"Pudzian" nie potrzebuje Oliwy i Najmana

Mariusz Pudzianowski jeszcze nigdy nie był tak popularny. "Pudzian" wiele osiągnął jako strongman, szerszej publice dał się poznać jako tancerz, ale największą uwagę narodu skupił debiut najsilniejszego człowieka świata na zawodowym ringu.

Jako siłacz Mariusz zdobył wszystkie laury, jakie tylko mógł. Pięciokrotny mistrz świata, sześciokrotny mistrz Europy, trzykrotnie drużynowy mistrz świata par - to tylko najważniejsze dokonania "Pudziana" w zawodach strongman.

- Kiedyś założyłem sobie, że pięć razy zostanę mistrzem świata. Udało mi się to osiągnąć. Pora na nowe wyzwania - przyznał przed paroma miesiącami, kiedy dość nieoczekiwanie zdecydował się na podpisanie kontraktu z federacją KSW, organizatorem gal MMA.

Do grudniowej walki z Marcinem Najmanem trenował na pełnych obrotach. Zaczął nawet regularnie biegać, co wcześniej rzadko mu się przytrafiało, a w sportach walki jest codziennością. - Na początku miałem problem z krótkimi dystansami, teraz bez problemu biegam po pięć kilometrów - zdradza "Pudzian". Oprócz joggingu ćwiczył walkę w stójce i parterze, a także chodził na siłownie, ale musiał ją odstawić, żeby zgubić nadmiar kilogramów (w lecie ważył 147 kilogramów, teraz o 25 kg mniej).

O tym, jak ciężko pracował niech świadczą...kontuzje sparingpartnerów. Media donosiły o obitych żebrach, a także złamanej nodze jednego ze śmiałków, który nie bał się trenować z Mariuszem. Wreszcie o sile ciosów siłacza przekonał się Najman, który aż podskakiwał w ringu po kolejnych kopniakach rywala. "Pudzian" wkładał w nie tak dużą siłę, że sam nabawił się sporych siniaków, które jeszcze kilkanaście dni po walce były widoczne wokół kości piszczelowej.

Po udanym debiucie w MMA (na pokonanie "El Testosterona" Mariusz potrzebował 44 sekund) najsilniejszy człowiek świata zadeklarował gotowość walki o mistrzowski tytuł, bo jak sam podkreśla jak się za coś bierze, to na poważnie. "Pudzian" zdaje sobie jednak sprawę ze swoich słabości i chce jeszcze sporo potrenować, zanim zmierzy się z tuzami wagi ciężkiej, takimi jak: Fedor Emelianenko, Brock Lesnar czy Antonio Rodrigo Nogueira.

Mariusza czekają teraz coraz mocniejsi rywale. Kto będzie następnym? To jeden z głównych tematów mediów sportowych ostatnich dni. Podsuwane są m.in. kandydatury Krzysztofa Oliwy, Marcina Najmana (rewanż) i brata Fedor Emelianenko - Aleksandra.

Ten ostatni nie kryje, że chciałby walczyć z "Pudzianem" i wcale nie stałby na straconej pozycji. - Mógłbym go znokautować, albo poddać przez duszenie bądź dźwignie jeśli sprowadziłby walkę do parteru. Mam ogromne doświadczenie w potyczkach z tak dużymi i silnymi zawodnikami - mówi Aleksander cytowany przez sporty-walki.org.

Młodszy z braci Emelianenko to z pewnością najtrudniejszy z wymienionych rywali, ale i jedyny, który może pomóc Mariuszowi w dalszym rozwoju kariery. Druga walka z Najmanem nie zmieniłaby pozycji "Pudziana" w świecie MMA, a starcie z Oliwą jest z góry skazane jedynie na sukces medialny, a Pudzianowskiego interesuje przede wszystkim ten sportowy.

28-letni Rosjanin wygrał 15 z 18 stoczonych walk. Patent na niego znaleźli jedynie utytułowani zawodnicy, tacy jak: Mirko Filipovic, Josh Barnett i Fabricio Werdum. Z kolei wśród zawodników, których Emelianenko pokonał znajduje się m.in. kuszony przez KSW kontraktem Paweł Nastula. Wkrótce przekonamy się, czy piekielnie groźny Rosjanin będzie kolejnym rywalem "Pudziana".

Źródło: WP.pl, Dariusz Jaroń

Oceń wpis: 
(0 głosów)

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW