Oto wojownicy, którzy wykorzystują... Pudziana!

W Polsce każdy zna Mariusza Pudzianowskiego. "Krwiopijcy" często z tego korzystają - dla własnych zysków.

Pięć tytułów mistrza świata, złote medale mistrzostw Europy i Polski - w strongmanach Mariusz Pudzianowski osiągnął wszystko. Dziś próbuje swoich sił w MMA i - choć nie jest wybitnym fighterem - to wciąż ma za sobą miliony kibiców, którzy kochają go bez względu na wyniki.

Inni tylko czekają żeby to wykorzystać. To dlatego wielu mniej znanych sportowców obraża "Dominatora" i wyzywa go na pojedynek. Wiedzą, że jeśli uda im się z tym przebić do mediów, to będą mieć swoje pięć minut sławy.

Kto najbardziej lubi się lansować na nazwisku "Dominatora"?

Powiedzmy sobie szczerze: kto by wiedział dzisiaj kim jest Okniński, gdyby nie próbował oczerniać Pudziana w mediach? Pionier polskiego MMA, dopóki trenował strongmana, był jak wiatr - niezauważalny. Potem zaczął rzucać oskarżeniami: a to, że Mariusz nasyłał na niego osiłków, a to znów, że brał sterydy, że jest mega sknerą albo, że jego walki są ustawiane. Wiedział co robi.

Dziś większość fanów doskonale zna jego osobę i klub, który prowadzi. Gdyby tak jeszcze udało się mu doprowadzić do walki ze swoim byłym podopiecznym... Na razie na to jednak się nie zanosi. Nie osiągnął wielkich sukcesów w strongmanach, dlatego postanowił przerzucić się na MMA. Polska usłyszała o nim jednak po raz pierwszy dopiero, kiedy zdecydował się wyzwać do pojedynku Pudzianowskiego.

- "Pozamiatam nim ring", "nauczę go śpiewać tenorem" - odgrażał się w ten sposób wielokrotnie.

"Vanderlei" zmienił taktykę i zrobił się potulniejszy, kiedy zauważył, że na jego wołania ludzie niechętnie reagują.

To był dobry ruch, przynajmniej na moment. Zdobył zaufanie KSW, dostał walkę z Kamilem Walusiem, ale zawiódł i został odesłany z kwitkiem. W międzyczasie zdążył jeszcze stoczyć kolejną wojenkę na słowa ze swoim wyimaginowanym wrogiem - Pudzianem.

Był obiecującym fighterem, ale jego kariera legła w gruzach po zamieszkach do jakich doszło podczas jego trzeciego strarcia w karierze - w Reading w 2008 roku. Na terenie Anglii ukarano go zakazem odbywania oficjalnych walk MMA.

"Wyskoczyłbym na solówkę z Pudzianem". Grozi mu... Polak!

Fani sportów walki zapomnieli o Popku na dobre kilka lat. Ale kontrowersyjny sportowiec chce wrócić. I chce, aby jego comeback został zauważony. Dlatego postanowił skorzystać z popularności Pudzianowskiego.

- Podejrzewam, że w KSW dostałbym walkę z kimś mniej znaczącym, a potem wyskoczyłbym na solówkę z Pudzianem. I kto by wygrał? Popek by wygrał! - zapowiedział pewny swego.

Taki scenariusz zdaje się być jednak bardzo mało prawdopodobny, bo szefowie federacji szukają innych rywali dla swojej gwiazdy.

Bokserem nigdy nie był wybitnym, na "Big Brotherze" też jakoś specjalnie się nie wybił. Kibice zaczęli kojarzyć "El Testosterona" dopiero, kiedy okazało się, że zmierzy się z Pudzianowskim na KSW 12. Grał tego złego, prowokując Mariusza na każdym kroku. Miał nawet rzucić się na byłego strongmana podczas podpisywania kontraktów. Po latach przyznał się, że to była ściema, zwykła autopromocja, aby pojedynek sprzedał się jak najlepiej.

- Ludzie naprawdę uwierzyli bezgranicznie, że ja i Pudzian jesteśmy śmiertelnymi wrogami, a to po prostu była doskonale przeprowadzona promocja w amerykańskim stylu - śmiał się "El Testosteron". Starcie zostało obejrzane przez 6,5 mln widzów. To rekord do dziś, jeżeli chodzi o gale organizowane przez KSW.

Walczył na galach UFC, IFL i wielu innych federacji, ale mniej znaczących. W 2011 roku odsunął się w cień. Wyszedł z niego, kiedy zaczęło brakować pieniędzy. W jednym z wywiadów oświadczył, że gdyby miał wybrać sobie rywala, to wziąłby właśnie Pudziana.

Weteran MMA chce walczyć z Pudzianem! Problem w tym, że...

Miał nawet prowadzić z szefami KSW rozmowy na ten temat. Szkoda tylko, że ściemniał. Bo kiedy zapytano o Ciesnolevicza Macieja Kawulskiego, ten kategorycznie zaprzeczył. Mieliśmy więc do czynienia z kolejnym sportowcem, który chciał się jedynie wypromować na nazwisku pięciokrotnego mistrza świata strongmanów.

Walczył na galach UFC, IFL i wielu innych federacji, ale mniej znaczących. W 2011 roku odsunął się w cień. Wyszedł z niego, kiedy zaczęło brakować pieniędzy. W jednym z wywiadów oświadczył, że gdyby miał wybrać sobie rywala, to wziąłby właśnie Pudziana.

Miał nawet prowadzić z szefami KSW rozmowy na ten temat. Szkoda tylko, że ściemniał. Bo kiedy zapytano o Ciesnolevicza Macieja Kawulskiego, ten kategorycznie zaprzeczył. Mieliśmy więc do czynienia z kolejnym sportowcem, który chciał się jedynie wypromować na nazwisku pięciokrotnego mistrza świata strongmanów.

Oceń wpis: 
(4 głosów)
Więcej w tej kategorii: Pudzian szykuje się do walki! »