Pudzianowski dla WP: jak się przewróci - dobiję!

- Nie wiem co on zrobi, ale jeżeli się przewróci, to ja go dobiję! Niech ciężko zapracuje na pieniądze, które tu dostanie. Ja na to, żeby tutaj być, pracowałem 4,5 miesiąca. A on jeżeli uważa, że wyjdzie na chwilę na ring i lekko podniesie swój czek, to się grubo myli. Podniesienie tego czeku będzie go dużo kosztowało - powiedział Mariusz Pudzianowski Wirtualnej Polsce kilka godzin przez walką z Bobbem Sappem. "Pudzian" opowiedział nam też jak ciężko przygotowywał się do starcia z Amerykaninem. - Przeszedłem piekło - przyznał. Bez względu na wynik sobotniej walki Pudzianowski zapowiedział, że wróci jednak do katorżniczych treningów w American Top Team.

Trochę na ciebie czekaliśmy. Wiemy, że po śniadaniu poszedłeś spać. To jak, wyspany przez walką?

Ja wiem, czy wyspany? Chyba nie do końca, bo wczoraj położyłem się dopiero o drugiej.

To i tak wcześnie. Ponoć Bob Sapp poszedł spać dopiero około czwartej i strasznie hałasował. Mamed Khalidov zdradził nam, że spać przez niego nie mógł.

Być może, ale ja się jemu wcale nie dziwię, bo w jego przypadku w grę wchodzi zmiana czasu. Ja jestem w Polsce już ponad tydzień, ale też jeszcze to odczuwam. Na szczęście nie popełniłem tego błędu, co przed walką z Jamesem Thompsonem, kiedy przyleciałem do kraju cztery dni przed, podczas gdy czwarty dzień jest najgorszy. Po raz kolejny przekonałem się o tym niedawno, gdy poleciałem trenować do Stanów. Czwartego dnia wszedłem na matę, wydawało się wszystko dobrze, a po piętnastu minutach nie miałem siły na nic.

Widziałeś niedawną walkę Sappa w Słowenii? Padł na metę praktycznie bez żadnego ciosu.

Widziałem tę walkę, nokaut bez ciosu, ale to było w formule K1. Tutaj jest MMA, więc jak się przewróci - dobiję!

To, jak Amerykanin traktuje swoje walki widać chociażby po jego grafiku. W rozmowie z nami zdradził, że będzie się bił osiem razy w zaledwie sześć tygodni. Tu wyraźnie chodzi już tylko o zarobek.

I co ja mogę zrobić? Mogę tyko sprawić, żeby ta wypłata ciężko go kosztowała.

"Juras" o twoim starciu z Sappem powiedział, że jest to marketingowy strzał w dziesiątkę, ale sportowy krok w tył. Zgadzasz się z tym?

Sportowo ja już jestem człowiekiem spełnionym w stu procentach. W jednej dyscyplinie sportu osiągnąłem wszystko, co było możliwe, i już nie wojuję o nazwisko czy o pieniądze. Nazwisko mam, znają mnie ludzie na całym świecie. Pieniądze też mam. Teraz wszystko robię dla siebie. Ile dam radę zrobić, tyle zrobię. Daję sobie na to sześć lat a potem mówię "stop", bo będę chciał żyć jak normalny człowiek. Zawodowy sport to ciężki kawałek chleba i zero życia prywatnego.

Do starcia z Sappem przygotowywałeś się w cenionej amerykańskiej akademii wszechstylowej walki wręcz, American Top Team. Jak wrażenia? Jesteś zadowolony z pracy, jaką tam wykonałeś?

Dla mnie to było jak więzienie. Zero życia prywatnego. Dzień wyglądał tak: trzy treningi, o 10, 15, i 19, sześć razy w tygodniu. Dosłownie rzeźnia! Najgorsze były poniedziałki pomimo, że byliśmy wtedy po dniu wolnym, a najcięższe były dwugodzinne zapasy. Na tyle, na ile mogłem, podciągnąłem wszystko do granic swoich możliwości. Więcej już nie dało się trenować. Dałem z siebie wszystko.

Towarzystwo do treningów miałeś doborowe. Było od kogo się uczyć.

Tak, przyjechałem tam w bardzo dobrym momencie, bo praktyczne wszyscy tam byli: Thiago Alves, Thiago Silva, Hector Lombard, Antonio “Bigfoot” Silva, Bobby Lashley, czyli cała czołówka światowego MMA.

I jak ci uznani zawodnicy zareagowali na twój przyjazd? Nie śmiali się z ciebie? W porównaniu z nimi, jesteś nowicjuszem.

Nic z tych rzeczy. Tam każdy każdemu jest równy. Tam nikt się z nikogo nie śmieje, nikt nikogo nie poniża.

To zdradź nam jak dawałeś sobie radę np. w starciach z Antonio Silvą?

W stójce dawałem sobie radę. W zapasach też. Ale co z tego? Przez dwie minuty ciężko pracowałem, żeby doszło do obalenia, ale potem wystarczyło, że gdzieś rękę zostawiłem, ale popełniłem inny, mały błąd, a on momentalnie to wykorzystywał i mogłem już tylko odklepać. I od nowa zaczynaliśmy to samo. Muszę więc jeszcze potrenować.

Wracając jeszcze do walki z Sappem... jak byś zachęcił kibiców do jej obejrzenia. Wielu z nich jest zdania, że nie będzie na co patrzeć, bo Sapp znów sam się położy na macie.

Nie wiem co on zrobi, ale - jak już mówiłem - jeżeli się przewróci, to ja go dobiję! Niech ciężko zapracuje na pieniądze, które tu dostanie. Ja na to, żeby tutaj być, pracowałem 4,5 miesiąca. A on jeżeli uważa, że wyjdzie na chwilę na ring i lekko podniesie swój czek, to się grubo myli. Podniesienie tego czeku będzie go dużo kosztowało.

Z kim chciałbyś się zmierzyć w następnej kolejności?

Wiadomo, że z najlepszymi. Ale na to trzeba jeszcze trochę poczekać.

A może rewanż z Jamesem Thompsonem, albo Timem Sylvią? Thompson niedawno wyśmiewał cię mówiąc, że przed walką z nim wysmarowałeś się jakimiś olejkami i ciężko cię było złapać.

Chyba za dużo ciosów zebrał na głowę i go zaćmiło. Jeżeli będzie taka możliwość, chętnie się z nim zmierzę. W każdej chwili. A Tim Sylvia? Myślę, że za rok, albo półtora będę mógł o tym myśleć.

Rozmawiali Artur Mazur i Karol Kulpa, Wirtualna Polska

wp.pl | 2012.05.12 17:01(fot. Aleksander Majdanski / newspix.pl )
Kategoria: News
środa, 06 styczeń 2010 23:59

Pudzian stoczy walkę w Ameryce

Po znakomitym debiucie w MMA Mariusz Pudzianowski nie może opędzić się od propozycji kolejnych walk.

Rywale pchają się drzwiami i oknami, ale Dominator wybierze ich sobie sam.

Jak minął sylwester?

Mariusz Pudzianowski: - Byłem w pracy. Pilnowałem, żeby goście w mojej sali "U Pudziana" w Białej Rawskiej dobrze bawili się do białego rana.

Czy grypa już panu nie daje się we znaki?

- Złego licho nie bierze. Już zapomniałem o tym, że z wysoką gorączką musiałem kilka dni spędzić w łóżku.

Co pana zatem czeka w najbliższym czasie?

- Wybieram się na parę dni do USA, żeby trochę odkurzyć mieszkanie, które tam mam.

A pod względem sportowym?

- Nie robię sobie wolnego. Zasuwam ile się da. Spędzam wiele godzin na warszawskim AWF na intensywnym treningu.

Z tymi samymi ludźmi, którzy przygotowali pana do zwycięskiego 44-sekundowego pojedynku z Marcinem Najmanem?

- Tak, z tymi samymi. Mam do nich pełne zaufanie. To fachowcy najwyższej klasy.

Kiedy stoczy pan kolejną walkę?

- Sprecyzowanych planów jeszcze nie mam, ale nie jest wykluczone, że w marcu wyjdę na ring w USA, a w maju w Polsce. Ten rok chcę jednak przede wszystkim poświęcić na intensywny trening.

W przyszłym roku zamierzam pokazać, że potrafię skutecznie walczyć z najlepszymi.

Źródło: Express Ilustrowany

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski znokautował Bobba Sappa w walce wieczoru gali KSW 19. "Pudzian" zwyciężył na początku pierwszej rundy.

Bob Sapp w swojej poprzedniej walce przegrał w fatalnym stylu. Przed sobotnim pojedynkiem obiecał właścicielom KSW, że nie położy się przed Pudzianowskim.

- Nie wiem co on zrobi, ale jeżeli się przewróci, to ja go dobiję! - zapowiadał w rozmowie z Wirtualną Polską "Pudzian". - Niech ciężko zapracuje na pieniądze, które tu dostanie. Ja na to, żeby tutaj być, pracowałem 4,5 miesiąca. A on jeżeli uważa, że wyjdzie na chwilę na ring i lekko podniesie swój czek, to się grubo myli. Podniesienie tego czeku będzie go dużo kosztowało.

Do pojedynku z Sappem Polak przygotowywał się w cenionej amerykańskiej akademii wszechstylowej walki wręcz, American Top Team. Przygotowania te kosztowały "Pudziana" bardzo dużo wysiłku.

- Dla mnie to było jak więzienie. Zero życia prywatnego. Dzień wyglądał tak: trzy treningi, o 10, 15, i 19, sześć razy w tygodniu. Dosłownie rzeźnia! Najgorsze były poniedziałki pomimo, że byliśmy wtedy po dniu wolnym, a najcięższe były dwugodzinne zapasy. Na tyle, na ile mogłem, podciągnąłem wszystko do granic swoich możliwości. Więcej już nie dało się trenować. Dałem z siebie wszystko.

"Pudzian" zaczął walkę od błyskawicznych ataków. Sapp po kilkunastu sekundach padł na deski. Mariusz Pudzianowski zaczął obijać rywala potężnymi ciosami. Sędziowie szybko przerwali pojedynek, a Polak dopisał kolejne zwycięstwo do swoich statystyk w MMA.

Bob Sapp w ostatnim czasie dłużej wchodzi do ringu niż w nim przebywa. Na KSW 19 było podobnie.

- Ciężka praca się opłaciła - powiedział po walce Mariusz Pudzianowski. - Za parę tygodni wrócę do Stanów nadal trenować. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Sportowo jestem spełniony w stu procentach. Teraz to co robię, robię dla siebie. To wielkie wyzwanie, zobaczymy co osiągnę. Chciałem podziękować fanom z Łodzi, dziękuję!

Kategoria: News

Wiara w naszego strongmana jest ogromna, choć do tej pory odbył zaledwie jedną walkę. O Polaku jest głośno na całym świecie. Po wygranej Mariusza Pudzianowskiego w debiucie MMA wielu kibiców zaczęło sobie wyobrażać, jak wysoko może zajść strongman, jeśli dalej ostro będzie trenował tę dyscyplinę. Dla jednych pojedynek z Marcinem Najmanem był zwykłą kopaniną, dla innych - pokazem wielkich możliwości Pudziana.

Walka odbiła się wielkim echem nie tylko w Polsce. W końcu Pudzianowski nie jest postacią anonimową. Nawet biorąc pod uwagę, że pod względem technicznym ma jeszcze wiele do poprawienia, w MMA jest traktowany jak przyszła gwiazda. Dla niektórych jest co prawda zwykłym sterydziarzem, który z wielkimi wojownikami nigdy nie będzie miał szans, jednak według portalu bleacherreport.com Pudziana może czekać wielka kariera.

Dziennikarze tego znanego serwisu wymienili polskiego siłacza w gronie wojowników, którzy mogą pokonać wielkiego mistrza MMA - Fedora Fedora Emelianenko.

Oto ta wąska grupa zawodników:
1) MariuszPudzianowski,
2) Brock Lesnar,
3) Cain Velasquez,
4) Bobby Lashley,
5) Junior Dos Santos.

Argumenty za Pudzianem? Polak to mistrz strongmanów i były karateka, a w przypadku Emelianenko wiek robi swoje, że młodzi atakują, itd.
Na razie to pobożne życzenia, ale w przyszłości - kto wie? Pudzian dojdzie do takiego poziomu, by walczyć z Emelianenką?

źródło: www.sportfan.pl

Kategoria: News
środa, 30 grudzień 2009 23:59

Taksówkarz rzuca wyzwanie Pudzianowskiemu

Mariusz Pudzianowski""sztanga mu spadła na głowe na treningu i rozumiem żle sie chłopak poczuł:)))))))"

 

Nazywa się Walid, pochodzi z Betlejem i nazywany jest "Mr. Palestine". Musi być naprawdę odważnym człowiekiem. Na co dzień jest... taksówkarzem, ale mimo to nie boi się rzucić wyzwania najsilniejszemu człowiekowi świata Mariuszowi Pudzianowskiemu.

Walid jest mistrzem Bliskiego Wschodu w podnoszeniu ciężarów. Jego rekord to 300 kilogramów. Na co dzień pracuje jako taksówkarz i przewodnik po Betlejem.
Przed i po pracy można zwykle spotkać Walida na małej siłowni. Ćwiczy od 2 do 4 godzin, biega. Dziennie zjada 2 kg piersi z kurczaka, 30 jajek i wypija 1,5 litra mleka.
"Mr Palestine" ma nadzieję, że pewnego dnia stoczy walkę z Pudzianem. "Bardzo go lubię, bo zwyciężył 20 strongmenów, nawet jeśli byli więksi od niego. Jego siła bije z serca i chce być królem tych siłaczy" - mówił Palestyńczyk. Walid ma kilka tytułów mistrzowskich. Mówi, że z powodu izraelskiego muru wybudowanego wokół miasta i całego Zachodniego Brzegu nie może brać udziału w zawodach. Izrael nie wydaje mu pozwoleń na opuszczenie Autonomii Palestyńskiej. Chce przekonać młodzież do sportu. Uczy podnosić ciężary dzieci z obozu dla uchodźców w Betlejem.

źródło: www.wp.pl

Kategoria: News

Krok po kroku, piętro po piętrze. „Dominator” ciężkiej pracy się nie boi. Nam zdradził to, co zaplanował sobie na 2010 rok.

Na koncie ma pięć tytułów mistrza świata strongmanów. Mistrzem chce być też w MMA. Na razie ma za sobą debiutancką, szybko wygraną, walkę. Jak sam przyznał, na razie jest na parterze, ale marzy mu się dziesiąte piętro.

Znając jego ambicje i upór w dążeniu do celu, jest w stanie tego dokonać. To nie będzie jednak kwestia tygodni. Sam zainteresowany zdaje sobie z tego sprawę. A, że zbliża się nowy rok, ma także pewne postanowienia.

Trening, trening i jeszcze raz trening. Ten rok będzie jak... więzienie. Ale wiem, jaka wypłata na mnie potem czeka... - zdradza w rozmowie ze Sportfanem.
Pudzianowski będzie podnosił umiejętności w każdej dziedzinie MMA - boksie, zapasach, karate oraz brazylijskim ju-jitsu.

Ciężka praca, zero czasu dla siebie. Tak było w strongmanach. Zanim zostałem mistrzem, tak właśnie wyglądały dwa lata - dodaje.

Dwa lata na dojście na szczyt daje sobie także w MMA. W 2012 roku Pudzian chce być na topie w MMA. Realne? Jak najbardziej! Jak wspomniałem na wstępie, „Dominator” harówki na treningach się nie boi. Przygotowując się do walki z Marcinem Najmanem, czasem z wycieńczenia nawet wymiotował.

Teraz będzie tak samo. Jak nie gorzej! Choć nie znamy jeszcze nazwiska jego najbliższego rywala, Mariusz na pewno ponownie da z siebie wszystko. Na razie odpoczywa, szykuje się do Sylwestra, ale na matę wraca tuż po nowym roku. I zacznie się "więzienie"...

Źródło: www.sportfan.pl

Kategoria: News
środa, 30 grudzień 2009 23:59

Będą kolejne piosenki, które uskrzydlą

Mariusz Pudzianowski w kilkadziesiąt sekund rozprawił się w debiucie w MMA z Marcinem Najmanem. "Pudziana" zmotywował przed walką młodszy brat Krystian, który napisał dla pięciokrotnego mistrza świata siłaczy piosenkę "Dawaj na ring".Wielu zawodników ma ulubiony utwór, przy którym wychodzą na ring. Mariusz poszedł inną drogą. - "Dawaj na ring" został ułożony pod konkretnego przeciwnika. Krystian będzie się starał ułożyć tekst do każdego kolejnego rywala. Zobaczymy, co z tego wyjdzie - zdradza nam "Pudzian".Patrząc na przebieg walki z "El Testosteronem", trzeba przyznać, że piosenka odpowiednio podziałała na Mariusza, który na ring wyszedł mocno "nabuzowany" i z furią ruszył na pięściarza. - Na pewno jakoś tam podziałała, ale na końcowy efekt złożyło się wiele elementów i ogrom ciężkiej pracy - podkreśla.

"Dawaj na ring" to jeden z utworów na płycie założonego przez Krystiana zespołu "Pudzian Band". - Płyta, tak jak ta piosenka, jest energetyczna. Są na niej utwory zarówno dla młodzieży, jak i nieco starszych osób. Każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie - tłumaczy młodszy z braci Pudzianowskich.

 

Jak Mariusz został wokalistą

 

Na płycie gościnnie pojawił się Mariusz, który wspiera brata w jego muzycznej karierze. - Dla mnie jest to pewnego rodzaju zabawa, odskocznia. Śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej. Mnie wychodzi chyba gorzej, ale ja robię to dla zabawy - mówi "Pudzian". Pięciokrotny mistrz świata strongman zadebiutował w roli wokalisty w piosence "Tylko sobą bądź". - Ten utwór mówi o tym, że ciężką pracą można dojść do wszystkiego, bez względu na przeszkody, jakie nas czekają - zaznacza Krystian.Mariusz wielokrotnie przyznawał, że jak się za coś bierze, to całkowicie poświęca się wyzwaniu. Tym razem nie zamierza jednak pójść na całość. - Ja swój kierunek mam obrany, także muzykiem nie zostanę, ale dobrze się przy tym bawię. Nie mnie oceniać, jak to wyszło, w końcu nie każdemu musi się podobać - dodaje.

 

Sylwester z "Pudzianem"

 

Najsilniejszy człowiek świata 2010 rok przywita w rodzinnych stronach.W Białej Rawskiej Mariusz ma salę weselną, w której od kilku lat spędza sylwestra. - Będzie bal dla 300-400 osób. Nawet nie chciałbym teraz nigdzie wyjeżdżać, zwłaszcza że na początku stycznia wracam na salę do treningów - mówi "Pudzian".O rozrywkę dla gości imprezy zadba oczywiście zespół Krystiana. - Taka moja rola! Jak co roku spędzę sylwestrową noc na scenie - podkreśla.Czy Mariusz ma jakieś postanowienia na najbliższych 12 miesięcy? - Na pewno 2010 rok będzie pracowity, ale nie ma co mówić o celach. Czeka mnie przede wszystkim ciężka praca, a ta zawsze się opłaca - wyjaśnia "Pudzian", który niedawno przyznał, że chciałby zostać mistrzem świata w MMA.

Autor informacji: Dariusz Jaroń
Źródło: www.interia.pl

Kategoria: News

W ostatniej walce podczas gali KSW19 w Łodzi Mariusz "Pudzian" Pudzianowski wygrał przez nokaut z Bobem Sappem. Polak potrzebował kilkudziesięciu sekund, aby zakończyć pojedynek przed czasem.

Bob Sapp to jedna z legend sportów walki. Amerykanin przed walką prowokował Mariusza Pudzianowskiego mówiąc, że Polak "bije jak baba". Na "Pudziana" to podziałało jak płachta na byka i zapowiedział, że ten nie wyjdzie z ringu o własnych siłach. Zapowiadała się wielka batalia.

"Pudzian" w ostatnim czasie trenował w USA. Po walkach z Jamesem Thompsonem chciał się odbudować i zaprezentować polskiej publiczności, jako lepszy zawodnik MMA.

W pierwszych sekundach Pudzianowski rzucił się na rywala, zasypał go ciosami, a po chwili sędzia musiał na siłę "odrywać" Polaka Sappa. Szybki nokaut i "Pudzian" znowu był bohaterem widzów zgromadzonych w Atlas Arenie. Potwierdziła się też prawda o tym, że Amerykanin to nie ten sam zawodnik, co kiedyś i że ostatnio przegrywa wszystko bardzo szybko.

Kategoria: News

Mariusz Pudzianowski bez większych problemów rozprawił się na gali KSW 19 z Bobem Sappem. "Dominator" podzielił się swoimi wrażeniami z naszym portalem. Zapraszamy do lektury.

Gadu-Gadu.pl: To najłatwiej zarobione pieniądze w Twojej karierze?

Mariusz Pudzianowski: Pięć miesięcy harowałem w USA. Jeśli dla kogoś to są łatwe pieniądze, to ok, ja nie będę polemizować. Bzdury i tyle.

GG: Ale chodzi mi już o sam ring i walkę z Sappem.

MP: On ważył prawie 150 kilogramów. Wystarczył jeden cios i padłbym nieprzytomny. MMA to nie jest łatwe zarabianie pieniędzy, a tym, którzy tak uważają, życzę powodzenia. Wyjdźcie na ring i zmierzcie się z takim kolosem. Ciekawe, czy tak łatwo byście sobie z nim poradzili.

GG: Kibice z góry znali jednak wynik tej walki.

MP: Wielu legendarnych zawodników przegrywało z Sappem. Może on ostatnio nie miał najlepszej passy, ale to wciąż bardzo groźny rywal. Ja mu jednak nie dałem szansy na cokolwiek. Wszyscy odradzali mi boksowania z nim, ale chciałem się sprawdzić. Potem na ziemi on nie miał już nawet siły, by odklepać.

GG: Za kilka dni Sapp walczy w Australii. To nie jest poważne...

MP: Wielu zawodników mając takie propozycje też by się na nie zgodziło. On przecież sporo ryzykuje - jakby przegrał przez KO, musiałby odpocząć minimum sześć tygodni i wtedy kontrakty byłyby zerwane.

GG: Niewiele brakowało, a Ty byś wygrał przez nokaut i zapewnił Sappowi dłuższy odpoczynek.

MP: I muszę przyznać, że bardzo chciałem go znokautować, ale zabrakło precyzji. A jak już leżał, sędzia szybko przerwał walkę.

GG: Przed walką Sapp popisał się kilkoma żenującymi żartami.

MP: Taki ma styl życia, mnie to nie ruszało. Pamiętajmy też, że on jest z USA, a tam jest inne poczucie humoru. Po prostu inna kultura, nasze żarty w Stanach także nie zawsze są śmieszne.

GG: Sapp trudnym rywalem nie był. Chciałbyś się zmierzyć z kimś z wyższej półki?

MP: Kibicom nigdy się nie dogodzi. Jakbym przegrał, mówili by, że jestem żenujący i do niczego się nie nadaję, jak wygrałem to mówią, że rywal za słaby. Jakoś fani dla takiego Szpilki nie domagają się od razu walk z braćmi Kliczko, a ode mnie oczekuje się Bóg wie czego. Spokojnie, moi rywale trenują od wielu, wielu lat, a ja ledwo co zacząłem przygodę z MMA.

GG: Jakie plany na najbliższe tygodnie?

MP: Na razie pięć dni wolnego, a potem znów na salę. Na razie w Polsce, do Stanów lecę w lipcu.

GG: Jak Ci się trenuje w USA?

MP: Harówka, jest ciężko, ale nie narzekam. Wiele się tam nauczyłem, teraz Pudzian nie jest już tym Pudzianem co dwa lata temu. Wiem jak uderzać rękami, nogami, umiem bić się w parterze. Do tego kondycja coraz lepsza. Podoba mi się MMA.

GG: Kibice z chęcią zobaczyliby Twoją walkę z Burneiką vel Hardkorowym Koksu.

MP: Medialnie walka byłaby super, ale na 95 procent już dziś można przewidzieć jej finał. Lubię Roberta, ale dla niego lepiej, byśmy do ringu nie wychodzili. Możemy iść na piwo.

GG: To może trzecia walka z Thompsonem?

MP: Jak będzie to ok, jak nie to nie. Mi na takim pojedynku zbytnio nie zależy. Takich Thompsonów są setki. Dlaczego akurat jemu miałbym dać zarobić? Chłopak nie ma kultury, jego problem.

Kategoria: News
poniedziałek, 14 maj 2012 20:20

Będzie rewanż "Pudzian" - Sylvia?

- Jestem bardzo zadowolony. Kapitalna publika, znakomite zawody, zwycięstwo Materli, nokautu Mameda – to była rewelacyjna gala - podsumował sobotnią galę KSW 19 Martin Lewandowski, jeden z szefów federacji. Zdradził również, że na kolejnym KSW 20 Mariusz Pudzianowski może się zmierzyć z Timem Sylvią, z którym przegrał dwa lata temu.

 
 

Lepszej promocji polskiego MMA chyba nie można sobie wyobrazić...
Martin Lewandowski: Mam jeszcze kilka pomysłów. Jednak emocje, które przyniosła ta gala są w pełni zadowalające. Pociągnęliśmy za sobą kibiców, a o to właśnie chodzi. Ludzie będą teraz o tym mówić i zalewać Internet zdjęciami oraz filmami z walk. Na świecie to też odbije się głośnym echem.

 

In the beginning was darknes… Zaczęliście z małym zgrzytem. Co się stało?
- Niestety zepsuł się wóz transmisyjny. Na szczęście usterkę szybko udało się naprawić.

 

Wybór nokautu i walki wieczoru nie podlegają wątpliwości, a poddanie wieczoru?
- Nie chciałbym oceniać, ponieważ walki widziałem z dużej odległości. Razem z Maciejem nie siedzimy przy ringu i palimy cygara, jesteśmy w pracy, więc cały czas jesteśmy zabiegani. Niestety części walk nie widzimy na żywo.

 

Zaskoczyła Cię dyspozycja Boba Sappa?
- Trudno powiedzieć. Podjął walkę i był zmotywowany. Nie zaskoczyło mnie natomiast to, że walka rozstrzygnęła się w pierwszej minucie. Obawiałem się, że „Pudzian” może przez przypadek przenieść pojedynek do parteru i tam Sapp mógł wykorzystać swoje doświadczenie. 20 kg różnicy miałoby znaczenie.

 

Puścicie Mameda do UFC?
- Należałoby o to zapytać Mameda. Jeśli ktokolwiek załatwi mu walkę w UFC, nie będziemy go powstrzymywać. Chcemy tylko, aby był świadomy, co straciłby tutaj. To jest jego życiowa decyzja. Jeżeli tak się stanie, nam będzie go bardzo brakowało. Niestety nie da się jednocześnie walczyć w KSW i UFC.

 

Spodziewałeś się, że Mamed pokona Wallace’a przez nokaut?
- Oczekiwałem jakiegoś fajnego zwycięstwa przez poddanie. Oczywiście cieszę się z KO, ponieważ taka wygrana zawsze jest bardzo efektowna. Nie spodziewałem się, że Mamed tak szybko upora się z Amerykaninem.

 

Z całą pewnością nie uda wam się też zorganizować walki Chalidow – Materla. Obaj powiedzieli, że nie chcą ze sobą walczyć.
- My jako federacja nie możemy ze względu na Mameda czy Michała rezygnować z pasa międzynarodowego mistrza. Oni o tym wiedzą. Po prostu jeden z nich będzie musiał oddać pas walkowerem. Na pewno zorganizujemy walkę międzynarodowego mistrza KSW, a jeden z nich będzie musiał podjąć decyzję.

 

Będziecie więc walczyć o zorganizowanie takiego pojedynku?
- Ta walka jest już dawno zapowiedziana. Ona jest naturalną konsekwencją wygranej Materli. Jeżeli obaj powiedzą „nie”, wówczas będziemy musieli rozstrzygnąć, który z nich odda swój pas. To ich decyzja.

 

Po tym, co Materla pokazał w ringu, jakbyś określił go jednym słowem?
- Braveheart

 

Co dalej z walkami kobiet?
- Ta była za krótka. Trudno nawet coś więcej o niej powiedzieć. Na pewno będzie kolejna, prawdopodobnie na gali KSW 21.

 

Przedtem we wrześniu czeka nas KSW 20. Zobaczymy na niej Mariusza Pudzianowskiego?
- Myślę, że tak, ale nadal trzeba poczekać na oficjalne potwierdzenie. Tutaj dochodzi także aspekt, o którym już wspominałem, czyli system pay-per-view. Jeśli to wypali, będziemy musieli dobrać takich zawodników, którzy przyciągną kibiców. Swoje zdanie na ten temat będzie miał też Polsat. Uważam, że ten system to przyszłość transmisji sportów walki

 

Tim Sylvia dla „Pudziana”?
- Rozważamy taką opcję. Miał być kolejnym rywalem po Thompsonie. Dążymy do zorganizowania tej walki, ale trzeba wziąć również pod uwagę kwestię przygotowania i umiejętności „Pudziana”.

 

Gdzie odbędzie się KSW 20?
Na pewno już nie w Łodzi, ale nie dlatego, że nam coś nie odpowiada. Hala jest piękna. Niemniej jednak nierozsądne byłoby tak szybko wracać w to samo miejsce. Takimi desperatami nie jesteśmy. Naszą tożsamość budujemy w przemyślany sposób i chcemy podsycać również inne rynki. Może Gdańsk…

Rozmawiał w Łodzi - Artur Mazur

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW