Mariusz Pudzianowski już 18 września na KSW 14 zmierzy się z Erikiem "Butterbeanem" Eschem. "Pudzian" zrzucił ponad 20 kilogramów, ma być w dużo lepszej formie niż w czasie walki z Timem Sylvią. - Ledwo biegałem trzy kilometry, teraz mogę zasuwać dziesięć kilometrów i nie jest to problemem - mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski.

 

- Jak wyglądają pańskie przygotowania do walki z Erikiem "Butterbeanem" Eschem?

- Przygotowania zacząłem 3 czerwca. Pracowałem z fachowcami, którzy zajmują się również przygotowaniem olimpijczyków pod względem wydolnościowym, motorycznym, dynamicznym. Nie są to ludzie z łapanki, tylko osoby z dużym doświadczeniem.

 

- Jak więc wygląda sprawa kondycji, wydolności?

- Po to te osoby wzięły się za mnie, żeby zacząć tak naprawdę od zera. Gdy zaczynaliśmy przygotowania, zaczynaliśmy od pedałowania na rowerze. Chodziło o prawidłowe przygotowanie organizmu, usystematyzowanie, aby wszystko zaczęło prawidłowo funkcjonować. Najpierw było trzy tygodnie pedałowania na rowerze, później do roweru dokładaliśmy bieganie. Trwało to około dziesięciu tygodni. Ledwo biegałem trzy kilometry, teraz mogę zasuwać dziesięć kilometrów i nie jest to problemem.

- Rok temu o tej porze, pamiętam to jak dziś, chciałem pobiegać. Powiedziałem sobie: pobiegnę do pewnego miejsca i z powrotem. Przebiegłem kilometr w jedną stronę, w drugą wróciłem na piechotę. Musiałem usiąść, odpocząć. Na chwilę obecną 10 kilometrów biegu, bo tyle mam w założeniu, nie jest dla mnie problemem. W poniedziałek miałem trzy sparingi po 5 minut i spokojnie dawałem radę.

 

- Czyli forma dużo lepsza niż przed walką z Timem Sylvią?

- Zdecydowanie tak. 18 września wszyscy się o tym przekonacie.

 

- Jaka taktykę przygotowujecie na walkę z "Butterbeanem"?

- Walczę z bokserem, więc muszę uważać na jego ręce. Gdy nadarzy się okazja, sto procent mocy i go wywalić, a później "obrabiać" go w parterze. Na pewno będę musiał się mocno napracować. On waży 180 kilogramów, więc przewrócić go tak prosto nie będzie.

 

- Jak odebrał pan słowa "Butterbeana", który powiedział, że "bije pan jak mała dziewczynka"?

- Była taka rozmowa. Powiedziałem mu, abyśmy załatwili to po męsku. Powiedziałem o sprawie chłopakom. Nie wiem, jak było później. Czy Esch zadzwonił, czy ktoś od nas się do niego zgłosił, nie wnikałem w szczegóły. Dogadali się, dzięki czemu wyjaśnimy sobie sprawę po męsku, zamiast tak jak baby obrzucać się mięsem: "ty taki jesteś", "ty tłusty jesteś". Załatwimy to tutaj, po męsku.

 

- Nie żałuje pan decyzji o walce z Sylvią.? Czy nie doszło do niej zbyt wcześnie?

- Nie, nie żałuję tej decyzji. Walka wiele mnie nauczyła, pokazała moje niedociągnięcia. Pokazała, że kondycyjnie jest ze mną beznadziejnie. Od razu po powrocie do Polski zrobiliśmy wszystkie możliwe badania, testy wydolnościowe, wysiłkowe. Osoby, które teraz ze mną pracują, przygotowują mnie odpowiednio. Walka z Sylvią była więc potrzebna.

 

- Najbliższa gala KSW jest tytułowana jako "Dzień sądu". To będzie również dzień sądu dla pana. Myślał pan o tym, co będzie, jeśli pan przegra walkę z Erikiem Eschem?

- Nie zastanawiałem się nad tym. Nie po to pracowałem ciężko pracowałem przez cztery miesiące, by myśleć o przegranej. Jeśli wychodzi się na ring zakładając swoją porażkę, to lepiej w ogóle nie wychodzić. Myślę o wygrywaniu.

 

- W mediach przewijały się informacje, że po tej walce możemy zobaczyć pana w listopadzie na gali Moosin, a rywalem miałby być Hong-man Choi.

- Na ten temat jeszcze nie chcę się wypowiadać. Myślę tylko o 18 września. Na razie nie chcę dalej wybiegać w przyszłość.

 

- Zrzucił pan sporo kilogramów. Jak się pan z tym czuje?

- To jest po prostu nie do opisania. To tak, jakby zdjąć 20-30 kilogramowy worek. Różnica jest znaczna. Jestem szybszy, lepsza wydolność, sprawność, dynamika. Mam nadzieję, że 18 września zobaczycie moją wygraną.

Walka Mariusz Pudzianowski - Eric "Butterbean" Esch 18 września w łódzkiej Atlas Arenie.

Karol Borawski / Wirtualna Polska

 

Kategoria: News

Zapraszamy do rozmowy ze zwycięzcą pierwszego turnieju “Konfrontacji Sztuk Walki” i jednym z pionierów MMA w Polsce, z Łukaszem Jurkowskim. Popularny “Juras” opowiada o swoich startach, komentowaniu oraz typuje wyniki walk na gali KSW14. Zapraszamy do lektury.

Cześć Łukasz. Dawno nie rozmawialiśmy, a więc pierwsze pytanie, co u ciebie?
- Siemanko. U mnie wszystko w porządku. Dużo pracy, więc na nudę nie narzekam. Zacząłem trenować i szykuje się do walki, która odbędzie się szóstego listopada.

A gdzie będziesz walczyć?
- Mam walczyć na gali Moosin w Chicago. Czekam na podpisanie kontraktu i jazda!
Trenujesz pełną parą?
- Dopiero po KSW14 biorę się mocniej do roboty, ponieważ aktualnie dużo czasu poświęcam na przygotowanie niektórych zawodników, którzy na najbliższym KSW będą walczyć. Dodatkowo praca w telewizji i czasu dla siebie nie zostaje dużo.
Czy wiesz może, kiedy po raz kolejny wystąpisz na KSW?
- Ze wstępnych ustaleń z Maćkiem i Martinem mam walczyć podczas piętnastej gali „Konfrontacji Sztuk Walki”.
Porozmawiajmy o gali KSW14, która zbliża się wielkimi krokami. Co możesz o niej powiedzieć.
- Cieszę się, że mogę patrzeć, jak rozwija się KSW od początku. Kolejna wielka impreza, kolejna wielka hala, miliony przed telewizorami i transmisja całej gali w otwartym paśmie Polsatu. Czego chcieć więcej dla promocji MMA w Polsce? Osiemnastego września w łódzkiej hali ‘Arena” czeka nas wiele interesujących pojedynków. Chciałbym zapytać ciebie o każdą z tych walk. Na początek Krzysztof Kułak kontra Daniel Dowda. Co powiesz o tym pojedynku?
- Na pewno wielki pojedynek dla fanów MMA w Polsce. Spotka się dwóch efektownie walczących zawodników, więc fajerwerków nie zabraknie. Kto wygra? Lepszy (śmiech). Mówiąc poważnie to bez względu na to, że i Krzysiek i Daniel to moi dobrzy koledzy typuję raczej Kułaka. Jest bardziej doświadczony i wszechstronniejszy od Dowdy. Obaj mają wielkie serce do walki i chciałbym delektować się tym pojedynkiem w pełnym wymiarze czasowym. Myślę, że będzie to jedna z bardziej emocjonujących walk polskiego MMA.
Kolejnym interesującym pojedynkiem będzie finał turnieju wagi lekkociężkiej pomiędzy Hiszpanem Danielem Taberą, a najlepszym półciężkim w naszym kraju, Janem Błachowiczem. Kto twoim zdaniem zdobędzie pas?
- Janek Błachowicz zwycięży przez TKO w drugiej rundzie. To mój typ na tę walkę. Janek posiada niesamowite umiejętności walki w każdej płaszczyźnie. Jest mocny psychicznie i zdeterminowany na Maksa. Połączmy to wszystko ze świetnie przepracowanym okresem przygotowawczym i mamy mieszankę, która wybuchnie osiemnastego września!
Głośną medialnie walką jest starcie Przemysława Salety z Marcienm Najmanem. Przygotowujesz Przemka do tego pojedynku, dlatego prosiłbym, żebyś bezstronnie ocenił ten pojedynek i jego zwycięzcę.
- Bezstronnie to raczej będzie ciężko. Przemek to mój dobry kolega (śmiech). Treningi z nim to czysta przyjemność, bo on łapie wszystko w mgnieniu oka. Jest doświadczonym zawodnikiem sportów walki z tytułami mistrzowskimi. Fizycznie jest przygotowany na sto procent. Myślę, że Najman nie ma żadnych argumentów, aby wygrać z Saletą. Chyba tylko niesamowity fart sprawi, że Marcin wygra to starcie.
Maine event KSW14 to arcyciekawa walka Mariusza Pudzianowskiego z zawodowym bokserem wagi ciężkiej, Erickiem „Butterbean” Eschem. Jak typujesz ten pojedynek?
- Kariera Mariusza w MMA wchodzi na właściwy tor. Dobrze, że poleciał do USA i dostał lekcję od Sylvii. Zrozumiał, że MMA to nie zabawa, a bardzo trudna praca. Jest zdeterminowany, ciężko trenuje, więc powinno być dobrze. Nie oszukujmy się, że jeśli Mariusz wywróci Escha to walka długa w parterze nie będzie. Byle tylko trzymał się nakreślonej przez jego sztab trenerski taktyki.
Osobiście uważam, że „Pudzian” powinien jak najszybciej wywrócić „Butterbeana”, bo ewentualna walka w stójce może okazać się dla byłego strongmana ciężkim nokautem. Uważasz podobnie?
- Nie jest filozofią i tajemnicą, że „Pudzian” szansy na zwycięstwo będzie szukał w parterze. Zapasy i kontrola na ziemi to jego najmocniejsze strony w MMA. Jeżeli natomiast zwariuje i będzie chciał zrobić show, czyli wymieniać ciosy z Eschem to zostanie znokautowany. Wysoka garda, wejście w nogi i ground and pound do końca. Tak wygra tą walkę Mariusz Pudzianowski.
Oprócz extrafightów zobaczymy turniej wagi lekkiej. Znamy nazwiska sześciu z ośmiu zawodników, którzy w nim wystąpią. Co możesz powiedzieć o obecnym składzie personalnym?
- Chyba najmocniejsza obsada turnieju wagi lekkiej w Europie. Świetne nazwiska, topowi Polscy zawodnicy kategorii lekkiej – z wyjątkiem Irokeza. Kategoria do siedemdziesięciu kilogramów jest jedną z bardziej widowiskowych, a mając takie nazwiska w turnieju na pewno nie będziemy się nudzić.
Czy masz w tej szóstce swojego faworyta na finał?
- Oczywiście Maciek Górski. Myślę, że czarnym koniem może być również Michał „Meta” Mankiewicz.
Zatem poziom sportowy tego widowiska?
- Poziom sportowy gali poznamy po jej zakończeniu. Ja w każdym razie nie mogę się doczekać momentu, kiedy założę słuchawki na uszy i będę emocjonował się tą galą ze stanowiska komentatorskiego.
Dziękuję ci Łukasz za rozmowę, życzę niesamowitych emocji osiemnastego września i kolejnego triumfu w Ameryce.
- Dziękuję i pozdrawiam wszystkich fanów MMA w Polsce.
Rozmawiał Artur Przybysz

Kategoria: News
wtorek, 12 październik 2010 18:34

Pudzianowski: tego będę bał się jak ognia

Już 18 września w łódzkiej Atlas Arenie Mariusz Pudzianowski zmierzy się z Erikiem "Butterbeanem" Eschem. Ważący 180 kilogramów "król czterorundówek" nie jest faworytem walki z pięciokrotnym mistrzem świata siłaczy, ale dysponuje potężną bronią, której bardzo obawia się "Pudzian".

44-letni Esch to niezwykle doświadczony zawodnik. Stoczył 85 walk bokserskich, z których 77 wygrał. Aż 58 razy nokautował swoich rywali, głównie potężnymi ciosami prawą ręką.

- Trzeba będzie uważać na jego prawą rękę, bo to jest młot pneumatyczny - mówi Pudzianowski w rozmowie z lookr.tv. - Gdyby ten młot dostał się na moją głowę, chyba bym zaliczył "dechy". A tego nie chcę. Jego prawej ręki będę bał się jak ognia - wyznaje "Dominator".

Sposób Pudzianowskiego na Escha jest prosty - przewrócić go i wykończyć w parterze. W tym celu nasz strongman stosuje odpowiednie metody treningowe.

- Trenuję z zawodnikami ważącymi po 150 kilogramów. Przewrócić takiego kogoś nie jest łatwo, a mi się udaje - mówi "Pudzian". Czy na gali KSW 14 uda mu się sprowadzić "Butterbeana" na ziemię? Dowiemy się już wkrótce.

WP.PL

Kategoria: News

Dzień przed walką z Japończykiem Yusuke Kawaguchim (30 l.) Mariusz Pudzianowski (33 l.) jest gotowy na twardy bój, z drugiem po Marcinie Najmanie (31 l.) przeciwnikiem w KSW.

- To będzie rzeź. Będę jak rozwścieczony byk, którego właśnie wypuszczono z klatki. - Dlatego piątkowy pojedynek chcę szybko rozegrać, żeby być jak najmniej obity. Rzucę się na rywala jak wygłodniałe zwierzę, a jeśli sprowadzę go do parteru, to będzie po walce - powiedział Pudzianowski w rozmowie z portalem Sportfan.

"Pudzian" nie chciał się odnieść do krytycznych słów trenera Krzysztofa Kosedowskiego. - Zostawiam to bez komentarza - stwierdził ucinając dyskusję.

źródło: se.pl

Kategoria: News

W piątek w katowickim Spodku Mariusz Pudzianowski stoczy drugi pojedynek w formule MMA (dyscyplina sportowa, w której zawodnicy walczą wręcz, wykorzystując dozwolone techniki - od boksu po zapasy czy judo).

Jego rywalem będzie Yusuke Kawaguchi. Dwa tygodnie później przyjdzie mu się zmierzyć w Ameryce z byłym mistrzem UFC, Timem Sylvią.

Tymczasem już przed walką doszło do małego skandalu. Jeden z trenerów Pudziana, były bokser Krzysztof Kosedowski, nie zostawił suchej nitki na swoim podopiecznym: - Słaby lewy prosty, słabe nogi, słaba obrona, słaby atak. Myślę, że nie jest do końca przygotowany na ból. Mariusz tak naprawdę nie wie, w co się wpakował - powiedział dla serwisu boxingnews.pl.

Czy wysłał pan nielojalnego współpracownika na zieloną trawkę?

Mariusz Pudzianowski: - Te wypowiedzi zbulwersowały bardzo dużo ludzi. Pracujesz z kimś i nagle się okazuje, że ten ktoś jedzie po tobie. Powiem najdelikatniej, jak mogę, Kosedowski nieładnie się zachował. Albo się nie zastanowił, co mówi albo zrobił to celowo, chcąc na przykład w ten sposób osłabić moje morale. Do walki się w tej sprawie nie odzywam. Zrobię swoje, a potem wyciągnę wnioski.

Podpowiadacze twierdzą, że musi pan pojedynek z Japończykiem rozstrzygnąć w dwóch pierwszych minutach, bo potem on będzie górą.

- Im się chyba wszystkim w głowach poprzewracało.

Dlaczego pan tak sądzi?

- Jestem niewygodnym facetem, zawodnikiem, uczniem. Mam swoje zdanie. Nie pozwalam sobie wejść na głowę. To ja decyduję, co mam robić, a nie żadni podpowiadacze. A jeśli chodzi o krytykę Kosedowskiego, powiem tak: w MMA nie samym boksem się żyje. Mogę mieć jedną słabszą dziedzinę, na przykład boks, ale jeszcze zostają zapasy, ju-jitsu i wiele innych technik, które można z powodzeniem wykorzystać. Może zabrzmi to nieskromnie, ale moim zdaniem, profesjonalny bokser w MMA nie miałby dziś większych szans na sukces.

Co pan sądzi o piątkowym rywalu? Widział pan na wideo jego pojedynki?

- Oglądałem i co - miałem się przestraszyć? Nic z tego. Nie wychodzę na ring po to, żeby przegrać.

On jest od pana znacznie bardziej doświadczonym zawodnikiem.

- Nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Mam swój plan na ten pojedynek i będę go konsekwentnie realizował. Jestem dobrze przygotowany do walki. Uważam, że dziś jako zawodnik MMA jestem trzy piętra wyżej niż przed pojedynkiem z Marcinem Najmanem.

Podobno postawił pan 20 tysięcy złotych na to, że złoi Japończykowi skórę...

- Ale to żaden wielki interes. Bukmacherzy mojemu rywalowi nie dają większych szans. Za każdą złotówkę postawioną na jego zwycięstwo można zarobić w stosunku 4:1. Mój triumf jest dużo gorzej opłacany - tylko 1,2:1.

Zawiesza pan sobie wysoko poprzeczkę, skoro za dwa tygodnie chce pan stoczyć kolejny pojedynek za oceanem z groźnym rywalem.

- Do odważnych świat należy. Dbam o własną skórę, nie dam sobie jej złoić. Nie powinno być rozczarowań. Tylko jakaś kontuzja mogłaby pokrzyżować plany. Ale myśli o tym do siebie nie dopuszczam.

Dużo pan zarobi na tych pojedynkach?

- Pieniądze nie mają znaczenia. Zarobiłem już tyle, żeby żyć wygodnie i dostatnio. Mam duszę prawdziwego sportowca. Potrzebuję adrenaliny, nowych wyzwań, doświadczeń, progów do pokonania. W każdej dziedzinie, za jaką się zabrałem, dążyłem do perfekcji. Wierzę, że i w MMA jestem w stanie wdrapać się na sam szczyt.

Jak znajduje pan jeszcze czas na śpiewanie czy przebieranie się za... Nergala?

- Nie trenuję przecież przez cały dzień. O 7 rano pół godziny biegam, potem półtoragodzinny trening, kolejny - nie mniej intensywny - mam po południu. A w międzyczasie dużo wolnego. Mam prawo przez godzinkę, półtorej trochę się pobawić.

Nergala to pan wymyślił?

- Parę osób z otwartą głową ze mną współpracuje i jak widać nie brakuje im pomysłów.

Czy jeszcze czymś nas pan zaskoczy w muzycznym show "Tylko nas dwoje"?

- Oczywiście, ale to tajemnica i jej nie zdradzę.

A co pan tym razem zaśpiewa?

- "Tango libido" Macieja Maleńczuka i jakiś angielski kawałek.

Jesienią planuje pan kolejne walki?

- Tak. Wszystko wskazuje na to, że 17 września w łódzkiej Atlas Arenie zmierzę się z Pawłem Nastulą, a w listopadzie w Chicago z mającym 218 cm wzrostu Hong-Man Choiem. Tak w Łodzi, jak i w Bostonie moje walki ma obserwować komplet widzów czyli kilkanaście tysięcy osób.

Źródło: Express Ilustrowany
Autor: Paweł Strzelecki

Kategoria: News

Moja taktyka? Jest prosta. Wyjdę i urwę mu łeb - śmieje się Mariusz Pudzianowski (33 l.), który już dziś, podczas gali KSW w katowickim Spodku stoczy drugą walkę w karierze. - Nie będę czekać, ruszę na niego ostro, będę jak rozjuszony byk.

"Super Express": - Walka z Najmanem była.. jaka była. Pojedynek z Kawaguchim ma być twoim pierwszym poważnym sprawdzianem w MMA. Masz tremę?

Mariusz Pudzianowski: - Nie. Podchodzę do tej walki jak do treningu: skoncentrowany, ale na luzie. Już 11 lat uprawiam zawodowo sport, więc psychika mi nie wysiądzie.

- Nie jesteś za bardzo pewny? Postawiłeś nawet na siebie u bukmacherów 20 tysięcy złotych.

- Nie po to trenowałem ostro 7 miesięcy, żeby teraz w siebie nie wierzyć. Mogę spojrzeć w lustro i powiedzieć, że nie mam sobie nic do zarzucenia. To była prawdziwa harówka, żadnego oszukaństwa.

- Kawaguchi odgraża się, że cię zniszczy...

- Niech sobie gada. Jak japoński kamikadze rozbije się o 130-kilogramową ścianę mięśni.

- Trener Krzysztof Kosedowski, który przygotowywał cię pod względem bokserskim do walki, skrytykował twoje umiejętności. Powiedział, że o boksie nie masz pojęcia, nie wiesz co to prawdziwy ból...

- Czytałem jego wypowiedź i byłem zaskoczony. Jeżeli chodzi o moje umiejętności bokserskie, to nikogo nie będę przekonywał, że jest inaczej. Nigdy nie będę rewelacyjnym bokserem. Ale mam mnóstwo innych atutów. Poza siłą, mam jaja, a silna psychika to podstawa, gdy zaczyna się jatka w ringu. A co do odporności na ból? Nie boję się go. Podczas zawodów strongmanów nie raz zrywałem ścięgna czy mięśnie, ale zaciskałem zęby, wiązałem wszystko bandażami i jechałem dalej do przodu. Teraz będzie tak samo.

- Nie brakuje głosów, że odbija ci sodówka, zamiast skupić się na przygotowaniach, zajmujesz się śpiewaniem w telewizji.

- Bez obaw, udział w show Polsatu nie zakłócił moich przygotowań. Wręcz przeciwnie, pomógł mi, bo to była taka dobra odskocznia od reżimu treningowego.

- Już 2 tygodnie po walce z Kawaguchim czeka cię starcie z Timem Sylvią w USA. Dalej uważasz, że to dobry pomysł, żeby bić się tak często?

- Zawsze byłem wariat, kręci mnie duże ryzyko. Dziś będę chciał jak najszybciej tę walkę skończyć, żeby się jak najmniej zmęczyć i nie oberwać przypadkowo po głowie. Rzucę się na niego jak wygłodniałe zwierzę i jak go złapię, to już nie wypuszczę. Będzie ostra jazda do samego spodu. Kto wie, może potrwa to jeszcze krócej niż z Najmanem (44 sek. - red.).

- A co po walkach z Kawaguchim i Sylvią? Starcie z Pawłem Nastulą?

- Jeszcze żadnych konkretów nie ma. Za to w USA wszystko kręci się szybciej. Lada dzień mam podpisać kontrakt na walkę z mierzącym 218 cm Koreańczykiem Hong-Man Choiem. To dopiero będzie zabawa!

Źródło: se.pl

Kategoria: News

Nasz zawodnik nie wahał się wyłożyć ciężkiej forsy na swoją wygraną. Ciekawe, czy obstawił także w tym nietypowym zakładzie...

Pisaliśmy Wam przed kilkoma dniami, że Pudzian zamierza przy okazji walki z Yusuke Kawaguchim (na gali KSW 13 w katowickim Spodku) co nieco sobie dorobić. Siłacz pochwalił się, że postawił 20 tysięcy złotych na swoje zwycięstwo, co - przy kursie 1,2 - może mu dać zarobek w wysokości 4 tys. złotych.

Kurs na Pudzianowskiego jest niski, bo Polak jest zdecydowanym faworytem walki z Japończykiem. Ale... bukmacherzy nie byliby sobą, gdyby nie wymyślili czegoś oryginalnego. Jedna z firm proponuje zakład tak oryginalny, że aż szokujący!

Przeglądając kursy różnych buków trafiliśmy na stronę wspomnianej firmy. Ten zakład dosłownie zwalił nas z nóg!

O co się można założyć? Przeczytajcie uważnie.

Jaką część ciała Pudzianowski złamie Kawaguchiemu?

Możliwości jest siedem. Najmniej zarobić można na tym, że Japończyk przetrwa do końca walki bez żadnych złamań (kurs 1,07).

Ale już rozkwaszony nos Kawaguchiego może przynieść niezły zarobek tym, którzy na to postawią. Siedem złotych za każdą wniesioną złotówkę.

Dalej mamy poważniejsze urazy. Lewa noga (11,00), żebra (15,00), prawa noga (15,00), lewa ręka (19,00), prawa ręka (19,00)...

Pewnie zastanawia Was, dlaczego ręce Japończyka są „wycenione” po równo, a nogi nie. Naszym zdaniem ma to związek z poprzednią walką Pudziana, w której zniszczył Marcina Najmana potwornymi low kickami. Kopał go właśnie w lewą nogę.

Ciekawe, jakie będą wyniki tego nietypowego zakładu. Ciekawe też, czy Pudzian postawił na któryś wariant...

Nam za to nasunęła się jedna refleksja. Polak w wielu wywiadach - m.in. w dzisiejszym dla „Super Expressu” - zapowiada, że urwie łeb Japończykowi. Że też bukmacherzy nie uwzględnili tego w ofercie ...

Kawaguchi zakończy dzisiejszą walkę z poważnymi obrażeniami? Pudzian może zrobić mu krzywdę? Czekamy na Wasze prognozy!

PS. Polsat pokaże galę KSW z Katowic od godz. 22.00 (transmisja w Polsacie Sport już od 20.30).

źródło: sportfan.pl

Kategoria: News
czwartek, 06 maj 2010 23:59

Najman krytykuje za słowa o "Pudzianie"

- Ja sobie nie wyobrażam, aby pracować z jakimś trenerem, a ten trener przed walką publicznie opowiada o minusach swojego zawodnika. Uważam, że to jest nieprofesjonalne. Ja się nigdy z czymś takim nie spotkałem - mówi przed walką Mariusza Pudzianowskiego z Japończykiem Yusuke Kawaguchim poprzedni rywal "Dominatora" Marcin Najman.

Jak oceniasz najbliższego rywala Mariusza Pudzianowskiego? Kto według twojej oceny jest faworytem w tej walce?

Marcin Najman: Faworytem na papierze wydaje się być Kawaguchi, natomiast Ja powiem, że mocno trzymam kciuki za Mariuszem. Pomimo tego, że w ringu byliśmy oponentami, to prywatnie nie ma między nami żadnej animozji. Wydaje mi się, że wzajemnie darzymy się szacunkiem. Ostatnio nawet byłem obecny podczas programu "Tylko nas Dwoje”, w którym udział bierze Mariusz i też sympatycznie to nasze spotkanie wyglądało. Ja mu bardzo kibicuje, ale mnie się wydaje, że na papierze faworytem jest Kawaguchi. On jest bardziej doświadczony od Mariusza. Podczas naszej walki ja byłem debiutantem i Mariusz też był debiutantem. Kawaguchi będzie miał o tyle łatwiej, że on Mariusza widział i wie czego się po nim spodziewać. Wie jakiej szybkości, jakiego dynamitu może się po Pudzianowskim spodziewać. Ja tego przed walką nie wiedziałem, dlatego myślę, że może to być ciężka walka dla Mariusza, ale jeżeli da z siebie wszystko to na pewno zwycięży.

Jak oceniasz to co powiedział Krzysztof Kosedowski, który trenuje z Mariuszem Pudzianowskim. Trener boksu stwierdził, że daje w tej walce 50% szans na zwycięstwo Mariuszowi Pudzianowskiemu, co zaskoczyło wielu kibiców. Ty uważasz podobnie, bo mówiłeś, że faworytem w pewnym sensie jest Kawaguchi?

Nie chciałbym komentować wywiadu jakiego udzielił Krzysztof Kosedowski. Powiem tak zupełnie w oderwaniu do tego wywiadu, że ja sobie nie wyobrażam, aby pracować z jakimś trenerem, a ten trener przed walką publicznie opowiada o minusach swojego zawodnika. Uważam, że to jest nieprofesjonalne. Ja się nigdy z czymś takim nie spotkałem. Wręcz przeciwnie trener powinien motywować zawodnika po to, aby zawodnik uwierzył w siebie i był bardzo zmotywowany. Przeciwnik o brakach, czy niedociągnięciach Mariusza nie powinien nic wiedzieć przed walką. Jestem zdumiony tym, co przeczytałem, ale nie mnie to oceniać. Ani to nie jest mój trener, ani to nie jest moja walka. Ja sobie takiej sytuacji nie wyobrażam żeby ktoś, kto trenuje ze mną, przed tak ważnym pojedynkiem wypowiadał się w ten sposób.

Walka Mariusza Pudzianowskiego z tobą trwała 45 sekund. Wygląda na to, że stawiasz Kawaguchiego w roli faworyta. Myślisz wobec tego, że ta walka potrwa o wiele dłużej?

Przede wszystkim Japończyk ma duże doświadczenie. Po drugie Kawaguchi wie, czego się po Mariuszu spodziewać. On wie, że Mariusz może go frontalnie zaatakować i to nawet nie zejściami do kolan, czyli tego czego ja się spodziewałem, tylko bardzo szybkimi kopnieciami może rozstrzygnąć walkę. Kawaguchi to już wie i z pewnością będzie starał się przed nim uciekać. To już nie jest tajemnicą, że klucz do pokonania Mariusza Pudzianowskiego, to wytrzymać pierwsze kilka minut. Myślę, że od trzeciej minuty walki można wchodzić z nim w rywalizację na bardzo wyrównanym poziomie. Natomiast pierwsza faza walki jest w starciu z Mariuszem bardzo ryzykowna i straszliwie ciężka. Ja uważam, że to może być dobra walka. Głęboko trzymam kciuki za Mariusza i mam nadzieję , że sobie poradzi.

Kiedy kibice mogą spodziewać się twojej kolejnej walki w ringu?

To zależy od dwóch kwestii. Przede wszystkim od tego, czy wraz z Jerzym Kulejem uda nam się zorganizować galę boksu w Częstochowie. Jesteśmy w trakcie rozmów z urzędem miasta i jeżeli dopięlibyśmy wszystko, to wystąpiłbym na gali bokserskiej we wrześniu. W takim wypadku powrót do MMA odbyłby się w grudniu na 15 gali KSW. Jeżeli do gali w Częstochowie by nie doszło, to wtedy zawalczę na 14 gali KSW we wrześniu. Wiem, że odbywają się intensywne starania o to, abym po powrocie do MMA stanął w ringu z bardzo atrakcyjnym rywalem. Nie czas, aby o tym mówić, ale powiem tylko, że właściciele KSW mają głowę na karku.

Mariusz Pudzianowski 14 dni po KSW 13 stanie w ringu naprzeciw Tima Sylvia. Jak oceniasz tego rywala i szanse "Pudziana" w starciu z nim?

Tutaj pojawi się pewien problem, bo Sylvia nie ustępuje gabarytami Mariuszowi, a nawet jest od niego większy. Nie można zapominać także, że to były mistrz UFC. Mariusz ma coś, czego nie ma żaden inny zawodnik na świecie. Mariusz ma piekielną siłę i dynamikę. Pierwsze minuty, kto by z nim nie stał w ringu będzie w piekielnym niebezpieczeństwie. Będę Mariuszowi kibicował, ale nie jestem w stanie wskazać w tej walce faworyta.

Bierzesz się z organizację gali boksu. Oznacza to, że właśnie tym, a nie czynnym sportem będziesz chciał się zajmować?

Nie. Ja już jedną galę boksu zorganizowałem dla moich kibiców w Częstochowie. Czas, aby ponownie boks zawodowy pojawił się w moim mieście. Ja jeszcze nie skończyłem z czynnym uprawianiem sportów walki. Jak skończę to być może wtedy pomyślę o czymś takim, teraz traktuję to raczej w ramach powiedzmy pewnego epizodu.

www.boxingnews.pl
Źródło: wp.pl

Kategoria: News
czwartek, 06 maj 2010 23:59

Pudzian cięższy od Japończyka.

Są już po ważeniu przed jutrzejszą walką. Zgodnie z przewidywaniami więcej na wagę wniósł „Dominator”. Jak zamierza pokonać Japończyka? Przeczytaj.Dziś odbyło się ważenie i konferencja prasowa. Jutro w Spodku czeka nas trzynasta gala Konfrontacji Sztuk Walk, na której wystąpi m.in. Mariusz Pudzianowski.

O godz. 18.00 na katowickim rynku pojawili się pierwsi uczestnicy gali. Najpierw ci, którzy stoczą walki turniejowe, a następnie główni bohaterowie piątkowego wieczoru. Zabrakło jedynie Brazylijczyka Vitora Nobregi, który... czekał na bagaże.

Większość kibiców, która przyszła na ważenie, czekała zaś na Mariusza Pudzianowskiego. „Dominator” wszedł na scenę w białych spodniach i białej koszulce oraz ciemnych okularach. Był rozluźniony, co rusz dowcipkował.

Nie jedliście obiadu? Pokażcie, że jestem w Katowicach! Słabo, słabo - zwrócił się na początek do kibiców.

Prowadzący galę Paweł Wójcik z Polsatu zapytał Pudziana, czy zamierza w sobotni wieczór wziąć udział w show „Tylko nas dwoje”.

Mam zamiar śpiewać, ale czy będę, tego nie wiem. Jeżeli kolega zleje mnie mocno, może nie dotrę o własnych siłach - stwierdził Pudzian.
Co mówił Kawaguchi? Był bardzo oszczędny w słowa.

Przyjechałem z Tokio. Bardzo mi się podoba w Polsce i w Katowicach. Liczę jutro na wspaniałą walkę - powiedział.
Potem zaś obaj fighterzy stanęli na wadze. Jak można się było domyślić, więcej wniósł na nią strongman. Oto wyniki:

Pudzianowski - 128,3 kg
Kawaguchi - 111,5 kg

Pudzian waży więc o 2,5 kg więcej niż podczas grudniowej walki z Marcinem Najmanem. Obiecał także, że w piątek emocje w ringu też będą większe.
Jestem jeszcze żółtodziobem w tym sporcie, ale przyjechałem tu wygrać. Oczywiście, że chciałbym jak najszybciej, ale jestem przygotowany na pełne dwie rundy, a jak będzie trzeba, to nawet na dogrywkę. Od razu Wam obiecuję, że będzie ostro! - zakończył.
Piątkową galę pokaże Polsat (od 22.00), transmisja w Polsacie Sport już od 20.30.

Jaki przebieg będzie mieć - Waszym zdaniem - druga walka Pudzianowskiego w MMA? "Spacerek" jak z Najmanem czy dużo trudniejsza przeprawa? Piszcie!

Kategoria: News

Są już po ważeniu przed jutrzejszą walką. Zgodnie z przewidywaniami więcej na wagę wniósł „Dominator”. Jak zamierza pokonać Japończyka? Przeczytaj.Dziś odbyło się ważenie i konferencja prasowa. Jutro w Spodku czeka nas trzynasta gala Konfrontacji Sztuk Walk, na której wystąpi m.in. Mariusz Pudzianowski.

O godz. 18.00 na katowickim rynku pojawili się pierwsi uczestnicy gali. Najpierw ci, którzy stoczą walki turniejowe, a następnie główni bohaterowie piątkowego wieczoru. Zabrakło jedynie Brazylijczyka Vitora Nobregi, który... czekał na bagaże.

Większość kibiców, która przyszła na ważenie, czekała zaś na Mariusza Pudzianowskiego. „Dominator” wszedł na scenę w białych spodniach i białej koszulce oraz ciemnych okularach. Był rozluźniony, co rusz dowcipkował.

Nie jedliście obiadu? Pokażcie, że jestem w Katowicach! Słabo, słabo - zwrócił się na początek do kibiców.

Prowadzący galę Paweł Wójcik z Polsatu zapytał Pudziana, czy zamierza w sobotni wieczór wziąć udział w show „Tylko nas dwoje”.

Mam zamiar śpiewać, ale czy będę, tego nie wiem. Jeżeli kolega zleje mnie mocno, może nie dotrę o własnych siłach - stwierdził Pudzian.
Co mówił Kawaguchi? Był bardzo oszczędny w słowa.

Przyjechałem z Tokio. Bardzo mi się podoba w Polsce i w Katowicach. Liczę jutro na wspaniałą walkę - powiedział.
Potem zaś obaj fighterzy stanęli na wadze. Jak można się było domyślić, więcej wniósł na nią strongman. Oto wyniki:

Pudzianowski - 128,3 kg
Kawaguchi - 111,5 kg

Pudzian waży więc o 2,5 kg więcej niż podczas grudniowej walki z Marcinem Najmanem. Obiecał także, że w piątek emocje w ringu też będą większe.
Jestem jeszcze żółtodziobem w tym sporcie, ale przyjechałem tu wygrać. Oczywiście, że chciałbym jak najszybciej, ale jestem przygotowany na pełne dwie rundy, a jak będzie trzeba, to nawet na dogrywkę. Od razu Wam obiecuję, że będzie ostro! - zakończył.
Piątkową galę pokaże Polsat (od 22.00), transmisja w Polsacie Sport już od 20.30.

Jaki przebieg będzie mieć - Waszym zdaniem - druga walka Pudzianowskiego w MMA? "Spacerek" jak z Najmanem czy dużo trudniejsza przeprawa? Piszcie!

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW