Po trzech miesiącach w USA pod okiem najlepszych specjalistów wrócił do kraju Mariusz Pudzianowski. W sobotę w Łodzi na gali KSW 17 ponownie zmierzy się Jamesem Thompsonem. Gadu-Gadu.pl zapytało o przygotowania

Mariusz Pudzianowski: W bardzo ciepłym miejscu. Nie żałuję niczego, to były najlepsze trzy miesiące treningów MMA jakie można sobie wymarzyć. Najlepsi z najlepszych, nic tylko uczyć się. USA to mekka MMA, trafiłem pod naprawdę dobre skrzydła. Przekonacie się już w sobotę!

Zobacz też: Thompson o Pudzianie: Dowiem się gdzie mieszka i zabiję go

GG: Przygotowałeś coś ekstra dla kibiców?

MP: Oczywiście. Nie zdradzę co, ale wszyscy będziecie w szoku. A zwłaszcza Thompson. Nie wiem czy wygram, czy przegram, to przecież tylko sport, ale fizycznie, psychicznie i taktycznie jestem przygotowany najlepiej w karierze.

GG: Z miesiąca na miesiąc jest coraz mniej Pudziana. Dieta cud?

MP: MMA to nie zawody siłaczy, musiałem przerobić dosłownie wszystko. Pudzian był kiedyś wielki, teraz jest już mniejszy, ale trzeba się było pozbyć tych kilogramów. Jak skończyłem z dźwiganiem żelastwa ważyłem 145 kg, teraz jest 30 kg mniej. A diety żadnej w USA nie było - po prostu hardkorowy trening. Padałem wiele razy na kolana, było cholernie ciężko.

GG: Dwa razy w MMA przegrałeś z kondycją i teraz na każdym kroku powtarzasz, że trzeciej takiej wpadki już sobie nie wybaczysz.

MP: Wiem, że jeszcze nie raz dostanę po głowię, wiem, że jeszcze wielu jest lepszych ode mnie, ale kondycyjnie nie mam prawa już przegrać, po prostu to się nie może wydarzyć. Nie po to harowałem jak szalony w USA, by teraz po trzech minutach odcięło mi prąd.

GG: Thompson na oficjalnej stronie KSW przyznał, że jak przegra, to znajdzie Twój dom i zabije Cię we śnie. Co ty na to?

MP: Mam nadzieję, że będzie musiał mnie szukać, bo to będzie oznaczać, że to ja wygrałem. Śmieszą mnie tego jego uszczypliwe żarty. Poza ringiem mogą być śmiechy, ale między linami to będzie mój wróg numer jeden.

GG: Bez względu na wynik wracasz do USA trenować?

MP: Tak. W styczniu wylatuję do USA, tym razem na znacznie dłużej. Tylko tam mogę nauczyć się MMA. Obiecuję, że nawet w przypadku porażki kariery nie zakończę, to nie byłoby w moim stylu. W mojej głowie jest teraz tylko sobotnia walka oraz późniejsza praca, praca i jeszcze raz praca!

żródło:gadu-gadu.pl

 

Kategoria: News

O przyszłości w MMA "Dominatora" wypowiedział się jeden z szefów KSW. Na pewno będą kolejne walki, ale wynik potyczki z „Kolosem” będzie miał fundamentalne znaczenie!

Już tylko dwa dni pozostały do KSW 17, która odbędzie się w łódzkiej Atlas Arenie. W sobotę zobaczymy wiele interesujących walk, ale oczywiście najwięcej emocji budzi pojedynek Mariusza Pudzianowskiego z Jamesem Thompsonem.

Kibice czekają z niecierpliwością na to, co pokaże w ringu były strongman,który przez trzy miesiące przygotowywał się do walki z Brytyjczykiem w kolebce MMA - Stanach Zjednoczonych.

O przyszłości Pudziana we wszechstylowej walce wręcz mówi na łamach serwisu Eurosport.pl szef KSW Martin Lewandowski.

Okazuje się, że pojedynek z „Kolosem” nie jest dla Pudzianowskiego tym z gatunku „być albo nie być”. Ale będzie miał ogromne znaczenie dla kariery Polaka. Z tego powodu Lewandowski nie bierze pod uwagę porażki byłego strongmana. Zobaczmy.

W przyszłym roku chcemy podpisać (z Pudzianowskim - przyp. red.) nową umowę, na trzy-cztery walki. Dla nas istotne jest to, żeby zawodnicy, którzy dostają kupę kasy walczyli jak najlepiej i z jak najlepszymi przeciwnikami. Mariusz musi pokonać Thompsona. Nie widzę innego wyjścia. Jeśli przegra, to trzeba będzie mu ściągnąć kogoś trochę słabszego. Ale jaka to będzie atrakcja? (...) Zwycięstwo z Thompsonem spowoduje, że będzie miał mocniejszych rywali, jak każdy inny z naszych zawodników - zdradził Lewandowski w rozmowie z Eurosport.pl.


Lewandowski stwierdził też, że wynik walki z „Kolosem” wpłynie na wysokość przyszłego kontraktu Pudzianowskiego.

Wynik może zadecydować tylko o finansach.Mariusz deklaruje, że chce walczyć dla nas, w Polsce. W Stanach Zjednoczonych, gdzie trenował, pewnie nie próżnował i również rozglądał się po rynku. Może będzie również walczył w Ameryce. On musi zadać sobie pytanie, czy to, ile wysiłku włożył w przygotowania, w zupełności wystarczy i czy nadaje się na zawodnika MMA. Gdyby przegrał jeszcze trzy walki, to byłaby deklasacja i zapewne by zrezygnował. Kiedy ktoś wygrywał niemal przez cały czas w innej dyscyplinie, nie lubi porażek. Zawsze był mistrzem i ciężko zaakceptować przegraną - ocenił szef KSW.

źródło: sportfan.pl

Kategoria: News

"Dominatorowi" sporo się dostało od polskich fanów MMA po klęsce z powodu słabej kondycji w pierwszej walce z Thompsonem.

Emocje przed rewanżowym starciem Mariusza Pudzianowskiego z Jamesem Thompsonem sięgają zenitu! Dla byłego strongmena będzie to okazja do udowodnienia tym, którzy go skreślili, że może coś w MMA jeszcze osiągnąć.

Tych negatywnych komentarzy pod jego adresem namnożyło się w internecie zwłaszcza po ostatniej porażce z brytyjskim fighterem. Jak je odbiera?

Tak samo było z Adamkiem. Wszyscy go nosili na rękach, a po porażce z Kliczką nagle ci sami zaczęli po nim jechać w necie, że jest do niczego. Nie ma co się tymi ludźmi przejmować. Kij im w oko! - mówi na łamach "Super Expressu".

Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że Pudzian zeszczuplał dzięki ostrym treningom w USA i współpracy ze znanym dietetykiem Mike'm Dolce. Jak zapewnia, jest w życiowej formie i nie ma szans, żeby przegrał z powodu braku kondycji.


Tylko Thompson jest innego zdania. W wywiadzie dla gadu-gadu.pl przyznaje otwarcie, że organizmu nie da się oszukać i Pudzianowski w końcu się zmęczy.

Mariuszowi wcześniej czy później ponownie zabraknie mu tlenu, zobaczycie. Nie da się tak łatwo przestawić z jednego sportu na drugi, bez względu na liczbę treningów i specjalistów dookoła - wyjaśnia.

O tym, kto będzie miał rację, przyjdzie kibicom przekonać się podczas walki wieczoru na gali KSW 17, która w sobotę 26 listopada odbędzie się w łódzkiej Atlas Arenie. Na kogo stawiacie

źródło: sportfan.pl

Kategoria: News

Zdjęcia z ważenia - autorstwa portalu mmarocks.pl - obejrzeć można.

 

Mariusz Pudzianowski i James Thompson stanęli już na wadze przed rewanżową walką, która obędzie się w sobotę na gali KSW17. W przypadku angielskiego "Kolosa" waga wskazała ponad 125 kg, zaś aktualna waga "Pudziana" to równe 116 kg.

 

 

Oficjalna ceremonia ważenia w klubie Elektrownia na terenie łódzkiej Manufaktury przebiegła bez "komplikacji" dla bohaterów sobotniego wieczoru. Zawodnicy solidnie przepracowali okres przygotowawczy i dlatego żaden z nich nie musiał w ekspresowym tempie zbijać wagi do wymaganego limitu. Jedynie Matt Horwich przekroczył limit wagowy (84 kg) o dwieście gramów, jednak jego rywal - Michał Materla nie zgłosił pretensji.

Najwięcej emocji wzbudzała oczywiście mała konfrontacja na wadze głównych bohaterów wieczoru - Mariusza Pudzianowskiego i Jamesa Thompsona. Anglik w walce wieczoru będzie miał niemałą przewagę masy na Pudzianowskim. W trakcie ceremonii "Kolos" ważył dokładnie 125,3 kg. "Pudzian" "wniósł" na wagę o wiele mniej, bo dokładnie 116 kg.

Problemów z wagą nie mieli również bohaterowie drugiej walki wieczoru, która została zakontraktowana w limicie do 85 kg. Mamed Khalidov ważył dokładnie 85 kg, zaś jego rywal Amerykanin Jesse Taylor 84,1 kg.

 

Karta walk i oficjalne wyniki ważenia:
Aslambek Saidov 77,0 kg - Rafał Moks 76,6 kg
Antoni Chmielewski 84,0 kg- James Zikić 83,7 kg
Maciej Jewtuszko 70,1 kg- Artur Sowinski 70,1 kg
Matt Horwich 84,2 kg- Michał Materla 84,0 kg
Thierry Sokoudjou 93,0 kg- Jan Błachowicz 93,0 kg
Mariusz Pudzianowski 116 kg - James Thomspon 125,3 kg
Mamed Khalidov 85,0 kg - Jesse Taylor 84,1 kg



z Łodzi - Artur Mazur, Wirtualna Polska

Kategoria: News

KSW17: zobacz, jak wyglądała ceremonia ważenia

 

W piątek odbyło się oficjalne ważenie przed 17. galą KSW, która odbędzie się w łódzkiej Atlas Arenie. Oto, jak prezentują się zawodnicy:

 

 

Podczas ważenia tylko jeden zawodnik nieznacznie przekroczył limit wagowy. Był nim Amerykanin Matt Horwich. Przekroczył on limit 84 kilogramów o dwieście gramów, jednak jego rywal - Michał Materla nie zgłosił pretensji.

Dużo emocji wzbudziło ważenie Mariusza Pudzianowskiego i Jamesa Thompsona. Okazało się, że rywal "Dominatora" jest o 9,3 kilograma cięższy. Podczas spotkania z kibicami Anglik zapewnił wszystkich kibiców po polsku, że "tanio skóry nie sprzeda".

Oto, jak przebiegało oficjalne ważenie przed 17. KSW, które odbędzie się w sobotę w łódzkiej Atlas Arenie:
http://sport.wp.pl/kat,60960,title,KSW17-zobacz-jak-wygladala-ceremonia-wazenia,wid,14023990,wiadomosc.html?ticaid=1d733

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Pudzianowski dla WP: nadchodzi nowy "Pudzian"

 
W sobotni wieczór na gali KSW17 Mariusz Pudzianowski stoczy swoją 6. walkę w formule MMA. W szczerym wywiadzie dla "Wirtualnej Polski" Pudzianowski opowiedział o katorżniczych przygotowaniach do walki, życiu w Stanach, o fali krytyki jaka spadła na niego po porażce z Jamesem Thompsonem i planach na przyszłość. Zapraszamy do lektury!

Właściwie, to dlaczego zmieniłeś dyscyplinę i zacząłeś swoją przygodę w MMA?

Mariusz Pudzianowski: Tak naprawdę nie robię tego typowo dla pieniędzy, dlatego że gdybym teraz startował w strongmanie, to za każdy start, i nie jest to tajemnicą, dostawałbym po 10, 12 tysięcy euro. Rocznie w strongmanie miałem 30 i więcej startów, to była kwestia tylko chęci. A MMA? To jest dla mnie małe wyzwanie.

 

Nie przyszło Ci do głowy, że miałeś więcej do stracenia niż do zyskania?

Mam bardzo dużo do stracenia, bo odchodząc ze strongmana byłem mistrzem Polski, mistrzem Europy, mistrzem i wicemistrzem świata. Odszedłem, będąc na samym czubku. Trzeba się było szybko na to wszystko przestawić. Wiem, że to wszystko stało się troszeczkę szybko. Po 2 latach treningów wiem, że na to wszystko trochę czasu potrzeba było. Trzeba było zrzucić tę wagę. Co by nie było, jednak sto trzydzieści parę kilogramów "wyżywić" tlenem, to jest nie lada wyczyn. Te wszystkie walki, które miałem do tej pory, to nie były walki z przeciwnikiem tylko ze sobą, ze swoim ciałem. Dzisiaj dopiero mogę powiedzieć, że walczę z przeciwnikiem. Dwie walki przegrałem z powodu braku tlenu i źle rozłożonych sił. Ktoś wtedy mówił, że "Pudzian przegrał, bo nie trenował i nie miał kondycji wcale". To nieprawda! Trenowałem dużo, tylko nie można było pewnych granic przekroczyć. Dopiero teraz te bariery zacząłem przekraczać, ale na to potrzeba było czasu, a ja tego czasu nie miałem. Bo wszyscy wołali: "do przodu, dawaj Pudzian, dawaj".

 

Zacząłeś przygodę z MMA jako laik, ale niewiele osób sobie z tego zdawało sprawę i widziało w tobie mistrza. Później pojawiły się uwagi pod twoim adresem. Nie bolało cię, że nikt ci tego czasu nie dał?

Ci, co się trochę interesują sportem, to wiedzą, co to znaczy. Gdybym przyszedł z boksu do MMA, z judo czy zapasów do MMA, to byłoby inaczej. A ja przyszedłem do MMA z zupełnie innej dyscypliny. Co podnoszenie ciężarów ma związanego ze sportami walki?

 

Czy po tych dwóch porażkach, stając przed lustrem, nie miałeś takich myśli: "Pudzian, zostaw to w cholerę, bo trwonisz swoją legendę".

Nie. Tamten etap w moim życiu jest już zamknięty. Tamtego "Pudziana" już nie ma. Dzisiaj ludzie na ulicy podchodzą do mnie i mówią: "pan jest podobny do Pudziana, ale tamten to taki duży był". A ja im odpowiadam żartem: ”bo ja jestem jego młodszym bratem”.

 

Długo myślałeś o tych porażkach? Długo je analizowałeś?

Tam nie było czego analizować. Zadawałem sobie tylko pytanie, gdzie jest błąd. Trenuję, zasuwam, mało na kolana nie padnę, a kondycji nie ma.

 

Możemy liczyć, że ten nowy "Pudzian" w mocnym stylu się przedstawi kibicom?

Już teraz wiem, że trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Ale już niżej spaść nie można. Gorzej jak było, już nie może być. Teraz może być już tylko lepiej. Teraz muszę się podnosić i krok po kroku piąć się w górę. Wiem, jak to trzeba robić. Wiem, co trzeba robić, jak rozkładać siłę. To są podstawy. Jak sędzia mówi "Ready? Fight", to ja już nie wyskakuję, jakbym miał biec na "sześćdziesiątkę". Jak teraz sędzia spyta, czy jestem gotowy, to ja się przygotuję jak na bieg maratoński. To jest właśnie to czego wcześniej nie potrafiłem zrozumieć.

 

Czy teraz, po tygodniach treningów w American Top Team, jesteś zaskoczony swoją formą?

Jestem zaskoczony tym, co teraz się dzieje. Podczas treningów, nawet jak miałem sparingi, to nie miałem nawet chwili odpoczynku. W poniedziałek miałem ciężki trening, we wtorek o godzinie 10 miałem ciężki trening jiu-jitsu przez półtorej godziny, a dwie godziny później miałem sparing. Po tych sześciu tygodniach ostrych treningów, gdzie nie było chwili przerwy, zaczęły się sparingi a ja mówię: "nie dość, że ja ledwo chodzę po tych trzech treningach dziennie, to oni mi jeszcze sparing dają". Tak dawali po kościach, że ręce mi opadały, nie mogłem ich w górze trzymać. Wychodzę po tych treningach na sparing, a po dwóch minutach mi te ręce wiszą. Na koniec dopiero, kiedy zacząłem łapać świeżość, to te ręce były w górze. Po tych sparingach nie wiedziałem, co będzie, ale oni mnie utwierdzali w przekonaniu, że będzie dobrze. Nawet wczoraj, jak robiłem treningi, to byłem zaskoczony.

 

To jaki cel sobie stawia nowy "Pudzian" w MMA?

Przede wszystkim chcę sobie przez rok ostro potrenować. Właśnie tam, w Stanach. Od stycznia tam już wracam na wiele dłużej.

 

Słyszeliśmy, że lubisz trenować w Stanach, bo tam masz spokój. Nikt nie wchodzi z aparatem, nikt nie nagrywa.

Zgadza się. Tam wchodzę na trening i nikt nie robi mi zdjęć, nikt filmików nie kręci. Jak idę na trening to po to, żeby się uczyć. Na treningu popełnia się błędy. A jak w Polsce wchodziłem na salę, to stało dwudziestu gapiów i się nakręcali: "rękę opuścił", "nogę źle ustawił", "do czego on się nadaje", "po co on to robi". Nie powiem, co bym z takimi "łosiami" zrobił! Jeśli bym był takim "miszczem" i wirtuozem, to bym nie chodził na ten trening, Ja tam idę po to, żeby się uczyć. Teraz co poniektórzy opowiadają: "laliśmy Pudzianowskiego, jak chcieliśmy". W Stanach jest inaczej.

 

A ludzie cię tam na treningach rozpoznawali?

Tak, ale traktowali mnie, jak każdego innego.

 

Zwykli ludzie też cię rozpoznawali na ulicy?

Ameryka jest niemal dziesięć razy większa niż Polska - u nas mieszka 40 milionów ludzi, a tam ponad 300. Tam mistrzów futbolu, boksu, koszykówki jest na pęczki. Oczywiście zdarzało się, że ludzie mnie rozpoznawali, ale tam mogłem sobie koszulkę na ramiączkach założyć, spodenki krótkie, klapki i nikt na to uwagi nie zwracał. W talerz też mi nikt nie zaglądał.

 

Jak się czujesz po powrocie? Zaaklimatyzowałeś się już?

Już tak, ale w środę był jakiś koszmar. Ledwo co na nogach stałem, dosłownie śnięty byłem. Niby się spać chciało, ale zasnąć nie mogłem. Dziś(w piątek, przyp. red) dochodzę już do siebie. Jest dobrze.

 

Porozmawiajmy o Thompsonie. Po porażce z nim nie wyszedłeś się spotkać z nami, dziennikarzami i to obrosło różnymi mitami. Mówiono, że byłeś w szpitalu. Co właściwie się działo?

Ja nie miałem siły, żeby wyjść! Ja w tej walce poszedłem na całość i dałem wszystko co natura mi dała. Nie miałem siły ustać i powiedziałem chłopakom: "chodźcie, wyprowadzajcie mnie stąd, bo ja się zaraz przewrócę". To nie jest tak, że miałem wszystkich w nosie i nie wyszedłem. Chłopaki doprowadzili mnie do szatni, tam usiadłem i nie miałem siły wstać.

 

Teraz też pójdziesz na całość? Od początku dasz tyle, ile "fabryka dała"?

Nie, nie. Możecie być pewni, że tego nie będzie, ale nie pytajcie mnie dzisiaj o plan. W sobotę wywiad się ukaże, ktoś go Thompsonowi przetłumaczy. Dzisiaj wam nie odpowiem na to pytanie.

 

Po tej walce z Thompsonem spadła na ciebie fala krytyki, ale paradoksalnie to była chyba twoja najlepsza walka. Pochwalił cię sam Alistair Overeem.

On wie, co to znaczy trenować sporty walki i zmienić dyscyplinę.

 

W tej walce z Anglikiem w końcu zadawałeś ciosy. Kto się przyczynił do tego postępu w technikach bokserskich?

W Polsce mam jedną osobę, która szkoli mnie pod kątem boksu. Już rok trenujemy. W Stanach też trenowałem techniki bokserskie. Ja sam zaczynam powoli dostrzegać, że to wszystko zaczyna "trybić".

 

Thompson spotykając się w piątek z polskimi kibicami, parodiował cię słynnym powiedzonkiem "tanio skóry nie sprzedam". Co będzie musiał powiedzieć po polsku po tej sobotniej walce?

Jeżeli przegra tę walkę ze mną, to będzie musiał mówić "oj, boli, boli bardzo" (śmiech).

 

James jest od ciebie o wiele cięższy. Po ważeniu widzieliśmy, jak objadał się ciastkami. Nie obawiasz się tej jego masy?

Waży ode mnie z piętnaście kilogramów więcej, bo wiem, że zbijał wagę. Ważę 116 kilogramów i to jest moja naturalna waga teraz. A tego 130 kilogramów szybkości na pewno mu nie doda. Ja też miałem siłę i na pewno nie taką jak on. Miałem pięć razy większą siłę. Tylko dlaczego jej nie wykorzystywałem? W martwym ciągu brałem po 400 kilogramów i jakoś tej siły nie potrafiłem wykorzystać. Tę siłę, którą się ma wykorzystuje się przez minutę, a gdzie następne dziewięć?

 

Co po walce z Thompsonem? Rozważałeś scenariusze?

Różnie może być, bo to jest sport. Mogę przegrać, mogę wygrać. Jedno po walce jest pewne - chcę wrócić do treningów.

rozmawiali w Łodzi – Artur Mazur i Przemysław Dubiński, Wirtualna Polska

 

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski po dramatycznej i emocjonującej walce pokonał na gali KSW 17: czas zemsty w łódzkiej Atlas Arenie Anglika Jamesa Thompsona. To była zdecydowanie najlepsza walka "Dominatora" w MMA!

W maju tego roku na gali KSW 16 "Pudzian" przegrał z Thompsonem przez poddanie w drugiej rundzie. W pierwszym starciu pięciokrotny mistrz świata siłaczy był bardzo bliski pokonania Anglika przez nokaut, ale nie zdołał wykończyć przeciwnika, a kiedy opadł z sił był bez szans w starciu z bardzo doświadczonym przeciwnikiem.

Przed rewanżowym starciem "Dominator" ostro wziął się za siebie. Podjął współpracę ze specjalistą od diety Mike'em Dolce i wyjechał trenować do USA, do słynnej ekipy American Top Team. Do walki na KSW 17 przystępował ważąc zaledwie 116 kilogramów i tym razem miało mu starczyć sił na pełne dwie rundy.

Sęk w tym, że Thompson również wziął się za siebie i w pierwszej rundzie było to widoczne. Kiedy walka się rozpoczęła, Pudzian był bardzo spokojny. Chyba trochę za spokojny i szybko został obalony przez cięższego o blisko 10 kilogramów przeciwnika. Były strong man całkiem nieźle się bronił, ale do stójki zawodnicy wrócili dopiero po trzech minutach.

W końcowej fazie rundy Pudzianowski starał się zadawać celne ciosy na głowę Thompsona i rozbijać jego nogę wykroczną niskimi kopnięciami. Jednak na kilkanaście sekund przed końcem Anglik znów przewrócił Polaka i zasypał go ciosami młotkowymi. Mocno zaznaczył finisz tego starcia i to on wygrał rundę numer 1.

Drugą rundę Pudzian zaczął od mocnego ciosu na szczękę "Kolosa", który na chwilę zamroczył Anglika. Thompson szybko się jednak otrząsnął i po chwili dosiadł polskiego wojownika, zalewając go krwią ze swojego rozbitego nosa.

Thompson znów długo nie pozwalał Pudzianowskiemu uwolnić się. Sekundy upływały, a czasu dla Polaka na odwrócenie losów walki było coraz mniej. Jego rywal opadał z sił, ale sędzia dopiero na 70 sekund przed końcem podniósł walkę do stójki. W końcówce rundy "Dominator" zadał rywalowi wiele silny ciosów w głowę, na sekundy przed końcem Anglikowi z ust wypadł ochraniacz na zęby, ale "Kolos" dotrwał do kończącego rundę gongu.

Choć wydawało się, że przez większą część walki dominował Thompson, to jednak mocne zakończenie drugiej rundy i większe "zniszczenia" na twarzy Anglika sprawiły, że zwycięzcą pojedynku ogłoszono Mariusza Pudzianowskiego!

Kategoria: News
niedziela, 27 listopad 2011 00:00

KSW 17: "Pudzian" zrewanżował się "Kolosowi"!

Mariusz Pudzianowski po dramatycznej i emocjonującej walce pokonał na gali KSW 17: czas zemsty w łódzkiej Atlas Arenie Anglika Jamesa Thompsona. To była zdecydowanie najlepsza walka "Dominatora" w MMA!

W maju tego roku na gali KSW 16 "Pudzian" przegrał z Thompsonem przez poddanie w drugiej rundzie. W pierwszym starciu pięciokrotny mistrz świata siłaczy był bardzo bliski pokonania Anglika przez nokaut, ale nie zdołał wykończyć przeciwnika, a kiedy opadł z sił był bez szans w starciu z bardzo doświadczonym przeciwnikiem.

Przed rewanżowym starciem "Dominator" ostro wziął się za siebie. Podjął współpracę ze specjalistą od diety Mike'em Dolce i wyjechał trenować do USA, do słynnej ekipy American Top Team. Do walki na KSW 17 przystępował ważąc zaledwie 116 kilogramów i tym razem miało mu starczyć sił na pełne dwie rundy.

Sęk w tym, że Thompson również wziął się za siebie i w pierwszej rundzie było to widoczne. Kiedy walka się rozpoczęła, Pudzian był bardzo spokojny. Chyba trochę za spokojny i szybko został obalony przez cięższego o blisko 10 kilogramów przeciwnika. Były strong man całkiem nieźle się bronił, ale do stójki zawodnicy wrócili dopiero po trzech minutach.

W końcowej fazie rundy Pudzianowski starał się zadawać celne ciosy na głowę Thompsona i rozbijać jego nogę wykroczną niskimi kopnięciami. Jednak na kilkanaście sekund przed końcem Anglik znów przewrócił Polaka i zasypał go ciosami młotkowymi. Mocno zaznaczył finisz tego starcia i to on wygrał rundę numer 1.

Drugą rundę Pudzian zaczął od mocnego ciosu na szczękę "Kolosa", który na chwilę zamroczył Anglika. Thompson szybko się jednak otrząsnął i po chwili dosiadł polskiego wojownika, zalewając go krwią ze swojego rozbitego nosa.

Thompson znów długo nie pozwalał Pudzianowskiemu uwolnić się. Sekundy upływały, a czasu dla Polaka na odwrócenie losów walki było coraz mniej. Jego rywal opadał z sił, ale sędzia dopiero na 70 sekund przed końcem podniósł walkę do stójki. W końcówce rundy "Dominator" zadał rywalowi wiele silny ciosów w głowę, na sekundy przed końcem Anglikowi z ust wypadł ochraniacz na zęby, ale "Kolos" dotrwał do kończącego rundę gongu.

Choć wydawało się, że przez większą część walki dominował Thompson, to jednak mocne zakończenie drugiej rundy i większe "zniszczenia" na twarzy Anglika sprawiły, że zwycięzcą pojedynku ogłoszono Mariusza Pudzianowskiego!

źródło:wp.pl

Kategoria: News
niedziela, 27 listopad 2011 13:49

Pudzianowski i Chalidow bohaterami "Zemsty"

Mariusz Pudzianowski i Mamed Chalidow to miały być i były gwiazdy wieczoru gali KSW 17 - Zemsta, która odbyła się w sobotnią noc w Atlas Arenie w Łodzi. Obaj zawodnicy wygrali swoje walki, a "Kanibal" zrobił to w iście mistrzowskim stylu.

Tradycyjnie na najważniejsze starcia trzeba było czekać do późnej nocy. Jednak opłaciło się. Mariusz Pudzianowski, który w maju przegrał z Jamesem Thompsonem, tym razem zrewanżował się Brytyjczykowi, pokonując go przed jednogłośną decyzję sędziów. To rozwścieczyło "Kolosa", który zabrał mikrofon prowadzącemu i zaczął kpić z werdyktu sędziowskiego.

- Dziękuje tym, którzy pomogli mi wyjechać do USA, gdzie trenowałem przed tą walką. Dzięki ludziom, którzy ze mną ćwiczyli, którzy mi pomogli, dzięki całemu "Pudzian Team" jestem zwycięzcą walki. "Pudzian Team" górą, Polska górą - powiedział po wygranej Mariusz "Pudzian" Pudzianowski.

- Jestem jeszcze żółtodziobem w tym sporcie. Jeszcze wiele muszę się nauczyć. Ci, którzy spisali mnie na straty po poprzedniej walce, kij im w oko! Ruszam w styczniu za ocean, gdzie dalej będę trenował i szykował się do kolejnych walk. Jeszcze wam pokażę, to jeszcze nie koniec - zapowiedział "Pudzian".

Nie było żadnych wątpliwości co do wyniku walki Mameda Chalidowa. Nasza gwiazda MMA bez większych problemów poradziła sobie z Jesse Taylorem z USA. Amerykanin na początku rzucił się na "Kanibala", ale ten umiejętnie bronił się w parterze, aż w końcu przechwycił nogę rywala i założył efektowną dźwignię na staw kolanowy, natychmiastowo wymuszając poddanie przeciwnika.

- Dziękuję bardzo kibicom. Za wsparcie, które mocno czuję. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w odniesieniu tego zwycięstwa - powiedział po wygranej szczęśliwy Mamed Chalidow.

- "Pudzian" wygrał, wygrali Materla i Błachowicz, to była udana gala, za co dziękuję chłopakom i ludziom, którzy nas wspierali - dodał polski mistrz MMA.

Na wielkie słowa uznania zasłużył także Artur Sowiński. Popularny "Kornik" efektownie znokautował silnym podbródkowym Macieja "Irokeza" Jewtuszkę. Taki wynik był swego rodzaju niespodzianką, ponieważ w roli faworyta do tego starcia przystępował bardziej doświadczony Jewtuszko.

Kategoria: News

- W pierwszej rundzie kibice zaczęli gwizdać, ale ja nie chciałem się podpalać emocjami. Jak już mówiłem - pełna kontrola. Emocjami walczyłem już kilka razy i skończyło się to tym, że w drugiej rundzie po minucie "Pudziana" nie było - powiedział po wygranej walce z Jamesem Thompsonem na gali KSW 17 Mariusz Pudzianowski.

WP.PL: Myślałeś przed tą walką, co będzie jeżeli ją przegrasz?

Mariusz Pudzianowski: Ja po prostu robiłem swoją robotę i nie myślałem, co dalej będzie. Robiłem wszystko tak, żeby tą walkę wygrać.

WP.PL: Będzie trzecia walka z Thompsonem?

M.P: To nie jest ode mnie zależne. Ja cały czas trenuję, trenuję, trenuję i jeszcze raz trenuję. Ci co mówili, że przez trzy miesiące nic nie robiłem przekonali się, że spokojnie mogłem wyjść do ringu i przewalczyć dwie rundy. A gdyby była potrzebna dogrywka to robiłbym to dalej.

WP.PL: Jak z twojego punktu widzenia przebiegała ta walka. Nie brakowało tlenu i kondycji?

M.P: Tlenu w pierwszej rundzie w ogóle mi nie brakowało. Wiedziałem co robię i była nad tym pełna kontrola. Thompson nie mógł mi nic zrobić w parterze. Cały czas klinczowałem i blokowałem go. W drugiej rundzie zacząłem już atakować.

WP.PL: A nie żałujesz tego, że po tym, jak twój cios doszedł do twarzy Thompsona i zachwiał się on na nogach nie skończyłeś tej walki przed czasem?

M.P: Bałem się ryzyka, bo on ma jednak twardą głowę. Widziałem ten moment kiedy dostał lewy , a później prawy i nogi się pod nim ugięły. Bałem się jednak, że jak pójdę na całość i go nie skończę, to będzie tak jak sześć miesięcy temu. To siedziało cały czas w mojej głowie. Mogłem walczyć aktywniej, ale był strach. Byłą decyzja, że nie idę na całość. Rozsądek wziął górę.

Stoczyłem wcześniej pięć walk i zawsze miałem problem z kondycją. Była niepewność, że sił mi znowu zabraknie. To trzeba przełamać, na to trzeba jednak czasu. Oni trenują przez dwadzieścia lat. Ja przyszedłem z innego sportu, zupełnie nie związanego ze sztukami walki i teraz wchodzę w niego po mału. Krok po kroku. Długa droga jeszcze przede mną i dużo pracy.

WP.PL: Thompson zaskoczył cię czymś w tej walce?

M.P: Niczym. Wiedziałem, że będzie chciał sprowadzić walkę do parteru i byłem przygotowany na to.

WP.PL: Po pierwszej rundzie na widowni dało się słyszeć głosy zawodu, że "Pudzian" nie atakuje. Natomiast w rzeczywistości miałeś na tą walkę bardzo precyzyjną taktykę.

M.P: Dokładnie tak było. Od początku pełna kontrola.

WP.PL: Czyli można powiedzieć, że nie pędzisz już jak Ferrari, ale preferujesz bezpieczną jazdę?

M.P: MMA to nie bieg na 60 metrów tylko maraton, który trzeba cały przebiec. Czasem uda się go przyspieszyć i wygrać walkę przed czasem, ale jeszcze brak mi doświadczenia.

WP.PL: Słyszałeś gwizdy kibiców? Zdeprymowało cię to, czy zmotywowało?


M.P: Tak słyszałem. W pierwszej rundzie zaczęli gwizdać, ale ja nie chciałem się podpalać emocjami. Jak już mówiłem - pełna kontrola. Emocjami walczyłem już kilka razy i skończyło się to tym, że w drugiej rundzie po minucie "Pudziana" nie było.

WP.PL: Po tej walce Mamed powiedział, że przegrałeś.

M.P: Nie wiem, nie widziałem tej walki, więc trudno mi się na ten temat wypowiadać.

WP.PL: Po zakończeniu drugiej rundy nie bałeś się, że przegrałeś tą walkę?

M.P: Nie bałem się o to. Jeżeli myślałem o czymś, to że może być dogrywka. Trzy dodatkowe minuty, na które wiedziałem, że w razie czego jestem przygotowany. Sparingi w USA miałem po cztery rundy i wytrzymywałem.

WP.PL: Spodziewasz się fali krytyki po tej walce?

M.P: Powiem może w ten sposób. Przetrwałem z Kawaguchim dwie rundy - krytyka była. Przegrałem z Thompsonem - krytyka była. Czy wygram, czy przegram krytyka będzie. Wygram, powiedzą, że ustawiona walka. A tak na prawdę: kij wam w oko.

WP.PL: A jak odebrałeś zachowanie Thompsona po walce?


M.P: Nie widziałem tego momentu. Doszły mnie słuchy na zapleczu, że były jakieś protesty z jego strony i niesportowe zachowanie.

WP.PL: Jak się czujesz po starciu z Thompsonem?

M.P: Czuję się, jakby nic się mi nie stało.

WP.PL: Nie zmieniłeś swoich planów i wracasz teraz do USA?

M.P: Nic się nie zmieniło. Wracam z powrotem.

WP.PL: Zobaczymy cię na 19. KSW?

M.P: Najprawdopodobniej dalej będę walczył na KSW.

WP.PL: Co możesz powiedzieć teraz tym, którzy w ciebie nie wierzyli?

M.P: Polska górą. Cały czas Polskę reprezentowałem i zawsze to powtarzałem. Ja jeszcze pokażę na co mnie stać, a to jest dopiero początek.

WP.PL: Ostatnie pytanie. Czy w związku z twoim zwycięstwem i naszą obietnicą idziemy na kebaby?

M.P: Tak jak powiedziałeś: 10 kebabów, 2 litry coli i dwa duże piwa.

WP.PL: Jesteśmy w takim razie umówieni na telefon.

M.P: Jesteśmy umówieni na telefon. Stawiacie!

Z Mariuszem Pudzianowskim na 17. gali KSW w Łodzi rozmawiali Przemysław Dubiński i Artur Mazur, Wirtualna Polska

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW