Dwukrotny mistrz świata UFC Tim "Main-iac" Sylvia uważa, że Mariusz "Dominator" Pudzianowski nie okazuje mu należytego respektu przed zapowiedzianą na 21 maja galą "Moosin: God of Martial Arts" w DCU Center w Worcester, niedaleko Bostonu. Sylvia, który pokonał wielu znakomitych zawodników wagi ciężkiej i superciężkiej - Andrieja Arlowskiego (dwukrotnie), Brandona Vera, Jeffa Monsona, Wesa Simsa czy Ricco Rodrigueza przypomina, że "Pudzian" jest przy nim tylko żółtodziobem MMA.

Oni mnie nie doceniają i wyraźnie uważają, że jestem skończony - mówi Sylvia. - Bardzo się mylą. On jest duży, potężnie zbudowany, na pewno jest dobrym atletą, ale ja go i tak znokautuję. Mój ostatni przeciwnik (Jason Riley) myślał podobnie jak oni i znokautowałem go już w pierwszej rundzie. Załatwiłbym go jeszcze wcześniej, ale złamałem prawą rękę. W pojedynku z Pudzianowskim jestem w takiej pozycji, że jak wygram, to niczego specjalnego nie udowodnię. Nie wiem, jakie korzyści będę miał z tej wygranej, ale przynajmniej dodam sobie jedno zwycięstwo w karierze.

Sylvia, który trenuje obecnie w Indianie, był pólzawodowym graczem futbolu amerykańskiego, a MMA zainteresował się dopiero kiedy jako widz uczestniczył w pokazach. Jako amator brał udział w zawodach w stanie Rhode Island, ale będzie to jego zawodowy debiut w stanie New England. - Pierwsza zawodowa walka MMA w tym stanie wyzwala we mnie dodatkowe emocje. Obóz przygotowawczy idzie znakomicie. Mam 4-5 zawodników wagi ciężkiej, którzy ciągle się zmieniają. To obóz jak za starych, dobrych czasów.

Cały wieczór (siedem pojedynków, w tym walka innego Polaka Łukasza "Jurasa" Jurkowskiego z Koreańczykiem Chang Seob Lee) będzie w USA transmitowany na żywo w systemie pay-per-view i kosztować będzie $29,95. Organizatorzy spodziewają się, że hala DCU Center w Worcester będzie wypełniona do ostatniego miejsca, a przewidywane wejście na ring największych atrakcji wieczoru, Mariusza Pudzianowskiego i Tima Sylvii nastąpi około godziny 10 wieczorem czasu Wschodniego Wybrzeża (około godziny 4 nad ranem czasu polskiego).

Już teraz towarzyszy jej olbrzymie zainteresowanie, sylwetka Pudzianowskiego jest opisywana we wszystkich najważniejszych mediach mieszanych sztuk walki. Opinie na temat jego walki z Sylvią, typowanie zwycięzcy jest bardzo różne, choć praktycznie wszyscy dziennikarze podkreślają, że "Pudzian", ze swoją niezwykłą siłą "jest olbrzymią niewiadomą i zagadką dla MMA".

Źródła: ASInfo
Źródło: sport.onet.pl

Kategoria: News

Polscy kibice MMA jeszcze dobrze nie ochłonęli po wczorajszej walce Mariusza Pudzianowskiego z Yusuke Kawaguchim, a już za dwa tygodnie znów będą pełni emocji. Polak zmierzy się z Timem Sylwią. Dla fanów mamy kolejną doskonałą wiadomość. Już we wrześniu "Pudzian" prawdopodobnie zmierzy się z Pawłem Nastulą.

O starciu z Nastulą mówiło się od dłuższego czasu. Podczas piątkowej gali KSW, fani mieli usłyszeć, że jest już wstępne porozumienie dotyczące tego starcia. Ostatecznie organizatorzy wstrzymali się z obwieszczeniem tej informacji. Co prawda rozmowy idą w dobrym kierunku, jednak dopóki kontrakt nie zostanie podpisany, oficjalnie taka informacja się nie pojawi.

Podczas rozmowy z dziennikarzem serwisu Lookr.tv, współwłaściciel KSW, Maciej Kawulski potwierdził, że rozmowy są prowadzone. - Planujemy walkę Pudzianowskiego z Nastulą na początek września. Czy do niej dojdzie? Na dniach wszystko się wyjaśni, jestem dobrej myśli - przyznał.

Paweł Nastula ma za sobą cztery występy w jednej z najsłynniejszych organizacji MMA - PRIDE FC. Były judoka ostatni raz walczył w formule MMA dwa lata temu.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski był w znakomitym nastroju, na spokojnie opowiadając o swoim wygranym pojedynku z Yusuke Kawaguchim. Nie przejmował się tymi w USA, którzy wątpili, czy po dziesięciu ciężkich minutach z Japończykiem, ciągle będzie chciał już za dwa tygodnie walczyć z dwukrotnym mistrzem UFC, Timem Sylvią.

- Tylko, ci którzy mnie nie znają mogli myśleć, że nie pokonanie Kawaguchiego przez nokaut mogło zachwiać moją pewność siebie przed walką 21 maja z Sylvią. Będę na ringu pod Bostonem, mocniejszy i silniejszy niż kiedykolwiek. Potrzebowałem trudnej lekcji MMA. I ją dostałem - mówi Pudzianowski.

Jak ciężkich było tych dziesięć minut na ringu w Katowicach?

Mariusz Pudzianowski: - Ciężkie. Chciałem być zbyt widowiskowy, zbyt rozrywkowy i za wszelką cenę zachwycić kibiców. Zapłaciłem za to dziesięcioma minutami na ringu, choć nigdy w "Spodku" nie bałem się, że przegram, a Yusuke nigdy nie był bliski zrobienia mi krzywdy. Pewnie było widać, że on ma dorobek 11 zwycięstw i tylko jedną porażkę, a ja miałem za sobą zaledwie drugą walkę w MMA. Tak naprawdę pierwszą z doświadczonym zawodnikiem w tym sporcie.

Niektóre ze stron amerykańskich sugerowały, że jeśli podobnie zawalczysz z Timem Sylvią, to nie masz szans na zwycięstwo. Pojawiły się sugestie, że Sylvia tylko czeka na takiego Pudzianowskiego i może powinieneś przesunąć termin walki bo nie jesteś jeszcze gotowy na walkę z dwukrotnym mistrzem renomowanej UFC.

- Niech sobie Sylvia czeka i się cieszy, że będzie mu łatwo, ale nie będzie, żadnego przesuwania terminów. Tym lepiej dla mnie, że się cieszy, bo taktyka na niego będzie zupełnie inna i niczego z mojej walki z Kawaguchim dobrego dla siebie nie wyciągnie. Tylko, ci którzy mnie nie znają mogli myśleć, że nie pokonanie Kawaguchiego przez nokaut mogło zachwiać moją pewność siebie przed walką 21 maja z Sylvią. Będę na ringu pod Bostonem, mocniejszy i silnijszy niż kiedykolwiek. Potrzebowałem trudnej lekcji MMA. I ją dostałem. Tak naprawdę, przed walką z Sylvią najgorsze co mogłoby sie mnie przydarzyć to łatwe, kilkudziesięciosekundowe zwycięstwo. Teraz mam za sobą 10-minutową szkołę MMA, wiem znacznie lepiej co musze zrobić, żeby wygrywać, jak się zachować w ringu. W pierwszej minucie walki z Kawaguchim kilka razy byłem bliski znokautowania Japończyka, ale zamiast spokojnie przyjrzeć się sytuacji, wyczekać na dogodny moment, waliłem go całymi seriami ciosów, zamiast zadać jeden, dwa bardzo silne, które pewnie skończyłyby zabawę. To był błąd żółtodzioba, który dopiero uczy się tego sportu. Ala ja zawsze byłem bardzo pojętnym uczniem. Udowodnię to 21 maja w walce z Sylvią.

Wyglądało na to, że szybko straciłeś kondycję i zaczęły się spekulacje, że nie masz na tyle sił, żeby dorównać zawodnikom MMA z najwyższej półki, takim jak Tim Sylvia.

- Niech tak myślą ci, którym zawsze się coś we mnie nie podobało. Zacząłem w szalonym tempie, takim, jaki się widzi u zawodników mających połowę mojej wagi. To się zmieni w walce z Sylvią, będzie więcej kontrolowanej, nie tak żywiołowej, siły. Lubię udowadniać ludziom, że się mylą. Byli tacy, którzy mówili, że przegram z Najmanem, później na pewno miałem przegrac z Kawaguchim, bo on to przez całe życie zawodowiec, a ja się MMA bawię i to od niedawna. To samo było w prasie w Stanach w 2009 roku, kiedy Amerykanin Derek Poundstone opowiadał wszystkim z mediów, przed mistrzostwami świata, że mnie zniszczy, że będę się po zawodach nadawał tylko do noszenia jego walizek. Skończyło się na tym, że byłem drugi, a on dopiero czwarty. Niebezpiecznie jest mnie nie doceniać.

Fizycznie czujesz się znakomicie...

- Nic mi nie dolega, nie ma kontuzji, nie ma nad czym płakać. Odpocznę pare dni, wrócę na chwilę do treningów i lecę do USA na walkę z Sylvią. Taki już jestem, że rozmawiamy teraz, niecałe 24 godziny po walce, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy spiker wyczyta moje nazwisko przed walką z Amerykaninem. Nic się nie zmieniło - ciągle chcę być mistrzem świata.

Źródła: ASInfo

Kategoria: News
piątek, 03 wrzesień 2010 19:37

Znamy najbliższego rywala Pudzianowskiego

Eric Butterbean Esch będzie najbliższym rywalem Mariusza Pudzianowskiego podczas 14. Konfrontacji Sztuk Walki. Najbliższa gala odbędzie się 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

Oprócz przedstawienia rywala "Pudziana" w warszawskiej restauracji Champions zaprezentowano również inne pary. Od czerwca wiadomo, że Krzysztof Kułak zmierzy się z Danielem Dowdą. Wcześniej dużo spekulowano, że Kułak zmierzy się z Marcinem Najmanem. W finale turnieju w wadze lekkociężkiej Daniel Tabera powalczy z Janem Błachowiczem.

Marcin Najman, choć niechętnie, stanie w szranki z Przemysławem Saletą. - Ja tej walki nie chciałem. Zdecydowałem się po kilku prowokacjach, które wykonał Saleta. Pieniądze z tej walki zamierzam przekazać na cel charytatywny.

- Saleta przypomina mi człowieka rodem z czasów komunizmu. Nadawałby się na szefa propagandy w Komitecie Centralnym. Wszystko, co on mówi na temat tego pojedynku, jest kłamstwem.

Najman zadeklarował w rozmowie z dziennikarzem Wirtualnej Polski, że po porażce zakończy karierę w MMA. - Jeżeli przegram, zawieszę rękawice na kołku.

- Marcin jest wielkim szkodnikiem sportów walki - odpowiedział Saleta. - On nie jest bokserem. Nie można pisać o nim jako o pięściarzu. Marcina osobiście nie lubię, to też determinuje mnie do walki. Motywuje mnie jego deklaracja, że jeśli przegra, zawiesza rękawice na kołku. Mam nadzieję zamknąć ten niechlubny rozdział w polskich sportach walki.

W najciekawszym pojedynku Mariusz Pudzianowski zmierzy się z Ericem Butterbeanem Eschem ."Pudzian" na prezentację przybył w doskonałym nastroju. - Zrzuciłem wagę do 118 kilogramów. Dzisiaj już jestem w 80 procentach gotowy do walki. Przede mną jeszcze siedem tygodni treningów.

- Mariusz, lepiej bądź przygotowany. Przylecę do Polski, żeby pokazać, kto jest lepszy - zapowiedział Butterbean.

- Wyciągnąłem wnioski. Jak biorę się za coś, robię to do końca - odpowiada "Pudzian". - Będę musiał uważać na początku. Kondycyjnie wytrzymam. Teraz wygląda to 60-70 procent lepiej niż kilka miesięcy temu. Lekko nie będzie, ale dam radę!

źródło:wp.pl

Kategoria: News
niedziela, 09 maj 2010 23:59

Sylvia złamał rękę, ale znokautował

Były mistrz świata wagi ciężkiej federacji UFC Tim Sylvia będzie kolejnym rywalem Mariusza Pudzianowskiego w MMA. "Main-iac" zapowiada, że znokautuje najsilniejszego człowieka świata.

Do pojedynku "Pudziana" z Sylvią dojdzie 21 maja w Bostonie na gali federacji "Moosin". Trudno wskazać faworyta tej walki. Amerykanin jest na pewno o wiele bardziej doświadczony (31 walk w MMA, 25 wygranych, 6 porażek) i ma większe umiejętności. Jest wyższy i cięższy od "Dominatora", ale ustępuje mu pod względem siły. Na dodatek w ostatnich pojedynkach nie spisywał się najlepiej. Skompromitował się, przegrywając z byłym pięściarzem Rayem Mercerem w 9 sekund.

W USA panuje przekonanie, że Sylvia powinien dać sobie już spokój z walką, a stając do ringu z Pudzianowskim ryzykuje tylko utratę zdrowia. Były mistrz się z tym nie zgadza. - Nie doceniają mnie, no i oczywiście uważają, że jestem skończony. A ja mam coś do zrobienia - mówi Sylvia.

Mierząc 201 centymetrów wojownik nie powinien przestraszyć się mniejszego o 15 centymetrów Pudzianowskiego. - On jest duży, silny i atletycznie zbudowany, ale ja go znokautuję. Mój ostatni przeciwnik Jason Riley myślał, że już po mnie, a znokautowałem go w pierwszej rundzie. Dorwałbym go nawet wcześniej, ale złamałem sobie rękę - opowiada Sylvia.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News
niedziela, 09 maj 2010 23:59

Najman dla WP: jeśli Pudzian trafi...

W walce z Yusuke Kawaguchim Mariusz Pudzianowski pozytywnie mnie zaskoczył. Myślałem, że po pierwszych dwóch minutach walki będzie zawodnikiem dużo łatwiejszym do pokonania. Ale on jest niesamowicie ambitny, przetrwał cały dystans i wygrał, choć nie tak szybko jak chciał. Kolejny krok na drodze do kariery w MMA za nim - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Marcin Najman, który w grudniu ubiegłego roku został pokonany przez "Dominatora".

Kiedy na początku walki Pudzianowski rzucił się na Japończyka, czy myślał pan, że ten pojedynek zaraz się zakończy?

Nie, przeczuwałem, że Kawaguchi, który z dwunastu walk wygrał jedenaście i ma duże doświadczenie, miał jeden atut, którego ja posiadać nie mogłem. Widział walkę Mariusza ze mną. Ja Pudzianowskiego wcześniej w ringu nie widziałem. W tej walce element zaskoczenia został wyeliminowany.

"Dominator" po raz pierwszy walczył przez pełne 10 minut i okazało się, że jak na razie ma dość skromny repertuar ciosów i technik. Czy spodziewał się pan, że w tej walce pokaże jednak trochę więcej?

Nie wymagajmy od Mariusza za wiele. Finezyjnym technikiem on nigdy nie będzie. Ma inne argumenty, którymi wygrywa - ogromną siłą i ambicję. Te atuty będą prowadziły go do zwycięstw.

W tej walce mogliśmy zobaczyć, jakie są umiejętności obronne "Pudziana". Jak je pan oceni?

Przy bronieniu się przed low-kickami Kawaguchiego wyszło jego doświadczenie z karate. Doświadczenie, które ja trochę zlekceważyłem przed walką z Mariuszem. On pokazał, że wie nie tylko, jak wyprowadzać niskie kopnięcia, ale także jak je przyjmować.

Po kilku minutach pojedynku zaczęło być krucho z kondycją Pudzianowskiego. Dość szybko "spuchł". Czy ktoś o jego gabarytach i muskulaturze jest w stanie wypracować większą wytrzymałość?

Wydaje mi się, że będzie o to bardzo ciężko. Masa to jedno, ale fakt, że Mariusz całe życie uprawiał sport o zupełnie innej specyfice. Wytrenowanie kondycji będzie w jego przypadku trudnym zadaniem. Ale wszystko jest do zrobienia.

Jakie prognozy przed pojedynkiem "Pudziana" z Timem Sylvią, zawodnikiem, który jest od niego dużo wyższy i bije go na głowę doświadczeniem?

Może to być dla Mariusza bardzo trudny pojedynek. Jednak niewykluczone, że "Pudzian" już w pierwszej minucie trafi Sylvię. Widziałem już takie pojedynki, w których Sylvia szybko obrywał - z Rayem Mercerem przegrał w dziewięć sekund, z Fiodorem Emielianienką w niewiele ponad dwadzieścia. Mariusz również może tego dokonać, ma ogromną siłę i dynamikę. Z drugiej strony Sylvia wie już sporo o Pudzianowskim. Na pewno widział jego dwie pierwsze walki w MMA. Zobaczymy, jak się to potoczy, przed nami bardzo ciekawy bój.

Jakie wrażenie zrobili na panu inni polscy zawodnicy, którzy walczyli na KSW XIII - Jan Błachowicz i Mamed Khalidov?

- Janek Błachowicz w swojej pierwsze walce turniejowej z Brazylijczykiem Julio Brutusem zrobił jeden z najpiękniejszych nokautów, jakie widziałem w życiu. Niezwykle czysto i precyzyjnie wyprowadził kopnięcie na głowę rywala w momencie, gdy ten w ogóle się tego nie spodziewał. Poprawił ciosem ręką i było po walce. Piękny nokaut. Janek już od dawna jest klasą samą w sobie, to świetny zawodnik. Natomiast Mamed miał bardzo trudnego rywala, ale według mnie pokazał się z bardzo dobrej strony i gdybym to ja sędziował tą walkę, dałbym Khalidovowi zwycięstwo.

Rozmawiał: Grzegorz Wojnarowski, Wirtualna Polska

Kategoria: News

"Butterbean, zobaczysz, jak biją baby w Polsce!" - prowokuje Amerykanina nasz zawodnik. A co mówią Najman i Saleta?

 

"Dzień Sądu" - to hasło towarzyszące gali KSW 14. Odbędzie się ona 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

Walką wieczoru będzie starcie Mariusza Pudzianowskiego z Erikiem "Butterbeanem" Eschem. Na byłym strongmanie ciąży spora presja...

 

To będzie prawdziwy dzień sądu dla Mariusza Pudzianowskiego. Od tej walki zależy, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczymy Pudziana na ringu KSW - mówi Martin Lewandowski, współwłaściciel federacji.

Sam Pudzian zapowiada, że będzie doskonale przygotowany kondycyjnie. Że przewróci "Butterbeana" po 2-3 minutach, a potem...

Kategoria: News

Amerykański zapaśnik David Olivia wygrał podczas piątkowej gali KSW piątą walkę w MMA, której stawką był wakujący pas organizacji KSW w wadze ciężkiej. Teraz wyzywa na pojedynek Mariusza Pudzianowskiego.

- Chciałbym wyzwać Pudzianowskiego, naprawdę chciałbym z nim walczyć. Może dostanę taką szansę - powiedział po swojej piątkowej walce.

- To była ciężka walka, dużo cięższa niż się tego spodziewałem. Moim zadaniem było sprowadzenie go do parteru i tam bić, ale on okazał się bardzo wymagającym przeciwnikiem. Kilka razy trafił mnie tak, że zobaczyłem gwiazdy - relacjonował po zwycięskim pojedynku z Konstantinem Głuchowem.

Silny jak tur Olivia byłby bardzo wymagającym rywalem dla "Pudziana". Ten jednak myśli teraz o czym innym. Już za dwa tygodnie Mariusza czekać będzie kolejny ciężki pojedynek w MMA. Tym razem jego rywalem podczas gali Moosin pod Bostonem będzie były mistrz wagi ciężkiej prestiżowej federacji UFC, Tim Sylvia.

Kategoria: News

Podobno zwycięzców się nie sądzi. Warto jednak, a nawet powinno, z każdej wygranej wyciągać wnioski. Tych na pewno nie zabraknie Mariuszowi Pudzianowskiemu po walce z Yusuke Kawaguchim.

"Pudzian" po dwóch pięciominutowych rundach pokonał w katowickim Spodku japońskiego wojownika w jednej z dwóch walk wieczoru trzynastej gali Konfrontacji Sztuk Walki (w drugiej Mamed Khalidov zremisował z Ryutą Sakuraiem). Co zapamiętam z tego pojedynku? Przede wszystkim to, że Mariusz nie jest herosem, ale zwykłym śmiertelnikiem. Przynajmniej w temacie MMA, i przynajmniej na razie.

Ambitny, waleczny i - co najważniejsze - dysponujący o klasę lepszą techniką od "Pudziana" Kawaguchi nie tylko nie przestraszył się ataków mocarnego rywala, ale i zmusił go do ogromnego, trwającego dziesięć minut wysiłku, na który dominator zawodów siłaczy nie był przygotowany.

Po walce sam Mariusz przyznał, że Yusuke go zaskoczył, że spodziewał się, że walka potrwa najwyżej trzy minuty. Tomasz Adamek powtarza, że tylko laik nastawia się na zwycięstwo w ringu przed czasem. I trudno nie przyznać mu racji, odnosząc jego słowa do występu Pudzianowskiego. Założenie wygranej przed czasem trąci lekceważącym podejściem do rywala, a także - co pokazał dobitnie występ Mariusza - złym rozłożeniem sił. Inna sprawa, czy przy jego masie (w tej walce ważył ponad 128 kg) możliwa jest lepsza gospodarka siłami? Śmiem twierdzić, że tak.

"Pudzian" - tak jak w konfrontacji z Marcinem Najmanem - postawił wszystko na jedną kartę. A że asa w rękawie, w postaci nieprawdopodobnej siły, ma niesamowitego od razu ruszył do ataku i błyskawicznie próbował znokautować Japończyka. Ten się jednak nie przestraszył i demonstrując bardzo dobrą technikę (klincz w stójce, odpowiednie ustawienie w parterze) pokazał jak można zniwelować różnice w sile fizycznej.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że "Pudzian" zdaje sobie sprawę ze swoich niedociągnięć i z większą pokorą opowiada o drodze po tytuł mistrza świata. - Jestem jeszcze żółtodziobem w tym sporcie - podkreśla. Za dwa tygodnie żółtodziób spotka się z ringowym wyjadaczem, byłym mistrzem prestiżowej organizacji UFC, Timem Sylvią. Wynik tej walki i styl, jaki zaprezentuje Polak utwierdzą nas w przekonaniu, czy Kawaguchi jest taki dobry i niedoceniany w Polsce, czy też Mariusz ma znacznie dalej do światowej czołówki, niż to się wielu wydawało.

Źródło: interia.pl

Kategoria: News

Tim Sylvia już powinien się ślinić na myśl o walce z Mariuszem Pudzianowskim - czytamy na sports.yahoo.com. Dziennikarze zza Oceanu nie mają wątpliwości, kto jest faworytem walki, do której dojdzie za dwa tygodnie.

Do walki Pudzianowski - Sylvia dojdzie 21 maja w Worchester w stanie Massachusetts. Polak powinien znaleźć się w dużych opałach podczas starcie z 34-letnim byłym dwukrotnym mistrzem wagi ciężkiej UFC.

Polski zawodnik nie pokazał za wiele w swoim drugim występie w MMA - czytamy na sports.yahoo.com. Pięciokrotny "Najsilniejszy Człowiek Świata" wprawdzie pokonał Yusukę Kawaguchiego, ale w walce "Pudzian" głównie klinczował.

Kontrolował przebieg walki, ale był neutralizowany przez Kawaguchiego, a w trakcie pojedynku wielokrotnie łapał oddech. Wyglądał na pozbawionego energii, ciężko oddychał. Jego boks był szczątkowy.

Amerykańscy dziennikarze uważają, że Tim Sylvia może spokojnie oczekiwać na pojedynek ze słabym technicznie Pudzianowskim. Przed kilkoma dniami w podobnym tonie wypowiadał się Krzysztof Kosedowski. Były medalista olimpijski w boksie w rozmowie z boxingnews.pl tak powiedział o "Pudzianie": - Ma dużo braków. Słaba obrona, mieliśmy mało czasu na naukę boksu. W każdym elemencie sztuki pięściarskiej u Mariusza są braki. Słaby lewy prosty, słabe nogi, słaba obrona, słaby atak. Myślę, że nie jest do końca przygotowany na ból.

Pojedynek z Timem Sylvią z pewnością nie będzie należał do łatwych. Mimo wszystko jednego możemy być pewni - "Pudzian" tanio skóry nie sprzeda.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News