Czy Mariusz Pudzianowski jest tylko "cyrkową atrakcją" jak napisał dziennikarz ESPN, czy nową siłą w mieszanych sztukach walki MMA? O tym przekonamy się być może już za kilkadziesiąt godzin podczas piątkowej walki w DCU Center w odległym o 40 mil od Bostonu miasteczku Worcester. Na razie obaj zawodnicy zaprezentowali się podczas oficjalnego ważenia. Polak waży 273 funty (122,8 kg). Walka, poza tym, że będzie miała polskiego Pudzianowskiego, będzie także miała inny polski aspekt - jej głównym sponsorem w USA została polska wódka - "Sobieski".

- Piszę "wygrał", choć nikt nie przyznaje punktów za dobry wygląd. W każdym razie, jeszcze 24 godziny przed ważeniem, Sylvia zapewniał mnie, że waży nie więcej niż 270 funtów, a na wagę wniósł... 33 funty więcej (137,2 kg). Wszystko wskazuje więc na to, że albo nie wiedział ile naprawdę waży, albo kolację w Worcester są naprawdę obfite. - Dobrze, że tyle waży, jeszcze lepiej, że to ukrywa - mówił Mariusz Pudzianowski, który po spędzeniu ponad godziny na ważeniu i czekaniu na badania lekarskie, ciągle miał perfekcyjne ciśnienie 120 na 80. Lekarz zawodów z uznaniem pokiwał głową, Mariusz spokojnie podpisał dokument i za chwilę był porwany przez specjalistów od przekazów "pay-per-view" do zrobienia odpowiednich, promujących walkę fotografii.

Sylvia ciągle twierdzi, że wygranie z Mariuszem "to jego obowiązek", dodając coś o tym, że tacy muskularani tylko "dobrze prezentują się na plaży", ale jak zauważył natychmiast jeden z dziennikarzy "za dobre wyglądanie na plaży nikt nie dał Pudzianowskiemu pięciu tytułów najsilniejszego człowieka świata". - Pudzian będzie szybszy od światła. Widziałem jak patrzył na szczupłe nogi Sylvii podczas ważenia. Wiem, że będzie mu chciał je połamać - stwierdził bardzo poważnie amerykański szef głównego organizatora, koreańskiego "Moosina" - Corey Fischer.

Jak będzie w piątek? Tego nikt nie wie i pewnie dlatego, to samo krytykujące szanse Pudzianowskiego ESPN przyznało pojedynkowi Polaka miano "walki, której nie można przegapić".

źródło: ASInfo / onet.pl

Kategoria: News
piątek, 21 maj 2010 20:36

Pudzianowski szykuje niespodziankę

Mariusz Pudzianowski zapowiada niespodziankę w walce z Timem Sylvią. - Tym razem będą to pełne trzy rundy i jestem na to przygotowany. I nie ma, że wyjdę, powalczę minutę czy dwie i skończę. Ta walka będzie zupełnie inna niż dwie poprzednie. Będzie niespodzianka - zapowiada polski strongmen w rozmowie z GOMA-TV.

Jak przebiegły przygotowania do walki?

Jestem dobrze przygotowany, teraz trzeba przede wszystkim odpowiednio rozegrać tę walkę taktycznie. Tym razem będą to pełne trzy rundy i jestem na to przygotowany. I nie ma, że wyjdę, powalczę minutę czy dwie i skończę. Ta walka będzie zupełnie inna niż dwie poprzednie. Będzie niespodzianka.

Ile ważysz, jak się czujesz?

W tej chwili ważę jakieś 121-122, może 123 kilogramy. Przez ostatnie dwa tygodnie zbiłem jakieś 8 kg po to, żeby szybciej się ruszać, a przy tej wadze moja siła jest odpowiednia.

Czego spodziewasz się po rywalu?

Oglądałem wszystkie jego walki, prowadził je w stójce i do tego na pewno nie będę zmierzał - można powiedzieć, że tak jakbym rąk nie miał, a co będzie dalej, zobaczycie.

Znalazłeś odpowiednich sparingpartnerów?

Sparowałem z zawodnikami sumo o wzroście ponad 1.90 i wadze 160 kg. Chciałem sprawdzić, czy dam sobie z nimi radę, czy ich wywrócę. I tak było. Z nimi sobie radziłem, poradzę sobie i z Sylvią.

Zamierzasz zostać w Stanach i trenować tam także po walce?

Teraz nie zostanę, ale niebawem wrócę do Los Angeles, żeby troszkę potrenować. Nie mam żadnej wiążącej mnie umowy, więc skąd dostanę dobrą, przyzwoitą propozycję, tam się będę bił.

mmablog.pl / GOMA-TV

źródło:wp.pl

Kategoria: News
piątek, 21 maj 2010 20:35

Kim jest przeciwnik "Pudziana"?

Tim Sylvia jest dwukrotnym mistrzem świata wagi ciężkiej UFC. "The Maine'iac" Wygrał dwadzieścia pięć walk, przegrał sześć. Amerykanin lata świetności ma jednak już za sobą. W ostatnich sześciu pojedynkach doznał aż czterech porażek.

W szkole podstawowej Sylvia trenował karate, w szkole średniej rozpoczął swoją przygodę z wrestlingiem. Po maturze uprawianie sportu na jakiś czas musiało ustąpić "zwykłej" pracy. Tim, a właściwie Timothy Deane, pracował na budowie, zajmował się ogrodnictwem, a także malował domy. Nie była to jednak praca, w której widział swoją przyszłość.

Jego pasją były sztuki walki. Spróbował swoich sił w boksie, zainteresował się MMA. Swoją pierwszą walkę w mieszanych sztukach walki stoczył 19 stycznia 2001 roku, pokonał przez nokaut techniczny Randy'ego Duranta.

W kolejnych występach pokonał przez nokaut m. in. Gino De La Cruza, Mike'a Whiteheada, Wesley'a Correirę. Podczas UFC 41 wygrał z Ricco Rodriguezem, zdobywając swój pierwszy tytuł UFC wagi ciężkiej. Wkrótce potem zwyciężył nad Ganem McGee. Mimo wygranej walki Sylvia stracił tytuł, ponieważ w jego organizmie wykryto Stanazolol, który jest substancją zakazaną. Oprócz utraty tytułu został przez Nevada State Athletic Commission (NSAC) ukarany sześciomiesięcznym zawieszeniem, musiał także zapłacić 10 tysięcy dolarów.

Zawodnik tłumaczył się, że przyjmował sterydy, aby zrzucić nadwagę. Później przeprosił za zamieszanie ze swoim udziałem.

Powrócił 19 czerwca 2004 roku i podczas swojego siedemnastego pojedynku doznał pierwszej porażki. Doszło do niej w przykrych okolicznościach. W walce z Frankiem Mirem Sylvia doznał poważnej kontuzji prawej ręki. Arbiter natychmiast przerwał ten pojedynek. Tim Sylvia chciał kontynuować walkę, tłumacząc, że nic mu nie jest. Prezydent UFC Dana White po zasięgnięciu opinii lekarza oficjalnie zakończył walkę, tytuł przyznano Mirowi.

Sylvia był niepocieszony decyzją o przerwaniu walki. Po tym pojedynku zawodnik został przewieziony do szpitala. Prześwietlenie wykazało, że ręka rzeczywiście była złamana. Później Sylvia przyznał, że decyzja sędziów była słuszna, uchroniła go przed poważniejszymi uszkodzeniami ręki.

Po powrocie z kontuzji Amerykanin pokonał Wesa Simsa, ale w kolejnej walce doznał swojej drugiej porażki. W lutym 2005 roku przegrał z Andreiem "Pitbullem" Arlovskim. Do rewanżu doszło podczas UFC 59, tym razem "Maine'iac" był górą, dzięki czemu odzyskał tytuł mistrza świata. W międzyczasie pokonał Mike'a Blocka, Trę Telligmana i Assuerio Silvę.

8 lipca 2006 roku doszło do trzeciego pojedynku Arlovskiego z Sylvią. Po raz kolejny górą był "Maine'iac". W tym samym roku pokonał jeszcze Jeffa Monsona.

3 marca 2007 roku Sylvia przegrał z Randym Couturem i ponownie stracił tytuł. Później wygrał z Brandonem Verą, ale na początku 2008 roku musiał uznać wyższość Antonio Rodrigo Nogueiry. 18 lipca doszło do walki ze słynnym Fiodorem Emelianenką. Pojedynek skończył się wygraną Emelianenki. Przed rokiem doszło do walki, którą Sylvia chciałby wymazać ze swojego CV. "The Maine'iac" został znokautowany przez Raya Mercera już w dziewiątej sekundzie walki.

Ostatni pojedynek Tim Sylvia stoczył 18 września 2009 roku, pokonał w pierwszej rundzie Jasona Rileya. Mimo tego zwycięstwa nikt nie ma wątpliwości, że czas świetności Sylvii już przeminął.

- Na Tima Sylvię nie możemy już patrzeć przez pryzmat dwukrotnego mistrzostwa świata w UFC. Sylvia jest przereklamowanym emerytowanym zawodnikiem, który nękany był licznymi kontuzjami. Ma zniszczone kolana i Pudzianowski doskonale zdaje sobie z tego sprawę - mówi nam Maciej Kawulski, współwłaściciel federacji KSW.

W USA panuje przekonanie, że Sylvia powinien dać sobie już spokój z walką, a stając do ringu z Pudzianowskim ryzykuje tylko utratę zdrowia. Były mistrz się z tym nie zgadza. - Nie doceniają mnie, no i oczywiście uważają, że jestem skończony. A ja mam coś do zrobienia - mówi Sylvia.

- On jest duży, silny i atletycznie zbudowany, ale ja go znokautuję - mówi przed pojedynkiem z Pudzianowskim. - Mój ostatni przeciwnik Jason Riley myślał, że już po mnie, a znokautowałem go w pierwszej rundzie. Dorwałbym go nawet wcześniej, ale złamałem sobie rękę.

Amerykanin jest faworytem pojedynku z Mariuszem Pudzianowskim. 34-letni zawodnik waży 138,3 kg i jest cięższy od "Pudziana" aż o 15 kilogramów.

- Wielu ludzi to amatorzy. Obserwują ten sport i mówią "jestem twardym gościem. Mogę to zrobić". W jego przykładu: "jestem najsilniejszym człowiekiem na świecie. Mogę to zrobić". Dopóki nie dostaną ciosu, nie zdają sobie sprawy, jak twardy jest ten sport. Pudzianowski nie jest na tym samym poziomie, co ja - stwierdził Sylvia. - Ten wielki skur... chce ze mną walczyć? Nie ma problemu!

Były mistrz świata UFC w kategorii ciężkiej marzy, aby ponownie znaleźć się na szczycie MMA. Zwycięstwo nad "Pudzianem" ma mu w tym pomóc. - Ponownie chcę być na szczycie i pokonać kilku gości z czołówki. Chcę walczyć jeszcze przez cztery, pięć lat. Uwielbiam rywalizację. Nadal kocham ten sport - powiedział zawodnik uważany za legendę MMA.

Czy Tim Sylvia zdoła pokonać Mariusza Pudzianowskiego, a następnie ponownie znaleźć się na szczycie MMA? Czy może jednak ta walka stanie się początkiem drogi na szczyt dla Mariusza Pudzianowskiego? "Pudzian" ma szansę zakończyć wspaniałą karierę legendy MMA. Czy tak się stanie? Odpowiedź poznamy w nocy z piątku na sobotę. Początek gali o 2:15 w nocy.

Karol Borawski / Wirtualna Polska

Kategoria: News

Jeszcze kilka godzin i będziemy wszyscy mądrzejsi. Do tego czasu pozostaje nam tylko chłodna kalkulacja. Co z niej wychodzi? Polak czy Amerykanin?

 

Dziś w Worcester pod Bostonem w stanie Massachusetts (w Polsce będzie to już noc z piątku na sobotę, transmisja w Polsacie od 02:30) Mariusz „Dominator” Pudzianowski stanie przed prawdziwym egzaminem na kandydata na gwiazdę MMA. Polski wojownik stoczy trzecią i zarazem najważniejszą swoją walkę w formule MMA.

Rywalem Pudziana w gali "Moosin God of Martial Arts" w hali DCU Center będzie były mistrz świata UFC, Amerykanin Tim Sylvia. Historia występów najsilniejszego człowieka na ziemi w MMA jest krótka. 44 sekundy walki z Marcinem „El Testosteronem” Najmanem. Dwie rundy z Japończykiem Ysuke Kawagaczim i to... wszystko.

Sylvia natomiast ma się czym pochwalić w tej formule. Amerykanin stoczył ponad 30 walk w klatce i większość z nich wygrał. Jest byłym mistrzem i wielkim faworytem do zwycięstwa dzisiejszej nocy w Worcester. 


Jaki będzie wynik dzisiejszego starcia? Na kilka godzin przed walką pokusiliśmy się o zestawienie mocnych stron obu wojowników. Oto wynik tego „śledztwa”.

TIM SYLVIA
1)
 Amerykanin ma ogromne doświadczenie w mieszanych sztukach walki. Jego bilans w klatce to 31 walk, z tego 26 wygranych (17 nokautów) i 5 porażek. Jest byłym dwukrotnym mistrzem UFC.

2) Warunki fizyczne będą atutem Sylvii. „The Maine-iac” jest cięższy od Pudziana o 14,5 kg i wyższy o prawie 17 cm.

3) Technika bokserska to duży atut w tej walce Sylvii. Eksperci są przekonani, że Amerykanin będzie od początku walki trzymał Pudzianowskiego na dystans i zakończy walkę przez nokaut.



MARIUSZ PUDZIANOWSKI
1)
Ogromna - wręcz zwierzęca - siła i agresja w ringu to niepodważalne atuty Polaka. Pudzian wszak to najsilniejszy człowiek globu. Zdobywał ten tytuł aż pięciokrotnie.

2) Polski wojownik ma przed sobą jasny cel: mistrzostwo świata w mieszanych sztukach walki. Jak zapowiada, krok po kroku wspina się na 10 piętro tej „budowli”. Determinacja i upór w dążeniu do jasno wytyczonego celu mogą mieć tu duże znaczenie. A Pudzian zwykle udowadniał, że co sobie zaplanuje, to potrafi osiągnąć.

3) Poprzednia walka z Japończykiem Kawaguchim, za którą Pudzian otrzymał sporo krytycznych uwag, paradoksalnie może... pomóc polskiemu wojownikowi. Najlepiej uczyć się na własnych błędach. Jeśli Dominator odrobił tę „japońską” lekcję będzie dziś z pewnością wartościowszym zawodnikiem.

źródło:sportfan.pl

Kategoria: News

Bas Rutten to legenda MMA. Były mistrz świata UFC, obecnie uznawany za najlepszego trenera świata i czołowy komentator tego sportu, był jednym z gości podczas ważenia przed walką Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią. Oto jego opinie na temat tej walki i przyszłości "Dominatora" w obecnie jednym z najbardziej popularnych sportów świata. Już dziś w nocy polskiego czasu Pudzianowski stoczy najważniejszą w swojej dotychczasowej karierze walkę.

- Tim Sylvia: za wiele na tylko trzecią walkę w MMA dla Mariusza?

Bas Rutten: Nikt tego nie wie, ale Mariusz powtarza, że to dla niego nauka i to jest ważne. Nie wiem co potrafi walcząc w parterze. Jeśli będzie potrafił przewrócić Sylvię i użyć odpowiednią swoją siłę i kolana, unieruchomić rywala będzie praktycznie nie do zatrzymania. W jego przypadku wszystko musi być pod kontrolą. Ma niesamowitą dynamikę, eksplozję siły, ale to czego musi się nauczyć to jej kontrolowanie - atak, przerwa na doprowadzenie tlenu do tej góry mięśni i znowu atak. Musi też pamiętać, że czasami warto trochę pooddychać na ringu. Każdy z nas chciałby zobaczyć "Pudziana" w akcji przez pełne 10, nawet 15 minut. To nam bardzo wiele powie o jego drodze rozwoju. Na razie, po jego dotychczasowych walkach, tego jeszcze nie wiemy.


- Gdybyś za kilkadziesiąt godzin był jego trenerem...

BR: Powiedziałbym, żeby niczego nie wymyślał, nie próbował niczego, czego nie jest w 100 procentach pewny. Zwróciłbym też uwagę na sposób w jaki oddycha. Na razie robi to jak mistrz podnoszenia ciężarów, a nie zawodnik MMA. To niedobrze. Wiem, że stracił prawie 10 kilogramów od walki z Kawaguchim. To bardzo pozytywne, widać, że wie, czego potrzebował. Zwiększy tym samym swoją wytrzymałość. Na tym etapie jego rozwoju lepiej dla niego jeśli będzie rozstrzygał walki zanim ten element będzie decydował o tym kto wygra, a kto przegra. Fascynująca osobowość, każdy z nas chce się przekonać, jak sprawdzi się w pierwszym prawdziwym teście.

źródło:ASInfo

Kategoria: News
sobota, 22 maj 2010 20:30

Sylvia nie dał szans Pudzianowskiemu

Mariusz Pudzianowski w trzeciej walce w formule MMA zaliczył pierwszą, bardzo bolesną porażkę. Polak musiał uznać wyższość Tima Sylvii i w drugiej rundzie starcia w Worcester pod Bostonem poddał walkę.

Pudzianowski zaczął od akcji, które przyniosły mu zwycięstwo nad Marcinem Najmanem. Low-kicki "Pudziana" nie robiły wrażenia na Sylvii, który po kopnięciach tylko się uśmiechał. W kolejnej akcji Polak obalił Amerykanina, ale to był koniec jego możliwości. Inicjatywę przejął były dwukrotny mistrz świata federacji UFC.

Po jednym z ciosów na głowie "Pudziana" pojawiło się głębokie rozcięcie. Mocne ciosy, które dochodziły do jego głowy w dalszej części pierwszej rundy wyraźnie osłabiały kondycję Polaka.

Sylvia przewyższał "Pudziana" doświadczeniem - brylował w stójce i klinczach. Amerykanin chwytał za głowę Pudzianowskiego i po akcjach rodem z muay thai uderzał go kolanami w głowę.

Minutę przed końcem pierwszej rundy Sylvia obalił Pudzianowskiego, ale ten dotrwał do końca starcia.

Druga runda rozpoczęła się od ataków Sylvii w stójce. Pudzianowski słabł, by na 3 minuty i 54 sekundy przed zakończeniem drugiej rundy osunąć się bezwładnie na matę.

Sylvia dokończył dzieła zniszczenia w parterze. Po kilku ciosach wyprowadzonych przez Amerykanina z pozycji bocznej "Pudzian" poddał walkę.

źródło:wp.pl

Kategoria: News
sobota, 22 maj 2010 20:29

"Do tej walki nie powinno dojść"

Mariusz Pudzianowski zbyt wcześnie zdecydował się na walkę z tak doświadczonym zawodnikiem jakim jest Tim Sylvia - takie głosy przeważają po porażce Polaka z Amerykaninem. Eksperci nie spisują jednak "Pudziana" na straty.

- Wspólnie z Martinem Lewandowskim oceniliśmy pomysł tej walki od strony promotorskiej. Uważamy, że jeszcze nie powinno do niej dojść - stwierdził na antenie telewizji Polsat współwłaściciel federacji KSW, Maciej Kawulski.

Zdaniem właścicieli Konfrontacji Sztuk Walki na pojedynek z tak doświadczonym zawodnikiem Pudzianowski, który do piątku stoczył zaledwie dwie walki, nie był jeszcze gotowy. Wyzwanie od byłego mistrza świata powinien przyjąć po zebraniu doświadczenia ringowego.

Martin Lewandowski twierdzi, że porażka Pudzianowskiego z Sylvią nie oznacza jednak końca siłacza w MMA. Zdaniem współwłaścicieli federacji KSW Pudzianowski może zrealizować swoje marzenia o podboju MMA.

- Mariusz ma jeszcze tę szansę, żeby walczyć z najlepszymi. Myślę, że ta porażka zmobilizuje go do silniejszej pracy. Być może do słuchania rad innych osób. Sądzę, że po tej porażce będziemy mieli nowego Mariusza Pudzianowskiego. Prawdziwego z krwi i kości zawodnika MMA - uważa Lewandowski.

Podobnego zdania jest Mamed Khalidov. - Mariusz musi trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Potrzebuje dobrego treningu, żeby dojść do światowego poziomu - powiedział zawodnik KSW Team.

źródło:wp.pl

Kategoria: News

W swojej trzeciej walce w formule MMA Mariusz Pudzianowski musiał uznać wyższość Tima Sylvii. - Pudzianowski i tak wytrzymał dłużej, niż myślałem - powiedział po walce Amerykanin.

Po wygranym przez Sylvię pojedynku wojownicy spotkali się na konferencji prasowej. Obaj przyszli na nią z mocno poobijanymi nogami obłożonymi lodem.

Sylvia, były dwukrotny mistrz świata wagi ciężkiej organizacji UFC przyznał, że był mocno zaskoczony, gdy wychodził do ringu.

- Uważam siebie za jedną z legend MMA, a tu nagle wychodzę na walkę i ... widzę polskich kibiców wrzeszczących na mnie i wykrzykujących imię Pudzianowskiego - powiedział.

Amerykanin wyraźnie zdominował walkę z Mariuszem, który wytrzymał pierwszą rundę, ale w drugiej bezradnie osunął się na ziemię by bronić się w parterze. Wreszcie po minucie i piętnastu sekundach drugiej rundy Polak poddał walkę.

- Kiedy upadł na matę, wiedziałem, że go mam. Walka przebiegła po mojej myśli. Pudzianowski i tak wytrzymał minutę i piętnaście sekund dłużej, niż myślałem - skomentował Tim Sylvia.

 

Kategoria: News

Jeszcze o mnie usłyszycie - taką deklarację złożył dziennikarzom zgromadzonym w Worcester Mariusz Pudzianowski po porażce z Timem Sylvią. Polak wyjaśnił również przyczyny poddania walki.

- Wciąż się uczę MMA i to była dla mnie kolejna lekcja. Zaryzykowałem - stwierdził Pudzianowski, mając na uwadze, że zdecydował się na dwie walki na przestrzeni dwóch tygodni.

- Jeszcze o mnie usłyszycie. Na pewno - zapewnił po chwili.

- Wiedziałem, że mogłem przedłużyć walkę, ale z powodu kondycji, a raczej braku kondycji, zdecydowałem, że nie ma sensu tego robić - stwierdził Pudzianowski, który w drugiej rundzie poddał walkę po kilku ciosach Sylvii w parterze.

- Kondycja była powodem, dla którego postanowiłem przerwać walkę - cytuje słowa Pudzianowskiego serwis "sherdog.com".

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Dziś w nocy w DCU Center w Worcester k. Bostonu odbyła się konferencja prasowa z udziałem pięciokrotnego mistrza świata strongmanów Mariusza Pudzianowskiego (2-0) i byłego mistrza UFC w wadze ciężkiej Tima Sylvia (25-6) przed galą Moosin "Good of Martial Arts", która będzie miała miejsce dokładnie w tej samej lokalizacji w sobotni wieczór 21 maja.

W konferencji brali też udział inni zawodnicy, w tym Łukasz Jurkowski (14-9), który ma koreańskiego rywala Ho Jin Kima (7-6). Poza nimi wystąpiły też inne gwiazdy MMA mające walczyć na sobotniej gali. W pierwszej kolejności wypowiadali się główni bohaterowie wydarzeń ale nie zabrakło też niespodzianek i zmian przy okazji mocno nagłośnionego przedsięwzięcia, któremu patronuje wiele mediów.

Tim Sylvia powiedział o walce z Mariuszem Pudzianowskim "Zostałem poproszony w wielu wywiadach, jeśli udałoby mi się znaleźć kogoś, kto waży 300 funtów, ma cztery procent tkanki tłuszczowej i pędzi (gazuje - w oryg. - przyp. red.)  w 45 sekund, ale nie byłem w stanie. Wszyscy zawodowi fighterzy walczyli ze mną dłużej. To będzie dobra walka. Mariusz jest duży silny i myślę, że jest godnym przeciwnikiem."

Pudzianowski, który mówił przed Sylvią, powiedział: "Wiem, że jestem dopiero początkującym w porównaniu do Sylvii, ale myślę że to będzie wielka walka i mam nadzieję, że wygra lepszy."

Łukasz Jurkowski o pojedynku z Kim Jin Ho powiedział: "On jest bardzo, bardzo twardym facetem. Ale ja jestem bardzo dobrze przygotowany. Przygotowywałem się do tej walki od prawie dwóch miesięcy, więc musi być bardzo, bardzo, bardzo ostrożny."

Niespodzianką imprezy jest wycofanie "Butterbeana" czyli Erica Escha z charytatywnej walki z Lyndonem Byersem, który jest byłym hokeistą Boston Bruins. Dochód z tej walki miał wspomóc rodzinę zabitego na służbie policjanta Marka Bisnette. Stanowa Komisja Atletyki jednak nie dopuściła do tej walki co spowodowało lekkie rozczarowanie "Butterbeana". Powiedział on na ten temat:

"Mieliśmy pewne problemy. Komisja nie chciała zezwolić na to by stoczyć walkę. Nie chcieliśmy nikogo obrazić i sprawiać żeby nie robić tego co planowaliśmy. Wielką rzeczą było to że można było zdobyć dużo pieniędzy na fundusz dzieci policjantów. To jest najważniejsze. Realnie mam zbyt duże doświadczenie w stosunku do niego, więc to było dobre posunięcie Komisji. Ja to rozumiem. Najważniejsza jednak jest pomoc charytatywna."

Źródło: fightsport.pl

Kategoria: News