Pudzian: Przed walką miałem podłączoną kroplówkę i inhalatory

Krzysztof Pyzia : Można sobie było wymarzyć lepszy debiut w MMA?
Mariusz Pudzianowski : Można było sobie wymarzyć troszeczkę lepszy dlatego, że przed walką miałem gorączkę. 38 stopni trzymało mnie od czterech, pięciu dni i nie mogłem tego paskudztwa wykurzyć. Przed wyjściem na ring troszeczkę było niepewności. Czy wytrzymam to, czy przeżyję tę walkę?

Ale wytrzymałeś i zaliczyłeś bardzo dobry debiut. Czym Ciebie zaskoczył Najman? Zaskoczył Cię w ogóle czymś?
- Nie miał okazji mnie zaskoczyć. Zabrakło czasu, by mógł się rozwinąć. Troszeczkę nie dałem mu pola do popisu, więc tak naprawdę nie zaskoczył mnie czymś. A czy mnie w ogóle czymś zaskoczył? Zaskoczył mnie swoją odwagą, że nie bał się i do samego końca pozostał na ringu. Dotrzymał słowa. Co prawda mu nie wyszło, ale cóż?

Wierzysz, że dojdzie do kolejnych Waszych pojedynków?
- Nie mi to jest oceniać. Są od tego menadżerowie, niech oni już to ustalają. Moja rola to uczciwie trenować, a jak to się wszystko dalej potoczy, to już jest zadanie menadżerów.

Myślisz, że Najman byłby na tyle odważny, by stanąć z Tobą jeszcze raz na ringu?
- Odważny to już jest, bo wyszedł raz. Być może wyszedłby i drugi raz. Nie mam zielonego pojęcia.

Jak wyglądały Twoje ostatnie godziny przed walką?
- Przed walką miałem podłączoną kroplówkę i inhalatory, ponieważ tak mnie męczył kaszel, że czasami ledwo powietrze łapałem.

Trzeba przyznać, że idąc na ring wyglądałeś zupełnie inaczej niż Twój przeciwnik. Byłeś „wyluzowany”, zachowywałeś się, jakbyś szedł na spacer.
 - W sporcie zawodowym startuję jedenaście lat. I na mnie sześcio tysięczna publiczność nie robiła wrażenia. Występowałem już przy dużo większej publiczności, czy to w Stanach Zjednoczonych, czy też w Polsce. Po prostu wychodziłem za każdym razem, jakbym szedł na zawody, żeby zrobić swoje.

Kiedy do Ciebie dotarło, że to już koniec? Walka trwała przecież tylko 44 sekundy!
- Kiedy sędzia odciągnął mnie od liny i powiedział dość!

No właśnie, mało sędziemu co się nie oberwało…
- Nie. Wiadomo, że akurat będąc na macie, takiemu przeciwnikowi się nigdy nie odpuszcza, bo wtedy wystarczy jeden zły ruch i role mogą się odwrócić. Widziałem takie przypadki.

Teraz wszyscy zadają sobie jedno pytanie : „Koniec kariery strongmana Pudziana, początek przygody z MMA?”.
- Gdybym teraz zrezygnował z udziałów w zawodach strongmanów, to musiałby mnie ktoś zastąpić. Na dzień dzisiejszy to jest ciężki kawałek chleba, bo chyba nie ma mnie kto zastąpić. Zabrzmi to może nieskromnie, ale nie ma na razie w Polsce mojego następcy, który byłby w stanie zdobyć tytuł Mistrza Świata. Jeszcze ze strongmana nie rezygnuję, więc na pewno jeszcze w tej roli mnie zobaczycie.

Kogo upatrujesz na swojego następcę? Masz takich kandydatów?
- Aktualnie nie widzę. Może to jest brutalna prawda, ale na dzień dzisiejszy nie widzę chłopaków, którzy będą zajmować pierwsze trzy miejsca za każdym razem na imprezach międzynarodowych. Nie mówię o Polsce, bo Polska to jest tylko Polska. Mówimy o zawodach międzynarodowych. Tak jak startowałem przez ostatnie lata. Jechałem na zawody i zawszę jakiś puchar przywoziłem.

I na koniec zdradź nam – miałeś już okazję świętować swoje zwycięstwo w MMA?
- Nie, nie świętowałem. Cały czas bolały mnie oczy. Do tego miałem gorączkę. Po walce wyszedłem do kibiców na dwadzieścia minut. Przebrałem się w dres i samochodem wróciłem do domu. Wskoczyłem szybko do jacuzzi i później poszedłem spać.

Dziękuję za rozmowę i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
- Dziękuję również.

Oceń wpis: 
(0 głosów)

Copyright 2013 © Pudzian Team
administracja i technologia:
Obsługa stron WWW