Tim Sylvia, najbliższy rywal Mariusza Pudzianowskiego jest tak pewny zwycięstwa nad Polakiem, że pozwala sobie na nabijanie się z "Pudziana". W jednym z wywiadów Sylvia przekroczył jednak granice i w chamski sposób wypowiedział się o strongmanie. - Ten wielki skur... chce ze mną walczyć? Nie ma problemu! - mówił pewny siebie Amerykanin.

Sylvia na każdym kroku powtarza, że nie robi na nim najmniejszego wrażenia, iż przyjdzie mu się zmierzyć z najsilniejszym człowiekiem świata. Popularny "The Maine-iac" traktuje Pudzianowskiego jako amatora w MMA, który jeszcze się nie przekonał, jak twardy i wymagający jest to sport.

- Uważam, że on może uważać się za lepszego niż jest w rzeczywistości. Wielu ludzi jest amatorami. Obserwują ten sport i mówią "jestem twardym gościem. Mogę to zrobić". W jego przykładu: "jestem najsilniejszym człowiekiem na świecie. Mogę to zrobić". Dopóki nie dostaną ciosu, nie zdają sobie sprawy, jak twardy jest ten sport. Pudzianowski nie jest na tym samym poziomie, co ja - stwierdził Sylvia.

Amerykański zawodnik otwarcie przyznał, że nawet nie specjalnie przykładał się aby przeanalizować walki "Pudziana" w MMA. Widział tylko pierwszą walką "Pudziana" z Najmanem. Pojedynek z Kawaguchim obejrzał tylko fragmentarycznie w internecie. To jednak wystarczyło, aby Sylvia wyrobił sobie nie najlepszą opinię o umiejętnościach Pudzianowskiego.

- To była jedna z najnudniejszych rzeczy jaką kiedykolwiek widziałem. Jest agresywny, ale widać wiele luk w jego stylu. Nie wie jak kontrolować rywali używając bioder. On jest dużym i silnym gościem, który nie wie jak z tego skorzystać. Mam nad nim olbrzymią przewagę zarówno w stójce jak i w parterze - powiedział "The Maine-iac".

Były mistrz świata UFC w kategorii ciężkiej marzy, aby ponownie znaleźć się na szczycie MMA. Zwycięstwo nad "Pudzianem" ma mu w tym pomóc. - Ponownie chcę być na szczycie i pokonać kilku gości z czołówki. Chcę walczyć jeszcze przez cztery, pięć lat. Uwielbiam rywalizację. Nadal kocham ten sport - zakończył Amerykanin.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News
poniedziałek, 24 maj 2010 20:14

Nastula: czekam na Mariusza

Paweł Nastula ma być kolejnym rywalem Mariusza Pudzianowskiego. Mistrz olimpijski w judo z Atlanty z 1996 roku zmierzy się z najsilniejszym człowiekiem świata we wrześniu na kolejnej gali federacji KSW. - Do omówienia zostały już drobiazgi - zdradza Nastula.

- Ja czekam na Mariusza - zapewnia dziennik "Polska The Times" Nastula, który w MMA jest znacznie bardziej doświadczony, niż "Pudzian". Jego bilans jest kiepski - jedno zwycięstwo i cztery porażki, ale trzeba dodać, że mierzył się z bardzo silnymi rywalami.

Nastula w 2005 i 2006 roku stoczył cztery walki na galach legendarnej japońskiej federacji PRIDE. Przegrał z Antonio Nogueirą, Aleksandrem Jemielianienką i Joshem Barnettem, pokonał Edsona Drago. Potem na gali Sengoku bił się jeszcze z Koreańczykiem Yangiem Dongiem Yi. Był lepszy, ale został skrzywdzony przez sędziów. Rywal kopał Polaka w krocze, a mimo to nie został zdyskwalifikowany.

Dla Pudzianowskiego Nastula z pewnością będzie niezwykle wymagającym rywalem. Jak ocenia jego walkę z Timem Sylvią? - Przede wszystkim zabrakło siły, bo taktykę miał niezłą. Szkoda, że gdy pierwszy raz przewróci Tima, nie przeszedł do dosiadu, bo mógłby go trochę poobijać - uważa mistrz olimpijski z Atlanty.

WP.PL/Polska The Times

Kategoria: News

W nocy z piątku na sobotę polskiego czasu Mariusz Pudzianowski stoczy swoją trzecią walkę w formule MMA. Konfrontacja "Pudziana" z Timem Sylvią będzie głównym wydarzeniem gali Moosin: God of Martial Arts, która odbędzie się w amerykańskim Worcester.

Faworytem jest były dwukrotny mistrz wagi ciężkiej prestiżowej organizacji UFC, który z 31 stoczonych walk wygrał aż 25. Bukmacherzy za złotówkę postawioną na triumf Sylvii płacą ok 1,45 - 1,50 zł, a sukces "Pudziana" nagradzają stawką rzędu 2,40 - 2,50 zł.

- Sylvia ma doświadczenie, którego oczywiście mi brakuje - podkreśla Mariusz, który w MMA walczył do tej pory dwukrotnie odnosząc komplet zwycięstw. - Potrafi uderzyć, jest wysoki i ma długi zasięg ramion. Postaram się wykorzystać jego słabe strony, ale nie chcę za dużo o tym mówić. Żadnych wskazówek ode mnie nie dostanie - dodaje.

"Pudzian" nie przejmuje się tym, że eksperci i bukmacherzy stawiają na jego przeciwnika. - Jestem człowiekiem, który nigdy się nie poddaje. Sylvia będzie mnie musiał znokautować, żeby wygrać. Innego wyjścia nie ma. Na pewno więcej będzie w mojej walce taktyki, niż ostatnio. Zadbam o to, żeby fani dobrze się bawili. Walczę dla nich, chcę dać im dobrą rozrywkę za cenę, jaką zapłacili za bilety - zaznacza Mariusz.

Współwłaściciel federacji KSW Martin Lewandowski w niedawnej rozmowie z INTERIA.PL przyznał, że jego zdaniem "Pudzian" popełnia błąd i za wcześnie decyduje się na walkę z rywalem tej klasy, co Sylvia. Sam zainteresowany wyjaśnił powody podpisania kontraktu na walkę z byłym czempionem UFC.

- Walka w USA transmitowana w systemie pay-per-view ma swoje znaczenie. Stany to kolebka prawdziwego MMA. Mam wielu kibiców w USA, nie tylko Polaków, którzy zawsze wspierają swojego rodaka. Jednym z powodów, dla których podjąłem się tego wyzwania było zyskanie rozgłosu w USA - mówi Pudzianowski.

- Nigdy nie biorę udziału w jakimś przedsięwzięciu bez zakładania tego, że wygram. To nie leży w mojej naturze. Walka z Sylvią nie jest tu wyjątkiem. Porażka z nim nie wchodzi w grę. Sędziowie na pewno nie będą potrzebni - dodaje Mariusz nawiązując do swojej niedawnej walki z Yusuke Kawaguchim, którą wygrał na punkty.

Powyższa deklaracja "Pudziana" oznacza jedno. Fani mogą spodziewać się nokautu jednego z zawodników. Który z nich padnie na ring? Przekonać się będzie można oglądając transmisję na łamach Polsatu (początek relacji w nocy z piątku na sobotę o godzinie 2.15).

Źródło: interia.pl

Kategoria: News

Już tylko godziny pozostały do kolejnej walki Mariusza Pudzianowskiego na ringu MMA. W nocy z piątku na sobotę "Pudzian" zmierzy się w USA z byłym mistrzem świata najbardziej prestiżowej federacji UFC Timem Sylvią. Walkę jako wielkie wydarzenie zapowiadają nie tylko polskie media. "Musisz to zobaczyć!" - takim sloganem reklamuje ją "sherdog.com", jeden z największych serwisów o MMA.

"Nie jest to co prawda walka o pas UFC ani gala federacji Strikeforce, ale starcie Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią musi zobaczyć każdy fan MMA na świecie" - czytamy w amerykańskim serwisie.

"Pudzian" jest przedstawiany jako obiecujący zawodnik, który będzie w stanie w przyszłości walczyć o tytuł mistrza świata. Sherdog.com zastanawia się, czy "narodowy polski bohater" już teraz, w swojej trzeciej walce w MMA udowodni, że stać go na wygrywanie z najlepszymi. A do takich zalicza się z pewnością Tim Sylvia, były mistrz świata federacji UFC.

Amerykanin lata świetności ma co prawda za sobą, ale w starciu z "Pudzianem" to on niewątpliwie będzie faworytem. Na jego korzyść przemawia przede wszystkim doświadczenie, ale też chyba, na dzień dzisiejszy, większe ringowe umiejętności. Czy Mariusz Pudzianowski będzie w stanie się temu przeciwstawić?

Gala MMA z udziałem "Pudziana" w nocy z piątku na sobotę. "Musisz to zobaczyć"! - zachęca "sherdog.com".

Źródło: wp.pl

Kategoria: News
poniedziałek, 24 maj 2010 20:12

Dwa zwycięstwa "Pudziana" w USA

Mariusz Pudzianowski przegrał co prawda z Timem Sylvią na gali Moosin: Gods of Martia Arts w Worcester pod Bostonem, ale mimo to odniósł dwa zwycięstwa. Jakie? Po pierwsze pokazał w Stanach Zjednoczonych, jak bardzo jest popularny. Po drugie - udowodnił, że jest odporny na ból.

Fachowe amerykańskie serwisy były pod wrażeniem liczby kibiców, którzy ściągnęli do Worcester, by kibicować "Pudzianowi". Było ich około 6 tysięcy. Nasi rodacy stanowili najgłośniejszą grupę fanów i sprawili, że Pudzianowski oraz Łukasz "Juras" Jurkowski mogli czuć się jakby walczyli u siebie.

"Na miejscach dla mediów pełno było dziennikarzy z Polski, dookoła krążyli polscy kibice wymachujący biało-czerwonymi flagami, z wymalowanymi w barwy narodowe twarzami. Hala DCU Center należała do nich" - pisze fachowy serwis sherdog.com.

"Choć gala zaczynała się o drugiej w nocy polskiego czasu, była transmitowana do Polski, gdzie Pudzianowski może liczyć na oglądalność rzędu 6 milionów" - dodaje Sherdog.

Jeden ze współwłaścicieli federacji Moosin, Corey Fischer powiedział, że oglądalność walki Pudzianowski - Sylvia w Europie i Korei Południowej mogła sięgnąć 9 milionów widzów. Być może się przeliczył, ale jeśli jego gala zbliży się do tego wyniku, z całą pewnością będzie to zasługa "Dominatora".

Wie o tym drugi z właścicieli Moosin, Eric "Butterbean" Esch, który chce, by Pudzianowski walczył na kolejnych galach organizowanych przez jego federację. On już wie, że Polak to doskonały magnes dla kibiców i telewidzów, zwłaszcza w swoim kraju i wśród amerykańskiej Polonii, której przecież jest w stanach blisko 10 milionów!

- Zamierzamy traktować ich tak dobrze, że nie będą chcieli walczyć dla nikogo innego - powiedział o Pudzianowskim i Sylvii Esch. Dla "Dominatora" to oznacza bardzo dobrze propozycje od federacji Moosin.

W USA przekonano się, jak wielką siłę ma "Pudzian". I nie chodzi tu o siłę fizyczną, a medialną. W tej chwili z polskich sportowców może mu dorównać chyba tylko Robert Kubica.

Walka z Sylvią udowodniła nie tylko to, że Pudzianowski świetnie się sprzedaje, ale też, że jest odporny na ból. Jeszcze przed pojedynkiem z Japończykiem Yusuke Kawaguchim na początku maja Krzysztof Kosedowski, uczący siłacza boksu, stwierdził, że "Pudzian" nie wie czym jest ból. Odporność na ciosy miała być jego słabą stroną.

Tymczasem amerykańscy komentatorzy relacjonujący walkę Pudzianowski - Sylvia obserwując poczynania Polaka przyznawali, że potrafi on przyjąć silny cios. "He's got a chin" - mówili z uznaniem po kolejnych mocnych uderzeniach Sylvii. W ten sposób dawali do zrozumienia, że naszego siłacza nie jest łatwo znokautować.

"Najsilniejszy człowiek świata pokazał, że ma przyszłość w tym sporcie. Musi pracować nad walką w parterze, nad kondycją, nad wszystkim" - komentowali. Pytanie brzmi czy Pudzianowski na serio weźmie się do pracy nad swoimi umiejętnościami, czy też będzie dzielił czas między treningi a występy w kolejnych programach telewizyjnych.

Grzegorz Wojnarowski, Wirtualna Polska

Kategoria: News
środa, 19 maj 2010 23:59

"Pudzian" kontra Emelianienko?

W środowisku MMA gruchnęła sensacyjna wiadomość, że Aleksander Emelianienko w przyszłym tygodniu przyleci do Polski, aby negocjować warunki walki z Mariuszem Pudzianowskim. - Federacja KSW dementuje tę informację - mówi "Wirtualnej Polsce" Maciej Kawulski, współwłaściciel KSW. Możliwości zorganizowania walki nie wyklucza za to sam sztab Mariusza Pudzianowskiego. - Wszystko jest możliwe - odpowiada Barbara Demczuk , menedżer "Pudziana".

Emelianienko faktycznie ma się w Polsce pojawić. - Mała organizacja robi galę w Polsce, ma kontakt z rosyjską federacją M-1 i zaprosiła Aleksandra jako gościa honorowego - tłumaczy nam Kawulski i dodaje. - To się zdarza. Dobrzy zawodnicy żyją często z tego, że jeżdżą po świecie po małych galach i biorą za to po parę tysięcy euro.

Co więcej, Emelianienko przy okazji wspomnianej gali FCA spotka się 27 maja w poznańskim Centrum Sportowym Green Pointa na konferencji prasowej z Pudzianowskim. Czy celem spotkania będzie podpisanie kontraktu na walkę?

- Federacja KSW dementuje tę informację. To jest totalna bzdura. Nie jesteśmy zainteresowaniu taką walką - wyjaśnia Kawulski. Najbliższym rywalem Pudzianowskiego na gali organizowanej przez federację KSW ma być Paweł Nastula, który nota bene walczył z Aleksandrem Emelianienką na gali PRIDE.

- Mariusz ma z nami kontrakt, a Paweł jest w trakcie podpisywania tego kontraktu - wyjaśnia Kawulski. Do walki "Pudzian" kontra Nastula ma dojść we wrześniu na 14. edycji Konfrontacji Sztuk Walki.

Jak się okazuje, zorganizowania walki nie wyklucza sam sztab Pudzianowskiego. - Wszystko jest możliwe, będziemy rozmawiać na ten temat w przyszłości. Mariusz jasno sobie stawia cele i nie rzuca słów na wiatr. Powtarzam: wszystko jest możliwe - mówi nam przebywająca w USA Barbara Demczuk, menedżer Mariusza Pudzianowskiego.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News
poniedziałek, 24 maj 2010 20:11

Dobre wiadomości dla Pudzianowskiego

Jak podawały pierwsze niepokojące informacje po walce Mariusza Pudzianowskiego (2-1) z Timem Sylvią (26-5) na gali Moosin "Art of Martial Arts", w piątkową noc z 21 na 22 maja - nasz zawodnik został przewieziony do szpitala z podejrzeniem złamania śródstopia, do którego miało dojść przy zadawaniu ciosu nogą. Informację o pobycie w szpitalu jako pierwszy podał Łukasz Jurkowski, który walczył na tej samej gali i była ona zgodna z prawdą. Po prześwietleniu okazało się, iż Polak ma tylko silne stłuczenie i nie ma niebezpieczeństwa złamania - poinformowała polską prasę. Barbara Demczuk, menedżerka zawodnika.

Przypomnijmy, że "Pudzian" stoczył heroiczny bój z byłym mistrzem UFC w wadze ciężkiej i uległ mu dopiero w 2 rundzie pojedynku co trzeba oceniać trzeźwo jako spory wyczyn było nie było debiutanta i amatora w sportach walki. Pudzianowski zaledwie w trzecim swoim pojedynku stanął naprzeciwko jednej z legend młodego sportu i przez dłuższy czas nawiązywał walkę. Oczywiście oczekiwania i deklaracje były zgoła inne, ale paradoksalnie można powiedzieć, że była to jak dotąd najlepsza z walk, które stoczył, a klasa rywala nie powinna zostawiać żadnych wątpliwości, że podjął się trudnego zadania. Wielu powątpiewało, że Pudzianowski do niej wyjdzie szczególnie po trudnym pojedynku jaki stoczył dwa tygodnie temu z doświadczonym Japończykiem Kawaguchim i w którym nie błyszczał kondycją i techniką. Były spore obawy nie o wynik, ale o to czy Polak w ogóle wyjdzie do tego starcia i czy nie będzie szukał wymówek by go uniknąć. Okazało się, że obawy są bezpodstawne i zobaczyliśmy to, na co tak długo przyszło nam czekać w ogniu dyskusji i polemik.

W świetle fachowej prasy amerykańskiej - mało zainteresowanej promowaniem gwiazd z zewnątrz a tym bardziej jakiejś koreańskiej organizacji - Pudzianowski nie pokazał za wiele, choć tu i ówdzie pojawiają się ciepłe słowa o odwadze i chęci rywalizacji z najlepszymi. Nie powinno to dziwić, bo polski zawodnik szczególnie tak mocno nagłaśniany zawsze będzie nie w smak tamtejszym mediom. Amerykanom przyzwyczajonym do wiadomości o UFC i ukierunkowanym np. na lokalne gwiazdy trudno przychodzi dostrzeżenie czegokolwiek poza własnym rynkiem i własnymi sympatiami. Przegrana Pudzianowskiego daje im pole do odwetu za klika wypowiedzi Polaka o chęci podbicia rynku i przytarcia nosa uznanym mistrzom. Nie mogą jednak nie zauważyć, iż gala i występ zostały zauważone wszędzie gdzie MMA ma jakiekolwiek znaczenie i to jest ogromny kapitał, który Pudzianowski może spożytkować.


Przegrane w MMA nie są niczym dziwnym, a w zasadzie są codziennością nawet największych gwiazd. Przykładem niech będzie Brock Lesnar, który jedno z podejść pod UFC okupił klęską w walce z Frankiem Mirem, gdy ten poddał go szybko w 2008 roku. Brock miał o niebo lepsze podstawy niż Pudzianowski do toczenia takich pojedynków, a mimo to musiał przyjąć lekcję pokory. Kto wie czy pokonałby on obecnego Sylvię na ówczesnym etapie i czy wypadłby dużo lepiej niż Pudzianowski.

Błędem Pudzianowskiego był brak wystąpienia bezpośrednio po walce w octagonie i bark kilku ciepłych słów z podziękowaniem do fanów i choćby lekkim "przepraszam, tym razem jeszcze się nie udało". Niezależnie od przyczyn absencji - będzie to pamiętane i nagłaśniane w kontekście negatywnym przez opozycję jaką ten zawodnik już posiada - nie tylko w USA, ale także u nas w kraju. Szkoda, bo tak jak w przypadku jednego z bokserów po niedawnym zwycięstwie można tym wiele zyskać i wiele stracić. Mariusz potrafi, w odróżnieniu od asa pięściarskiego rzemiosła, skompletować parę sensownych zdań nawet pod wpływem adrenaliny i sportowej złości. To jest temat do przemyślenia dla jego sztabu i przygotowania się na każdą ewentualność, skoro chce się działać z powodzeniem na tym rynku. Z całym szacunkiem - występy na trudnym i obserwowanym przez miliony rynku sportów walki - to nie to samo co popisy z przeciąganiem ciężarówek na rynku prowincjonalnego miasteczka (z całym szacunkiem wobec małych miasteczek). Zainteresowanie Pudzianowskim i jego występami w MMA jest ogromne i byłoby wielką szkodą gdyby ten kapitał został roztrwoniony.

Liczymy też na kolejne spektakularne walki Mariusza, bo pojedynek z Sylvią a wcześniej pokazał, że jest w stanie walczyć z niezłymi fighterami, ale rywali trzeba teraz dobierać staranniej i na miarę aktualnych możliwości. Pozwoli to nabrać doświadczenia i obyć się ze sceną MMA, by potem wejść na jakiś kolejny topowy pojedynek. Naszym zdaniem w odróżnieniu od fali krytyki, której i my słusznie nie szczędziliśmy np. po walce z Najmanem, przed Mariuszem jest przyszłość w MMA. Jak mówią "czasem trzeba zrobić krok w tył aby potem móc pójść dwa do przodu".

Źródło: onet.pl / fightsport.pl

Kategoria: News
środa, 19 maj 2010 23:59

Kolejka do Pudziana

Do organizatorów gali FCA, która odbędzie się 28 maja w poznańskiej Hali Arena zgłaszają się zawodnicy chcący zdetronizować polskiego mistrza wagi ciężkiej MMA.

Swoich sił pragnie spróbować między innymi Chris "The Beast" Mahle, ważący 131 kg i mierzący 193 cm bokser i zawodnik MMA z Austrii. Bestia przyjeżdża 28 maja do Poznania na galę FCA zakontraktować swój pojedynek z Rafałem "Uszolem" Dąbrowskim a jak sam stwierdził: "po tej wygranej walce czekam na Mariusza Pudzianowskiego w Austrii lub w Polsce".

Mahle podczas najbliższej poznańskiej gali będzie kibicował zawodowemu bokserowi z Czech Romanowi Vanickiemu, który stanie do pojedynku z Jędrzejem "Węgorzem" Kubskim - trenerem i zawodnikiem BJJ oraz MMA. Będzie to niezwykle ciekawy pojedynek zważywszy na ilość mistrzowskich pasów Vanickiego w boksie oraz umiejętności parterowe Kubskiego.

Podczas Full Contact Areny będzie można zobaczyć także Edwina Raczyńskiego, Sebastiana Grabarka oraz Tomka Kondraciuka, a w walce wieczoru zmierzą się Krzysztofiak - zdobywca tytułu QUESTARENA CHAMPION i pretendent do tytułu Bandel.

Organizatorzy zakontraktowali w sumie 12 pojedynków a całą galę produkuje znana marka BRYLANTPROMOTION, choć najbardziej interesująca może być konferencja prasowa 27 maja w poznańskim Centrum Sportowym Green Point, z udziałem Pudzianowskiego i Emelianenki.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News

Eric "Butterbean" Esch, jeden z organizatorów gali "Moosin: Gods of Martial Arts", na której Mariusz Pudzianowski walczył z Timem Sylvią, był zachwycony postawą Polaka. I to nie tyle w czasie walki, co przed nią.

- Bardzo podobało mi się, jak "Pudzian" uciszył gestem polskich kibiców, gdy był odgrywany amerykański hymn. Inni zawodnicy z innych krajów tego nie robią. Za to należy mu się wielki szacunek - powiedział były zawodnik MMA.

Esch po gali w Worcester pod Bostonem chwalił też polskich kibiców, których około sześciu tysięcy wspierało najsilniejszego człowieka świata.

- Polscy fani bardzo gorąco dopingowali "Pudziana", ale kiedy zobaczyli, że przegrał nie zareagowali negatywnie, a cieszyli się, że zobaczyli świetną walkę. Potrafili okazać szacunek obu zawodnikom.

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Pozostały już tylko godziny. Zobacz, kto stanie na drodze polskiego wojownika na szczyty MMA. Kim jest dziś Sylvia?

Dla wielu fanów talentu Mariusza Pudzianowskiego (polsatowskie show „Tylko Nas Dwoje” pokazało, że jest ich mnóstwo) i mieszanych sztuk walki piątkowa noc będzie z pewnością nieprzespaną.

Późną nocą lub wczesnym porankiem - jak kto woli - (transmisja w Polsacie od 2:30) okaże się, czy marzenia Mariusza Dominatora Pudzianowskiego o mistrzostwie świata w MMA są realne. Formę polskiego wojownika sprawdzi bowiem w amerykańskim Worcester były mistrz tego sportu, 34-letni Amerykanin Tim Sylvia.

Serwis news.fightmagazine.com próbuje dziś odpowiedzieć na pytanie dlaczego Sylvia postanowił walczyć z Pudzianowskim. Dlaczego wojownik, którego dziś w USA już nikt nie traktuje zbyt serio, powraca do MMA? Dla wielu ekspertów bowiem czas Sylvii w tym sporcie dawno już przeminął.

Amerykański serwis zatytułował artykuł o Sylvii: „Jeśli mnie nie nienawidzisz, ja nienawidzę Ciebie”.

Nie są to słowa bezpośrednio skierowane do Pudzianowskiego, a motto życiowe amerykańskiego fightera. Jego charakter jest bowiem trudny, ale i twardy jak skała. Nie przejmuje się tym co sądzą inni, robi cały czas swoje.

Sylvia nie ma dziś za Oceanem, mimo osiągnięć w tym sporcie , swoich wiernych kibiców. Oczekuje się, że wchodząc do klatki, by walczyć z Pudzianem, zostanie... wygwizdany, aniżeli przyjęty brawami.

Walką z Pudzianowskim Sylvia chce jednak udowodnić niedowiarkom, że stać go na wielki wynik . Pudzian ma być tylko pierwszą przeszkodą w drodze na szczyt. Jak Amerykanin zamierza walczyć z Polakiem?

    W momencie, kiedy zacznę z nim boksować, będzie w opałach. Nie zamierzam się z nim siłować. Siła bowiem w tym sporcie nie ma kompletnie znaczenia. To tak jakbym ja wymyślił sobie, że zostanę mistrzem strongmenów. Do diabła! Przecież nie mam żadnych szans, nawet tego nie planuję - tłumaczy Sylvia .
    
    Amerykanin jest przekonany, że łatwo „ogra” Pudziana. Że walką z Polakiem rozpocznie wspinaczkę na szczyt, na który już kiedyś się wdrapał. Jednego można więc być pewnym. Piątkowy pojedynek pokaże, ze dla jednego z nich nie ma już (lub w ogóle) miejsca w MMA.

    Czy przegranym będzie Pudzian? A może jednak Sylvia? Jaki jest Wasz typ?

źródło: sportfan.pl

Kategoria: News