Pudzianowski: nie będę powolnym wołem lecz lokomotywą

11 grudnia na gali KSW w Warszawie wielokrotny mistrz świata siłaczy Mariusz Pudzianowski zmierzy się w pojedynku na zasadach MMA z pięściarzem Marcinem Najmanem. "Wykonałem to, co sobie założyłem, sięgnąłem pięć razy po mistrzostwo świata (strongmenów - przyp .red.), a teraz szukam nowych wyzwań."- mówi popularny "Pudzian" o powodach, dla których zdecydował się na start w Konfrontacjach

- Mariusz, wiadomo, że w waszej grudniowej walce atutem Marcina Najmana będą techniki bokserskie. Co ty jemu możesz zaproponować? Jakie są twoje doświadczenia, jeśli chodzi o sztuki walki?
Mariusz Pudzianowski: Kilkanaście lat bawiłem się w karate, parę lat boksowałem, było trochę zapasów - liznąłem wszystkiego po trochu. Co prawda walk oficjalnych nie miałem, ale można powiedzieć, że dobrze sobie radzę w szarpaniu… Gdybym się źle czuł w formule MMA, na pewno bym się na coś takiego nie zgodził. Moim atutem na pewno będzie siła. Z tego co widziałem, to 75 procent walk w MMA wygrywanych jest w parterze- jeżeli ktoś ma dobry parter, to dobrze sobie radzi. Na pewno Marcin będzie dużo ode mnie szybszy, bo waży 100 kilogramów, a ja prawie 140- będę musiał troszkę pomyśleć, jak to rozegrać… Walka w stójce też jednak nie jest mi obca, więc i tu nie chcę przekreślać swoich szans.

- Przemek Saleta w jednym z wywiadów wspominał, że sparował kiedyś z tobą. To prawda?
MP: Zgadza się. Byłem wtedy młodym chłopakiem, miałem 19 lat. On był już facetem z dużym doświadczeniem w boksie, więc obrywałem od niego.

- Swego czasu mówiło się, że miałeś spróbować swych sił w Pride. Na ile ta sprawa była poważna?
MP: Owszem, były kiedyś rozmowy na ten temat, ale organizatorzy nie sprostali moim oczekiwaniom i temat się skończył. Później wyznaczyłem sobie cele do zrealizowania w Strongmanie. Osiągałem kolejne sukcesy i postawiłem sobie za punkt honoru, by zostać najlepszym zawodnikiem w historii tego sportu. Wykonałem to, co sobie założyłem, sięgnąłem pięć razy po mistrzostwo świata, a teraz szukam nowych wyzwań.

- Dzięki sukcesom w Strongmanie zdobyłeś reputację znakomitego sportowca, mistrza, dominatora. Marcin natomiast w swojej specjalności jest zawodnikiem najwyżej średnim. Nie boisz się, że w razie porażki stracisz trochę ze swojego mistrzowskiego wizerunku?
MP: Jeżeli już wychodzę na matę, to po to, by wygrywać. Ja nie zwracam uwagi na to, jakim Marcin jest bokserem, bo nigdy nie lekceważę żadnego przeciwnika - mam szacunek dla każdego sportowca, nieważne jaki poziom prezentuje. Oczywiście, że biorę pod uwagę porażkę, różnie to może być, ale na pewno tanio skóry nie sprzedam. Do odważnych świat należy! Jeżeli się nie sprawdzę, nie będę wiedział, na co mnie stać.

- Nad jakimi elementami będziesz się skupiał, przygotowując się do walki z Najmanem? Stawiasz na techniki uderzane czy będziesz chciał go "zdusić" w parterze?
MP: Dla mnie liczy się przede wszystkim to, by wygrać, a czy to będzie na górze czy na dole, to jest mi obojętne. Potrafię poradzić sobie i w stójce i w parterze.

- Marcin Najman waży 104 kilogramy. Rzucałeś już takimi ciężarami?
MP: 100 kilo to nie jest dla mnie duży ciężar. Tym bardziej, że Marcin nie jest zawodnikiem, który trenuje sporty siłowe - w takim wypadku mógłby postawić opór. W parterze na pewno będę miał nad nim dużą przewagę.

- Ważysz 140 kilo i są to w zasadzie same mięśnie - kawał ciała do napełnienia tlenem. Jak może twoim zdaniem różnić się wysiłek fizyczny w ringu od tego, który gra rolę w zawodach siłaczy?
MP: Warto przypomnieć, że w Strongmanie jestem zawodnikiem szybkim i dynamicznym. Nie jestem 140-kilowym wołem z dużym brzuchem. Ci, którzy oglądali zawody z moim udziałem, wiedzą, że jestem jak na swoją wagę zwinny i szybki. Poradzę sobie…

- To prawda, świetnie wypadasz w konkurencjach bazujących na szybkości…
MP: Moim atutem w sportach siłowych jest szybkość i dynamika, dlatego właśnie w ringu z Marcinem nie będę jakimś powolnym wołem.

- Podejmiesz się typowania, jak zakończy się walka?
MP: Na pewno będę ciężko pracował na treningach, bo moim planem nie jest wyjście tylko do jednej walki. Także przede wszystkim ciężka praca. Efekty będą na pewno, bo jeśli się za coś biorę, to efekty na pewno przyjdą. Wiadomo, nie od razu Rzym zbudowano, ale krok po kroku będę piął się do góry.

Oceń wpis: 
(0 głosów)

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW