niedziela, 27 listopad 2011 13:49

Pudzianowski i Chalidow bohaterami "Zemsty"

Mariusz Pudzianowski i Mamed Chalidow to miały być i były gwiazdy wieczoru gali KSW 17 - Zemsta, która odbyła się w sobotnią noc w Atlas Arenie w Łodzi. Obaj zawodnicy wygrali swoje walki, a "Kanibal" zrobił to w iście mistrzowskim stylu.

Tradycyjnie na najważniejsze starcia trzeba było czekać do późnej nocy. Jednak opłaciło się. Mariusz Pudzianowski, który w maju przegrał z Jamesem Thompsonem, tym razem zrewanżował się Brytyjczykowi, pokonując go przed jednogłośną decyzję sędziów. To rozwścieczyło "Kolosa", który zabrał mikrofon prowadzącemu i zaczął kpić z werdyktu sędziowskiego.

- Dziękuje tym, którzy pomogli mi wyjechać do USA, gdzie trenowałem przed tą walką. Dzięki ludziom, którzy ze mną ćwiczyli, którzy mi pomogli, dzięki całemu "Pudzian Team" jestem zwycięzcą walki. "Pudzian Team" górą, Polska górą - powiedział po wygranej Mariusz "Pudzian" Pudzianowski.

- Jestem jeszcze żółtodziobem w tym sporcie. Jeszcze wiele muszę się nauczyć. Ci, którzy spisali mnie na straty po poprzedniej walce, kij im w oko! Ruszam w styczniu za ocean, gdzie dalej będę trenował i szykował się do kolejnych walk. Jeszcze wam pokażę, to jeszcze nie koniec - zapowiedział "Pudzian".

Nie było żadnych wątpliwości co do wyniku walki Mameda Chalidowa. Nasza gwiazda MMA bez większych problemów poradziła sobie z Jesse Taylorem z USA. Amerykanin na początku rzucił się na "Kanibala", ale ten umiejętnie bronił się w parterze, aż w końcu przechwycił nogę rywala i założył efektowną dźwignię na staw kolanowy, natychmiastowo wymuszając poddanie przeciwnika.

- Dziękuję bardzo kibicom. Za wsparcie, które mocno czuję. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w odniesieniu tego zwycięstwa - powiedział po wygranej szczęśliwy Mamed Chalidow.

- "Pudzian" wygrał, wygrali Materla i Błachowicz, to była udana gala, za co dziękuję chłopakom i ludziom, którzy nas wspierali - dodał polski mistrz MMA.

Na wielkie słowa uznania zasłużył także Artur Sowiński. Popularny "Kornik" efektownie znokautował silnym podbródkowym Macieja "Irokeza" Jewtuszkę. Taki wynik był swego rodzaju niespodzianką, ponieważ w roli faworyta do tego starcia przystępował bardziej doświadczony Jewtuszko.

Kategoria: News

- W pierwszej rundzie kibice zaczęli gwizdać, ale ja nie chciałem się podpalać emocjami. Jak już mówiłem - pełna kontrola. Emocjami walczyłem już kilka razy i skończyło się to tym, że w drugiej rundzie po minucie "Pudziana" nie było - powiedział po wygranej walce z Jamesem Thompsonem na gali KSW 17 Mariusz Pudzianowski.

WP.PL: Myślałeś przed tą walką, co będzie jeżeli ją przegrasz?

Mariusz Pudzianowski: Ja po prostu robiłem swoją robotę i nie myślałem, co dalej będzie. Robiłem wszystko tak, żeby tą walkę wygrać.

WP.PL: Będzie trzecia walka z Thompsonem?

M.P: To nie jest ode mnie zależne. Ja cały czas trenuję, trenuję, trenuję i jeszcze raz trenuję. Ci co mówili, że przez trzy miesiące nic nie robiłem przekonali się, że spokojnie mogłem wyjść do ringu i przewalczyć dwie rundy. A gdyby była potrzebna dogrywka to robiłbym to dalej.

WP.PL: Jak z twojego punktu widzenia przebiegała ta walka. Nie brakowało tlenu i kondycji?

M.P: Tlenu w pierwszej rundzie w ogóle mi nie brakowało. Wiedziałem co robię i była nad tym pełna kontrola. Thompson nie mógł mi nic zrobić w parterze. Cały czas klinczowałem i blokowałem go. W drugiej rundzie zacząłem już atakować.

WP.PL: A nie żałujesz tego, że po tym, jak twój cios doszedł do twarzy Thompsona i zachwiał się on na nogach nie skończyłeś tej walki przed czasem?

M.P: Bałem się ryzyka, bo on ma jednak twardą głowę. Widziałem ten moment kiedy dostał lewy , a później prawy i nogi się pod nim ugięły. Bałem się jednak, że jak pójdę na całość i go nie skończę, to będzie tak jak sześć miesięcy temu. To siedziało cały czas w mojej głowie. Mogłem walczyć aktywniej, ale był strach. Byłą decyzja, że nie idę na całość. Rozsądek wziął górę.

Stoczyłem wcześniej pięć walk i zawsze miałem problem z kondycją. Była niepewność, że sił mi znowu zabraknie. To trzeba przełamać, na to trzeba jednak czasu. Oni trenują przez dwadzieścia lat. Ja przyszedłem z innego sportu, zupełnie nie związanego ze sztukami walki i teraz wchodzę w niego po mału. Krok po kroku. Długa droga jeszcze przede mną i dużo pracy.

WP.PL: Thompson zaskoczył cię czymś w tej walce?

M.P: Niczym. Wiedziałem, że będzie chciał sprowadzić walkę do parteru i byłem przygotowany na to.

WP.PL: Po pierwszej rundzie na widowni dało się słyszeć głosy zawodu, że "Pudzian" nie atakuje. Natomiast w rzeczywistości miałeś na tą walkę bardzo precyzyjną taktykę.

M.P: Dokładnie tak było. Od początku pełna kontrola.

WP.PL: Czyli można powiedzieć, że nie pędzisz już jak Ferrari, ale preferujesz bezpieczną jazdę?

M.P: MMA to nie bieg na 60 metrów tylko maraton, który trzeba cały przebiec. Czasem uda się go przyspieszyć i wygrać walkę przed czasem, ale jeszcze brak mi doświadczenia.

WP.PL: Słyszałeś gwizdy kibiców? Zdeprymowało cię to, czy zmotywowało?


M.P: Tak słyszałem. W pierwszej rundzie zaczęli gwizdać, ale ja nie chciałem się podpalać emocjami. Jak już mówiłem - pełna kontrola. Emocjami walczyłem już kilka razy i skończyło się to tym, że w drugiej rundzie po minucie "Pudziana" nie było.

WP.PL: Po tej walce Mamed powiedział, że przegrałeś.

M.P: Nie wiem, nie widziałem tej walki, więc trudno mi się na ten temat wypowiadać.

WP.PL: Po zakończeniu drugiej rundy nie bałeś się, że przegrałeś tą walkę?

M.P: Nie bałem się o to. Jeżeli myślałem o czymś, to że może być dogrywka. Trzy dodatkowe minuty, na które wiedziałem, że w razie czego jestem przygotowany. Sparingi w USA miałem po cztery rundy i wytrzymywałem.

WP.PL: Spodziewasz się fali krytyki po tej walce?

M.P: Powiem może w ten sposób. Przetrwałem z Kawaguchim dwie rundy - krytyka była. Przegrałem z Thompsonem - krytyka była. Czy wygram, czy przegram krytyka będzie. Wygram, powiedzą, że ustawiona walka. A tak na prawdę: kij wam w oko.

WP.PL: A jak odebrałeś zachowanie Thompsona po walce?


M.P: Nie widziałem tego momentu. Doszły mnie słuchy na zapleczu, że były jakieś protesty z jego strony i niesportowe zachowanie.

WP.PL: Jak się czujesz po starciu z Thompsonem?

M.P: Czuję się, jakby nic się mi nie stało.

WP.PL: Nie zmieniłeś swoich planów i wracasz teraz do USA?

M.P: Nic się nie zmieniło. Wracam z powrotem.

WP.PL: Zobaczymy cię na 19. KSW?

M.P: Najprawdopodobniej dalej będę walczył na KSW.

WP.PL: Co możesz powiedzieć teraz tym, którzy w ciebie nie wierzyli?

M.P: Polska górą. Cały czas Polskę reprezentowałem i zawsze to powtarzałem. Ja jeszcze pokażę na co mnie stać, a to jest dopiero początek.

WP.PL: Ostatnie pytanie. Czy w związku z twoim zwycięstwem i naszą obietnicą idziemy na kebaby?

M.P: Tak jak powiedziałeś: 10 kebabów, 2 litry coli i dwa duże piwa.

WP.PL: Jesteśmy w takim razie umówieni na telefon.

M.P: Jesteśmy umówieni na telefon. Stawiacie!

Z Mariuszem Pudzianowskim na 17. gali KSW w Łodzi rozmawiali Przemysław Dubiński i Artur Mazur, Wirtualna Polska

źródło:wp.pl

Kategoria: News

Kuriozalny finał starcia Mariusza Pudzianowskiego (34 l.) z Jamesem Thompsonem (33 l.)! Sędziowie ogłosili zwycięstwo Polaka, ale później okazało się, że jeden z arbitrów... się pomylił!

Winowajcą jest sędzia Piotr Bagiński, który chciał wypunktować 20:19 dla Thompsona, ale przekazał omyłkowo kartkę z nazwiskiem Polaka. Gdyby się nie pomylił, byłby remis i dogrywka. - Jest mi z tego powodu bardzo przykro - kaja się Bagiński. W tej sytuacji walka została uznana za nieodbytą.

- Głowy sędziemu nie urwę, ale nie ukrywam, że nie jestem zadowolony. Byłem gotowy na dogrywkę i myślę, że bym sobie z Thompsonem poradził - komentuje Pudzianowski. - Czułem się dobrze, a Anglikowi brakowało już tlenu i wystarczyło go dobić. Jak Thompson chce ze mną wygrać, to zapraszam. Mogę walczyć nawet teraz.

Ponownego starcia "Pudziana" z "Kolosem" jednak nie będzie. Po pierwsze z powodu skandalicznego zachowania Anglika po ogłoszeniu werdyktu (rzucił w kibiców pucharem i zwymyślał organizatorów). - Poza tym chcemy uniknąć spekulacji, że to całe zamieszanie to podkład pod promocję trzeciego starcia - tłumaczy Martin Lewandowski, współwłaściciel KSW.

 

Kategoria: News

Pięciokrotny mistrz świata strongmanów jest przekonany, że gdyby zarządzono dogrywkę, pojedynek z "Kolosem" zakończyłby się jego zwycięstwem

Mariusz Pudzianowski jest mocno zdenerwowany! Przez wpadkę sędziów wynik jego walki rewanżowej z Jamesem Thompsonem został anulowany. W rozmowie z portalem gadu-gadu.pl wyraźnie puściły mu nerwy...

Jestem wkur***** na sędziów i tyle - zdradził.

Dodał przy okazji, że przed ogłoszeniem werdyktu spodziewał się dogrywki.

Miałem go już na widelcu i tak naprawdę sędziowie uratowali go, a nie mnie. Te dodatkowe trzy minuty byłyby wystarczające, by się z nim rozprawić.

Były strongman z ogromną chęcią spotkałby się z "Kolosem" po raz trzeci, aby raz na zawsze udowodnić, że jest od niego lepszy. Z wypowiedzi szefów federacji Konfrontacji Sztuk Walki wynika jednak, że nie dojdzie do tego szybko (o ile w ogóle!). A już na pewno nie na gali KSW 19, planowanej na przełom kwietnia/maja 201

Druga kwestia... Nie wiadomo, czy Brytyjczyk w ogóle będzie chciał się jeszcze bić dla największej organizacji MMA w Polsce skoro zaraz po zakończonym pojedynku, w bardzo ostrych słowach skrytykował decyzje jej sędziów oraz rzucił pucharem w stronę kibiców.

Sam Pudzian ucieszył się, że KSW przyznało się do błędu.
O swoim rywalu nie miał jednak już za wiele dobrego do powiedzenia.

Thompson jest niewychowanym bydlakiem. Jego zachowanie po walce było karygodne - podsumował.
Kategoria: News
poniedziałek, 01 luty 2010 23:59

Pudzian najlepszym wioślarzem świata

Nie ma dzisiaj na świecie drugiego tak wszechstronnego sportowca jak Mariusz Pudzianowski (33 l.). Wygrywa zawody strongmenów, leje rywali w MMA, teraz pokonał Pawła Rańdę (31 l.), wicemistrza olimpijskiego z Pekinu w wioślarstwie w czwórce wagi lekkiej.

Rywalizowali na nietypowym dystansie 500 metrów, "Pudzian" wygrał wyraźnie, o 9 sekund, co w przeliczeniu na dystans daje około 35 metrów. Ten nietypowy pojedynek odbył się podczas mistrzostw Polski na ergometrze we Wrocławiu.

- Liczyłem się z tym, że mogę przegrać, bo przecież ergometr to specjalność Pawła. A na dodatek wczoraj, gdy po trzyletniej przerwie usiadłem na ergometrze do treningu, to od razu spadłem. I to tyłkiem na belkę, więc zabolało. Dałem jednak radę i tak sobie myślę, że oprócz narciarskich skoków to nie wykluczam żadnej dyscypliny, w której bym się nie zmierzył z najlepszymi - śmiał się najsilniejszy człowiek świata.Pokonany Rańda przyznał, że trochę zabrakło mu pary w nogach. - Ale mam wielki szacunek dla Mariusza, który wiosłował rewelacyjnie. Na dłuż-szym dystansie pewnie miałbym większe szanse, dlatego za rok umówiliśmy się na rewanż na 1000 metrów - zdradził.Pojedynek Rańdy z "Pudzianem" wzbudził duże zainteresowanie, do wrocławskiej hali Orbita przyszło ponad 1,5 tysiąca widzów. Liczba niespotykana na takich zawodach. Wiele osób chciało zdobyć plakat, autograf lub zrobić sobie zdjęcie z najsilniejszym człowiekiem świata.Pudzianowski potwierdził, że sportem nr 1 dla niego będzie jednak nadal MMA. Następną walkę ma stoczyć w maju z polskim rywalem w katowickim Spodku. W marcu tak dla urozmaicenia wystąpi też jeszcze w MP strongmenów w Warszawie.

  • Autor: Roman Skiba
  • Źródło: Super Express
Kategoria: News

Pięciokrotny mistrz świata w formule strongman Mariusz Pudzianowski pokonał wicemistrza olimpijskiego w wioślarstwie Pawła Rańdę (AZS Politechnika Wrocław) w wyścigu na ergometrze na dystansie 500 m. Pojedynek odbył się we Wrocławiu podczas 19. mistrzostw Polski w wioślarstwie halowym Ergowiosła 2010.

Pudzianowski objął prowadzenie zaraz po starcie i zwyciężył rezultatem 1.18,2 mając ok. 30 m przewagi. Rańda osiągnął czas 1.25,2, ale wcześniej zdobył tytuł mistrza kraju w wadze lekkiej na dystansie 2000 m.

Mistrz świata strongmanów przyznał, że mimo dobrego wyniku brał pod uwagę możliwość porażki, "bo wioślarstwo i ergometr to jednak specjalność Rańdy".
"Ja jestem dobry w podnoszeniu ciężarów, a ostatnio także w bijatykach. To wyzwanie mogłem przyjąć, na 1000 m także mógłbym wystartować, ale na więcej się nie zdecyduję. Zresztą traktujemy te zawody bardziej jak zabawę niż rywalizację" - podkreślił Pudzianowski.

Wicemistrz olimpijski dodał, że zabrakło mu trochę świeżości. "Obstawiałem, że Mariusz nie będzie podjeżdżał, tylko pracował samymi rękoma, ale jednak pokazał, że potrafi "pływać". Mam nadzieję, że w przyszłym roku zmierzymy się na dystansie 1000 m".

Zdaniem srebrnego medalisty z Pekinu ergometr jest znakomitym urządzeniem treningowym, na którym każdy może ćwiczyć. "To dobry przyrząd dla osób, które mają problem z nadwagą i stawami. My nie przygotowujemy się specjalnie do tych zawodów, traktujemy je jako przystanek w przygotwaniach do sezonu".

Źródło: PAP

Kategoria: News
wtorek, 29 listopad 2011 21:40

Szef KSW: następnym rywalem "Pudziana"...

- Nie jestem zadowolony z zaistniałej sytuacji. Z Jamesem Thompsonem mogę walczyć w każdej chwili, choćby teraz - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej zwołanej przez organizację KSW Mariusz Pudzianowski, na której poinformowano o unieważnieniu wyniku sobotniej walki. Jeden z szefów federacji Maciej Kawulski zaznaczył jednak, że Thompson nie będzie kolejnym rywalem "Pudziana" na gali KSW.

Po kontrowersyjnym zwycięstwie "Dominatora" na gali KSW 17 w łódzkiej Atlas Arenie nad Jamesem Thompsonem rozpętała się burza - w pierwszej rundzie pojedynku dominował Anglik, w drugiej Pudzianowski kilka razy trafił rywala celnymi ciosami, choć trzy z pięciu minut starcia spędził w parterze leżąc pod "Kolosem". Po ostatnim gongu wydawało się, że sędziowie zadecydują o dogrywce, ale ci wskazali na wygraną Pudzianowskiego. Taki werdykt był podważany przez wielu kibiców i samego Anglika, który wściekł się i uważał za oszukanego.

Szefowie KSW postanowili zbadać sprawę i okazało się, że zwycięstwo "Pudziana" zostało ogłoszone omyłkowo - jeden z sędziów podał bowiem omyłkowo kartę punktową innego zawodnika. Gdyby podał właściwą kartę - zostałaby ogłoszona dogrywka.

W tej sytuacji federacja KSW anulowała wynik walki - zmieniono wynik ze zwycięstwa Pudzianowskiego na "no contest". - Nie jestem z tego zadowolony, ale w każdej chwili mogę znowu walczyć z Thompsonem, choćby teraz - powiedział "Dominator", który pojawił się na konferencji w towarzystwie Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego z KSW, a także sędziów, którzy oceniali walki na gali KSW 17.

Szefowie KSW poinformowali, że nie mogą skontaktować się z Jamesem Thompsonem. Dziennikarze pytali, czy na kolejnej gali dojdzie do trzeciego pojedynku Pudzianowski - Thompson. Kawulski wyjaśnił, że tak się nie stanie.

- Chcemy uciąć jakiekolwiek spekulacje, że to wszystko jest promocją walki Thompson - Pudzianowski 3. Oficjalnie zapowiadamy, że kolejnym rywalem Mariusza Pudzianowskiego nie będzie Thompson - powiedział. Mogło o tym zadecydować skandaliczne zachowanie Anglika po walce - "Kolos" zabrał mikrofon dziennikarzowi Polsatu Jerzemu Mielewskiemu mikrofon i zaczął złorzeczyć na KSW, używając wielokrotnie wulgarnego angielskiego słowa na "f".

- Klasę człowieka poznaje się po tym jak się zachowuje w trudnej sytuacji. Kiedy jest dobrze, wszyscy są mili - powiedział Kawulski

źródło:WP.PL

Kategoria: News
sobota, 30 styczeń 2010 23:59

Paczków kolejnym rywalem "Pudziana"?

Według informacji serwisu "mmablog.pl", bardzo prawdopodobne jest, że na XIII Konfrontacji Sztuk Walki, która odbędzie się 7 maja w katowickim spodku zobaczymy walkę pomiędzy najsilniejszym człowiekiem globu Mariuszem Pudzianowskim a polskim sumitą ważącym 145kg Robertem Paczkowem!

Paczków to dwukrotny mistrz Świata i aktualny mistrz Europy w sumo. Ma na swoim koncie także jedną walkę MMA, która odbyła się w 2007 roku w Londynie. Jego przeciwnikiem był bardzo doświadczony James “The Hammer” McSweeney, którego poddał w niespełna trzy minuty!

- Prowadzimy rozmowy z czterema zawodnikami. Kontrakt z kolejnym rywalem Mariusza nie został jeszcze podpisany - tłumaczy "Wirtualnej Polsce" Artur Przybysz, rzecznik KSW.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News
niedziela, 31 styczeń 2010 23:59

Rekordowy "Pudzian" na aukcji WOŚP

Wczoraj zakończyła się aukcja WOŚP, na której został wylicytowany obraz olejny z Mariuszem Pudzianowskim za kwotę 15.200 zł.
 
Jak się okazało aukcja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem gdzie według statystyk zarejestrowano ponad 70 tysięcy wejść - prawie tyle co na wystawie konkursowej do nagrody Turnera w Tate Britain w Londynie!

Do tej pory jest to rekordowa oglądalność ekipy The Krasnals. W ten sposób płótno z Pudzianem stało się być może najbardziej popularnym ich obrazem.

Kategoria: News

Były strongman ściągnął w ostatnią sobotę przed ekrany ponad 5 mln Polaków. To już popularność porównywalna z meczami piłkarzy...

Popularność Mariusza Pudzianowskiego - od samego początku kariery byłego strongmana w klatce - utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie.

Serwis MMARocks poinformował, że sobotnią walkę Pudziana z Jamesem Thompsonem oglądało na kanałach Polsatu i Polsatu Sport ponad 5 mln widzów. Największą widownię miał moment, kiedy ogłaszano werdykt sędziowski w pojedynku Pudziana - prawie 5 mln 126 tys.

Średnia oglądalność całej walki Pudzianowskiego wyniosła 4,630 mln. Okazuje się, że jest to rekordowy wynik w historii MMA w Polsce!

Porównując widownię sobotniego starcia Pudzian vs Thompson z innymi dyscyplinami wygląda na to, że były strongman cieszy się obecnie niemal taką samą popularnością jak reprezentacja piłkarska czy też kadra szczypiornistów.

Pudzian vs Thompson: polscy kibice wspierają... Anglika! Ty też? >>

Liczby nie kłamią. Zobacz rekordowe wyniki oglądalności wydarzeń z udziałem polskich sportowców w ostatnich latach:

10 mln konkursy z udziałem Adama Małysza podczas igrzysk olimpijskich w Vancouver
6,7 mln finał ME 2009 w siatkówce (Polska - Francja)
5,6 mln eliminacyjny mecz MŚ 2010 w piłce nożnej, Irlandia Północna - Polska
5,2 mln mecz Polaków z Norwegią podczas MŚ 2009 w piłce ręcznej w Chorwacji


Jesteście zdziwieni tak dobrym wynikiem oglądalności walki Pudziana?


żrodło:sportfan.pl

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW