Mariusz Pudzianowski najpierw bił, potem śpiewał (WYWIAD)

Ten człowiek jest po prostu nie do zdarcia! Zaraz po wyczerpującej walce z Yusuke Kawaguchim (30 l.) Mariusz Pudzianowski (33 l.) wsiadł w samochód i jeszcze w nocy wrócił z Katowic do Warszawy. - O godzinie 9 rano musiałem być w studiu Polsatu - tłumaczy "Pudzian", który dzień po gali KSW zrobił prawdziwy show w programie "Tylko nas dwoje". Ubrany w komiczny strój rozbawił telewidzów do łez

"Super Express": - Przed walką zapowiadałeś, że szybko rozprawisz się z Japończykiem...

 

Mariusz Pudzianowski: - Myślałem, że skończę to w 3 minuty. Przeciwnik okazał się jednak wytrzymały. Na początku dostawał naprawdę mocne bomby, przecież siedziałem na nim i go lałem. Widziałem, że ma już szaro w oczach, ale nie chciał się poddać. Wtedy już wiedziałem, że będzie ostra jazda, że będą dwie rundy.

 

 

- Szybko opadłeś z sił. Druga runda była drogą przez mękę...

 

- Pierwszą rundę wygrałem sam, drugą wygrał dla mnie trener. Co chwila krzyczał, bym oszczędzał siły i żebym go co chwila punktował. Tak właśnie robiłem. Gdyby nie rady trenera, drugą rundę bym przegrał. Bardzo pomogli mi też kibice. Słyszałem ich doping i wiedziałem, że muszę dać radę, bo nie mogę ich zawieść.

 

- Następna walka już za 2 tygodnie w USA. A rywal będzie jeszcze trudniejszy.

 

- Trudniejszy, ale i... łatwiejszy. Tim Sylvia jest cięższy ode mnie i to on teraz będzie musiał dotlenić więcej mięsa. Waży przecież ponad 140 kg. Będzie więc wolniejszy niż Japończyk, który okazał się bardzo szybkim zawodnikiem. W USA może być różnie. Jedno wiem na pewno - będzie we mnie więcej pokory. Siły rozłożę na cały dystans. Potrzebowałem lekcji MMA i ją dostałem.

 

- Po walce z Kawaguchim Amerykanie kpią z ciebie. Piszą, że pewnie stchórzysz, symulując kontuzję.

 

- Bzdura! Nie mogę się już z tego wycofać. Skoro się tego podjąłem, to dopnę swego. Amerykanom w zawodach strongmanów pokazywałem, że jak trzeba, to potrafię walczyć na czworaka. Z Sylvią, jak będzie trzeba, zrobię tak samo.

 

- W walce z Najmanem nie przyjąłeś żadnego ciosu. Z Kawaguchim już kilka ich było.

 

- No właśnie, a przecież niektórzy trenerzy mówili, że dostanę jednego gonga i się rozpłaczę jak dziecko. Przyjąłem ich kilka, ale szedłem cały czas do przodu.

Źródło: se.pl

Oceń wpis: 
(0 głosów)