Pudzianowski przeszedł piekło!"Dosłownie rzeznia.To gorsze niz więzienie"

Pudzianowski dla WP: jak się przewróci - dobiję!

- Nie wiem co on zrobi, ale jeżeli się przewróci, to ja go dobiję! Niech ciężko zapracuje na pieniądze, które tu dostanie. Ja na to, żeby tutaj być, pracowałem 4,5 miesiąca. A on jeżeli uważa, że wyjdzie na chwilę na ring i lekko podniesie swój czek, to się grubo myli. Podniesienie tego czeku będzie go dużo kosztowało - powiedział Mariusz Pudzianowski Wirtualnej Polsce kilka godzin przez walką z Bobbem Sappem. "Pudzian" opowiedział nam też jak ciężko przygotowywał się do starcia z Amerykaninem. - Przeszedłem piekło - przyznał. Bez względu na wynik sobotniej walki Pudzianowski zapowiedział, że wróci jednak do katorżniczych treningów w American Top Team.

Trochę na ciebie czekaliśmy. Wiemy, że po śniadaniu poszedłeś spać. To jak, wyspany przez walką?

Ja wiem, czy wyspany? Chyba nie do końca, bo wczoraj położyłem się dopiero o drugiej.

To i tak wcześnie. Ponoć Bob Sapp poszedł spać dopiero około czwartej i strasznie hałasował. Mamed Khalidov zdradził nam, że spać przez niego nie mógł.

Być może, ale ja się jemu wcale nie dziwię, bo w jego przypadku w grę wchodzi zmiana czasu. Ja jestem w Polsce już ponad tydzień, ale też jeszcze to odczuwam. Na szczęście nie popełniłem tego błędu, co przed walką z Jamesem Thompsonem, kiedy przyleciałem do kraju cztery dni przed, podczas gdy czwarty dzień jest najgorszy. Po raz kolejny przekonałem się o tym niedawno, gdy poleciałem trenować do Stanów. Czwartego dnia wszedłem na matę, wydawało się wszystko dobrze, a po piętnastu minutach nie miałem siły na nic.

Widziałeś niedawną walkę Sappa w Słowenii? Padł na metę praktycznie bez żadnego ciosu.

Widziałem tę walkę, nokaut bez ciosu, ale to było w formule K1. Tutaj jest MMA, więc jak się przewróci - dobiję!

To, jak Amerykanin traktuje swoje walki widać chociażby po jego grafiku. W rozmowie z nami zdradził, że będzie się bił osiem razy w zaledwie sześć tygodni. Tu wyraźnie chodzi już tylko o zarobek.

I co ja mogę zrobić? Mogę tyko sprawić, żeby ta wypłata ciężko go kosztowała.

"Juras" o twoim starciu z Sappem powiedział, że jest to marketingowy strzał w dziesiątkę, ale sportowy krok w tył. Zgadzasz się z tym?

Sportowo ja już jestem człowiekiem spełnionym w stu procentach. W jednej dyscyplinie sportu osiągnąłem wszystko, co było możliwe, i już nie wojuję o nazwisko czy o pieniądze. Nazwisko mam, znają mnie ludzie na całym świecie. Pieniądze też mam. Teraz wszystko robię dla siebie. Ile dam radę zrobić, tyle zrobię. Daję sobie na to sześć lat a potem mówię "stop", bo będę chciał żyć jak normalny człowiek. Zawodowy sport to ciężki kawałek chleba i zero życia prywatnego.

Do starcia z Sappem przygotowywałeś się w cenionej amerykańskiej akademii wszechstylowej walki wręcz, American Top Team. Jak wrażenia? Jesteś zadowolony z pracy, jaką tam wykonałeś?

Dla mnie to było jak więzienie. Zero życia prywatnego. Dzień wyglądał tak: trzy treningi, o 10, 15, i 19, sześć razy w tygodniu. Dosłownie rzeźnia! Najgorsze były poniedziałki pomimo, że byliśmy wtedy po dniu wolnym, a najcięższe były dwugodzinne zapasy. Na tyle, na ile mogłem, podciągnąłem wszystko do granic swoich możliwości. Więcej już nie dało się trenować. Dałem z siebie wszystko.

Towarzystwo do treningów miałeś doborowe. Było od kogo się uczyć.

Tak, przyjechałem tam w bardzo dobrym momencie, bo praktyczne wszyscy tam byli: Thiago Alves, Thiago Silva, Hector Lombard, Antonio “Bigfoot” Silva, Bobby Lashley, czyli cała czołówka światowego MMA.

I jak ci uznani zawodnicy zareagowali na twój przyjazd? Nie śmiali się z ciebie? W porównaniu z nimi, jesteś nowicjuszem.

Nic z tych rzeczy. Tam każdy każdemu jest równy. Tam nikt się z nikogo nie śmieje, nikt nikogo nie poniża.

To zdradź nam jak dawałeś sobie radę np. w starciach z Antonio Silvą?

W stójce dawałem sobie radę. W zapasach też. Ale co z tego? Przez dwie minuty ciężko pracowałem, żeby doszło do obalenia, ale potem wystarczyło, że gdzieś rękę zostawiłem, ale popełniłem inny, mały błąd, a on momentalnie to wykorzystywał i mogłem już tylko odklepać. I od nowa zaczynaliśmy to samo. Muszę więc jeszcze potrenować.

Wracając jeszcze do walki z Sappem... jak byś zachęcił kibiców do jej obejrzenia. Wielu z nich jest zdania, że nie będzie na co patrzeć, bo Sapp znów sam się położy na macie.

Nie wiem co on zrobi, ale - jak już mówiłem - jeżeli się przewróci, to ja go dobiję! Niech ciężko zapracuje na pieniądze, które tu dostanie. Ja na to, żeby tutaj być, pracowałem 4,5 miesiąca. A on jeżeli uważa, że wyjdzie na chwilę na ring i lekko podniesie swój czek, to się grubo myli. Podniesienie tego czeku będzie go dużo kosztowało.

Z kim chciałbyś się zmierzyć w następnej kolejności?

Wiadomo, że z najlepszymi. Ale na to trzeba jeszcze trochę poczekać.

A może rewanż z Jamesem Thompsonem, albo Timem Sylvią? Thompson niedawno wyśmiewał cię mówiąc, że przed walką z nim wysmarowałeś się jakimiś olejkami i ciężko cię było złapać.

Chyba za dużo ciosów zebrał na głowę i go zaćmiło. Jeżeli będzie taka możliwość, chętnie się z nim zmierzę. W każdej chwili. A Tim Sylvia? Myślę, że za rok, albo półtora będę mógł o tym myśleć.

Rozmawiali Artur Mazur i Karol Kulpa, Wirtualna Polska

wp.pl | 2012.05.12 17:01(fot. Aleksander Majdanski / newspix.pl )
Oceń wpis: 
(0 głosów)