http://sport.onet.pl/fotoreportaze/pudzian-ostro-trenuje-przed-walka,4335317,9340085,fotoreportaz-maly.html
 
Mariusz Pudzianowski zaprezentował swoje możliwości przed sobotnią galą KSW16. Na specjalnym, otwartym dla mediów treningu, "Pudzian" prezentował w szczególności swoje techniki bokserskie. Trzeba przyznać, że w tym elemencie poczynił spore postępy!

Przed walką z Thompsonem Pudzianowski podkreślał, że to właśnie na poprawie umiejętności "stójkowych" skupiał się podczas treningów. Z umiejętności bokserskich Pudzianowskiego śmiał się jego poprzedni rywal Eric "Butterbean" Esch. Już przed walką z nim Pudzianowski zmienił nieco trening i Esch musiał się ze swoich słów wycofywać.

Przed starciem z Thompsonem "Pudzian" jeszcze mocniej zaczął pracować nad technikami bokserskimi. A pomagał mu w tym Andrzej Gmitruk, który doprowadził do mistrzostwa świata w dwóch kategoriach wagowych Tomasza Adamka.

Uwagi jakie przekazał Gmitruk okazały się pomocne, ponieważ u Pudzianowskiego można było zauważyć wyraźną poprawę jeśli chodzi o techniki bokserskie.

Przypomnijmy, że Pudzianowski zmierzy się z Jamesem Thompsonem na sobotniej gali KSW16, która odbędzie się w Gdańsku. Transmisję z Ergo Areny przeprowadzi stacja Polsat i Polsat Sport.

zródło :wp.pl

 

Kategoria: News

Najpierw starcie z Jamesem "Kolosem" Thompsonem (33 l.), a potem rewanż z Timem Sylvią (35 l.) - takie są plany Mariusza Pudzianowskiego (34 l.), który już za trzy dni w Gdańsku podczas gali KSW 16 wejdzie do ringu po ośmiu miesiącach przerwy.

Przeczytaj też
\"Super Express": - Thompson znany jest z tego, że atakuje z furią od pierwszego gongu. Jesteś gotowy na taki scenariusz?

Mariusz Pudzianowski: - Nie obawiam się tej jego furii. Zabrzmi to nieskromnie, ale fizycznie Thompson mi nie dorówna. Ostatnio już nie dźwigam takich ciężarów jak dawniej, ale 20 lat targania żelastwa zrobiło swoje. Zwierzęca siła została mi w rękach i jeżeli Anglik chce od początku rzucić się wściekle, to mu odpowiadam: "Zapraszam!" To by był dla mnie wymarzony scenariusz.

- Po spotkaniu z tobą Thompson powiedział, że jesteś strasznie paskudny i wyglądasz, jakby cię ktoś w dzieciństwie upuścił na ziemię.

- Przystojniaczek się znalazł. On chyba w domu lustra nie ma! Konkurs piękności to nie będzie, a nawet jakby był, to i tak myślę, że miałbym większe szanse. A przed walką chyba podaruję mu lusterko, żeby się przejrzał.

- Anglik obawia się sędziowania, więc zapowiada, że cię znokautuje.

- Życzę mu powodzenia. Nie po to harowałem ostro pół roku, przygotowując się do tej walki, żebym dał mu się teraz znokautować. Mama mi rąk do kieszeni nie przyszyła, więc Thompson może się bardzo zdziwić.

- Mówi się, że kolejnym twoim rywalem ma być Tim Sylvia, z którym przegrałeś w Chicago rok temu. Marzysz o rewanżu?

- Tak. Ta klęska z Sylvią to moja prawdziwa nocna zmora. Ciągle myślę o tym, że muszę go pokonać i zmazać plamę, bo jeżeli tego nie zrobię, to nie będę mógł iść dalej do przodu. Nie wiem, czy będę z nim walczył jesienią czy wiosną, ale chcemy z chłopakami z KSW wysłać mu propozycję rewanżu w Polsce. Jeżeli ma jaja i serce do walki, to pewnie się zgodzi.

- Zachodnie media lekceważąco piszą o twojej karierze w MMA. O starciach z Erikiem Eschem czy Thompsonem mówią, że to "freak show" (show dziwolągów).

- Adamek też nie rzucił się od razu na Kliczkę. Krok po kroku dobierał sobie odpowiednich rywali, żeby mógł się uczyć. Ze mną jest podobnie. Walkami MMA zajmuję się dopiero 2 lata. Najpierw raczkowałem, potem uczyłem się chodzić. Potrzebuję czasu, żeby móc rzucić wyzwanie najlepszym. A tych, którzy mówią, że moje walki to freak show, zapraszam do ringu.

Nie przegap

Gala KSW 16 - 21 maja, godz. 20 - Polsat i Polsat Sport

Kategoria: News
czwartek, 19 maj 2011 16:31

Pudzianowski: Sylvia to moja zmora nocna

Już w najbliższą sobotę na gali KSW 16 Mariusz Pudzianowski zmierzy się z Jamesem Thompsonem. Popularny "Pudzian" nie ukrywa, że potyczka z brytyjskim "Kolosem" może być dla niego przygrywką przed drugim starciem z Timem Sylvią, jedynym pogromcą polskiego siłacza na ringach MMA.

- Sylvia to moja zmora nocna i jeżeli się mu nie zrewanżuję, nie będę chciał iść dalej - przyznaje "Pudzian". - Dążę do tego rewanżu i mam nadzieję, że do niego dojdzie. Nie wiem, czy już jesienią, ale w najbliższym czasie wyślemy mu propozycję rewanżu w Polsce. Jeśli mu się zrewanżuję, będę piął się dalej, ale najpierw muszę się cofnąć te dwa-trzy kroki.

Zapytany o to, co w sytuacji, gdyby Amerykanin nie chciał się z nim ponownie zmierzyć, Pudzianowski odpowiada: - Nie biorę na razie pod uwagę opcji, że Sylvia się nie zgodzi. Jeśli jest wojownikiem i ma serce do walki, powinien się zgodzić. Ja zgodziłbym się na rewanż z Kawaguchim, Butterbeanem czy Najmanem.

źródło:wp.pl

Kategoria: News
czwartek, 19 maj 2011 16:30

Pudzian: zabrzmi to nieskromnie, ale...

W najbliższą sobotę Mariusz Pudzianowski w swojej piątej walce w MMA zmierzy się z Anglikiem Jamesem Thompsonem. "Kolos" jest znany z tego, że na początku z furią naciera na swoich przeciwników. "Pudzian" nie boi się jednak szarży przeciwnika.

- Nie obawiam się tej jego furii. Zabrzmi to nieskromnie, ale fizycznie Thompson mi nie dorówna. Ostatnio już nie dźwigam takich ciężarów jak dawniej, ale 20 lat targania żelastwa zrobiło swoje. Zwierzęca siła została mi w rękach i jeżeli Anglik chce od początku rzucić się wściekle, to mu odpowiadam: "Zapraszam!". To byłby dla mnie wymarzony scenariusz - mówi Pudzianowski "Super Expressowi".

W ostatnich walkach mocne początki nie pomagały "Kolosowi" - 32-letni Anglik od maja 2006 roku przegrał 12 z 15 pojedynków. Wygląda więc na to, że z jego dawnej klasy niewiele już pozostało.

Mimo to Thompson przed starciem na KSW 16 w trójmiejskiej Ergo Arenie nie stroni od odważnych zapowiedzi i złośliwych komentarzy pod adresem "Pudziana". Powiedział, że "Dominator" jest "paskudny" i musiał w dzieciństwie upaść kilka razy na głowę. Jak do tych docinków odnosi się Pudzianowski?

- Przystojniaczek się znalazł. On chyba w domu lustra nie ma! Konkurs piękności to nie będzie, a nawet jakby był, to i tak myślę, że miałbym większe szanse. A przed walką chyba podaruję mu lusterko, żeby się przejrzał - zapowiada 5-krotny mistrz świata siłaczy w rozmowie z "Super Expressem".

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Marcin Różalski na gali KSW 15 wygrał swoją pierwszą walkę w MMA. Potężny wojownik z Płocka pokonał Marcina Bartkiewicza. Przez współwłaściciela federacji KSW Martina Lewandowskiego jest typowany na przyszła gwiazdę polskiej wszechstylowej walki wręcz, jednak na razie jest w cieniu innych - przede wszystkim Mameda Chalidowa i Mariusza Pudzianowskiego. Ci dwaj zawodnicy cieszą się dużym uznaniem "Różala".

32-letni zawodnik wagi ciężkiej (189 cm, 103 kg) na KSW 15 pokonał Bartkiewicza, jednak mimo to odczuwa niedosyt. - Chciałem tą walkę skończyć przed czasem, nie udało się, bo zrezygnował - mówi Rożalski serwisowi boxingnews.pl.

Kolejnym przeciwnikiem "Różala" będzie Rosjanin Witalij Szemietow, jednak w sobotni wieczór kibice najbardziej będą czekali na pojedynki Mameda Chalidowa z Mattem Lindlandem i Mariusza Pudzianowskiego z Jamesem Thompsonem. Co Rożalski sądzi o największych gwiazdach federacji KSW?

- Mamed jest zawodnikiem, który jest k... nie z tego świata, jeśli chodzi o to, co robi w MMA - mówi nie stroniący od wulgaryzmów wojownik. - Według mnie powinien być noszony na rękach, jego nazwiskiem powinny być nazywane ulice w Polsce. Raz, że chłopak przyjął nasze obywatelstwo, walczy, jako Polak i to jak powiedział, że walkę dedykuje nowej ojczyźnie to mi aż się płakać zachciało. Ja nawet nie potrafię określić tego słowami, co on wyprawia - ocenia Różalski Chalidowa w rozmowie z boxingnews.pl.

- Biorąc po uwagę Mariusza i jego przeciwników to byli zawodnicy z bilansami. Marcin Najman, co by tam o nim nie gadać walki jakieś ma, takie srakie czy owakie, ale ma. Czyli doświadczenie miał, Mariusz nie miał żadnego a z nim wygrał. Później walka z Japończykiem, który w porównaniu do Mariusza miał konkretny bilans walk, Mariusz wygrał. Jeśli chodzi o Sylvię to jest takie pie..., że jest emerytowanym mistrzem UFC. Zaproponowali walkę Mariuszowi a nie komuś innemu. Mariusz, wyszedł do klatki, stoczył walkę, mimo iż wiedział, że może ją przegrać. Duży szacunek za to dla niego. Wygrana walka z Butterbeanem, który walczył i w boksie i MMA, czyli także był zawodnikiem z ogromnym doświadczeniem. Nie wiem jak będzie, życzę mu, aby wygrał, a jak będzie zobaczymy w sobotę - mówi Marcin Różalski.

źródło:wp.pl

Kategoria: News

- Thompson deklaruje, że z Pudzianem da z siebie wszystko, nie będzie leżał, żeby łatwo zarobić pieniądze. To jest gigant, ma doświadczenie i wielki zasięg ramion. Bój będzie konkretny. Mariusz musi się liczyc z tym, że może przegrać, ale to była jego decyzja, żeby rzucić się na takiego zawodnika - mówi szef KSW, Martin Lewandowski.

Lewandowski: Pudzian musi się liczyć z tym, ze może przegrać z Thompsonem

źródło:sport.pl

Kategoria: News


W sobotę Mariusz Pudzianowski w piątej walce w MMA zmierzy się z Anglikiem Jamesem 'Kolosem' Thompsonem, znanym z tego, że na początku z furią naciera na swoich przeciwników. - Jeśli rzuci się i na mnie, to zapraszam, będzie to dla mnie raj. Fizycznie Thompson mi nie dorówna. On chce mi zdjąć skalp? życzę powodzenia! Jestem przygotowany na to, że tylko jeden z nas wyjdzie z klatki o własnych siłach - zapowiada Pudzian

źródło:sport.pl

Kategoria: News

Podczas wywiadu udzielanego mediom po wczorajszym pokazowym treningu szykujący się do sobotniego starcia na KSW 16 z Jamesem Thompsonem Mariusz Pudzianowski poproszony został o komentarz do pojawiających się czasem opinii, że jego walki są raczej typowymi "freak showami", będącym wabikami dla szerokiej publiki, niż prawdziwymi pojedynkami na zasadach MMA.

- Adamek też nie od razu rzucił się na Kliczkę - odparł "Pudzian", nawiązując do kariery w wadze ciężkiej najlepszego obecnie polskiego boksera. - Na początku brał sobie zawodników takich, żeby mógł stopniowo się uczyć i krok po kroku iść do góry.

- U mnie jest podobnie. Być może, jeśli czas i organizm na to pozwolą, wejdę kiedyś jeszcze wyżej, ale na początku trzeba pomału iść do góry - tłumaczył słynny strongman. - Ja nie pójdę dziś do Velasqueza i nie powiem mu "Walczymy!". On ma 20 lat doświadczenia, a ja 2, więc o czym my tutaj mówimy?

- Adamek nie przeszedł z niższej wagi i nie poszedł od razu na Kliczkę. Potrzebował czasu i ja też potrzebuję czasu. W takim razie o tych walkach Adamka też można by powiedzieć, jak o moich "freak show". Tych co tak mówią, zapraszam do ringu i zrobię z nimi ten "freak show" - zakończył Mariusz Pudzianowski.

źródło:sport.pl

Kategoria: News

Początki "Dominatora" w MMA wcale nie były tak proste, jakby się wydawało. Pudzianowski dopiero teraz czuje się mocny i twierdzi, że... Najman spokojnie mógł go pokonać.

Dla byłego strongmana sobotni pojedynek z Jamesem Thompsonem będzie dopiero piątym w przygodzie z MMA. Choć na koncie ma ledwie jedną porażkę, to dopiero dziś uważa się za groźnego wojownika.

Pudzian nie ukrywa, że sporo się nacierpiał, aby dojść do obecnego poziomu. Uczył się na własnych błędach i sporo zawdzięcza kolegom, którzy na treningach dawali mu mocno w kość.

Dużo dały mi sparingi, gdzie koledzy tłukli mnie niemiłosiernie. Głowa tylko odskakiwała. Ale im więcej razy dostaniesz, tym mniej cię potem boli. Na treningach obijamy sobie całe ciało, rzucamy w nie piłkami lekarskimi, kopiemy się. Przyzwyczajamy organizm do bólu. Jakbym pana teraz kopnął, tak solidnie, to pewnie by bolało. Ale po stu takich kopnięciach już by się pan przyzwyczaił - opowiada Mariusz w wywiadzie dla trojmiasto.sport.pl

Jego kariera w MMA zaczęła się od spektakularnego zwycięstwa z Marcinem Najmanem. Dziś "Dominator" twierdzi, że był wówczas bardzo łatwym przeciwnikiem do pokonania. Wystarczyło tylko obrać inną taktykę.

21 maja to pechowa data Pudzianowskiego. Znów przegra? >>

Najman gdyby troszeczkę pomyślał, to by mnie wykończył w dwie minuty. Zadałby cios i uciekał, potem znowu szybki cios i znowu ucieczka. Zamęczyłby mnie, sam bym się położył i poddał. Ale wolał pójść na wymianę ciosów i źle się to dla niego skończyło.

34-letni wojownik ma już bardzo mało czasu na zrobienie wielkiej kariery w tym sporcie. Sprawę stawia jasno - walczyć będzie do czterdziestki, a potem przyjdzie czas na emeryturę. Co będzie na niej robił? Jeden z pomysłów jest zaskakujący.

Przecież nie będę startował wiecznie, za parę lat będę chciał żyć jak normalny człowiek. Nie wiem, czym będę się potem zajmował. Może golfem?

Teraz celem numer jeden jest pokonanie Thompsona. Pojedynek z "Kolosem" nie będzie łatwy, bo jest to wojownik nieobliczalny. Jednak skoro sam Pudzian czuje się bardzo mocny, to może być tylko dobrze.

Kategoria: News
Już w sobotę na gali KSW16 Mariusz Pudzianowski stoczy czwartą walkę w formule MMA. Znany z rywalizacji strongmanów "Dominator" wygrał do tej pory trzy walki i jedną przegrał. W rozmowie z serwisem "trójmiasto.pl" Pudzianowski opowiedział o swoich początkach w MMA i planach związanych z tą dyscypliną sportu.

Pudzianowski zadebiutował w ringu 12 listopada 2009 roku. W wypełnionym po brzegi warszawskim Torwarze zmasakrował w 44 sekundy Marcina Najmana, innego debiutanta w formule MMA.

Decyzja o zmianie dyscypliny przez pięciokrotnego mistrza świata w zawodach siłaczy odbiła się głośnym echem na całym świecie. Zdziwieni byli nie tylko kibice, ale również rodzina i znajomi "Pudziana".

- Byli zdziwieni - opowiada Pudzianowski w rozmowie z serwisem "trójmiasto.pl". - Pukali się w czoło i mówili: "No co ty, Pudzian, żartujesz?". Do mnie też długo nie docierało, że mam się teraz bić - wyjaśnia.

- Otrzeźwienie przyszło na pierwszym treningu, ubrali mnie w strój, dali rękawice, spojrzałem w lustro i pomyślałem: "No dobra Pudzian, będziesz się teraz lać z innymi". Na początku to miała być tylko zabawa, chciałem spróbować raz, może dwa. Ale z tej zabawy wyszła wspaniała przygoda i wyzwanie. To najbardziej mnie motywuje - mówi Pudzianowski.

Tuż po zwycięstwie nad Marcinem Najmanem, jeszcze w ringu, Pudzianowski zapowiedział, że "dojdzie do mistrzostwa świata". Obrazki triumfującego Pudzianowskiego obiegły media na całym świecie.

Na ziemię sprowadził go jednak były mistrz federacji UFC Tim Sylvia, z którym "Pudzian" walczył dwa tygodnie po zwycięstwie nad Japończykiem Yusuke Kawaguchim. 'Porażka jednak go nie złamała.

- Rok temu przegrałem wyraźnie z Sylvią i co? Świat się zawalił? Nie. Ta porażka wiele mnie nauczyła - mówi "Pudzian".

Po niej z pewnością stał się ostrożniejszy w zapowiedziach, ale dalej zamierza ostro pracować.

- Najbliższe sześć lat poświęcę dla MMA. Do czterdziestki. Przecież nie będę startował wiecznie, za parę lat będę chciał żyć jak normalny człowiek. Nie wiem, czym będę się potem zajmował. Może golfem? Mam sporo czasu, żeby zaplanować emeryturę, póki co najważniejsze jest MMA. Starty dają mi niesamowity power i dawkę adrenaliny. Nawet tę rutynę treningową można znieść - przyznaje Pudzianowski.

A trzeba pamiętać, że on jak mało kto potrafi narzucić niezwykle ostry rygor treningowy. Bywały okresy przygotowawcze, w których trenerzy wręcz wyganiali go z sali treningowej! Podobnie było przed sobotnią walką z Jamesem Thompsonem.

- To było pół roku celibatu. Pobudka wpół do ósmej, od razu pół godzinki rozbiegania, śniadanie i zaraz po nim trening bokserski. Obiad, krótka drzemka, do wieczora trening zapaśniczy. I tak każdego dnia. Nie odróżniałem poniedziałku od piątku, wtorku od środy, dni zlewały się w jeden. Rutyna działała dobrze na ciało, ale psychicznie byłem zmęczony. Z kolei kiedy mam zaplanowany tylko półgodzinny trening, to nie wiem, co ze sobą zrobić. Roznosi mnie. Po walce też mogę sobie pozwolić maksymalnie na dwa tygodnie luzu i muszę wracać do sali. W MMA żeby osiągnąć sukces, potrzeba lat - dodaje w swoim stylu Pudzianowski.

W kilku elementach Pudzianowski poczynił ogromne postępy (jak choćby w technice bokserskiej). Czy to wystarczy do pokonania Thompsona? Przekonamy się o tym w sobotę podczas transmisji z gali KSW16, która odbędzie się w Gdańsku.

ART

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW