Pudzianowski: jestem zaszokowany!

Kawaguchi okazał się naprawdę trudnym zawodnikiem, dlatego że przez pierwsze 3 minuty bombardowany był dosyć mocno i widziałem, że w oczach mu się już szaro robiło, ale nie chciał się poddać. Jestem zaszokowany, że wytrzymał to bombardowanie - powiedział Wirtualnej Polsce Mariusz Pudzianowski po walce z Japończykiem Yusuke Kawaguchim.

Ochłonąłeś już po walce?

Siły już wróciły, ale muszę powiedzieć, że w MMA muszę się jeszcze dużo, dużo nauczyć. W każdym wywiadzie powtarzam, że jestem jeszcze żółtodziobem w MMA. Niektórzy mówią, że udaję wielkiego fightera. Nie! Powtarzam - jeszcze jestem żółtodziobem w tej dziedzinie.  
 
Spodziewałeś się aż tak morderczej walki?

Tak naprawdę Kawaguchi nic mi nie zrobił, nie jestem poobijany, nie jestem rozbity. Parę tam strzałów wyłapałem. Kawaguchi okazał się naprawdę trudnym zawodnikiem, dlatego że przez pierwsze 3 minuty bombardowany był dosyć mocno i widziałem, że w oczach mu się już szaro robiło, ale nie chciał się poddać. Sędzia to oczywiście też bardzo dobrze widział, ale puszczał go. Po tych trzech minutach, każdy mój strzał był już troszeczkę słabszy. Umówmy się, nawet "Pudzian" nie jest maszyną. Nie mogłem go skończyć.  
 
Kawaguchi okazał się naprawdę twardy. W pierwszej rundzie byłem przekonany, że pęknie pod lawiną twoich ciosów?

Jestem zaszokowany, że on wytrzymał to trzyminutowe bombardowanie! Teraz mogę powiedzieć, że popełniłem trochę błędów. Za szybko chciałem go skończyć. Wystarczyło go troszkę rozbić, "dosiąść go" i spokojnie z nim walczyć: jeden strzał i 10 sekund przerwy. Wtedy, te strzały byłyby mocniejsze.  
 
Widać było wyraźnie, że w dalszej fazie walki wyraźnie zabrakło ci sił.

Byłem zbyt pewny siebie, myślałem, że go skończę w trzy minuty i to był błąd. Następna lekcja pokory.  
 
Można zatem powiedzieć, że zaliczyłeś prawdziwy debiut w MMA i to na pełnej długości.

Pierwszy raz stoczyłem taki dziesięciominutowy pojedynek. No i małe zaskoczenie.  
 
Najmana rozbiłeś low-kickami, a w tej walce to Kawaguchi cześciej wyprowadzał kopnięcia.

Te low-kicki nie zrobiły mi krzywdy. Sam nie chciałem go kopać, bo inaczej rozłożyłem sobie strategię dla niego i muszę przyznać, że troszeczkę się przeliczyłem.  
 
Tuż po walce przyznałeś, że były chwile zwątpienia. W którym momencie?

Chwile zwątpienia były w drugiej rundzie, bo w pierwszej było spokojnie, tylko nie mogłem go rozbić - cały czas punktowałem, punktowałem... A w drugiej rundzie... No... Gdyby nie moja cała ekipa, to byłoby ze mną źle. Wtedy już w grę wchodziło doświadczenie moich trenerów.  
 
Oprócz trenerów pomógł chyba ktoś jeszcze - fantastyczni kibice, którzy przybyli na KSW XIII.

Kiedy już zaczynało brakować mi sił, wszyscy wstawali i krzyczeli: "Pudzian dawaj"! A to naprawdę dopinguje.  
 
Taki doping przydałby się za dwa tygodnie. Tim Sylvia, były mistrz świata UFC, to o wiele bardziej doświadczony zawodnik niż Kawaguchi.

Tamten przeciwnik będzie troszeczkę wolniejszy. To będzie zupełnie inny rywal - wysoki przede wszystkim. Tam trzeba będzie bardziej z głową podejść do walki i oszczędzać siły. Trzeba go będzie przewrócić, ułożyć i rozbijać go. Trzeba będzie liczyć na dwa strzały - naprawdę mocne strzały.

Krzysztof Kosedowski stwierdził, że Mariusz Pudzianowski nie wie, co to ból. Czy po walce z Kawaguchim już wie?

To są jego słowa. Ja wiem, co to znaczy ból. Skoro ktoś mówi, że ja nie wiem, co to znaczy ból, to dzisiaj miał okazję się przekonać, czy jak dostanę w nos, to od razu "siadam". Kilka razy oberwałem i muszę powiedzieć, że nie poczułem tego.

rozmawiał w Katowicach, Artur Mazur - Wirtualna Polska

Oceń wpis: 
(0 głosów)