Po przegranej z Mariuszem Pudzianowskim Bob Sapp zaskoczył, kiedy zarzucił swojemu narożnikowi, że za wcześnie go poddał. W takie tłumaczenia Amerykanina nie wierzy Mariusz Pudzianowski. - To chyba jakaś "ściema" z jego strony - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską.

Chyba byłeś wściekły, wchodząc do ringu. Kilka godzin przed walką mówiłeś nam w hotelu, że najprawdopodobniej zaczniesz spokojnie, tymczasem z furią ruszyłeś na Sappa.

Mariusz Pudzianowski: Wiesz, jak się wchodzi do ringu, to nie po to, żeby się głaskać, tylko jeden drugiemu krzywdę chce zrobić. To widać w ringu - oczy podbite, łuki porozcinane. To nie jest zabawa.

 

Nawet po tym jak narożnik dał sędziemu sygnał, żeby zakończył walkę, ty nadal chciałeś Sappa bić!

Wszyscy mówili, że on przyjechał do Polski po łatwą wypłatę. On też cały czas gdzieś tam powtarzał, że sobie tutaj przyjedzie i sobie podniesie ten czek z ringu. Skoro chciał sobie ten czek tak po prostu podnieść, to musiałem sprawić, żeby drogo za niego zapłacił. Nie ukrywam, że to jego gadanie trochę mnie zdenerwowało. Dążyłem z całych sił do tego, żeby on nawet nie zdążył poddać tej walki.

 

Jak w ogóle ocenisz postawę Sappa w ringu?

Jak spojrzałem na niego w ringu, to zobaczyłem, że ma strach w oczach. Przed walką mówił, że jestem kurczakiem, a sam wyglądał w ringu jak kurczak. Takie rzeczy od razu widać, kiedy spojrzysz człowiekowi prosto w oczy.

 

Sapp przyznał jednak, że musisz poprawić celność ciosów.

Faktycznie, jeśli chcesz kogoś pięścią położyć, to musisz go trafić centralnie w brodę. Z jednej strony się z nim zgodzę - muszę nad tą precyzją popracować. Na to potrzeba jednak czasu, a ja trenuję raptem 2 lata. Z drugiej jednak strony, przecież w ringu polała się krew i to moje ciosy mu te łuki brwiowe porozcinały!

 

Dodał też, że narożnik za wcześnie poddał walkę (czytaj więcej) . Jego zdaniem to był błąd.

To chyba jakaś "ściema" z jego strony. Tam już nie było po co przedłużać walki. Jeszcze 30 sekund i bym go na tym dole roztrzaskał!

 

Jesteś zadowolony ze swojej postawy w ringu? Czy coś byś poprawił?

Powtarzam to jak mantrę i powtórzę raz jeszcze: cały czas uczę się MMA. Dlatego też zawsze będzie jakieś niezadowolenie: dlaczego nie uderzyłem go precyzyjnie, dlaczego nie "usiadł" na tyłku po moim ciosie, dlaczego tak, dlaczego inaczej... Zawsze będzie jakiś niedosyt i świadomość, że coś można było zrobić lepiej.

 

Mamed Khalidov powiedział, że zrobiłeś postęp, ale dodał też, że już nie powinieneś walczyć z takimi rywalami jak Sapp, bo prostu stać cię na walkę z lepszymi. Jak skomentujesz te słowa?

Zgadzam się z Mamedem w zupełności. Stać mnie na walkę z lepszymi rywalami. Tym razem padło na Sappa, a kolejnym razem będzie ktoś inny, ktoś mocniejszy.

 

Walczący w UFC Krzysiek Soszyński przyznał z kolei, że jesteś za duży i - żeby coś osiągnąć w MMA - musisz zbić zgubić te mięśnie. Co ty na to?

Biorę słowa Krzyską pod uwagę, bo to sympatyczny chłopak, ale to nie jest takie proste. Mam swoich trenerów w American Top Team i oni doskonale wiedzą, co muszę robić, aby stawać się coraz lepszym zawodnikiem. Zewsząd słyszę, żebym zbił wagę do 110 kilogramów, żebym zrobił to, żebym zrobił tamto. Ciekawe tylko, jak mam przeskoczyć czas! To wymaga czasu. Zdaję sobie z tego wszystkie sprawę, trenuję naprawdę ciężko, ale efekty przychodzą z czasem.

 

Zasugerował, że powinieneś walczyć z Timem Sylvią. Tego samego rywala przymierza dla ciebie KSW. Jesteś gotowy rewanżową na walkę z nim?

Nie wiem, kiedy będzie następna gala. Wiem tylko, że za parę tygodni wracam Stanów i znów będę ciężko trenował. Porozmawiam też spokojnie z trenerami, którzy mnie prowadzą i oni również ocenią, czy jestem gotów na drugą walkę z Sylvią.

rozmawiał Artur Mazur, Wirtualna Polska

Kategoria: News
czwartek, 24 grudzień 2009 23:59

Adamek: "Pudzian" nie będzie mistrzem MMA

Mariusz Pudzianowski zadebiutował w formule MMA pewnie zwyciężając Marcina Najmana. Strongman zapewnił, że - tak jak w swojej poprzedniej dyscyplinie - zamierza zostać mistrzem świata. W realizację ambitnych planów "Pudziana" nie wierzy Tomasz Adamek.

Popularny "Góral" nie zachwyca się trwającą zaledwie 44 sekundy konfrontacją "Pudziana" z "El Testosteronem". - Czy to można nazwać pojedynkiem? Ta walka była bardzo krótka, bo trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund. Dla mnie to nie był pojedynek. W MMA trzeba zawalczyć trochę parteru, trochę stójki, także walki ja tam wielkiej nie widziałem - podkreśla w rozmowie z boxingnews.pl.

Adamek podkreśla, że MMA to ciężki sport. - Trzeba być kozakiem, żeby w tym walczyć. Ja na dzisiaj nie zdecydowałbym się na walki w MMA, bo nie jestem dobry w parterze i na pewno nie miałbym szans, gdybym upadł w czasie walki na matę. Na pewno nic innego niż boks w tej chwili mnie nie interesuje - zaznacza.
 
Jego zdaniem Pudzianowski nie będzie w stanie nawiązać rywalizacji z najlepszymi zawodnikami świata. - Widzę jak wygląda MMA w Stanach i widzę jaki poziom w MMA prezentują Amerykanie. "Pudzian" z zawodowcami nie miałby żadnych szans - uzasadnia "Góral".

Najlepszy polski pięściarz uważa, że "Pudzian" powinien nadal występować jako strongman. - Tam jest mistrzem, w MMA mistrzem nie będzie, nie oszukujmy się - kończy Adamek.

Źródło: interia.pl

Kategoria: News

W USA ten sport traktują jak religię. Każdy mecz to MEGAwielkie wydarzenie. Nic wtedy więcej się nie liczy. Nasz mistrz spróbuje w nim sił? Futbol amerykański to największa miłość ludzi za oceanem. Tak jak reszta świata kocha piłkę nożną, tak oni wolą rozgrywki z „jajem” w roli głównej. Jedno trzeba im przyznać - wielki finał rozgrywek, tzw. Super Bowl, to naprawdę wydarzenie na skalę globalną.

Nic więc dziwnego, że zawodnicy zarabiają gigantyczną kasę i są wynoszeni na piedestał. Amerykanie mają bzika na ich punkcie. Z chęcią widzieliby na murawie gwiazdy z innych sportów. Na naprawdę oryginalny pomysł wpadł jeden z tamtejszych dziennikarzy.Postanowił stworzyć drużynę marzeń, w której skład weszliby zawodnicy nie grający zawodowo w futbol, ale... mający do tego predyspozycje.

I tak w ekipie znalazło się miejsce dla dwóch Polaków! To rzecz jasna dwaj strongmani - Sebastian Wenta (w artykule jego nazwisko to... Wentyl - przyp. red.) i oczywiście Mariusz Pudzianowski. Pierwszy został przydzielony do linii ataku, dokładnie na pozycję left tackle. Zdaniem żurnalisty bardzo przydałoby jego doświadczenie w pchnięcia kulą i rzucie dyskiem. Do tego umiejętności siatkarskie (od tego sportu Sebastian zaczynał sportową karierę - przyp. red.) też swoje by zrobiły. Przejdźmy jednak do Pudzianowskiego. Jego ekspert widzi w linii defensywnej, na bardzo trudnej i odpowiedzialnej pozycji defensive end. To taka ostatnia deska ratunku, ostatnia osoba, która może powalić rywala na ziemię i nie dać mu zdobyć punktów. Niszczycielska siła, jaką dysponuje „Dominator”, z pewnością byłaby jego niesamowitym atutem. Obok Polaków w składzie znalazły się takie gwiazdy jak Usain Bolt, czy LeBron James. Poza tym jest także jeszcze kilku strongmanów: David Ostlund, Derek Poundstone i Terry Hollands.Podoba się Wam taka drużyna?

żródło: www.sportfan.pl

Kategoria: News

Wiara w naszego strongmana jest ogromna, choć do tej pory odbył zaledwie jedną walkę. O Polaku jest głośno na całym świecie. Po wygranej Mariusza Pudzianowskiego w debiucie MMA wielu kibiców zaczęło sobie wyobrażać, jak wysoko może zajść strongman, jeśli dalej ostro będzie trenował tę dyscyplinę. Dla jednych pojedynek z Marcinem Najmanem był zwykłą kopaniną, dla innych - pokazem wielkich możliwości Pudziana.

Walka odbiła się wielkim echem nie tylko w Polsce. W końcu Pudzianowski nie jest postacią anonimową. Nawet biorąc pod uwagę, że pod względem technicznym ma jeszcze wiele do poprawienia, w MMA jest traktowany jak przyszła gwiazda. Dla niektórych jest co prawda zwykłym sterydziarzem, który z wielkimi wojownikami nigdy nie będzie miał szans, jednak według portalu bleacherreport.com Pudziana może czekać wielka kariera.

Dziennikarze tego znanego serwisu wymienili polskiego siłacza w gronie wojowników, którzy mogą pokonać wielkiego mistrza MMA - Fedora Fedora Emelianenko.

Oto ta wąska grupa zawodników:
1) MariuszPudzianowski,
2) Brock Lesnar,
3) Cain Velasquez,
4) Bobby Lashley,
5) Junior Dos Santos.

Argumenty za Pudzianem? Polak to mistrz strongmanów i były karateka, a w przypadku Emelianenko wiek robi swoje, że młodzi atakują, itd.
Na razie to pobożne życzenia, ale w przyszłości - kto wie? Pudzian dojdzie do takiego poziomu, by walczyć z Emelianenką?

źródło: www.sportfan.pl

Kategoria: News

Gangsterzy chcieli, by ściągał haracze. W więzieniu grypsował. Przyznaje, że środki dopingujące też są dla ludzi. Seksualne propozycje dostaje od kobiet i mężczyzn. Show-business to dla niego "brud i syf". Ceni i szanuje Andrzeja Leppera. Mariusz Pudzianowski w wywiadzie dla Onet.pl zdradza swoje tajemnice. Wojciech Harpula: Spędził Pan 19 miesięcy za kratkami. Ciężko było?

Mariusz Pudzianowski: Ktoś, kto nie siedział, nigdy nie zrozumie jak tam jest. To zupełnie inny świat. Rządzi się swoimi prawami. Siłą nic tam nie zwojujesz. Trzeba wiedzieć, jak zachować się w pewnych sytuacjach.

- Wiedział Pan?

- Nauczyłem się. Byłem wśród grypsujących. Więźniowie dzielą się na dwie kategorie: frajerów i ludzi. Frajerzy sprzedają innych, donoszą klawiszom. Ludzie, czyli grypsujący, stosują się do zasad. Ja byłem człowiekiem. Wyszedłem z więzienia i nigdy tam nie wrócę. Niestety, taki epizod może zdarzyć się każdemu młodemu człowiekowi. Dostałem nauczkę.

- Dlaczego trafił Pan do więzienia?

- Przez bossa z mojej rodzinnej Białej Rawskiej. To bogaty, wpływowy gość. Nie mogłem patrzeć jak znęcał się nad młodym chłopakiem. Bił go, potem skopał i stanął mu butem na twarz. To wyprowadziło mnie z równowagi. Mnie trudno zdenerwować, ale jak już jestem mocno wkurzony, to trzeba uważać.

- I co Pan zrobił?

- Wkroczyłem do akcji. To był facet zbliżonej do mnie postury, uprawiał kiedyś boks. Wtedy, w 2000 r. nie wyglądałem jeszcze tak jak teraz, nie byłem mistrzem świata strongmenów, ale pokazałem mu, co to znaczy oberwać. Wystąpiłem w obronie słabszego, bo tak mnie uczyli w domu. A wielki boss poleciał na policję jak baba. Koledzy doradzili mu, jak mnie wrobić.

- Wrobić?

- Oskarżył mnie nie tylko o pobicie, ale także o kradzież złotego łańcucha. To śmieszne, ja żadnego łańcucha nie widziałem nawet na oczy. Sąd uwolnił mnie od zarzutu kradzieży, ale odpowiadałem za pobicie. Najpierw dostałem 3,5 roku, po apelacji wyrok zmniejszono do 2,5 roku. Wyszedłem wcześniej za dobre sprawowanie.

Nigdy nie byłem bandziorem, nie rozrabiałem. Niestety, prawo jest, jakie jest. Ktoś cię może zaczepić na ulicy i uderzyć. Ty oddasz, a że jesteś silniejszy, to tamten będzie bardziej poszkodowany. I to ty trafisz za kratki.

- Zawsze można nie oddać.

- O nie. Nie nadstawiam drugiego policzka. Ja oddaję.

- Był taki moment w Pana życiu, że wystarczyła jedna zła decyzja, a zszedłby Pan na złą drogę?

- Nie miałem nigdy takich ciągotek. Mam swoje zasady.

- Miał Pan propozycje pracy od "ludzi z miasta"?

- Zdarzały się. Mówili, że mogę w łatwy sposób zarobić sporo pieniędzy: ściągnąć haracz, dług odebrać. To mnie nie interesowało. Zawsze chodziłem własnymi ścieżkami. Dzięki temu jestem dziś tym, kim jestem.

- Zawsze był Pan taki twardy?

- Nigdy nie byłem mięczakiem. I tak chyba już zostanie.

- Zaczął Pan trenować karate, boks i podnosić ciężary, ponieważ nie chciał Pan być mięczakiem?

- Nigdy nie ustępowałem. W szkole podstawowej chłopcy ze starszych klas trochę się na mnie wyżywali, a ja sobie na to nie chciałem pozwolić. Zacząłem trenować, gdy miałem 10 lat. Poszedłem na karate kyokushin, potem doszedł boks. A z ciężarami byłem za pan brat od najmłodszych lat. Mój tata był niezłym sztangistą, czasami chodziłem z nim na treningi, podglądałem jak ćwiczy. Sztangi i hantle leżały w domu, to zacząłem się nimi bawić. Poprosiłem ojca, żeby pokazał mi, jak się trenuje. I tak się zaczęło.

- Uważa się Pan za sportowca? Niektórzy mówią, że zawody strongmenów to show, cyrk, a nie prawdziwa rywalizacja sportowa.

- Usłyszałem kiedyś, że strong man to nie jest dyscyplina olimpijska i nie mógłbym zostać sportowcem roku. Bez obrazy dla Roberta Kubicy, ale czy wyścigi Formuły 1 to sport olimpijski? Czy Formuła 1 to nie jest jedno wielkie show, gdzie w dodatku więcej zależy od samochodu niż kierowcy? A przecież Kubica został sportowcem roku.

- Pan też chciałby zostać sportowcem roku?

- Nie. Nie interesują mnie takie nagrody. Wiem, ile jestem wart i nie potrzebuję ich. Nie będę też przekonywał nikogo, że strongmeni to sportowcy. Niech sami spróbują trochę potrenować, a potem wystartować w zawodach. Wtedy będziemy mogli pogadać.

- Ile ton żelastwa trzeba przerzucić, żeby przygotować się do zawodów?

- Kilka, kilkanaście tysięcy. Pierwsze zawody mam w czerwcu, a przygotowania zacząłem w styczniu. To nie jest kaszka z mleczkiem. Żeby być w czymś najlepszym, trzeba wielu poświęceń.

- Co Pan poświęcił?

- Dwadzieścia lat ciężkiego treningu. Codziennej pracy nad siłą i techniką. W tym sporcie nie można liczyć na szybkie efekty. Najważniejsza jest systematyczność i wytrwałość. Nie żałuję jednak niczego. Gdybym miał jeszcze raz wybierać drogę życiową, wybrałbym tak samo.

- Zna Pan wszystkich najlepszych strongmenów na świecie. Lubicie się?

- W każdym zawodzie zdarzają się różni ludzie. Tak samo wśród nas. Mam dobrych kumpli, ale są też zawodnicy, za którymi nie przepadam. Amerykanie nie potrafią przegrywać. W ubiegłym roku nie byłem przygotowany do mistrzostw świata tak, jak powinienem. Miałem kontuzję, brałem udział w "Tańcu z Gwiazdami". Wygrałem trzema punktami. Amerykanie nie mogli się z tym pogodzić. Mówili, że miałem szczęście, że to przypadek, odgrażali się. Zupełnie bez sensu. Nie lubię takich zachowań. Trzeba umieć przegrać z klasą.

- Czy można być strongmenem nie zażywając środków dopingujących?

- Każdy zawód ma swoje tajemnice. Księża mają swoje tajemnice, prokuratorzy, dziennikarze. I strongmeni też. O zawodowej "kuchni" rozmawia się w zamkniętym gronie.

- Spróbuję raz jeszcze: bierzecie "koks" czy nie?

- Poproszę o następny zestaw pytań.

- Nie boi się Pan o swoje zdrowie?

- Jestem pod kontrolą lekarzy. Co trzy miesiące przechodzę kompleksowe badania. Wszystko jest w porządku, nie mam powodu do obaw.

- Jest Pan wzorem dla wielu młodych ludzi. Niektórzy marzą, żeby pójść w Pana ślady. Dlaczego nie powie im Pan: chłopie, bez sterydów ani rusz. Albo: chłopie, nie musisz narażać zdrowia, bo sukces bez "koksu" jest możliwy.

- Wszystko jest dla ludzi. Papierosy, alkohol, inne środki. Tyle tylko, że trzeba tego używać z głową.

- Czyli "koks" też jest dla ludzi, byle tylko stosować leki osłonowe i nie przesadzać?

- Wszystko jest dla ludzi. Trzeba tylko myśleć o konsekwencjach stosowania różnych środków. Można pić "setkę" wódki raz w tygodniu, ale można też codziennie wypijać flaszkę. Ten, kto pije "setkę" na pewno sobie nie zaszkodzi. Ja spróbowałem kiedyś marihuany. Przez miesiąc nie mogłem trenować, bo miałem kontuzję. Kilka razy ze znajomymi sobie podpalaliśmy. I co? Czy jestem narkomanem? Nie jestem.

- Podobało się Panu po "trawce"?

- Nie. Spróbowałem kilka razy i koniec. Nie używam.

- Jak długo jeszcze będzie Pan startował w zawodach strongmenów?

- Nie wiem. W tym sporcie osiągnąłem już wszystko. Teraz mogę tylko zdobywać kolejne mistrzostwa świata, Europy i Polski. Nie czuję się jednak wypalony. Mam zapał do treningów. Po prostu lubię to, co robię i nadal czuję się silny. Gdy zobaczę, że nie daję już rady, to się wycofam. Nie wyznaczam konkretnej daty. Nawet jak odejdę ze strongmenów, to zostanę w sporcie.

- W jakim kraju na zawody strongmenów przychodzi najwięcej osób?

- Zdecydowanie w Polsce. U nas zawody mają najlepszy klimat.

- Widzi Pan w Polsce swojego następcę?

- Są mocni zawodnicy, ale ciężko wskazać takiego, który od razu będzie potrafił wygrywać w zawodach o najwyższą stawkę.
- Nie boi się Pan, że po Pana odejściu Polacy przestaną interesować się strongmenami?

- Może tak być. Ze mną jest trochę tak, jak z Adamem Małyszem. Polskie skoki to Adam Małysz i na razie nie widać zawodników, którzy szybko go zastąpią i będą odnosili sukcesy.
Jestem w podobnej sytuacji. Polacy znają tylko jednego strongmena – "Pudziana". I na razie innych nie widać.
- Jakie są Pana aktualne wymiary?

- Wzrost – 186 cm. Biceps – 56 cm, kark – 54 cm, klatka piersiowa – 150 cm, udo – 80 cm.

- A waga?

- 140 kg.

- Robi wrażenie. Zdarza się panu, że jakiś podpity jegomość koniecznie chce się zmierzyć z najsilniejszym człowiekiem na ziemi?

- Nie. Mam szacunek u ludzi. Wiedzą, że dysponuję sporym potencjałem. Pożartować można, ale nikt nie chce sprawdzać, czy faktycznie jestem taki silny, na jakiego wyglądam.

- Kilka lat temu, gdy jeszcze nie był Pan tym "Pudzianem", powiedział Pan w jednym z wywiadów, że boi się kobiet. Nadal tak jest?

- Żartowałem wtedy. Nie boję się kobiet.

- Podoba się Pan kobietom?

- To pytanie trzeba by zadać kobietom. Jakby pan zapytał mnie, czy podobają mi się kobiety, to powiedziałbym, że tak. Ładne kobiety podobają się chyba każdemu facetowi.

- A zdarzało się, że kobiety dawały Panu do zrozumienia, ze jest Pan atrakcyjny?

- Teraz kobiety są odważne i bezpośrednie. Zdarza się, że podchodzą i mówią, że im się podobam. Nie widzę w tym nic złego.

- Co je w Panu pociąga?

- Kobiety wolą dobrze zbudowanych facetów niż lalusiów w garniturku. Ja jestem może aż za dobrze zbudowany, ale to też się podoba. Słyszę czasem od kobiet, że mam fajne mięśnie. Że jestem prawdziwym facetem. Takim z krwi i kości.

- Dostaje Pan sporo seksualnych propozycji?

- Nie liczę. Różne maile dostaję. Czasem odpisuję: dzięki za miłego maila, ale się nie spotkamy, bo mam kobietę.

- A mężczyznom się Pan podoba?

- Nie interesuje mnie to. Zdarzało się, że dostawałem propozycje spotkań także od mężczyzn. Przychodziły maile, głównie z zagranicy. Panowie chcieli się spotkać, gwarantowali dyskrecję. Ignoruję to. Jestem zdecydowanie heteroseksualny.

- Zdarzyło się kiedyś Panu płakać?

- W ciągu ostatnich 10 lat nie.

- A wcześniej?

- Tak. To żaden wstyd. Czasami są rzeczy, które mogą załamać nawet tak wielkiego konia jak ja. Nie jestem maszyną.

- Z jakiego powodu?

- To dawne czasy... Zmieńmy temat.

- Faktycznie znalazł Pan kobietę, z którą chce pan spędzić resztę życia?

- Życie prywatne zostawiam dla siebie. Nie wystawiam go na użytek publiczny. Jest granica, której nikomu nie pozwolę przekroczyć. Jeżeli ktoś pisze, że wkrótce się żenię, to niech pisze. Nie powiem słowa na ten temat.

- Chce Pan mieć dzieci?

- Jak każdy normalny facet. Wcześniej czy później trzeba będzie założyć rodzinę. Nie wiem czy nastąpi to za rok, czy dwa, ale kiedyś na pewno. Rodzina i zdrowie są najważniejsze w życiu. Jak się to ma, to reszta sama przyjdzie.

- Jest coś, o czym Pan marzy?

- (cisza) Dobre pytanie. Chcę założyć normalną rodzinę i żyć jak normalny człowiek. W spokoju, bez stresu, wyścigu szczurów.

- Jest Pan wierzący?

- Wierzący, ale niepraktykujący. Do kościoła nie chodzę. Nie cenię księży. Znam takich, którzy w jednym mieście odprawiają msze, spowiadają ludzi, a w sąsiednim mają żony i dzieci. To nie jest w porządku.

- Ze świata sportu trafił Pan do świata show-businessu. Jaki to świat?

- Zakłamany i fałszywy.

- Poznał Pan kogoś wartościowego w świecie gwiazd?

- Wszędzie można spotkać ludzi lepszych i gorszych, ale show-business to wielki brud i syf. Większość tych gwiazd sprzeda wszystko, byle tylko napisały o tym gazety. Żałosne to.

- Nie czuje się Pan celebrytą?

- Nie unikam dziennikarzy, ale nie pcham się do gazet. Nie sprzedaję prywatności. Robię swoje. Jeżeli ktoś chce o tym pisać, proszę bardzo. A że jestem znany? To miłe, ale pracowałem na to wiele lat. I były chwile, kiedy nikt się mną nie interesował.

- Interesuje się Pan polityką?

- Nie za bardzo.

- Ale popierał Pan w kampanii wyborczej Andrzeja Leppera.

- Znam go prywatnie. To porządny, przyzwoity człowiek. Złego słowa o nim nie powiem. Nie śledziłem jego działań w polityce, bo się tym nie interesuję. Wypowiadam się o nim jako o człowieku, a nie polityku. Zaczynał od zera, a dostał się na sam szczyt. Byle kto nie pokonałby tak dalekiej drogi.

- Pan też przeszedł daleką drogę z Białej Rawskiej na salony. Dlaczego się udało?

- Uparty jestem. Jeśli ktoś wie, co chce osiągnąć i ma charakter, to można osiągnąć wszystko.
Trzeba wyznaczyć sobie cel i konsekwentnie do niego dążyć. W życiu nie ma dróg na skróty. Czasem jest ciężko, ale nie wolno rezygnować. Za to, gdy już dojdziesz tam, gdzie chciałeś, możesz mieć chwilę satysfakcji. Wiesz, ile jesteś wart.

- A Pan ile jest wart? Pytam o pieniądze. Musiał Pan robić kiedyś wycenę wartości wizerunku.

- Różne firmy robiły. Marka "Pudzian" jest warta ok. 2,5–3 mln euro. Jeśli ktoś chciałby mnie kupić na wyłączność, musi tyle wyłożyć.

- Miło być wartym 3 mln euro?

- Wartości człowieka nie da się przeliczyć na pieniądze. Mnie wydaje się, że jako człowiek jestem wart więcej.

Rozmawiał Wojciech Harpula, Onet.pl

Kategoria: News

Niektórzy mają problemy z kupowaniem prezentów. Nie on! Wydał więcej niż zarobił za walkę z Najmanem. Warto było?

Na koncie ma pięć tytułów mistrza świata strongmanów, niedawno stoczył pierwszy pojedynek w MMA. Mimo wielu obowiązków, znajduje czas na inne rzeczy. Prowadzi kilka interesów, w tym m.in. firmę transportową.

Mariusz Pudzianowski ma łeb nie tylko do sportu, ale także do interesów. Po prostu człowiek orkiestra. Zastanawiacie się zapewne, jaki prezent pod choinkę mógłbym zadowolić takiego człowieka. Już Wam odpowiadamy.

Takim prezentem jest... ciężarówka (popularny TIR). „Dominator” zdradził nam, że sam sobie sprawił takie cacko. Kosztowało go to 300 tysięcy złotych. Pod maską ma 510 koni mechanicznych - bestia! Wszystko, aby wygodnie jeździło się w dalekie trasy.

I jeszcze ciężarówkę czeka tuning, po świętach będzie wszystko gotowe - przyznaje w rozmowie ze Sportfanem Pudzianowski. Za walkę z Marcinem Najmanem Mariusz zarobił około 200 tysięcy, więc jak widać, świąteczny prezent kosztował go o wiele więcej. „Dominatora” stać jednak na takie zabawki. Głównie za sprawą właśnie m.in. firmy transportowej. Dlatego sprezentował sobie ciężarówkę pod choinkę. Prezent, który będzie na siebie zarabiać.

Na razie „Dominator” ma wolne od sportu. Czekał na to kilka miesięcy. Błogie lenistwo skończy się jednak z Nowym Rokiem. Wtedy Pudzianowski wraca do treningów. Już niedługo poznamy jego kolejnego rywala. Kto nim będzie? Pożyjemy, zobaczymy. Pytanie, czy zmasakruje go jak Najmana...

Źródło: www.sportfan.pl

Kategoria: News
czwartek, 24 grudzień 2009 23:59

Emalianenko: pokonałbym Pudzianowskiego

Rosyjski zawodnik MMA, Aleksander Emelianenko w wywiadzie dla amerykańskiego serwisu Promma.info zaprzeczył, że jest możliwość, by w najbliższym czasie walczył z Mariuszem Pudzianowskim. Jednocześnie jest przekonany, że taki pojedynek zakończyłby się jego zwycięstwem.

Mariusz- Tak a ja to mam ręce przyspawane do tyłka i dał bym mu sie oklepac juz nie jeden mnie straszyl i był pewien a ja dzis chodze w jego butach wiec jak juz oberwał by tez nie żle ale ja sie nigdy nie poddaje i wojuje zawsze do samego końca!!!!
Emelianenko ma podpisany kontrakt z organizacją ProFC na walkę w Moskwie w kwietniu 2010 roku, więc walka z "Pudzianem" nie wchodzi w grę.

Rosjanin nie oglądał walki słynnego strongmana z Marcinem Najmanem, ale oglądał zdjęcia z tego pojedynku. Komplementuje on siłę pięciokrotnego mistrza świata strongmanów, ale nie robi ona na nim olbrzymiego wrażenia.

- W przypuszczalnym pojedynku wygrałbym przez nokaut lub poddałbym go sprowadzając do parteru. Mam wielkie doświadczenie w walce z dużymi i silnymi rywalami - powiedział w rozmowie z serwisem Promma.info.

Sam Emalianenko również nie jest mikrusem. Waży 115 kilogramów i ma 199 centymetrów wzrostu. W 2005 roku wygrał z Pawłem Nastulą, pokonując go w parterze. Walka, która odbyła się w japońskiej Saitamie, trwała 8 minut i 45 sekund.

Zobacz, jak Emalianenko pokonał Nastulę:
link: http://sport.wp.pl/kat,60960,title,Emalianenko-pokonalbym-Pudzianowskiego,wid,11807446,wiadomosc.html

Źródło: www.wp.pl

Kategoria: News
poniedziałek, 12 listopad 2012 23:59

Szef KSW: "Pudzian musi uważać!". Bo jego rywal...

Zapowiada się piekielnie trudna walka "Dominatora". Jego przeciwnik wie, jak wykorzystać swoje mocne strony.

Przed nami KSW 20. Na tej imprezie MMA głównym wydarzeniem będzie walka Mariusza Pudzianowskiego z Grekiem, Christosem Piliafasem.

Jak podkreśla „Fakt”, Pudzian nie miał jeszcze takiego rywala. To przeciwnik mocny i doświadczony. Jego silną bronią jest walka w stójce.

Tak będę chciał załatwić Pudziana. Jestem Grekiem z pierwszego pokolenia urodzonym we USA. Walkę mam we krwi. Chcę wygrać przez nokaut. Nie pozwolę, by o wyniku decydowali sędziowie - zapowiada Piliafas.

 

Polscy kibice czekają na wygraną Pudziana, jednak to starcie może zakończyć się różnie. Przed Grekiem ostrzega byłego strongmana Martin Lewandowski.

Christos nie lubi parterów, przyzwyczaił publikę do szybkich ciosów, do szybkiego zakończenia walki. Mariusz musi na to uważać - powiedział współwłaściciel KSW.

W innych walkach wieczoru Jan Błachowicz spotka się z Houstonem Alexandrem, a Marcin Różalski z Jerome Le Bannerem. A Pudzian? Da się zaskoczyć w gdańskiej Ergo Arenie. Galę można oglądać wyłącznie w systemie PPV. Koszt - 30 zł. Oczywiście polecamy naszą relację LIVE - zupełnie bezpłatnie.

Kategoria: News
czwartek, 24 grudzień 2009 23:59

"Pudzian" nie potrzebuje Oliwy i Najmana

Mariusz Pudzianowski jeszcze nigdy nie był tak popularny. "Pudzian" wiele osiągnął jako strongman, szerszej publice dał się poznać jako tancerz, ale największą uwagę narodu skupił debiut najsilniejszego człowieka świata na zawodowym ringu.

Jako siłacz Mariusz zdobył wszystkie laury, jakie tylko mógł. Pięciokrotny mistrz świata, sześciokrotny mistrz Europy, trzykrotnie drużynowy mistrz świata par - to tylko najważniejsze dokonania "Pudziana" w zawodach strongman.

- Kiedyś założyłem sobie, że pięć razy zostanę mistrzem świata. Udało mi się to osiągnąć. Pora na nowe wyzwania - przyznał przed paroma miesiącami, kiedy dość nieoczekiwanie zdecydował się na podpisanie kontraktu z federacją KSW, organizatorem gal MMA.

Do grudniowej walki z Marcinem Najmanem trenował na pełnych obrotach. Zaczął nawet regularnie biegać, co wcześniej rzadko mu się przytrafiało, a w sportach walki jest codziennością. - Na początku miałem problem z krótkimi dystansami, teraz bez problemu biegam po pięć kilometrów - zdradza "Pudzian". Oprócz joggingu ćwiczył walkę w stójce i parterze, a także chodził na siłownie, ale musiał ją odstawić, żeby zgubić nadmiar kilogramów (w lecie ważył 147 kilogramów, teraz o 25 kg mniej).

O tym, jak ciężko pracował niech świadczą...kontuzje sparingpartnerów. Media donosiły o obitych żebrach, a także złamanej nodze jednego ze śmiałków, który nie bał się trenować z Mariuszem. Wreszcie o sile ciosów siłacza przekonał się Najman, który aż podskakiwał w ringu po kolejnych kopniakach rywala. "Pudzian" wkładał w nie tak dużą siłę, że sam nabawił się sporych siniaków, które jeszcze kilkanaście dni po walce były widoczne wokół kości piszczelowej.

Po udanym debiucie w MMA (na pokonanie "El Testosterona" Mariusz potrzebował 44 sekund) najsilniejszy człowiek świata zadeklarował gotowość walki o mistrzowski tytuł, bo jak sam podkreśla jak się za coś bierze, to na poważnie. "Pudzian" zdaje sobie jednak sprawę ze swoich słabości i chce jeszcze sporo potrenować, zanim zmierzy się z tuzami wagi ciężkiej, takimi jak: Fedor Emelianenko, Brock Lesnar czy Antonio Rodrigo Nogueira.

Mariusza czekają teraz coraz mocniejsi rywale. Kto będzie następnym? To jeden z głównych tematów mediów sportowych ostatnich dni. Podsuwane są m.in. kandydatury Krzysztofa Oliwy, Marcina Najmana (rewanż) i brata Fedor Emelianenko - Aleksandra.

Ten ostatni nie kryje, że chciałby walczyć z "Pudzianem" i wcale nie stałby na straconej pozycji. - Mógłbym go znokautować, albo poddać przez duszenie bądź dźwignie jeśli sprowadziłby walkę do parteru. Mam ogromne doświadczenie w potyczkach z tak dużymi i silnymi zawodnikami - mówi Aleksander cytowany przez sporty-walki.org.

Młodszy z braci Emelianenko to z pewnością najtrudniejszy z wymienionych rywali, ale i jedyny, który może pomóc Mariuszowi w dalszym rozwoju kariery. Druga walka z Najmanem nie zmieniłaby pozycji "Pudziana" w świecie MMA, a starcie z Oliwą jest z góry skazane jedynie na sukces medialny, a Pudzianowskiego interesuje przede wszystkim ten sportowy.

28-letni Rosjanin wygrał 15 z 18 stoczonych walk. Patent na niego znaleźli jedynie utytułowani zawodnicy, tacy jak: Mirko Filipovic, Josh Barnett i Fabricio Werdum. Z kolei wśród zawodników, których Emelianenko pokonał znajduje się m.in. kuszony przez KSW kontraktem Paweł Nastula. Wkrótce przekonamy się, czy piekielnie groźny Rosjanin będzie kolejnym rywalem "Pudziana".

Źródło: WP.pl, Dariusz Jaroń

Kategoria: News
czwartek, 24 grudzień 2009 23:59

Święta w domu Mariusza Pudzianowskiego

Najsilniejszy człowiek świata, a od niedawna także zawodnik MMA, Mariusz Pudzianowski, święta spędzi w gronie najbliższych. W rozmowie z INTERIA.PL "Pudzian", wraz ze swoim bratem Krystianem, opowiedzieli o Bożym Narodzeniu w ich rodzinnym domu.

 

- Wigilię spędzamy u mamy, w pierwszy dzień świąt pewnie spotkamy się u mnie, a potem u starszego brata - przyznaje Mariusz. - Na pewno święta spędzimy w rodzinnym gronie. Czy mamy jakieś zwyczaje świąteczne? Tak, chcemy się dobrze najeść i poleżeć - dodaje śmiejąc się Krystian.

 

Babcia na ratunek mamie

 

Rodzinna Wigilia Pudzianowskich zazwyczaj odbywa się w domu rodziców Mariusza lub u jego babci. - W tym roku babcia przyjeżdża do nas, także na pewno będzie pomagać mamie w przygotowaniach - zdradza Krystian.

 

- Wszyscy zawsze starają się, żeby wszystko wyszło jak najlepiej - mówi Mariusz, który nie zwraca uwagi na liczbę wigilijnych potraw, których zgodnie z tradycją powinno być aż dwanaście. - Nie gra to dla mnie roli. Lepiej przyrządzić coś zjadliwego, niż żeby potem stało na stole. Może być nawet i siedem potraw, ale jak talerze są opróżnione, to rodzice są bardzo zadowoleni - dodaje.

 

Pomysł Mariusza na błyskawiczne święta

 

Pięciokrotny mistrz świata strongman mieszka sam, dlatego nie przykłada zbyt wielkiej wagi do świątecznych przygotowań w swoim domu. Nie pozwala mu na to również napięty grafik, który do minimum ogranicza czas wolny "Pudziana". - Moje święta? Może i choinka w domu się znajdzie, chociaż jak się mieszka samemu, to się myśli, że jest zbędna, bo trzeba wokół niej sprzątać - zauważa.

 

- Czy piekę ciasta? Nie, lepiej iść do cukierni. Ja święta mogę przygotować w godzinę! Wystarczy pójść do sklepu, kupić coś paczkowanego, odwiedzić cukiernię, potem parę browarów i wesołe święta mam zrobione - wylicza z przymrużeniem oka. - Święta u mnie mogą być w każdej chwili, żebym tylko miał wolne. Teraz mam wolne, ale bardziej na wesoło do tego podchodzę - dodaje.

 

Jak przechytrzyć rodziców?

 

 

W młodości Mariusz nie narzekał na brak wolnego czasu. Wówczas okres przedświąteczny spędzał m.in. na...szukaniu prezentów. - Zawsze rodzice jak kupowali prezenty, to chowali je po różnych zakamarkach, żebyśmy ich nie znaleźli. Ale to był nie lada wyczyn, żeby przed nami coś schować, bo zawsze przekopywaliśmy cały dom i wiedzieliśmy tydzień wcześniej co dostaniemy - wspomina.

 

 

Po pewnym czasie rodzice znaleźli sposób na młodych tropicieli i zaczęli wywozić prezenty do babci. Do domu świąteczne podarunki przywożone były w ostatniej chwili. Dzieciom wręczał je św. Mikołaj. - Czasami tata się przebierał, czasami mama. Ale w pewnym momencie połapaliśmy się, że kogoś z rodziny zaczynało brakować, kiedy przychodził Mikołaj - śmieje się "Pudzian".

 

Mariusz jako Mikołaj - sknerus

 

 

Wręczanie prezentów nadal jest ważnym punktem Wigilii w domu Pudzianowskich. - Każdy lubi dostawać prezenty, to miły rytuał i nie zamierzamy z niego rezygnować - podkreśla Krystian. Podobnego zdania jest Mariusz, ale przyznaje, że ma spory problem ze świątecznymi zakupami.

 

 

- Nie lubię chodzić po sklepach, także mój Mikołaj jest trochę sknerowaty. Wolałbym dać kopertę, bo wyjście do centrum handlowego graniczy dla mnie z cudem. Więcej czasu bym spędził na robieniu zdjęć i rozdawaniu autografów, niż na chodzeniu po sklepach - zwraca uwagę jeden z najpopularniejszych polskich sportowców. - Wtedy to Mariusz byłby Mikołajem - dodaje Krystian.

Autor informacji: Dariusz Jaroń

Kategoria: News

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW