Już w piątek Mariusz Pudzianowski zmierzy się w katowickim Spodku z Yusuke Kawaguchim. Trener uważa, że zawodnik jest w doskonałej formie. - Mariusz po prostu niszczy uderzeniami najtwardszych ludzi - mówi Mirosław Okniński.

Forma Pudzianowskiego przeraża nawet jego sparingpartnerów. Walką z byłym strongmanem nie jest zainteresowany nawet jego trener. - Nie chcę, żeby mi złamał kręgosłup. Noga już mi raz pękła od jego kopnięcia, a ostatnio, jak mnie złamał na ziemi... zacząłem się bać - mówi dziennikowi "Polska The Times" Okniński.

- Kawaguchi też powinien się zastanowić, czy na pewno chce podtrzymywać słowa, że zniszczy Pudzianowskiego - dodaje. Trener podkreśla znakomitą formę swojego zawodnika. - Mariusz po prostu niszczy uderzeniami najtwardszych ludzi, gdy rozciągnie ich na ziemi.

Bardziej sceptyczny jest jeden z najlepszych trenerów w Polsce, u którego Pudzianowski był na konsultacjach, Krzysztof Kosedowski. Według niego, polski zawodnik nie jest przyzwyczajony do bólu.

- W każdym elemencie sztuki pięściarskiej u Mariusza są braki. Słaby lewy prosty, słabe nogi, słaba obrona, słaby atak. Myślę, że nie jest do końca przygotowany na ból - powiedział w rozmowie z boxingnews.pl.

- Mariusz wyjdzie i będzie walczył. Ale przyjdzie taki moment, że Japończyk go złapie założy dźwignię i będzie musiał odpukać, bo mu rękę wyrwie albo go udusi. Ja na sportach walki w parterze się nie znam, wiec trudno mi na ten temat powiedzieć cokolwiek. Mariusz skóry tanio na pewno nie sprzeda. Przyjdzie taki strzał jeden czy drugi i nie wytrzyma - dodał Kosedowski.

Mirosław Okniński w rozmowie z "Polską The Times" jest przeciwnego zdania. - Zupełnie co innego sądzą chłopcy, których ściągamy na treningi dla "Pudziana". Byki po sto kilogramów mają nadzieję, że zrobią krzywdę najsilniejszemu człowiekowi świata, jeszcze jakoś nie sprawiły, by Mariusz cierpiał.

Trener Okniński uważa, że Pudzianowski jest dużo bardziej zdeterminowany niż przed walką z Marcinem Najmanem. - On rozniesie tego Japończyka - dodaje.

Gala, podczas której Mariusz Pudzianowski zmierzy się z Yusuke Kawaguchim, rozpocznie się w piątek o godzinie 20:00.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News

W swojej drugiej walce w formule MMA zapowiada rzeź na ringu. Chce szybko skończyć z przeciwnikiem, aby odpocząć przed kolejnym pojedynkiem.To będzie rzeź. Będę jak rozwścieczony byk, którego właśnie wypuszczono z klatki - tak w rozmowie z naszym serwisem zapowiada walkę z Japończykiem Yusuke Kawaguchim, Mariusz Pudzianowski.

Przypomnijmy, że do ich pojedynku dojdzie w piątek w katowickim Spodku.

Pierwszą walkę w formule MMA Pudzianowski stoczył z Marcinem Najmanem i bez większych problemów wygrał ją przed czasem. Teraz może być jednak o wiele trudniej. Kawaguchi wywodzi się z judo, a w MMA ma za sobą 11 zwycięstw i tylko jedną porażkę. Poza tym Pudzianowski dwa tygodnie później stoczy walkę w USA z byłem mistrzem prestiżowej federacji UFC, Timem Sylvią.

Zawsze byłem ryzykantem, choć przyznam, że dopiero teraz to do mnie dociera. Szanuję każdego rywala, ale wychodząc do ringu, nie zamierzam przegrać - twierdzi „Pudzian”. - Dlatego piątkowy pojedynek chcę szybko rozegrać, żeby być jak najmniej obity. Rzucę się na rywala jak wygłodniałe zwierzę, a jeśli sprowadzę go do parteru, to będzie po walce.

Siłacz będzie miał jednak bardzo mało czasu na regenerację przed następnym pojedynkiem.

    Wiem, że wielu ludzi mówi już o mnie, że odbiła mi „sodówka” i czuję się już bardzo mocny. To nieprawda, nadal pozostaję tym samym Mariuszem i doskonale zdaję sobie sprawę, że w MMA jestem jeszcze żółtodziobem. Po prostu wiem jak ciężko pracowałem na treningach, dlatego jestem pewny swego. A kibicom mogę obiecać, że będzie bardzo ostro - zadeklarował były strongman.

    Pod kątem bokserskim Pudzianowskiego przygotowywał Krzysztof Kosedowski. Brązowy medalista olimpijski z Moskwy w boksie w wadze piórkowej, ostatnio skrytykował na łamach prasy umiejętności pięściarskie „Pudziana”. Według niego brakuje mu szybkości , odpowiedniej koordynacji ruchowej i przede wszystkim podstaw boksu. Poza tym według Kosedowskiego, Pudzianowski nie zainkasował jeszcze silnego ciosu, więc nie wiadomo, jak się po nim zachowa.

    Jeżeli trener w ten sposób wypowiada się o swoim podopiecznym, to świadczy to tylko o samym trenerze - odparł Pudzianowski, który nie chciał odpowiedzieć czy oznacza to zakończenie współpracy z Kosedowskim.  - Zostawiam to bez komentarza.

Kategoria: News

- Jestem jeszcze żółtodziobem w MMA. Dużo, dużo muszę się nauczyć, ale idę do przodu i was nie zawiodę. Dojdę do mistrzostwa świata - powiedział Mariusz Pudzianowski po zwycięskiej walce z Yusuke Kawaguchim.

- Liczyłem, że walka potrwa maksymalnie 2-3 minuty. Oczy postawiłem, jak była druga runda. W momentach zwątpienia w drugiej rundzie słyszałem kibiców, krzyczących "Pudzian, dawaj!" i to mnie bardzo motywowało - dodał słynny strongman.

- Za dwa tygodnie walczę z dwukrotnym mistrzem świata wagi ciężkiej federacji UFC, Timem Sylvią. Nie wiem, jak to będzie, ale będę walczył do końca - obiecał Mariusz Pudzianowski.

Pokonany Kawaguchi szybko pogodził się z porażką, choć był dla Polaka wymagającym rywalem.

- To była walka z najsilniejszym człowiekiem świata. Zdecydowałem się na nią po długim namyśle. Uważam, że była bardzo dobra. Pragnę tu jeszcze wrócić - wyznał Japończyk.

Źródło: wp.pl

Kategoria: News

Yusuke Kawaguchi okazał się wymagającym przeciwnikiem dla Mariusza Pudzianowskiego w pierwszej walce wieczoru gali KSW 13. "Pudzian" wygrał z Japończykiem po dwóch zaciętych rundach.

Początek walki był zgodny z tym, czego oczekiwano od Mariusza. Pięciokrotny mistrz świata strongman od pierwszych sekund rzucił się na rywala, ale tym razem zamiast skutecznych w rywalizacji z Marcinem Najmanem low-kicków "Pudzian" zastosował wymianę ciosów pięściami w stójce.

 Kawaguchi nie przestraszył się jednak rosłego rywala. Przyjął warunki Polaka, a następnie chronił się przed siłą ciosów Mariusza skutecznie klinczując, a kiedy walka przeniosła się do parteru Yusuke umiejętnie przytrzymywał "Pudziana", żeby ten nie mógł zadać mocnego ciosu.

Po pierwszej rundzie ataki Mariusza wyraźnie osłabły. Kawaguchi mimo kilku ciosów, które doszły celu nie potrafił jednak skutecznie "naruszyć" Pudzianowskiego i ten - głosami sędziów - odniósł swoje drugie zwycięstwo na zawodowym ringu. Walka z Kawaguchim pokazała jednak braki zgłaszającego mistrzowskie aspiracje Polaka.

- Wciąż jestem żółtodziobem w tym sporcie, czeka mnie jeszcze wiele nauki, ale z każdym miesiącem treningów idę do przodu. Nie zawiodę was, będę mistrzem świata - zadeklarował pięciokrotny mistrz globu strongman, ku uciesze licznie zgromadzonej w katowickim Spodku publiczności.

Mariusz przyznał, że Kawaguchi zaskoczył go tak dobrą i nieustępliwą postawą. - Przyznam szczerze, że spodziewałem się, że walka potrwa dwie, może trzy minuty. Czy miałem moment zwątpienia? Tak, ale wtedy pomyślałem o moich rodzicach. Nie mogłem ich rozczarować - zaznaczył "Pudzian".

Już za dwa tygodnie Mariusza czekać będzie kolejny ciężki pojedynek w MMA. Tym razem jego rywalem podczas gali Moosin pod Bostonem będzie były mistrz wagi ciężkiej prestiżowej federacji UFC, Tim Sylvia. - Będzie ciężko, ale na pewno się nie poddam - zapowiedział "Pudzian".

Także drugi z reprezentantów Japonii bardzo dobrze zaprezentował się w Katowicach. Ryuta Sakurai po zaciętym boju zakończonym dogrywką zremisował z jedną największych gwiazd polskiego MMA, Mamedem Khalidovem.

Dariusz Jaroń, Spodek
Źródło: interia.pl

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski po dwóch rundach ciężkiej walki pokonał Japończyka Yusuke Kawaguchiego podczas gali Konfrontacji Sztuk Walki w katowickim Spodku.

Większość kibiców zgromadzonych w katowickim Spodku przyszła w piątkowy wieczór „na Pudziana”. KSW 13 dla mniej wtajemniczonych w MMA, czyli w mieszane sztuki walki, była galą, na której przede wszystkim Mariusz Pudzianowski miał udowodnić, że jego przygoda w ringu nie ograniczyła się li tylko do pokonania Marcina Najmana. Najsilniejszy człowiek świata stoczył zacięty bój z Japończykiem Yusuke Kawaguchim. Po morderczych 10 minutach jednogłośnie decyzją sędziów wygrał, ku uciesze licznie zgromadzonej publiczności, "Pudzian". Zwycięstwo nie przyszło mu jednak łatwo.

Walka, na którą wszyscy czekali, odbyła się jako dziewiąta, przedostatnia, jedna z dwóch walk wieczoru. Pudzianowski, który legitymował się przed walką z Kawaguchim, bilansem walk w formule MMA 1-0, rozpoczął podobnie jak pojedynek z Najmanem – od huraganowego ataku. Publiczność piała z zachwytu, gdy szybki jak błyskawica "Pudzian" zaatakował rywala. Ale Kawaguchi, który przed katowicką walką miał na koncie 12 walk i tylko jedną porażkę, nie zamierzał tanio sprzedać skóry. Nie dał się sprowadzić do parteru, przetrzymał początkowy atak Pudzianowskiego i rozpoczął z nim równorzędną walkę.

Pięciokrotny mistrz świata w rywalizacji strongmanów był zaskoczony tym, że rywal przetrzymał jego wściekły atak. Japończyk i Polak często klinczowali, zakładali klamry, z których w pierwszej rundzie zwycięsko wychodził ulubieniec publiczności. Miał jeszcze sporo siły i dlatego dwukrotnie bodaj rzucił Japończykiem o ziemię. Nie potrafił go jednak zbyt długo utrzymać w parterze. Kawaguchi swoją szansę widział w stójce, często kopał, a po chwili próbował zadawać mocne ciosy rękoma. Co najmniej jeden z nich, potężny lewy sierpowy, musiał zrobić na "Pudzianie" wrażenie.

W drugiej rundzie mocno zasapany "Dominator" gdy tylko sprowadził rywala do parteru, długo go w nim utrzymywał, zyskując cenne sekundy. Pudzianowski oddychał ciężko, widać było, że ta walka kosztuje go bardzo dużo sił. Nie pozwolił jednak ambitnemu Japończykowi na przejęcie inicjatywy i to on do końca kontrolował tę walkę. Po jej zakończeniu nie był jednak pewien wygranej. Cieszył się, ale nerwowo spoglądał na sędziego ringowego, który zbierał karteczki z werdyktem od swoich kolegów przy stolikach. Gdy został ogłoszony werdykt, "Pudzian" za pewno odetchnął głębiej i nie tylko dlatego, że jeszcze długo po walce oddychał ciężko… Była to dla niego zupełnie inna walka niż ta, którą odbył w ubiegłym roku na Torwarze z Najmanem. Dopiero po konfrontacji z Kawaguchim posmakował prawdziwego MMA.

- Długo zastanawiałem się, czy przyjąć propozycję walki z najsilniejszym człowiekiem świata – powiedział po walce Kawaguchi.

Z kolei Pudzianowski nie krył swojego zaskoczenia. – Spodziewałem się, że ta walka potrwa dwie, trzy minuty. Gdy rozpoczynała się druga runda, to aż oczy postawiłem – mówił tuż po drugim w karierze zwycięstwie na gali KSW. "Pudzian" dodał także, że w trudnych momentach pomagała mu publiczność. – Słyszałem Wasze "Pudzian, dawaj". Dzięki! – powiedział. Obiecał, że postara się zrobić wszystko by zostać mistrzem świata, ale do tego droga daleka, bo na razie – jak stwierdził – jest jeszcze "żółtodziobem".

Kolejną walkę Pudzianowski stoczy już niebawem, bo 21 maja, w Bostonie z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej federacji UFC, Timem Sylvią (25-6).

W piątkowy wieczór na KSW 13 zaprezentował się także m.in. Mamed Chalidow (20-4-1). Pochodzący z Czeczenii reprezentant Polski obronił pas międzynarodowego mistrza Federacji KSW w wadze półciężkiej. Chalidow po zaciętej i wyrównanej walce zremisował z Japończykiem Ryutą Sakurai. Walka zaczęła się bardzo nietypowo – pierwsze kopnięcie Chalidowa było bardzo niefortunne, gdyż trafił rywala tuż poniżej pasa. Japończyk długo zwijał się z bólu i dopiero po kilku minutach był zdolny kontynuować walkę. Walkę prowadzoną w szybkim tempie, na wysokim poziomie technicznym i – co najważniejsze – bardzo wyrównaną. Po trzech rundach sędziowie nie wskazali zwycięzcy i zarządzili dogrywkę. Na jej początku Chalidow znów niefortunnie kopnął rywala w krocze i Sakurai ponownie zwijał się z bólu i długo dochodził do siebie. Dogrywkę sędziowie także ocenili na remis i takim też werdyktem zakończyła się cała walka. Chalidow zachował pas, który wywalczył na KSW 11.

Ciekawe były także dwa extrafighty. Najpierw na ring wyszli finaliści turnieju KSW 12, czyli Łotysz Kostia Głuchow i Amerykanin David Olivia. Wygrał ten drugi, zapaśnik, lubujący się w walce w parterze, w którym zdominował rywala. Natomiast w walce o pas międzynarodowego mistrza  federacji KSW w wadze średniej Krzysztof Kułak pokonał Brazylijczyka Vitora Nobregę. Polak miał najbardziej niekonwencjonalne wejście na halę. A właściwie wjazd, bo dosłownie do Spodka właśnie wjechał… Czołgiem. Nobredze z kolei towarzyszyły cztery dziewczyny tańczące sambę, które wzbudziły podziw wśród publiczności. Kułak, który nosi pseudonim "Model", będzie podczas KSW 14 rywalem… Marcina Najmana.

Podczas KSW 13 wyłoniono także finalistów turnieju w wadze do 95 kg. Podczas kolejnej gali w finale spotkają się Hiszpan Daniel Tabera i Polak Jan Błachowicz. Na słowa uznania zasłużył szczególnie ten drugi, który w pierwszej rundzie w znakomitym stylu rozprawił się z Brazylijczykiem Julio Cesarem Brutusem, którego znokautował kopnięciem w twarz, które spotęgował po chwili szalenie silny prosty.

KSW 13 było imprezą udaną. Dopisała publiczność, która cieszyła się z polskich sukcesów – Błachowicza, Pudzianowskiego i Chalidowa. Najwięcej z tej gali nauki wyniósł z pewnością "Pudzian", który nie spodziewał się tak ciężkiego i długiego boju. Ostatecznie jednak wygrał i pokazał po raz kolejny, że na laurach nie zamierza osiadać. W kolejnej walce, z Sylvią, nie będzie faworytem. Ale ewentualna wygrana może mu otworzyć drogę do kariery w MMA za Oceanem.

Z Katowic – Daniel Bednarek, sport.onet.pl

Autor: Daniel Bednarek
Źródła: Onet.pl

Kategoria: News

Większość obserwatorów spodziewała się, że Mariusz Pudzianowski gładko rozprawi się z Yusuke Kawaguchim. Tymczasem w piątkowy wieczór podczas 13 KSW dzielny Japończyk pokazał "Pudzianowi", jak wiele mu jeszcze brakuje, by niszczyć rywali tak, jak zrobił to z Marcinem Najmanem. Ale rzeczony "Pudzian" to łebski facet, bo przesłanie zrozumiał w lot. I wnioski pewnie, jak zwykle, wyciągnie.

"Jestem żółtodziobem" - przyznał z rozbrajającą szczerością tuż po walce, gdy tylko udało mu się złapać oddech. Taka deklaracja świadczy o tym, że "Dominator" swoje miejsce w szeregu zna i realnie ocenia swoje możliwości. Co nie znaczy, że nie ma planów, jak taki stan rzeczy zmienić, bo po chwili dodał, że zrobi wszystko, by zostać mistrzem świata.
Przed walką Najman - Pudzianowski ten pierwszy mówił, że nie wystarczy przerzucać worków ziemniaków i ciągnąć tirów, by być dobrym w ringu. Ten drugi z kolei spokojnie odpowiadał w stylu "on dużo gada, a mało robi, ja zupełnie na odwrót, poczekajmy, niech przemówią pięści". I przemówiły.
Przed walką z Kawaguchim "Pudzian" mówił o sporym doświadczeniu rywala. I dodawał, że to będzie ciężka walka, ale ma nadzieję, że dla niego zwycięska. I taka była.
Teraz "Pudzian" mówi, że na razie jest żółtodziobem, ale dąży do tego, by zostać mistrzem świata. Cóż, chyba wypada mu wierzyć...
Dla mnie osobiście "Pudzian" jest fenomenem. Facet znakomicie potrafi się sprzedać, w pozytywnym tych słów znaczeniu, w mediach. Chyba żaden sportowiec (nawet Adam Małysz wysiada) nie porywa takich i w taki sposób tłumów - od "dresa z osiedla" po emerytkę wgapioną w weekendowy wieczór w telewizor. Ba, takiego przekroju społecznego wielbicieli nie ma chyba nawet fenomen w tej jakże trudnej sztuce zdobywania popularności, jej królewska mość wśród, oj nie lubię tego słowa, celebrytów - "Doda".
"Pudzian" wszystko, czego się nie dotknie, zamienia w złoto. Nie umie tańczyć, a był w finale "Tańca z Gwiazdami" (nie oglądałem, ale śledziłem wyniki tej edycji). Nie umie śpiewać, a pewnie zajdzie wysoko w tym drugim programie (nie oglądam, widziałem tylko jeden jego występ). Bo ludzie go lubią. I wysyłają SMS-y, by się dalej starał. A tego właśnie odmówić mu nie można. "Pudzian" na każdym kroku powtarza, że jeżeli już się za coś bierze, to robi to na sto procent.
Na sto procent ciągał te swoje tiry, pakował kule na podesty, spacerował z diablo ciężkimi walizami. I miał sukcesy. Na sto procent zaangażował się w te tańce i śpiewy. Wreszcie na sto procent zaangażował się w MMA.
O "Pudzianie" słyszał pewnie każdy w Polsce. I pewnie większość go lubi, dopinguje, czy to w tańcach, czy w ringu.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że ta popularność przekłada się na stan konta. Przecież za jego działalność na każdym polu jest sowicie opłacany. Wokół niego powstało już całe przedsiębiorstwo. Ba, podejrzewam, że gdyby chciał sprzedawać... dajmy na to - lakier do paznokci marki "Pudzian", to niejedna niewiasta zaczęłaby z takowego korzystać.

"Pudzian" to łebski facet. Wie czego chce. Ale zna odpowiedź na ważniejsze pytanie - jak to osiągnąć? Na każdym polu. Nie należy zatem między bajki wrzucać słów o mistrzostwie świata w formule MMA...

Gdy dowiedziałem się, że "Pudzian" wystartuje w "Tańcu z Gwiazdami" powiedziałem mojej żonie, że ma spore szanse na wygraną. Odparła, że to niemożliwe, bo nie umie tańczyć. I co z tego, kochana żono? Ludzie na niego i tak zagłosują - stałem przy swoim. W końcu się opamiętają - łudziła się co tydzień. No dobrze, opamiętali się. W finale../

Biada tym politykom, którzy kiedyś musieliby stawać z nim w wyborcze szranki, bo byliby na z góry straconej pozycji. A temat wcale nie jest wykluczony. Arnold Scharzenegger już przetarł szlaki... Też łebski facet.

Stawiam śmiałą tezę, że "Pudzian" w wyborach na Prezydenta RP nie byłby na straconej pozycji. Odpowiednie zaplecze partyjne i siup - do Pałacu. Byłby najbardziej roztańczoną i rozśpiewaną głową państwa. I najważniejsze - wreszcie przywódcy innych krajów i dalej - cały świat - wszyscy liczyliby się z nami. Ba, wreszcie wręcz by się nas bali :)

Źródło: www.bednarek.blog.onet.pl
Autor: Daniel Bednarek

Kategoria: News

Piątkową walkę Mariusz Pudzian Pudzianowski kontra Yusuke Kawaguchi będzie można na żywo obejrzeć w telewizji Polsat oraz w internecie, z użyciem programu ipla. Najważniejsze walki odbędą się po godzinie 22:00 - na ringu stanie wtedy Pudzian i Kawaguchi oraz Mamed Chalidow i Ryuta Sakurai.

Transmisja Gali KSW rozpocznie się o godzinie 20:30. Walka Pudziana i Chalidowa będzie miała miejsce po godzinie 22:00. Aby obejrzeć walki online, konieczne będzie uiszczenie opłaty.

Koszt jednorazowego dostępu do transmisji to 7 zł (przelew, płatność kartą) lub 10,98 zł (SMS z VAT-em). Możliwe jest też wykorzystanie konta VIP i wykupienie dostępu na 30 dni. Kosztuje on 14 zł (płatność kartą lub przelewem) albo 23,18 zł (płatność SMS-em, z VAT-em).

Kategoria: News
Choć bilans walk w MMA Japończyka Yusuke Kawaguchiego jest bardzo dobry, dziesięć zwycięstw i jedna porażka, to zdaniem dziennika "Polska The Times" Mariusz Pudzianowski nie powinien mieć kłopotów ze swoim najbliższym rywalem. "Jeśli przegra, skompromituje się" - uważa "Polska".

Kawaguchi za wyjście między liny bierze około 15-20 tysięcy euro. Musi jednak opłacić sporą rzeszę pośredników, bo poza niewielką organizacją DEEP jest niemal anonimowy". "Yusuke w życiu walczył tylko raz z dobrym zawodnikiem - Robem Broughtonem. Przegrał" - pisze polski dziennik.

"Polska The Times" bardzo krytycznie ocenia umiejętności Japończyka. "Młóci pięściami jak rozochocony mistrz pierwszego kroku bokserskiego okładający worek w gminnym TKKF-ie. Choć pochodzi z Japonii, która słynie z doskonale wyszkolonych zawodników, uwielbiających walkę na ziemi, dysponujących arsenałem duszeń, dźwigni, to Yusuke stawia na chaotyczną bójkę na pięści i jest w tym skuteczny".

"Polska" twierdzi, że porażka Pudzianowskiego z Kawaguchim jest praktycznie niemożliwa a gdyby tak się stało, kariera pięciokrotnego mistrza świata siłaczy poważnie by się zachwiała. "Pudzian" sam przecież wybrał Japończyka, mając świadomość, że potrzebuje rywala, który nie sprawi mu wielkich kłopotów.

Znacznie poważniejszy test czeka "Dominatora" za dwa tygodnie - wtedy stanie do ringu z byłym mistrzem świata federacji UFC Timem Sylvią.

WP.PL/Polska The Times

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski musiał się sporo napocić żeby wygrać swój drugi pojedynek w MMA. Po 10 minutach ciężkiej walki pokonał Japończyka Yusuke Kawaguchiego. W drugiej walce wieczoru Mamed Khalidow w niezwykle efektownym pojedynku zremisował z Ryutą Sakuraiem i zachował mistrzowski pas.

Pudzianowski jak można się było spodziewać ruszył z furią na Japończyka. Na Kawaguchiego spadł grad ciosów, ale doświadczony zawodnik przetrwał zmasowany atak. Po jednym z ciosów mistrz federacji Deep zaczął mocno krwawić, ale po krótkiej przerwie wrócił do walki.

Z kolejnymi sekundami Pudzianowski tracił impet, zaczął walczyć bardziej pasywnie. Wyglądał na coraz bardziej zmęczonego. Stracił pewność siebie, a jego główny atut - niesamowita siła - przestał stanowić zagrożenie.

Można było się obawiać czy Pudzianowski wytrzyma kondycyjnie ten pojedynek. Kawaguchi - dużo bardziej doświadczony fighter - mógł stworzyć sobie warunki, by przejąć inicjatywę. Zaczął agresywniej atakować, m.in. serią low kicków. Polak momentami oddychał naprawdę ciężko. Potrafił jednak przetrwać trudny moment. Odpoczywał kiedy się dało, klinczował i próbował kontrować.

W drugiej rundzie pięciokrotny mistrz strongmenów po raz kolejny zadziwił. Pokazał, że potrafi prowadzić walkę w parterze, nie pozwalał rywalowi na przeprowadzenie groźnych akcji. Znakomicie wytrzymał walkę kondycyjnie, choć momentami wyglądał na nieludzko zmęczonego. - W drugiej rundzie stawały mi oczy - mówił po walce. Do ostatniego gongu dotrwał przypierając Japończyka do maty.

Pudzianowski w swoją drugą walkę w MMA włożył niesamowity wysiłek, ale opłaciło się. Wygrał obie rundy i pokazał, że w tej dyscyplinie, choć wciąż musi się dużo uczyć, ma do zaoferowania więcej niż niezwykłą siłę fizyczną. W następnym pojedynku "Pudzian" już za kilkanaście dni zmierzy się z dużo lepszym rywalem - byłym mistrzem UFC Timem Sylvią. Do tej walki musi popracować nad taktyką i lepiej przygotować się do starcia z niezwykle wymagającym rywalem. Zawodnik KSW zdaje sobie z tego sprawę. - Wciąż jestem żółtodziobem i muszę się dużo, dużo uczyć, ale obiecuję, że was nie zawiodę - powiedział po walce.

Źródło: gazeta.pl

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski po dwóch rundach ciężkiej walki pokonał Japończyka Yusuke Kawaguchiego podczas gali Konfrontacji Sztuk Walki w katowickim Spodku.

Ważący 128,3 kg Pudzianowski, najsilniejszy człowiek świata, walczący bardzo ambitnie, choć nieco chaotycznie, pokonał dużo lżejszego (111,5 kg) przeciwnika z kraju Kwitnącej Wiśni.

W swojej drugiej walce w MMA "Pudzian" jak zwykle ruszył z furią na rywala okładając go pięściami - tak jak to miało miejsce podczas walki z Najmanem. Japończyk wytrzymał atak Polaka i za wszelką cenę starał się go sprowadzić do parteru. Próba przewrócenia Pudzianowskiego nie udała się - wprost przeciwnie, to Polak przewrócił Kawaguchiego.

W końcówce I rundy walka przeniosła się do "stójki", choć obydwaj zawodnicy zaczęli łapać drugi oddech. Japończyk dążył do klinczu, bardzo mocno krwawiąc z rozbitej głowy. Pierwsza runda zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem Polaka.

Drugą rundę aktywniej rozpoczął Japończyk, który zadawał precyzyjne ciosy pięściami i "low-kickami" Pudzianowskiemu. Chwilę później Polak obalił rywala na deski ringu. Ponieważ żaden z zawodników nie przejawiał inicjatywy, obydwaj po prostu leżeli w klinczu, sędzia postanowił wznowić walkę w "stójce". Po wymianie kilku ciosów Pudzianowski ponownie zaatakował nogi przeciwnika i sprowadził go do parteru. Polak do końca drugiej rundy "wytrzymał" rywala.

Chwilę później zabrzmiał werdykt - zwyciężył Mariusz Pudzianowski. Walcząc bardzo ambitnie Polak wytrzymał dwie ciężkie rundy zadając kłam twierdzeniom, że nie jest w stanie stoczyć dłuższego pojedynku, choć przyszło mu to z ogromnym trudem.

Źródło: Onet.pl

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW