Pudzianowski: gwizdali, ale nie chciałem się podpalać

- W pierwszej rundzie kibice zaczęli gwizdać, ale ja nie chciałem się podpalać emocjami. Jak już mówiłem - pełna kontrola. Emocjami walczyłem już kilka razy i skończyło się to tym, że w drugiej rundzie po minucie "Pudziana" nie było - powiedział po wygranej walce z Jamesem Thompsonem na gali KSW 17 Mariusz Pudzianowski.

WP.PL: Myślałeś przed tą walką, co będzie jeżeli ją przegrasz?

Mariusz Pudzianowski: Ja po prostu robiłem swoją robotę i nie myślałem, co dalej będzie. Robiłem wszystko tak, żeby tą walkę wygrać.

WP.PL: Będzie trzecia walka z Thompsonem?

M.P: To nie jest ode mnie zależne. Ja cały czas trenuję, trenuję, trenuję i jeszcze raz trenuję. Ci co mówili, że przez trzy miesiące nic nie robiłem przekonali się, że spokojnie mogłem wyjść do ringu i przewalczyć dwie rundy. A gdyby była potrzebna dogrywka to robiłbym to dalej.

WP.PL: Jak z twojego punktu widzenia przebiegała ta walka. Nie brakowało tlenu i kondycji?

M.P: Tlenu w pierwszej rundzie w ogóle mi nie brakowało. Wiedziałem co robię i była nad tym pełna kontrola. Thompson nie mógł mi nic zrobić w parterze. Cały czas klinczowałem i blokowałem go. W drugiej rundzie zacząłem już atakować.

WP.PL: A nie żałujesz tego, że po tym, jak twój cios doszedł do twarzy Thompsona i zachwiał się on na nogach nie skończyłeś tej walki przed czasem?

M.P: Bałem się ryzyka, bo on ma jednak twardą głowę. Widziałem ten moment kiedy dostał lewy , a później prawy i nogi się pod nim ugięły. Bałem się jednak, że jak pójdę na całość i go nie skończę, to będzie tak jak sześć miesięcy temu. To siedziało cały czas w mojej głowie. Mogłem walczyć aktywniej, ale był strach. Byłą decyzja, że nie idę na całość. Rozsądek wziął górę.

Stoczyłem wcześniej pięć walk i zawsze miałem problem z kondycją. Była niepewność, że sił mi znowu zabraknie. To trzeba przełamać, na to trzeba jednak czasu. Oni trenują przez dwadzieścia lat. Ja przyszedłem z innego sportu, zupełnie nie związanego ze sztukami walki i teraz wchodzę w niego po mału. Krok po kroku. Długa droga jeszcze przede mną i dużo pracy.

WP.PL: Thompson zaskoczył cię czymś w tej walce?

M.P: Niczym. Wiedziałem, że będzie chciał sprowadzić walkę do parteru i byłem przygotowany na to.

WP.PL: Po pierwszej rundzie na widowni dało się słyszeć głosy zawodu, że "Pudzian" nie atakuje. Natomiast w rzeczywistości miałeś na tą walkę bardzo precyzyjną taktykę.

M.P: Dokładnie tak było. Od początku pełna kontrola.

WP.PL: Czyli można powiedzieć, że nie pędzisz już jak Ferrari, ale preferujesz bezpieczną jazdę?

M.P: MMA to nie bieg na 60 metrów tylko maraton, który trzeba cały przebiec. Czasem uda się go przyspieszyć i wygrać walkę przed czasem, ale jeszcze brak mi doświadczenia.

WP.PL: Słyszałeś gwizdy kibiców? Zdeprymowało cię to, czy zmotywowało?


M.P: Tak słyszałem. W pierwszej rundzie zaczęli gwizdać, ale ja nie chciałem się podpalać emocjami. Jak już mówiłem - pełna kontrola. Emocjami walczyłem już kilka razy i skończyło się to tym, że w drugiej rundzie po minucie "Pudziana" nie było.

WP.PL: Po tej walce Mamed powiedział, że przegrałeś.

M.P: Nie wiem, nie widziałem tej walki, więc trudno mi się na ten temat wypowiadać.

WP.PL: Po zakończeniu drugiej rundy nie bałeś się, że przegrałeś tą walkę?

M.P: Nie bałem się o to. Jeżeli myślałem o czymś, to że może być dogrywka. Trzy dodatkowe minuty, na które wiedziałem, że w razie czego jestem przygotowany. Sparingi w USA miałem po cztery rundy i wytrzymywałem.

WP.PL: Spodziewasz się fali krytyki po tej walce?

M.P: Powiem może w ten sposób. Przetrwałem z Kawaguchim dwie rundy - krytyka była. Przegrałem z Thompsonem - krytyka była. Czy wygram, czy przegram krytyka będzie. Wygram, powiedzą, że ustawiona walka. A tak na prawdę: kij wam w oko.

WP.PL: A jak odebrałeś zachowanie Thompsona po walce?


M.P: Nie widziałem tego momentu. Doszły mnie słuchy na zapleczu, że były jakieś protesty z jego strony i niesportowe zachowanie.

WP.PL: Jak się czujesz po starciu z Thompsonem?

M.P: Czuję się, jakby nic się mi nie stało.

WP.PL: Nie zmieniłeś swoich planów i wracasz teraz do USA?

M.P: Nic się nie zmieniło. Wracam z powrotem.

WP.PL: Zobaczymy cię na 19. KSW?

M.P: Najprawdopodobniej dalej będę walczył na KSW.

WP.PL: Co możesz powiedzieć teraz tym, którzy w ciebie nie wierzyli?

M.P: Polska górą. Cały czas Polskę reprezentowałem i zawsze to powtarzałem. Ja jeszcze pokażę na co mnie stać, a to jest dopiero początek.

WP.PL: Ostatnie pytanie. Czy w związku z twoim zwycięstwem i naszą obietnicą idziemy na kebaby?

M.P: Tak jak powiedziałeś: 10 kebabów, 2 litry coli i dwa duże piwa.

WP.PL: Jesteśmy w takim razie umówieni na telefon.

M.P: Jesteśmy umówieni na telefon. Stawiacie!

Z Mariuszem Pudzianowskim na 17. gali KSW w Łodzi rozmawiali Przemysław Dubiński i Artur Mazur, Wirtualna Polska

źródło:wp.pl

Oceń wpis: 
(0 głosów)