To nie była gala pełna efektownych walk. Jeden wojownik nie rozczarował - to Mariusz Pudzianowski, który w parterze pokonał rywala.

 

 

Na ten dzień długo czekali kibice polskiego MMA. W gdańskiej hali Ergo Arena spotkali się czołowi wojownicy federacji KSW.

Gwiazdą, która wywoływała największe emocje, był oczywiście Mariusz Pudzianowski. Tym razem były strongmen nie mógł spokojnie przygotowywać się w USA. Pojawiały się nawet plotki, że pozjadał wszystkie rozumy i w kraju nie trenuje najlepiej. Sam jednak obiecywał, że w ringu pokaże, czego się nauczył. Z jakim skutkiem?

Pudzian w pierwszych sekundach był spokojny, aż nagle... ruszył na "Szalonego Greka"! Obalił go na ziemię, gdzie cierpliwie rozbijał gardę rywala. Następnie zaprezentował unik, a następnie kolejny efektowny rzut. To już był gwóźdź do trumny Amerykanina...

Tym razem Piliafas nie był w stanie wybronić się w parterze. "Dominator" go "dosiadł", a następnie potężnymi ciosami masakrował jego twraz. Sędzia musiał wkroczyć do akcji i przerwać pojedynek. Pudzianowski nie rzucał słów na wiatr. Był dobrze przygotowany i pokazał, że już chyba jest gotowy na poważniejszych przeciwników.

Od początku mieliśmy taktykę, żeby nie dostać w głowę, walczyć w parterze i to się udało. Czuć było jego siłę, szacunek dla niego i ukłony - powiedział Pudzian.

 

Przedostatnią walką wieczoru był pojedynek Jana Błachowicza z Houstonem Alexandrem. Weteran gal słynnej federacji UFC może już nie jest młodzieniaszkiem, ale i tak na jego tle Polak mógł się sprawdzić przed planowanym podbojem Stanów Zjednoczonych. To miała być wojna...

Obaj wojownicy zaczęli z respektem, aż Błachowicz dwukrotnie powalił Amerykanina do parteru. Tam zasypywał go mocnymi ciosami, a że nie przynosiło efektów, to spróbował założyć dźwignię na rękę, co także zakończyło się fiaskiem. Kolejna odsłona walki na kolana nie powaliła, choć w końcówce Polak już zakładał trójkątne duszenie, ale zabrakło czasu.

Alexander pokazał, że pomimo wieku wciąż jest znakomitym wojownikiem. Dowodem na to niech będzie wyswobodzenie się z dwóch dźwigni zakładanych przez Polaka. Słabszy rywal już dawno by przegrał, a tak... do akcji ponownie wkroczyli arbitrzy. Jednogłośnie przyznali zwycięstwo Błachowiczowi.

 

Ta walka była bardzo ważna. Trzy tygodnie temu zerwałem więzadła, ale postanowiłem walczyć. Dlatego walka wyglądała tak, jak wyglądała. Nie chciałem zawieść kibiców - powiedział.
 
Wcześniej miał się odbyć hitowy bój Marcina Różalskiego z legendą K-1, Jeromem Le Bannerem. Francuz niestety po raz drugi nie mógł walczyć z powodu kontuzji. Jego miejsce zajął zatem Rodney Glunder, który sprawił naszemu wojownikowi sporo problemów.

Widać jednak było, że rywal nie jest najlepiej przygotowany fizycznie. W drugiej rundzie "Różal" dwukrotnie powalił go na deski mocnym ciosem prosto w twraz. Co z tego, skoro nie potrafił dobić go w parterze, gdzie obaj byli bardzo nieporadni. Nie udało się załatwić sprawy nokautem, ale werdykt sędziów mógł być tylko jeden, zwycięstwo Polaka.
 
Tradycyjnie w pierwszych walkach oglądaliśmy wojowników, którzy dopiero pracują na swój dorobek. Już na początek byliśmy świadkami wyrównanego pojedynku, który ostatecznie decyzją sędziów wygrał Anzor Azhiev. Tym samym sprawił wielką radość publiczności, która była prowokowana przez Paula Reeda.

Największym wydarzeniem był jednak debiut Jacka Wiśniewskiego. Były piłkarz miał za zadanie pokonanie Kamila Walusia, który w debiucie pokonał Bazelaka. Nie zabrakło kontrowersji, bo sędzia szybko poddał "Wiśnię".Ten z kolei nie zgadzał się z tym werdyktem twierdząc, że pomimo otrzymania kilku ciosów w parterze był gotów dalej walczyć.

Czy tak wygląda znokautowany człowiek? Czuję się bardzo dobrze. Chcę dalej walczyć. Sędzia mnie wku****. Będę jeszcze więcej trenował - mówił po walce w rozmowie z reporterem Canal+.

Nie można pominąć świetnego stylu walki dwóch wielkich przyjaciół. Nie dziwi, że sędziowie orzekli werdykt niejednogłośnie. Pamiątkowy puchar trafił zatem w ręce Borysa Mańkowskiego, choć Rafał Moks wcale na jego tle nie odstawał. Arbitrzy także zdecydowali o zwycięstwie Karola Bedorfa.

Komplet wyników gali KSW 20.
1) Anzor Azhiev pokonał Paula Reeda decyzją sędziów.
2) Kamil Waluś pokonał Jacka Wiśniewskiego przez TKO.
3) Borys Mańkowski wygrał z Rafałem Moksem decyzją sędziów.
4) Karol Bedorf wygrał z Karolem Knothe decyzją sędziów.
5) Marcin Różalski wygrał z Rodneyem Glundererem decyzją sędziów.
6) Jan Błachowicz pokonał Houstona Alexandra decyzją sędziów.
7) Mariusz Pudzianowski pokonał Christosa Piliafasa przez TKO.

 

Kategoria: News
wtorek, 08 grudzień 2009 13:56

Po tej walce będziesz warzywkiem

Marcin Najman rozpowiada, że ja nie uprawiam sportu, tylko hoduję swój organizm jak warzywo. Odpowiadam mu: zobaczymy, kto będzie warzywem po naszej walce - mówi Mariusz Pudzianowski (32 l.). "Super Express" wczoraj gościł na treningu "Pudziana". I przekonał się na własne oczy, że nie są to groźby rzucane na wiatr.

Czwartek, godzina 10.30. Pod Halę Sportów Walki na warszawskim AWF podjeżdża luksusowy mercedes klasy S. Po chwili wysiada z niego Pudzianowski. - Witam panowie, zapraszam. Zaraz zobaczycie, czy jestem powolną, ciężką lokomotywą, czy szybką maszyną - puszcza do nas oko, robiąc aluzję do kpin Najmana.

Najpierw rozgrzewka. "Pudzian" długo biega dookoła maty, stosując ćwiczenia rozciągające. Wreszcie zaczyna się właściwy trening zapaś-niczy. Siłacz z dziecinną łatwością podnosi i rzuca z hukiem na matę sparingpartnerów. Trenujący z nim zapaśnicy to potężne chłopiska, ale kiedy Pudzianowski rusza na nich z impetem, mają strach w oczach.

- Mariusz jest świetnie przygotowany, to prawdziwy niszczyciel - kręci z uznaniem głową trener Mirosław Okniński. Szkoleniowiec "Pudziana" przekonał się o tym na własnej skórze. Podczas jednego z treningów siłacz przeholował i uszkodził mu kość strzałkową lewej nogi. Teraz trener kuleje, z trudem poruszając się po macie.

- Jestem o Mariusza i wynik tej walki spokojny - dodaje, obserwując popisy podopiecznego.

Rzeczywiście, "Pudzian" sprawia wrażenie doskonale przygotowanego do walki. O tym, że dysponuje potworną siłą, wszyscy wiedzą od dawna. Wielką niewiadomą było to, czy do tej siły dołoży szybkość i wytrzymałość. Dołożył. W czasie sparingów imponuje zwinnością i dynamiką. A kiedy później bierze do rąk skakankę i ze zdumiewającą lekkością podskakuje przez 10 minut, możemy być też spokojni o jego kondycję. - Jestem pracoholikiem. Jak już się za coś biorę, to na maksa i teraz też aż trudno wygonić mnie z hali treningowej - mówi "Pudzian".

- Przepracowałem 10 tygodni bardzo ciężko i dla tych, którzy we mnie wątpili, przygotowałem niespodziankę. A Najman? Chłopak ma dużą wyobraźnię i opowiada w mediach różne dziwne rzeczy. 11 grudnia podczas Konfrontacji Sztuk Walki przekonamy się, czy nie jest z nim jak z tą krową, która tylko ryczeć potrafi...

Źródło: Super Express

Kategoria: News
poniedziałek, 07 grudzień 2009 17:10

Dziennikarze pod wrażeniem treningu "Pudziana"

Już w przyszły piątek dojdzie do długo wyczekiwanego debiutu w formule MMA najsilniejszego człowieka na świecie, Mariusza Pudzianowskiego. Popularny "Pudzian", który do tej pory nie chciał pokazywać swoich metod treningowych oraz przygotowań do pojedynku z zawodowym bokserem, wreszcie zaprosił żurnalistów na trening. Byli pod wrażeniem!

Już w przyszły piątek dojdzie do długo wyczekiwanego debiutu w formule MMA najsilniejszego człowieka na świecie, Mariusza Pudzianowskiego. Popularny "Pudzian", który do tej pory nie chciał pokazywać swoich metod treningowych oraz przygotowań do pojedynku z zawodowym bokserem, wreszcie zaprosił żurnalistów na trening. Byli pod wrażeniem!

O godzinie 10:00 czwartek w "Pawilonie Sportów Walki" na warszawskim AWF odbył się jeden z ostatnich treningów z udziałem Strongmana przed tą walką. Na treningu pojawili się dziennikarze. W trakcie zajęć "Pudzian" pokazał pełnię swoich możliwości. Kiedy jeden ze sparingpartnerów założył Pudzianowskiemu balachę (dźwignię na rękę, przyp. red.), ten podniósł przeciwnika jedną ręką i cisnął nim o ziemię! Obecni na sali żurnaliści byli pod wrażeniem. "Siłacz z dziecinną łatwością podnosi i rzuca z hukiem na matę sparingpartnerów" - relacjonuje trening "Super Express". Po treningu Pudzian udzielił wywiadu serwisowi "konfrontacja.com" - oto zapis rozmowy:

Do twojego debiutu w formule MMA pozostał niespełna tydzień Dlatego nie wypada mi nie zapytać o przepracowany okres przygotowawczy. Jesteś zadowolony z jego przebiegu?
- Śmiało mogę stwierdzić, że przepracowałem te dziewięć tygodni uczciwie. Treningi sześć razy w tygodniu, po trzy, a nawet cztery dziennie. Na początku były trzy zajęcia dziennie plus siłownia, lecz później siłownię odstawiłem. Zresztą widziałeś mój trening i sam możesz powiedzieć, czy daję sobie radę.

Byłem w szoku, szczególnie wtedy, gdy zobaczyłem jak jedną ręką podnosisz partnera, który założył ci balachę, a następnie miotasz nim z całej siły o ziemię. Powróćmy do rozmowy. Które elementy wszechstylowej walki wręcz przyswoiłeś najbardziej?
- Zawsze rano mam treningi parterowe, czyli zapasy i judo. Wieczorem zaś robię czterdziestominutowy trening bokserski. Obie te płaszczyzny łącze i obie bardzo lubię. W końcu ich połączenie w jedną całość daje MMA.

Twój przeciwnik - Marcin Najman - w każdym wywiadzie podkreśla, że jest bokserem i technikami bokserskimi będzie chciał wygrać. Będziesz unikać walki w stójce, a może zobaczymy efektowną walkę na pięści?
- Jeśli Najman będzie chciał iść na wymianę to życzę mu powodzenia (śmiech). Ja nie jestem jakiś wolny wół, który stanie i pozwoli sobie oklepać buzię. Nie po to mama dawała mi jeść, żeby te ręce nie kopały.

Czy potrafią kopać…?
Uwierz, że potrafią!

Fighter KSW Team, Maciej Górski powiedział, że zawodnicy, którzy w przeszłości trenowali karate mają wyuczone do perfekcji celne zadawanie ciosów, a ich groźną bronią są niskie kopnięcia. Ty próbkę precyzji, a także siły zademonstrowałeś ostatnio na jednym ze sparingów, gdzie jednym kopnięciem złamałeś rywalowi nogę...
- W stu procentach zgodzę się z Maćkiem, że karatecy wyprowadzają precyzyjne ciosy. A co do tego kopnięcia, to rzeczywiście nogę uszkodziłem, ale wcale mocno nie kopnąłem. Użyłem maksymalnie trzydzieści procent swojej siły.

A więc co by się stało jakbyś zadał cios z maksymalną siłą? Urwałbyś nogę?
- (śmiech)

Gdy dziewięć tygodni temu rozpoczynałeś przygotowania ważyłeś sto czterdzieści cztery kilogramy. Teraz jesteś sporo lżejszy. Co dało Pudzianowi zrzucenie masy?
- W tej chwili ważę sto dwadzieścia siedem kilogramów i nie jestem tym samym Pudzianem sprzed kilku tygodni. Jestem dużo szybszy i zwinniejszy. Dodam jeszcze, że zapaśnicy, którzy kilka lat trenują nie są w stanie zrobić tego wszystkiego, co mi się udaje.

Z ust wielu osób z którymi dzisiaj trenowałeś usłyszałem, że wygrasz na pewno, bez większych problemów i że Najman to nie rywal dla ciebie. Czy ty równie lekceważąco odnosisz się do swojego przeciwnika, z którym już jedenastego grudnia spotkasz się w ringu?
- Nigdy nie lekceważę żadnego przeciwnika. Czy to w Strongmanach, czy w innych dziedzinach. Nawet najsłabszego rywala się nie lekceważy. Mogę go prywatnie nie lubić, ale wychodząc na plac boju mam respekt i szacunek do każdego. Pudzian nie lekceważy nikogo... nawet Najmana.

Kategoria: News

Czemu zdecydował się na MMA? Powiecie - dla kasy. Nie! Debiutancki pojedynek nie przyniesie mu bowiem kokosów.

Mariusz Pudzianowski to już uznana marka nie tylko na sportowym polu, ale także i w środowisku celebrytów. Nic więc dziwnego, że się ceni. Zastanawiacie się wiec zapewne, jaką gażę dostanie za swoją pierwszą walkę w MMA

Odpowiadamy Wam - nie będzie to kosmiczna kwota. Choć wszyscy trzymają takie kwestie w głębokiej tajemnicy nam udało się to ustalić. Popytaliśmy, powęszyliśmy i już wiemy - „Dominator” zgarnie za starcie z Marcinem Najmanem około 150 tysięcy złotych.

Dużo? Zależy z jakiego punktu widzenia. Za ostatni tytuł mistrza świata Polak zgarnął bowiem 50 tysięcy dolarów. Nam zdradził, że za debiut w MMA dostanie nieco więcej. Zresztą jego zdaniem nie ma co porównywać pieniędzy z obu tych dyscyplin. W strongmanach są spore pieniądze, MMA jeszcze długo im nie dorówna - przyznaje w rozmowie ze Sportfanem.

Mimo wszystko na kasę w MMA narzekać nie może. Nie może, bo to w końcu jego debiut. Z gaży jestem zadowolony, choć mogłaby być większa za tak ciężką pracę - dodaje Pudzianowski. Tak naprawdę, co potwierdza i „Dominator”, kasa leży nie w żelastwie, czy na ringu, tylko poza nimi. Ma racje. Sukces sportowy nakręca przecież sukces marketingowy. Trzeba tylko wygrywać. Wybrałem MMA nie dla kasy. Ja lubię wyzwania po prostu. W piątek ci, którzy uważają, że nie umiem się bić i że jestem wolny, zmienią zdanie - zapowiada. Jak wygra z Najmanem posypią się kolejne propozycje. Potem kolejne, itd. A z każdą walką rosnąć będzie i gaża. W końcu sport to biznes. Na razie musi wystarczyć na "waciki", a potem...

Kategoria: News

Dotychczas musieliśmy wierzyć mu na słowo. Teraz przekonaliśmy się na własne oczy. Byliśmy na treningu „Dominatora”. Jak się zaprezentował?

Długo się ukrywał. Podczas, gdy jego rywal - Marcin Najman - często organizował otwarte treningi dla mediów, on wolał pozostać w cieniu. Aż do dziś.
Skorzystaliśmy więc z zaproszenia i towarzyszyliśmy mu podczas zajęć na warszawskim AWF.

---link-- http://www.sportfan.pl/artykul/13730/tylko-u-nas-zobacz-ekskluzywne-zdjecia-z-treningu-pudziana

I na własne oczy przekonaliśmy się, że to co nam ostatnio opowiadał jest najświętszą prawdą. Mariusz Pudzianowski jest w rewelacyjnej dyspozycji. W takiej formie Najman będzie miał z nim piekielnie trudne zadanie. Zresztą, zdaje sobie z tego sprawę sam „Dominator”. Dlatego tak bardzo dziwią go słowne ataki przeciwnika. A Najman przecież dzień w dzień go obraża. Mówił też coś o tym, że jestem jak wyhodowane warzywo. Wiem jedno: to Najman po walce będzie wyglądał jak warzywo - nie ma złudzeń Pudzianowski. I na temat rywala więcej już nic mówił. Woli skupić się treningach. A na tych daje z siebie wszystko. Po kilkunastu minutach z Mariusza leje się, jak spod rynny. Nic dziwnego, że chudnie w oczach.

--sportfan--

Kategoria: News
czwartek, 03 grudzień 2009 17:10

Pudzianowskiemu kurczą się mięśnie!

W ciągu dwóch miesięcy Mariusz Pudzianowski (32 l.) stracił aż 17 kg. Jego potężne muskuły zmniejszyły się wyraźnie. - I o to właśnie mi chodziło. Teraz czuję się lekki, świeży i naładowany energią - mówi "Pudzian", który 11 grudnia zmierzy się w Warszawie z Marcinem Najmanem (30 l.) podczas Konfrontacji Sztuk Walki.

Na początku października, zaraz po mistrzostwach świata strongmanów, Pudzianowski ważył 144 kg. - Do walki z Najmanem chcę się pozbyć co najmniej 13 kg - mówił wtedy. - Dzięki temu będę dużo szybszy w ringu.

Jak schudnąć aż tyle, kiedy wyniki badań wskazują minimalny poziom tkanki tłuszczowej? - Po prostu musiałem pozbyć się masy mięśniowej - tłumaczy siłacz.

Specjalna dieta? - Żadnych diet! Niczego sobie nie odmawiam, również ulubionych słodyczy. W moim domu cukierki ciągle wysypują się z każdej szafki - śmieje się "Pudzian". - Po prostu zupełnie zmieniłem rodzaj treningu. Zamiast przerzucać godzinami tony żelastwa, postawiłem na intensywne ćwiczenia kondycji. I waga sama spada, teraz ważę 127 kg.

Codziennie skacze po 15 minut bez przerwy na skakance.

- Na początku potrafiłem wytrzymać najwyżej minutę. A teraz? Kwadrans ze skakanką to dla mnie spacerek - opowiada Mariusz. - Do tego biegam 3 razy w tygodniu po 5 kilometrów. Treningi bokserskie też robią swoje. Po każdym 3 komplety strojów są tak przemoczone, jakby były z pralki wyjęte.

Masa mięśniowa "Pudziana" maleje z dnia na dzień.

- Obwód bicepsa zmalał przez 2 miesiące z 56 do 53 centymetrów, klatka piersiowa ze 148 do 140 cm, udo z 81 do 74 cm, pas z 96 do 90 cm - wylicza Pudzianowski.

Eksperci przewidywali, że przy tak dużej masie Mariusz może nie wytrzymać wysiłku kondycyjnie.

- Wiedziałem o tym doskonale, więc odpowiednio się przygotowałem. Teraz trwające 5 minut sparingi wytrzymuję bez problemu, a walka potrwa pewnie krócej - zdradza strongman. - Mam tylko jedno zmartwienie: jestem tak naładowany energią, że mogę zrobić Najmanowi straszną krzywdę. Na treningach uważam, żeby nikomu nic się nie stało, ale mimo to jednemu chłopakowi uszkodziłem żebra, a drugiemu pękła noga. A z Najmanem pójdę na całość...

Źródło: Super Express

Kategoria: News
czwartek, 03 grudzień 2009 17:10

Wściekły Najman: Saleta i reszta patałachów

Kibice ostrzą sobie zęby na zbliżający się pojedynek Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem. W środowisku KSW pojawiły się jednak głosy, że pięściarz wycofa się z walki symulując kontuzję. - Kibice na 100 procent zobaczą mnie w ringu - ripostuje Najman.

Aby wyjaśnić sprawę redakcja serwisu boxingnews.pl skontaktowała się z bokserem. Ten wyjaśnił, że za zamieszaniem stoi...Przemysław Saleta.

- Takie rewelacje może wymyślać tylko Saleta, który ma do mnie osobiste urazy. Dziwię się, że tak wielu ludzi daje wiarę takim rewelacjom. Samo twierdzenie, że coś takiego mogłoby się zdarzyć jest po prostu śmieszne - denerwuje się Najman.

Pięściarz dodał, że walka odbędzie się, nawet jeśli miałby walczyć ze złamaną nogą. - Jestem człowiekiem odważnym, kibice na 100 procent zobaczą mnie w ringu. Nie mogę dać wam gwarancji, że tą walkę wygram, ale gwarantuję, że do tej walki przystąpię - dodaje Najman. 30-letni bokser zapewnia, że nie boi się silnego jak tur Pudzianowskiego. - Saleta i reszta patałachów nie może mierzyć wszystkich swoją miarą. To, że 3/4 populacji to tchórze to jest fakt. Ja należę jednak do tej 1/4 ludzi odważnych i honorowych. Jednego nie można mi zarzucić, braku ambicji i braku woli walki - zakończył rozmowę z boxingnews.pl.

Walka "Pudziana" z "El Testosteronem" będzie głównym wydarzeniem 12 edycji Konfrontacji Sztuk Walki, która odbędzie się już 11 grudnia na warszawskim Torwarze.

Kategoria: News

Na początku wielu pukało się w czoło i uśmiechało ironicznie pod nosem. Jednak im bliżej pojedynku, tym większe zainteresowanie. Także za Oceanem.

Za tydzień w piątek wyjdą na ring. Tysiące kibiców nie mogą się już doczekać tego momentu. Wielu kilkanaście dni temu jeszcze mówiło, że to cyrk i błazenada. Zmienili zdanie. I słusznie. Choć panowie nie mają w MMA żadnego doświadczenia, to i tak zapowiada się niezła jatka.

Mariusz Pudzianowski i Marcin Najman mówiąc delikatnie nie przepadają za sobą. Tym bardziej ciekawie zapowiada się ich walka. Zdają sobie z tego sprawę także w USA. A Ameryka to przecież mekka MMA. Najbardziej prestiżowy i znany portal, który zajmuje się za Oceanem tym sportem - www.sherdog.com - wybrał właśnie dziesięć najbardziej oczekiwanych bijatyk grudnia. W zestawieniu znalazło się także starcie „Dominatora” z „El Testosteronem”. I to na wysokim drugim miejscu! To niesamowite wyróżnienie i dla samych zawodników. Wyróżnienie i także reklama. W Polsce wszyscy wiedzą o tej walce - teraz dowiedzą się i w USA.

Super! Tłumacząc, czemu taki, a nie inny wybór, dziennikarze z „Sherdoga” głównie skupili się na Pudzianowskim. Przypominają, że Pudzian to nie tylko sportowiec, ale i gwiazda show-biznesu. Że śpiewa razem z bratem, że brał udział w „Tańcu z Gwiazdami”. Zaznaczają, że ma dużo doświadczenie także w sportach walki (lata spędzone na treningach karate), i że ta walka może sprawić, że MMA stanie się w Polsce dużo bardziej popularne.

Jesteście zaskoczeni zainteresowaniem Amerykanów tą walką?

---sportfan---

Kategoria: News

Nie stoczył jeszcze choćby jednej walki, a już dzwonią i zapraszają go do siebie. „Dominator” ma jednak głowę na karku. Wie, że wcześniej musi się sporo nauczyć.

Na ten debiut czekają kibice nie tylko w Polsce. Choć nie wiadomo, co pokaże w ringu, na pewno będzie ciekawie. Na razie wiemy tyle, że na treningach połamał kości swoim sparingpartnerom. Mariusz Pudzianowski to samo zrobi z Marcinem Najmanem?

Pożyjemy, zobaczymy.

Walka już 11 grudnia na warszawskim Torwarze. Ci, którzy chcieliby zobaczyć ten pojedynek, a nie mają biletu, mogą zapomnieć o wejściówce! Te rozeszły się w iście ekspresowym tempie. Na szczęście zostaje jeszcze transmisja w telewizji. Chętnych znajdzie się wielu. Także za oceanem. Okazuje się bowiem, że Pudzianowski dostał kilka ofert z zagranicy. Dzwonili z USA, Japonii, Anglii.

Miło, ale ja na razie nigdzie się nie wybieram. Wiem, w jakim jestem miejscu. Wszystko w swoim czasie - zdradza w rozmowie ze Sportfanem.

Takie podejściem nam się podoba. Jak dodaje „Dominator”, na Zachód na razie się nie pcha. Chce zostać najlepszym w Polsce. Później przyjdzie czas na podbijanie świata. A że jest konsekwentny, nie raz już nam udowodnił.

Jak zaczynałem zmagania w siłaczach, też przecież od razu nie pojechałem na mistrzostwa świata. Na początek własne podwórko, później można szaleć - zaznacza.

Propozycje z USA nas w ogóle nie dziwią. Dla Amerykanów Pudzianowski to byłby bardzo łakomy kąsek. Medialny, z nazwiskiem - wręcz ideał. Na razie jednak muszą uzbroić się w cierpliwość.

Ludzie w następny piątek ocenią, czy się do tego nadaję. Ja jestem o siebie spokojny - kończy Pudzianowski. Na razie jednak trzeba pokonać Najmana. Później będzie można myśleć, co dalej.

Jak widać - na brak propozycji „Dominator” na pewno nie będzie narzekać.

-----sportfan inf0-----

Kategoria: News

Jego rywal niech drży - na treningach najsilniejszy człowiek świata szaleje. Dysponuje wręcz niesamowitą siłą. Przekonali się o tym...

Mariusz Pudzianowski to pięciokrotny mistrz świata siłaczy. Wrażenia na nim nie robią więc nawet olbrzymie pasażerskie samoloty - jak trzeba to i je potrafi przeciągnąć. Już niedługo zadebiutuje w MMA. Wykorzysta tam swoją siłę?

Wiele wskazuje na to, że tak. A wtedy Marcin Najman, jego przeciwnik, będzie w poważnych tarapatach. Bardzo poważnych. Przekonali się o tym na własnej skórze sparingpartnerzy i zarazem trenerzy Pudzianowskiego - Radosław Roszkiewcz i Mirosław Okniński.

Co się stało?
Podczas sparingów, pierwszemu z nich Pudzian złamał dwa żebra, drugiemu kość strzałkową lewej nogi. SZOK! To już nie jest „Dominator”, to jest „Niszczyciel”! - nie ma złudzeń w rozmowie ze Sportfanem Okniński.

Dochodzi do tego, że nikt nie ma ochoty sparować z Pudzianowskim. Po prostu... boją się o życie. Jak już się któryś zdecyduje, mówi tylko: „ale proszę, lekko”. Mariusz to King Kong - dodaje trener. Lekarze Oknińskiemu chcą włożyć nogę w gips. Choć trener broni się przed tym rękami i nogami, raczej tego nie uniknie. A wtedy do narożnika podczas walki wejdzie o kulach. Nie ma lekko na treningach, nie ma.

Ale to Najman niech się martwi. Mariusz dysponuje bowiem MEGAsiłą. Kibice Pudzianowskiego tym bardziej nie mogą się już doczekać jego debiutu. Ciekawe co na te wszystkie rewelacje sam Najman. Popularny „El Testosteron” skupił się na obrzucaniu rywala błotem. Jak widać, lepiej jednak nie denerwować „Dominatora”.

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW