, bo to nie jest już "Pudzian" sprzed czterech lat! - zapowiedział były strongman.

Przypomnijmy, że do walki dojdzie 8 czerwca. Oprócz Pudzianowskiego w białym ringu Federacji KSW wystąpią między innymi Mamed Chalidow, Melvin Manhoef, Michał Materla, Kendall Grove, Aslambek Saidov czy Karolina Kowalkiewicz. Transmisję będzie można śledzić w systemie pay-per-view

źródło: wp.pl
(fot. PAP/KSW/Piotr Pędziszewski)

Kategoria: News
piątek, 21 maj 2010 20:48

Tim Sylvia kpi i obraża

Mariusz Pudzianowski (33 l.) relaksuje się, pływając w hotelowym basenie, wygrzewa się w saunie i zajada stekami przed dzisiejszą walką z Timem Sylvią (34 l., 25 zwycięstw, 6 porażek).

Na konferencji prasowej Sylvia żartował z Pudziana i go obrażał. - Ten wielki skur... chce ze mną walczyć? Proszę bardzo - obraził Polaka. - Trudno było znaleźć sparingpartnerów, którzy tak jak Pudzianowski mieliby jedynie 4 procent tkanki tłuszczowej i tracili energię po 45 sekundach - dowcipkował.Mariusz zaś nie odpowiadał na zaczepki. Nam wyznał, że odkąd przyjechał do Stanów, zajada się... stekami. - Mięso daje mi energię. Nie trzymam diety, zbędne kalorie spalam na treningach. Nie boję się Sylvii. Jestem determinatorem, czyli zdeterminowanym, aby wygrać!

źródło:se.pl

Kategoria: News

„10 metrów piekła”

„W wywiadach pytano się mnie, dlaczego nie znalazłem sobie za rywala kogoś, kto wytrzymuje bez padania ze zmęczenia przez dłużej niż 45 sekund. Nie wiedziałem co odpowiedzieć” – mówił z lekką dozą ironii o swoim rywalu, siedzącym obok na środowej konferencji prasowej w Worcester,  Mariuszu Pudzianowskim były dwukrotny mistrz świata UFC, Tim Sylvia.

„Szkoda, że on to mówił przede mną, nie zdążyłem z ripostą. Zaraz bym mu powiedział, że 45 sekund to dla niego i tak zbyt dużo, bo jego walka z Ray’em Mercerem trwała niecałe 10 sekund” – odpowiadał Mariusz Pudzianowski, przypominając potyczkę Sylvii z byłym bokserskim mistrzem świata.

„Pudzian” przyjechał do malowniczego, położonego 40 mil od Bostonu Worchester we wtorek w nocy, rejsowym samolotem z Frankfurtu. „Jakby nas atakowały pyły wulkaniczne, to też byliśmy przygotowani” – mówił Pudzianowski, który od ostatniej, kwietniowej wizyty w Stanach promującej walkę z Sylvią, stracił 10 kilogramów.

W środku dalszy ciąg relacji, oraz wywiad z Mariuszem Pudzianowskim !

 

Tyle samo mówi, że stracił Sylvia trenując na obozach przygotowawczych w Ohio oraz Indianie, ale po nim widać to znacznie mniej niż po odchudzonym polskim najsilniejszym człowieku świata. Sylvia, już po konferencji, przyznał, że Pudzianowski zaskoczył go wytrzymując pełne dziesięć minut z Yosuke Kawaguchim. „Po dwóch minutach myślałem, że on tam zemdleje, ale się zebrał w sobie i przetrwał pełne dziesięć minut.Twardziel jest”. Kiedy zapytałem „Maniaca” dlaczego jego zdaniem  Pudzianowski decyduję się na tak drastyczny  przeskok w rywalach,  Tim na początku chciał mnie przekonać, że tylko dla pieniędzy. Kiedy wytłumaczyłem,  że Mariusz może znacznie łatwiej zarobić znacznie więcej i to nie narażając się na ciosy dwukrotnego mistrza świata,  Sylvia chyba uwierzył w sportową determinację rywala. „Masz rację, on jest przecież pięciokrotnym mistrzem Strongmanów, ma mentalność zwycięzcy i jest przekonany, że za co by się nie wziął,  to i tak  będzie najlepszy. Duma zaślepia mu rzeczywistość. Moim zadaniem jest udowodnić mu  w piątek jak bardzo się myli” – stwierdził Sylvia.

Na Pudzianowskim fakt, że Sylvia tyle razy miał tytuł mistrza świata, co on walk nie robił wrażenia kiedy podpisywał kontrakt. I nie robi dziś, kiedy do walki jest już tylko kilkadziesiąt godzin…

- Co powiesz amerykańskim  specjalistom, którzy twierdzą, że nie masz szans z Sylvią?

Mariusz Pudzianowski: Że mnie nie znają i nie mają pojęcia co we mnie siedzi. Nie szanują  też pewnie tego, co zrobiłem w Strongmanie. Tam nie wystarczyło wyskoczyć z siłowni, żeby wygrywać. Trzeba było mieć oprócz siły fizycznej coś znacznie ważniejszego – potworną siłę woli. Dzięki niej wygrywałem przez 10 lat jak chciałem i dzięki niej wygrywać będę w MMA.

-  Opiniami Silvy też  nie jesteś zainteresowany.
MP: Zupełnie nie jestem. Co to ma znaczenie co on ma do powiedzenia na mój temat? Nie zna mnie, z nikim takim jak ja nie walczył. Mówi, że lubi bić takich małych, muskularnych? A ja lubię walić takich wielkich. Zbędne gadanie.

- Jesteś szczuplejszy i będziesz szybszy.
MP: I to znacznie. Zrzuciłem w ciągu tych 10 dni po Kawaguchim osiem kilogramów. Dobrze wiem co robię i co będę  robił z nim w tej klatce. Ja może jestem i wariat, że chcę zdobyć ten tytuł mistrza świata, ale taki poukładany wariat. Dlatego po walce zabieram się za kilkumiesięczna naukę MMA – obozy, najlepsi trenerzy.

- Pierwsza twoja walka w klatce, bo do tej pory biłeś się tylko w ringu. Lepiej dla ciebie czy gorzej?
MP: Nie wiem, ale myślę,  że lepiej. W Łodzi mi się ten Japończyk  wciskał między liny, uciekał, a teraz w klatce Silva tego nie zrobi, bo nie ma gdzie uciekać. To będzie dla niego dziesięć  metrów piekła.

- Jak przygotowujesz się  teraz do walki? Rozmawiamy w twoim pokoju,  przeglądasz internet, oglądasz telewizję…
MP:… i odpoczywam, jak już dawno nie odpoczywałem. W Polsce mam zwariowanie głowy, programy, audycje, trzeba się uczyć wierszyków. A tutaj od dwóch dni odpoczywam, nikt mnie nie męczy, nie ma telefonów, jest czas na relaks, robię co chcę, śpię kiedy  chcę. Naprawdę czuję jak mój organizm się relaksuje. Niczego więcej przed walką nie potrzebuję.

- Mówiłeś, że nigdy nie zaczynasz niczego nie wierząc w 100 procentach, że wygrasz. Ale to sport i nie jesteś faworytem.
MP: Pewnie, że mogę  przegrać, ale na to Silva będzie musiał zapracować najciężej w swoim życiu. Nie będzie żadnych “sekundówek”, nawet jak wygra, to okupi to strasznymi siniakami, będzie poobijany jak nigdy bo jak skóry tanio nie sprzedam. Mam swój honor, walczę do upadłego, dla moich kibiców.

źródło:fight24.pl

Kategoria: News

"Poszliśmy na całość"

Jak doszło do walki Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią? Co sprawiło, że korański miliarder, tajemniczy „Mr Oh”  zakochany w azjatyckich sztukach walki, zdecydował się postawić na Polaka? Czy organizatorzy gali „Moosin” zdają sobie sprawę z ryzyka jakim jest postawienie „Pudziana” przeciwko byłemu dwukrotnemu mistrzowi UFC? Przeczytajmy...

To, że Mariusz Pudzianowski  w piątkową noc 21 maja będzie walczył w DCU Center w Worcester z Timem Sylvią to zasługa dwóch ludzi: znanego promotora amerykańskiego Corey’a Fischera i... Polaka mieszkającego w Korei Południowej, Zbyszka Kruka, działającego w organizacji „Moosin” założonej przez tajemniczego miliardera i biznesmana wywodzącego się z teakwondo – Mr Oh.
-  Skąd pomysł by „twarzą”  organizacji Moosin był co prawda pięciokrotny mistrz świata Strongmanów, ale ciągle uczący się MMA Mariusz Pudzianowski? Corey Fischer: Bo nie ma bardziej polaryzującej postaci w świecie sportów siłowych. Pudzianowski to z naszej strony klasyczne pójście na całość – przyciąga uwagę, nikt nie wie na co go stać w MMA, jest potwornie silny. Nie było co czekać na fakt, aż stoczy kilka dodatkowych, niewiele znaczących walk. Gdybyśmy nie podpisali z nim kontraktu teraz, to za kilka miesięcy zrobiłby to ktoś inny. Mam kilkanaście e-maili od najważniejszych ludzi w UFC i Strikeforce (dwie dominujące organizacje MMA w USA – przyp. PG) pytających mnie jak nam się to udało i ile kosztowało by ktoś taki jak Pudzianowski zgodził się dla nas walczyć. Teraz wszyscy uważają, że to znakomity pomysł, że to doskonała promocja mieszanych sztuk walki. Zainteresowanie jest niesamowite, na piątkową walkę w Worcester akredytowało się ponad 70 dziennikarzy. Wszyscy chcą zobaczyć walkę Pudzianowski – Sylvia. - Powiesz ile kosztowało zaproszenie Pudzianowskiego do Stanów? Zbyszek Kruk: Nie zdradzamy takich tematów. Niech UFC i reszta świata się zastanawia. Powiem tylko, że kiedy pierwszy raz zgadaliśmy się na ten temat z Corey’em, w grudniu ubiegłego roku w Kanadzie tylko my we dwoje wierzyliśmy, że to się uda. Nie wierzył nawet sam Pudzian. Zaproponowaliśmy mu sumę, odrzucił ją, dając swoją kontrofertę. Nasza odpowiedź była prosta: „załatwione” i walka będzie. Mariusz przyznał potem, że sam się zdziwił, że się nie wystraszyliśmy jego ofertą i że nie bardzo wierzył, że ona przejdzie. Moosin chce pokazać MMA z innej strony – nie chce dzielić na rywalizujące ze sobą organizacje, chce stworzyć jednego uniwersalnego mistrza i nie będzie miał problemów z  pokazywaniem swoich najlepszych zawodników na innych galach. - Walka Pudzianowski – Sylvia to olbrzymie ryzyko dla Polaka. Olbrzymie również dla was jako organizatorów? CF: Absolutnie nie. Wszyscy wiemy, że szanse w walce Pudzianowski – Sylvia są dokładnie po 50 procent: albo „Pudzian” go złapie i  zdusi jak miękkie jabłko, albo Tim bo poczęstuje jedną ze swoich bomb i będzie po Mariuszu. To nie jest tajemnica, wszyscy wiemy, że Tim może ciągle pokonać wszystkich najlepszych zawodników MMA jednym uderzeniem pięści, bo tego się nie zapomina, ale z drugiej strony  Pudzian jest tak diabelsko silny, że może połamać Sylvii ręce i żebra. Nieprzewidywalność Polaka to jest największa zagadka tej walki, przyczyna dla której wszyscy się nią fascynują. Z naszego punktu widzenia, pokonanie Sylvii, byłego dwukrotnego mistrza UFC, natychmiastowo robi z Mariusza jedną  z najbardziej ekscytujących postaci tego sportu, zamieniając jego następne walki  wielkie wydarzenia tego sportu. Przegrana po twardej walce też niczego nie zmienia - następne zawody z jego udziałem, zarówno na terenie Europy jak Stanów Zjednoczonych, są już wstępnie zaplanowane. ZK: Wiemy o brakach taktycznych i technicznych Pudzianowskiego, ale mamy z jego strony zgodę na to, że po walce z Sylvią, w określonym przez niego terminie, spędzi kilka miesięcy w Stanach w jednym z najlepszych ośrodków  treningowych. Przy jego determinacji i już nabytej sile, te kilka miesięcy mogą z Mariusza  zrobić naprawdę elitarnego  zawodnika MMA. Aż trudno przewidzieć, jak dobrego i na to bardzo liczymy. 

Kategoria: News

Areną dzisiejszej walki polskiego siłacza z Timem Sylvią będzie ośmiokąt

 

Mariusz Pudzianowski (33 l.) ma już na koncie dwie walki w MMA, ale dzisiejsze starcie z Timem Sylvią (34 l.) będzie dla niego pewnego rodzaju debiutem. Polak po raz pierwszy bić się będzie w metalowej klatce.

Najważniejszą różnicą między MMA w wydaniu europejskim a amerykańskim jest właśnie arena zmagań. Podczas kiedy w Europie preferuje się głównie bokserskie ringi, w USA walczą w metalowych klatkach.

- Nigdy w czymś takim nie walczyłem, ale szczerze mówiąc, nie robi to na mnie żadnego wrażenia - bagatelizuje problem Pudzianowski. - Czy to ring czy klatka trzeba po prostu wyjść i zrobić swoje - dodaje. Różnice pomiędzy arenami walki niby nie są istotne, ale są. I to duże.

Czym się różni klatka od bokserskiego ringu

1. Kształt

Bokserski ring ma kształt kwadratu, a klatka to ośmiokąt (tak jak np.

znak drogowy Stop).

2. Rozmiary

Bokserski ring to najczęściej kwadrat o boku 6,1 metra. Klatka jest sporo większa, ośmiokąt ma długość ok. 9-9,75 m (stosowane są różne rozmiary).

3. Ogrodzenie

Bokserski ring otoczony jest elastycznymi linami. Klatka jest ogrodzona rozpiętą na słupkach metalową siatką o wysokości ok. 175-180 cm.

4. Bezpieczeństwo

Wśród kibiców klatka wywołuje negatywne skojarzenia z brutalnymi, krwawymi walkami zwierząt. Prawda jest jednak taka, że pojedynki w klatkach są bezpieczniejsze. Siatka chroni zawodników przed wypadnięciem poza arenę. Nie ma też możliwości zaplątania się w liny podczas klinczów

źródło:se.pl

Kategoria: News


W nocy z piątku na sobotę polskiego czasu podczas gali Moosin w amerykańskim Worcester Mariusz Pudzianowski zmierzy się z Timem Sylvią w swojej trzeciej walce w MMA. Rywal "Pudziana" na konferencji prasowej śmiał się z kondycji siłacza.

- Ludzie pytają mnie, czy udało mi się znaleźć sparingpartnerów, takich jak mój przeciwnik, którzy ważą 280 funtów (127 kg - przyp. red), mają 4 procent tkanki tłuszczowej i tracą siły po 45 sekundach. Cóż, moi partnerzy z reguły nie padają ze zmęczenia po tak krótkim czasie - wypalił Sylvia nawiązując do ostatniej walki "Pudziana".

Podczas ostatniej gali Konfrontacji Szutk Walki w katowickim Spodku Mariusz co prawda pokonał Yusuke Kawaguchiego, ale z każdą kolejną minutą pojedynku gasł w oczach i gdyby walka została zakontraktowana nie na dwie, ale trzy rundy, to Japończyk najpewniej odprawiłby z kwitkiem pięciokrotnego mistrza świata strongman.

Sylvia nie zamierza jednak lekceważyć naszego zawodnika. - To będzie dobra walka. Pudzianowski jest dużym, silnym przeciwnikiem. Trochę się w piątkowy wieczór zabawimy - dodał Tim.

Bardziej oszczędny w słowach był "Pudzian". - Wiem, że na tle mojego rywala jestem tylko debiutantem, ale obiecuję, że to będzie świetna walka. Niech zwycięży lepszy - przyznał ze stoickim spokojem Mariusz.

Trzeci występ "Pudziana" w ringu nie będzie jedynym polskim akcentem gali w Worcester. Swoją walkę stoczy na niej również Łukasz Jurkowski, który zmierzy się z Ho Jin Kimem. - To twardziel, ale przygotowywałem się do tej walki prawie dwa miesiące, więc lepiej, żeby był dobrze przygotowany - podkreślił pewny swego Jurkowski.

Transmisję z gali Moosin (a na pewno z walki Mariusza), która w USA emitowana będzie w formule pay-per-view przeprowadzi Polsat. Początek relacji o godzinie 2.15 w nocy z piątku na sobotę.

Zestawienie walk gali Moosin

Tim Sylvia (25-6-0) - Mariusz Pudzianowski (2-0) - walka wieczoru

Travis Wiuff (60-14-0) - Josh Barnes (7-3-0)

Travis Lutter (10-5-0) - Rafael Natal (11-2-0)

Yves Edwards (37-15-1) - Mike Campbell (8-2-0)

Tara LaRosa (18-1-0) - Roxy Modaferi (14-5-0)

Ho Jin Kim (7-6-0) - Łukasz Jurkowski (14-9-0)

Ralph Johnson (4-0-0) - Forrest Petz (17-7-0)

Matt Lee (11-9-1) - Brett Oteri (5-0-0)

Fred Belleton (6-2-0) - Anthony Lapsley (17-4-0)

Paul Barry (3-0-0) - Stipe Miocic (1-0-0)

źródło:interia.pl

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski w nocy stanie oko w oko z Amerykaninem Timem Sylvią. "Super Express" ujawnia, ile siłacz zarobi, wchodząc do klatki. 100 tysięcy dolarów - oto stawka polskiego strongmena.

Pudzianowski jest przekonany, że zwycięży. - Mówi, że mnie znokautuje, ale złoży się jak młoda brzózka na wietrze - ostrzega rywala.

Amerykanin mówi dokładnie to samo - że szybko i bez problemów pokona Polaka. - Amerykanie już tacy są, że kłapią gębami bez sensu - lekceważy słowa przeciwnika "Pudzian".

Czy "Pudzian" ma jakiś plan taktyczny? - Na pewno nie pójdę z nim na wymianę ciosów, bo w stójce jest groźny. Trzeba go będzie sprowadzić do parteru i myślę, że mi się to uda, bo facet jest ciężki i powolny. A w parterze? Tu już Sylvia nie będzie taki mocny - ocenia Pudzianowski.

źródło:wp.pl

Kategoria: News
piątek, 21 maj 2010 20:41

"Pudzian" będzie walczył w klatce

Mariusz Pudzianowski na swoim koncie ma już dwa pojedynki na zasadach MMA. W nocy z piątku na sobotę zmierzy się z Amerykaninem Timem Sylvią, a pojedynek odbędzie się w tzw. klatce - donosi "Super Express".

Najważniejszą różnicą między MMA w wydaniu europejskim a amerykańskim jest właśnie arena zmagań. Podczas kiedy w Europie preferuje się głównie bokserskie ringi, w Stanach Zjednoczonych walczy się w metalowych klatkach.

- Nigdy w czymś takim nie walczyłem, ale szczerze mówiąc, nie robi to na mnie żadnego wrażenia - bagatelizuje Pudzianowski. - Czy to ring czy klatka trzeba po prostu wyjść i zrobić swoje - dodaje. Różnice pomiędzy arenami walki niby nie są istotne, ale są. I to duże.

 

Czym się różni bokserski ring od klatki?

1. Kształt (kwadrat - ośmiokąt)
2. Rozmiary (klatka jest większa)
3. Ogrodzenie (liny - rozpięta na słupach metalowa siatka)
4. Bezpieczeństwo zawodników (nie ma możliwości zaplątania się w liny i wypadnięcia z ringu).

źródło:onet.pl

Kategoria: News
piątek, 21 maj 2010 20:40

"Pudzian" o wiele lżejszy od Sylvii

Mariusz Pudzianowski po raz pierwszy zmierzył się z Timem Sylvią. Podczas oficjalnego ważenia okazało się, że Sylvia ma miażdżącą przewagę masy, zaś "Pudzian" w ciągu dwóch tygodni zrzucił niespełna 5 kilogramów!

W czwartek wieczorem obydwaj zawodnicy zjawili się na oficjalnym ważeniu przed piątkową walką. Jak podaje serwis "mmafighting.com", pierwszy na wadze zameldował się "Pudzian", a licznik wskazał 273 funty. W przeliczeniu daje to 123,8 kilograma. Przypomnijmy, że przed walką z Kawaguchim Pudzianowski ważył niewiele ponad 128 kilogramów. Po ważeniu Polak przyznał, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni pracował nad formą i to odbiło się na jego masie.

Później na wadze zameldował się Sylvia. Okazało się, że rywal Polaka waży aż 305 funtów, co daje 138,3 kilograma. Przewaga masy Sylvii nad Pudzianem wynosi zatem aż 15 kilogramów. Nie jest to zaskoczenie gdyż Sylvia jest wyższy od Pudziana.

Paradoksalnie może na tym skorzystać... Pudzianowski, który przed walką zdawał sobie sprawę, że będzie lżejszy od rywala i zaznaczał, że Sylvia będzie musiał "dotlenić więcej mięsa". Jeśli walka nie zakończy się nokautem, to Pudzianowski może zachować więcej sił.

źródło:wp.pl

Kategoria: News
piątek, 21 maj 2010 20:39

Dominator w klatce

Debiut w osławionej klatce, były mistrz świata naprzeciwko, a na trybunach wrogo reagująca publiczność - to wszystko czeka Mariusza Pudzianowskiego w jego trzeciej walce w MMA. W nocy w amerykańskim Worcester polski siłacz zmierzy się z Timem Sylvią. - Wygram - zapewnia "Dominator"

Kiedy dwa tygodnie temu Pudzianowski pokonał Yusuke Kawaguchiego na gali w Katowicach, amerykańskie media piszące o mieszanych sztukach walki radziły Polakowi, by wymyślił sobie kontuzję i z jej powodu zrezygnował ze starcia z Sylvią. Doświadczony wojownik, który w przeszłości był mistrzem świata wagi ciężkiej, ma w opinii ekspertów zza wielkiej wody zmiażdżyć naszego pięciokrotnego mistrza świata siłaczy. - Ta genetyczna anomalia z bulwiastą szyją nie ma z Sylvią żadnych szans - twierdzi serwis Sherdog.com. 34-letni Amerykanin też jest pewny swego. - Znokautuję Polaka - mówi zawodnik, który w swej karierze wygrał aż 25 z 31 walk. Tyle że najlepsze czasy "Maniak" ma już chyba za sobą. W czerwcu ubiegłego roku w starciu z Rayem Mercerem wytrwał tylko dziewięć sekund. Były mistrz świata w boksie powalił mocnym ciosem w szczękę kolosa mierzącego 203 cm wzrostu i ważącego 130 kg. Rok wcześniej Sylvia przegrał ze słynnym Fiodorem Jemieljanienko, poddając się już po 36 sekundach. Ostatnie zwycięstwo Amerykanin odniósł prawie trzy lata temu - w październiku 2007 roku.

Rok młodszy od rywala Pudzianowski zapewnia, że w dwa tygodnie, jakie minęły od jego walki z Kawaguchim, zdążył odpocząć i opracować nową taktykę. Siłacz, który rzucił się szaleńczo na Japończyka w pierwszych minutach pojedynku, teraz ma zachować na całą walkę więcej rozwagi i energii. Ta będzie szczególnie potrzebna, bo bitwa odbędzie się w osławionej klatce.

Ten, kto widział pojedynki MMA toczone w okręgu określonym metalową siatką, z politowaniem spogląda na walki w tradycyjnym ringu, który najmocniej kojarzy się z boksem. Klatka o średnicy dziewięciu metrów jest od ringu znacznie większa, zmusi więc Polaka do jeszcze większego wysiłku. - Nie ma problemu, będę szybszy i zwinniejszy, bo po walce z Kawaguchim dzięki bieganiu zrzuciłem 8 kg - mówi ważący obecnie 121 kg Pudzianowski.

Ale szybszy i zwinniejszy to za mało. W Worcester wygra ten, kto będzie bardziej brutalny. Zasady UFC, które będą obowiązywały w tym starciu, pozwalają okładać leżącego przeciwnika po twarzy i korpusie nawet łokciami. - Mam nadzieję, że Mariusz zdołał się na to wszystko dobrze przygotować, że nie zabrakło mu czasu. Nie znam zawodnika MMA, który walczyłby dwa razy w tak krótkim odstępie czasu, jak on teraz. Ale życzę mu zwycięstwa - mówi Paweł Nastula, który we wrześniu ma być kolejnym rywalem "Dominatora".

W Worcester będzie walczył także Łukasz Jurkowski (14 zwycięstw, 9 porażek), który zmierzy się z Koreańczykiem Ho Jin Kimem (6-7). Transmisja gali w Polsacie, od godz. 2.15, walka Pudzianowskiego powinna rozpocząć się ok. godz. 3.00.

Źródło: sport.pl (Łukasz Jachimiak)

Kategoria: News