Ekstaza po błyskawicznym pokazie "Pudziana"

Ponad dwa miesiące przygotowań, kilkudniowe walki na słowa, tysiące zadrukowanych gazetowych szpalt i setki informacji w Internecie. Przed "Polską konfrontacją stulecia" w formule MMA Mariusza Pudzianowskiego z Mariuszem Najmanem szumu było prawie tyle samo, co przed pięściarską "Polską walką stulecia" Tomasza Adamka z Andrzejem Gołotą. Efekt końcowy był jednak zgoła inny – "Pudzian" potrzebował zaledwie 44 sekund, by wbić "El Testorena" w ring i wybić mu MMA z głowy. Przynajmniej na jakiś czas. Gdy przemówiły pięści stało się jasne, że z dwóch książąt zadatki na króla ma tylko jeden.
XII Konfrontacja Sztuk Walki byłą najsłynniejszą z dotychczasowych. Wszystko dzięki pojedynkowi "Pudziana" z Najmanem. To oni nakręcili całą machinę, która eksplodowała w piątkowy wieczór, a apogeum wybuchu nastąpiło trzy minuty przed północą.

XII KSW, która odbyła się na warszawskim Torwarze była wydarzeniem. Po raz pierwszy walki MMA obejrzało w Polsce na żywo ponad 6 tysięcy widzów. Wszyscy, albo zdecydowana większość, przyszła tylko z jednego powodu. Całą Polskę elektryzowała walka "Pudziana" z Najmanem, a tylko nieliczni szczęśliwcy mogli ją zobaczyć wokół ringu. Pustych miejsc w hali praktycznie nie było.

Inna sprawa, że większość kibiców nie bardzo rozumiała zasady, na jakich były rozgrywane walki. Sporo fanów po raz pierwszy w życiu widziało na żywo ten rodzaj coraz popularniejszej na świecie, a także i u nas dyscypliny. Podczas początkowych walk turniejowych czuć było, że widzowie dopiero uczyli się zasad. Ale już było wiadomo, w jakim celu przyszli.

Podczas prezentacji wszystkich zawodników przed rozpoczęciem walk najwięcej gwizdów towarzyszyło wejściu na podest Najmana. A najwięcej braw – Pudzianowskiego. Sympatia widzów rozłożyła się bardzo wyraźnie – 99 procent było za strongmenem, który podczas KSW reprezentował karate, a zaledwie co setny trzymał stronę znanego bardziej z programu Big Brother niż z udanych występów na ringu boksera.

Ponad trzy godziny w oczekiwaniu na "Polską konfrontację stulecia" upłynęło bardzo szybko. Walki turniejowe, a także extrafight, które ją poprzedziły, były ciekawymi widowiskami. Niezbyt wyrobiona publiczność gwizdała, gdy przegrywali nasi, ale widać to już taka nasza narodowa mentalność… Szczególnie nie przypadł do gustu kibicom dzielny Amerykanin David Oliva, który pokonał dwóch Polaków.

Gdy zbliżała się północ nie miało to już jednak żadnego znaczenia. Pierwszy na ring, przy ogłuszających gwizdach, wyszedł Najman. Poprzedziła go czteroosobowa grupa tancerek, ale i one nie zdołały zniwelować jawnej niechęci publiczności do "El Testosterona". Fani momentalnie zmienili nastawienie, gdy spiker ogłosił, że za chwilę na pomoście pojawi się Pudzianowski. Poprzedził go jego brat i razem wkroczyli do hali przy dźwiękach wpadającego w ucho przeboju odśpiewanego przez młodszego z "Pudzianów".

Kibice wpadli w ekstazę. Głośne brawa i skandowanie "Pudzian, Pudzian" słychać było pewnie na Krakowskim Przedmieściu. Gdy strongmen zerwał z siebie koszulkę dało się słyszeć także piski całkiem licznie zgromadzonych na Torwarze przedstawicielek płci pięknej.

Nikt jednak nie spodziewał się, że ta walka potrwa zaledwie 44 sekundy. Obaj zaczęli spokojnie, ale po kilkunastu sekundach "Pudzian" ruszył do szturmu. Zadał kilka low-kicków, po których zaskoczony takim obrotem sprawy Najman zachwiał się, ale utrzymał się na nogach. Po kolejnych kopnięciach cięższego o ponad 25 kg pięciokrotnego mistrza świata strongmenów Najman padł na ring i tylko osłaniał głowę przed silnymi i szybkimi ciosami rywala. "Pudzian" wyprowadził ich około dziesięciu, gdyż na więcej nie pozwolił czujny i odważny arbiter, który złapał siłacza za rękę, sam prawie przy tym obrywając. Na szczęście przytomnie przerwał tę jatkę, bo gdyby nie jego interwencja, nie wiadomo, czy nie spełniłyby się słowa Pudzianowskiego z czwartkowego ważenia… "Ta pięść to śmierć" – powiedział, choć na pewno nie chodziło mu o dosłowne tego ostatniego słowa znaczenie. Gdy okładał Najmana, publiczność w hali wpadła w ekstazę, hala prawie eksplodowała. Pudzianowski rozprawił się z rywalem jak z uczniakiem.

- Nie spodziewałem się, że to się tak zakończy. I że tak szybko. Pudzianowski zupełnie zaskoczył Marcina tymi kopnięciami. To były potwornie bolesne uderzenia. Późniejsze ciosy to już tego konsekwencja. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało – powiedział Onet.pl Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz olimpijski w boksie (1964 i 1968).

Najman po walce był załamany. – Chciałem przede wszystkim wytrwać pierwszą minutę. Nie udało się – wydukał załamany. – Pudzianowski to silny facet – dodał jeszcze. I to wszystko. Pod koniec gali pojawił się w okolicach ringu. Mówił niewiele, głównie kręcił głową, nie mogąc zrozumieć, jak doszło do tej błyskawicznej porażki.

Nieliczni podchodzili do niego, by zrobić sobie zdjęcie. Nie odmawiał, ale pewnie słyszał docinki kibiców. "Ja? Z nim? Zdjęcie? Chyba zwariowałeś. Po co mi?" – pytał retorycznie jeden z fanów, jak nietrudno się domyślić, zwolennik Pudzianowskiego. Najman mógł pewnie usłyszeć także, że jest... lepszy od Gołoty. Dokładnie o dziewięć sekund. "Od dziś "jedna Gołota" równa 53 sekundom przechodzi do lamusa, a do układu SI trzeba wpisać "jednego Najmana" – 44 sekundy" – dworowali kibice.

Nad Najmanem nie pastwił się za to Pudzianowski. I chwała mu za to, bo pokazał, że potrafi wygrywać z klasą. Pozwolił sobie po walce na jedną tylko uszczypliwość. "Najman przegrał, ale i tak jestem pod wrażeniem - że nie bał się ze mną wejść do ringu" – powiedział po walce. Zdradził także swój największy sekret, a mianowicie taktykę. "Miałem wyjść i wygrać" – stwierdził z rozbrajającą szczerością. "No cóż, jak widać dwa miesiące ciężkiej pracy przyniosły efekty" – ocenił walkę. I dodał, że spodziewał się więcej, jak to określił - "ganiania", ale obyło się bez tego. Gdy na koniec podziękował kibicom za doping, publika znów wpadła w ekstazę. I znów rozległo się głośne "Pudzian, Pudzian!".

Bez wątpienia Pudzianowski był wielkim bohaterem wieczoru. Ulubieniec publiczności, który na swoją popularność pracował latami ciężkiej pracy, znów nie zawiódł. Być może będzie gwiazdą formuły MMA… "On ma wielkie możliwości i wszelkie ku temu predyspozycje. Jest silny, ale do tego bardzo szybki. Trzeba to wykorzystać" – ocenił Kulej.

Pudzianowski udanie wszedł zatem w MMA. Zaskakująco łatwo rozprawił się z Najmanem, który przed walką wiele mówił o noszeniu worków z ziemniakami, przeciąganiu samolotów i "hodowli siłaczy". Najsilniejszy człowiek świata odpowiadał krótko: "Poczekajmy, niech przemówią pięści". W piątkowy wieczór, a w zasadzie w piątkową noc przemówiły. Bardzo skutecznie, głośno i dobitnie. I na tyle szybko, że – nawiązując do skeczu Marcina Dańca - retransmisję walki będzie można obejrzeć w "Teleexpressie"...

Źródło: Daniel Bednarek, sport.onet.pl

Oceń wpis: 
(0 głosów)

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW